Dzisiejsza trasa, jest jak spełniający się sen! Nie jest jednak dosłownie jak sen... Chociaż... Sny też potrafią się zgubić i nie wszystko w nich musi iść idealnie. W życiu też nie bywa tak idealnie jakbyśmy chcieli, o czym można przekonać się na dzisiejszej trasie. Dłuższy czas na nią czekałem, z dnia na dzień o niej myśląc. Podsumowuje ona jakby pewny okres mojej znajomości z JS, w zasadzie mija miesiąc czasu od naszego spotkania w realnym życiu i będzie tak nieco ponad 2 msc znajomości w ogóle: Więzi znajomości. A więc to najwyższy czas coś podsumować! :) A tak się złożyło, że dziś zmiana czasu. Dłuższy dzień dawał więcej możliwości. Tak w ogóle spodziewałem się tego, że dziś nieco większy dystans zrobię. Nie planowałem jednak aż 100 km trasy z którą ostatecznie przyszło mi się dziś zmierzyć. Skoro już byłem bliski tej magicznej liczbie to nie wypadało nie próbować i nie walczyć do końca mimo wszystko! Jednak z pewnego względu dzisiejsza trasa musiała zostać podzielona na dwie części. I dopiero suma tych dwóch części daje mi dzisiaj te 100 km. Ten podział nie jest jednak taki oczywisty, ma swoje punkty wspólne oczywiście, a dzieli go "w między czasie" pewna przerwa techniczna. No tak się zdarza co poradzić. Nie wszystko da się w życiu zaplanować! :) Jednak JS obiecała, że jak wróci do siebie, to powtórzymy dzisiejszą trasę! :) Na pewno będzie łatwiej ją powtórzyć ze względu na coraz dłuższy dzień :) Dziś jednak najważniejszą część trasy przejechaliśmy razem. Oficjalnie otworzyliśmy wiosnę zmianą czasu na letni, w przepięknych okolicznościach natury jakie towarzyszyły nam przy rzece Redze w Makowicach. Oczywiście nie brakuje pewnych kontrowersyjnych tematów jak np. syndyk i jego bandyckie poczynania. Bo to co się odpierdala choćby na tym lotnisku... To już przechodzi wszelkie słowa. Trudno tu się nie unosić. Czy to wypada czy nie... Nie jestem wstanie inaczej powiedzieć niż wspomniałem: co tu się odpierdala?!. Miałem wobec tej sytuacji na lotnisku i bandyckiemu działaniu syndyka spinę z kuzynem, który robi tu (na lotnisku Makowice) jako ochroniarz. Jako, że syndyk to jego pracodawca to go broni. Jednak jakiś swój rozum trzeba mieć. A najwidoczniej jemu zaczyna go brakować. No cóż poradzić. Nie chcę się skupiać na tym debilizmie i jak widać niepotrzebnej wymianie zdań. To są kontrowersyjne tematy idące o wycinki drzew. I w ogóle niszczenie tego lotniska. Dzieje się coraz gorzej. Ja tu z kolei bywam na tyle często by widzieć, że kuzyn po prostu pierdoli głupoty. Teraz to łatwo wszytko co złe zgonić na wichury. Jakoby to one miałyby być winne wszystkiemu złu, które wydarzyło się tuż po nich, i które wydarzy się w dalszym czasie tuż po nich. A ja po prostu tej argumentacji nie kupuję. Nie żyję pierwszy rok na tym świecie. Nie robię sobie pierwszego wroga, walcząc o sprawiedliwość - bo cóż, czyż warto inaczej na ziemi tej żyć? - jak nie walczyć o to co słuszne i dobre. Za każdą cenę. Nawet cenę swojej wolności czy życia. Naprawdę nie warto żyć będąc zniewolonym więzami niesprawiedliwości, na które się tak ochoczo godzimy. Mimo tego, że dzisiejsza trasa była piękna, w miłym towarzystwie. I chętnie bym ten wyjazd jeszcze nie raz powtórzył, to jednak nie mogę przejść obok oczywistości. Tą oczywistością tej otaczającej mnie rzeczywistości jest to, że jutrzejszy dzień będzie gorszy od mijającego. Już kiedyś o tym wspominałem, może nie dokładnie tymi samymi słowami ale o tym samym myślałem. Trudno nie powtarzać się. Mijają lata a te same problemy się pogłębiają. Teraz mam z czym to zresztą porównywać. Bez mała 1000 tras (wkrótce także 1000 dni odkąd prowadzę bloga) rowerowych będzie za mną. A to już szmat czasu. I pewny ząb historii dość mocno wgryza się w przedstawiany przeze mnie obraz świata... A ten obraz jakby o tym nie wspominać jest coraz bardziej apokaliptyczny. Z roku na rok wszystkie negatywne problemy, o których wspominałem wciągu ostatnich 6 lat się pogłębiają. Z każdym dniem, każdą kolejną trasą czy przeżytym dniem obawiam się coraz bardziej tego jaki będzie jutrzejszy świat, w którym przyjdzie mi żyć? Z pewnością będzie gorszy. Bardziej pusty i samotny. Tego jedynego można być w życiu pewnym - właśnie tego, że może być tylko gorzej.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1003
