Dzisiejszego dnia zrobiłem najdłuższą trasę w dotychczasowych wakacjach. Mam nadzieję, że to nie jedyny mój taki długi wyjazd. Poszczęściło mi się także trochę z pogodą, chodź połowa dnia była taka chłodna a więcej ciepła przyszło dopiero w popołudniowych godzinach gdy już w zasadzie wracałem z dzisiejszej ciężkiej wyprawy - gdzie nie dość, że pomyliłem drogę, to wpadłem w wielkie kałuże - kałuże tak wielkie jak jeziora ;) Skrywane w mrokach nieznanych mi lasów.. Początek wycieczki dość typowy, wszak biegnący w moich ulubionych stronach, drogach, po których od kilku lat jeżdżę dość regularnie. Ruszyłem drogą nr 108 w stronę Golczewa, minąłem Sowno, Mechowo, Truskolas, Unibórz i dojechałem do skrzyżowania z drogą nr 106. Po drodze wstawałem kilka razy porobić kilka zdjęć tuż przy Uniborzu gdzie na szeroką skalę wycina się rosnący tutaj las, niszcząc lokalną przyrodę i jej niepowtarzalny urok a wszystko w imię zysków materialnych -.- Nie lepszy proceder trwa wzdłuż drogi 106 gdzie ciągną się te same duże lasy występujące z każdej strony miasta Golczewo w którym bywam dość często, jak nie specjalnie, to przejazdem. W końcu to moje ulubione tereny do jeżdżenia - które są zresztą dość blisko mojej rodzinnej miejscowości być może dlatego są mi tak bliskie :) Nie chcę już na nowo zagłębiać w ten problem - kilka razy do niego wracałem - gdy w ostatnich dniach jeździłem zarówno po drodze DW108 i DW106 to zwracałem uwagę na dalsze niekontrolowane prace, i wycinki na szeroką skalę tutejszego drzewostanu co ma duży zły wpływ na środowisko, lokalną roślinność i bioróżnorodność ale także kwestie estetyki, niszczenia dróg - najgorzej wypadają pod tym względem lokalne i gminne drogi między konkretnymi wsiami, gdzie nikt tak szybko się za te drogi nie weźmie. Nikt nie zerwie tej klejonej niezliczoną ilość razy nawierzchni i nie poprowadzi nowej drogi - bynajmniej tak szybko. Chodź, co mnie mocno dziwi - taka sytuacja ma miejsce na części drogi z Uniborza do Gryfic przez Ościęcin i Jasiel a być może w tym roku sytuacja zostanie poprowadzona także przez wieś Kołomąć do skrzyżowania na Trzygłów - Recz lub jeszcze dalej bliżej wsi Jabłonowo (?) - to możliwe, w końcu w Grudniu 2016 r. Zrobiono drogę tuż za Uniborzem przez Ościęcin i Jasiel. W wsiach Ościęcin i Jasiel ponadto trwa przygotowanie na budowę chodników. Ciekawe czy taki sam los spotkałby drogę z Golczewa do Stuchowa i z Mechowa (po drodze do Stuchowa) w stronę wsi Popiele i drogi DW105. Tam stan dróg jest zły i bardzo zły, o czym mogłem się przekonać także dziś, jadąc w tamte strony. Wpierw jednak, będąc na drodze 106 skierowałem się w stronę Nowogardu. Jechałem do wsi Błotno. Mijając wieś Błotno - tak sobie przynajmniej wbiłem do głowy, że mijam tam skrzyżowanie gdzie pisze: "Rokita" w rzeczywistości pisze: "Kikorze" i pomyślałem, że tą drogą dojadę jakoś do wsi Rokita gdzie chciałem jechać. Dzisiaj zaplanowałem trasę aby z Błotna pojechać przez Łęgno, Bug, Czarnogłowy. Wszystko byłoby ok, gdybym nie skręcił na Kikorze - dosłownie 50 m. wcześniej miałem znak na Łęgno 3 km. Zaślepiła mnie dobra, szeroka droga. Co prawda nie ideał, sporo łat, dziur - ale czego się spodziewać po lokalnych drogach między wsiami. Także skręciłem z Błota na Kikorze. Jadę sobie, jadę i podziwiam piękne tereny - sporo lasów, drzew - przepięknie tu. Dojechałem tak do wsi Trzechiel. Wiedziałem już teraz, że jest coś nie tak. Za wsią Trzechiel pisało na drogowskazie, że za kilka km, będzie Czermnica. To już wiedziałem, że na pewno źle jadę. Musiałem się cofnąć - tym samym zrobiłem sobie wycieczkę +8km. W sumie to dobrze ! Co prawda dzisiejsza trasa była rozpisana 103 km. Ale przed wyjazdem myślałem aby dobić sobie do 110 km gdy już wrócę, i nie będę zbytnio zmęczony itd. Jednak teraz zmęczenie czy jego brak nie wchodził w grę. Poznałem nową fajną drogę i lepiej rozumiem nie które połączenia tak blisko mych rodzinnych stron, ale jednak jeszcze tutaj nigdy nie byłem. A jaki jest lepszy sposób na zwiedzanie niż się zgubić? :) Nie ma lepszego. Tu się w sumie nie zgubiłem - po prostu pojechałem nie tak jak trzeba. Z pewnością dałbym radę pojechać stąd do Łęgna lub wsi Buk - ale to prowadziło przez pola, lasy - gdzie nie dość, że były komary, to jeszcze zła droga. Po prostu za dużo pada, ciągle pada, ciągle jest deszczowo, zimno to w ogóle nie przypomina lata i w zasadzie odcina możliwości pojechania przez takie leśne drogi czy polne bo są one po prostu w złym