Trasa nr [łączna]: 1083
Trasa nr [na blogu]: 997
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 19
W tym roku: 42
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1073 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 987 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 5728.05 km
Stan Licznika Końcowy: 5778.7 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5779.07 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 18345 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 18395 km
Maksymalna prędkość: 33.5 km/h
Przejechałem: 50.65 km
Przejechałem [msc]: 689.8 km
Przebieg roweru [rok]: 1275.03 km
Przebieg roweru [suma]: 42478.29 km
Przejechalem w 2022: 1223.98 km
Podroż dookoła świata (2022) 3.06 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 106.1957 [%] km
Czas jazdy: 04:06:34 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2456:45:02 h
Czas Jazdy Suma (2022): 85:50:51 h
Czas Jazdy Suma (marzec): 48:38:22 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2680:11:10 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:33:36 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:02:38 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:49 h
Średnia: 12.35 km/h
Trasa w dniu dzisiejszym zaczęła się dla mnie po godzinie 7. Było jeszcze szarawo, szron trzymał się na roślinkach. Ja dość mocno spakowany ruszałem w trasę. Nim ruszyłem to jeszcze trzeba było napompować powietrza do przedniej opony w Aurelii. Dawno tego nie robiłem. W tym roku chyba wcale. I już trochę miękka była. Oczywiście nabijała się po jazdach jednak nie miała sporo powietrza. A dla mnie optymalnie jakby miała z te 5 atm. Obecnie może mniej. W końcu ta opona ma przejechane ponad 25k km. I jest coraz bardziej poniszczona. Bieżnik jest cały pocięty, dziurawy. W sumie trudno się dziwić, skoro na niektórych wyprawach dziko rosnące róże potrafią nas zaatakować! Jak np. dosłownie tydzień temu na trasie: Nowymi odkryciami. A przecież na przestrzeni lat (Październik 2018 - Marzec 2022), a także setek tras które w tym czasie się odbyły (>600) - nie liczyłem dokładnie co do trasy. Nie ma ot teraz większego znaczenia. Ale gdyby kogoś interesowało to podliczyłem jakieś 692 trasy w sumie (od: Makowice z 11.10.2018 r.) - po dzisiejszą. To działy się różne cuda na tych trasach. Pokonywałem różne tereny w różną pogodę. Zresztą dziś mamy taki świeży przykład. Z rana jeszcze trochę chłodniej. Niższa temp. A po południu już ponad 10℃ ciepła. Fajnie wiosennie. No i cały przekrój dróg po których jeździłem. Od asfaltów, przez dziurawe asfalty po piaszczyste drogi. Ze mną sprzęt nie ma lekko. Nowa znajomość JS też nie będzie miała lekko :) Choć ona woli jeździć po takich terenowych stronach, to ja ją będę jednak często na wojaże wyciągał. A tak się rozmarzyłem o tej oponie przedniej... Ostatnio sporo o niej myślałem. W końcu szmat czasu za nami - prawie 700 wspólnych tras. Wkrótce będzie coś jeszcze - to kwestia kilku wyjazdów - ponad 700 rowerowych dni. O oponie to tak przy okazji myślę. Bo bliższe memu sercu jest zbliżające się wydarzenie 1000 tras opisanych na blogu i 1000 dni rowerowych odkąd prowadzę bloga. Te wydarzenia będą miały miejsce na dniach. W sumie parę dni temu cieszyłem się, że wypadną one nieco później jak np. pod koniec Marca, może już w Kwietniu. A teraz się nie cieszę -.- Bo prawdopodobnie popsuje się pogoda wraz z początkiem przyszłego tygodnia. Już nie będzie dwucyfrowego ciepła. I tak ładnie. Ma być deszczowo, wiać. I prym mają wieść niższe temp. :( A ja się już tak mocno przyzwyczaiłem do tego co jest teraz. Przecież tak jest idealnie. Co prawda tak, z rana trochę chłodno było ale dość szybko się ocieplało. O ile rano na Gryfice jechałem w kurtce i w bluzie (co było absurdalne z mojej stron). O tyle już z Gryfic na Bądkowo a dalej Słudwia - i Makowice jechałem w samej kurteczce. A pod Makowicami to już nawet w bluzie i w krótkich rękawiczkach. Trasa jednak się zaczęła w pewnym momencie dłużyć. Mojej towarzyszce organizm odmówił posłuszeństwa. Dość częsta dla sportowców przypadłość - problem z kolanem wyłączył ją z trasy. Choć było trudniej, jednak ambitnie i spokojnie dotarliśmy do Makowic. Tu miałem wprowadzić JS w jej pierwszy Urbex. Skończyło się jednak na chrzanieniu głupot z kuzynem, który właśnie przyjechał na lotnisko. I wkurwianiu się na to co się dzieje. Syndyk ten śmieć zaczął wyżynać kolejne połacie lasów na lotnisku. I wszystko przez wichury. Taaa jasne. I jeszcze wichury uszkodziły okna w budynku dawnej wierzy kontroli lotów?! Wyrwane te okna z premedytacją były. Byłem tu tuż po tych wichurach. I nie było takich szkód. Stąd sformułowałem sobie dzisiaj dość ciekawy wniosek. A ten został szybko wyśmiany. Moja teoria głosi to, że te kurwy jebane specjalnie powyrywali drzewa z korzeniami aby zganiać to na rzekomy wiatr. A to nie jedyny absurd z jakim się tutaj spotkałem. Inny to taki, że powinienem się cieszyć, że syndyk taki dobry i pozwala na wchodzenie, wjeżdżanie rowerem na teren lotniska XDD A co ma kurwa nie pozwalać? Tu sprawa zahacza o te pierdolone rury. Dość powiedzieć, że one nadal są. I czasami wstawiałem na relacji na facebooku zdjęcie z nimi ;) Kuzyn to widział i dureń myśli, że ja "wpuszczam do internetu" te zdjęcia. Tu zaczął się coś pluć, że to teren zamknięty, prywatny. A on jako ochrona ma prawo to zgłosić na milicję jako wtargnięcie Oo. No to kurwa niech jeszcze dzisiaj zapierdala bo zapomni. I niech nie zapomni poinformować syndyka, złożyć mu szczegółowy raport XDD Oczywiście gdyby nie było tych pierdolonych rur nie byłoby też tego tematu. Gdyby nie ta wycinka to pewnie też bym do niego nic nie mówił. A tak mnie ciekawiło, co powie jak zaatakuje syndyka słowami: co ta kurwa syndyk tu odpierdala?!. I się zaczęło gloryfikowanie skurwysyna. Tak, kurwa złodzieja jebanego tutaj gloryfikować. Jeszcze na święty obrazek go dać jak on taki dobry. Napchane kieszenie kasą ma. I jeszcze mu mało. A te wycinki?! Nielegalne i niemoralne. To nie ma nic wspólnego z wichurami tylko tym, że syndykowi ciągle mało kasy. Śmieciowi jebanemu. Nie można ukrywać tego, że za sprzedaż tego drewna jest sporo kasy, i ta kasa w zdecydowanej większości pójdzie do kieszeni syndyka. Nic z zewnątrz włącznie z Gminą Płoty nie zobaczy z tego nic. I jak tu bandytę popierać?! Dobra... jebać syndyka. I nie mam zamiaru dać się zastraszyć, że wjeżdżając na lotnisko robię coś złego. Ja się kurwy nie boję. Niech sobie zgłaszają co chcą. Dla mnie sprawa może trafić do sądu. Ciekawy jestem co miałoby z niej wyniknąć. A tym czasem tego wprowadzenia do Urbexu dla JS nie było. Co prawda zajrzeliśmy do jednego budynku na lotnisku ale tylko tyle. Skoro koleżanka nie mogła się dzisiaj normalnie poruszać to nie było sensu jej męczyć. Dotarliśmy nad rzekę. Nad tą piękną polanę. Tu rozpaliłem ognisko, używając jako rozpałki płynu do dezynfekcji rąk ;) W szkole mamy go sporo. Uprowadziłem trochę w butelce po Oranżadzie :D Po ognisku, gdzie łaziłem za robaczkami, ganiałem za motylkami - ale fotek z motylkami nie mam. Nie chciały się dać fotografować :( Robaczka jednak ładnie sfotografowałem :) Po jedzeniu, odpoczynku pojechałem do domu, kończąc 1-wszą część dzisiejszej wyprawy. Zostawiłem Aurelię w piwnicy, sam udałem się po samochód i zabrałem koleżankę do jej domu w Gryficach. Po czym wróciłem do siebie. I od razu skoczyłem na rower po to aby jechać dalej. Miałem przejechane ponad 50 km. Zrobiłem kolejne 52 km nim definitywnie kończył się dla mnie dzisiejszy dzień. W ten nienaturalny sposób wydłużony o jedną godzinę. Tym samym kończyła się ta piękniejsza część dzisiejszej wyprawy - na której nie byłem sam. I jechałem w towarzystwie :(
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)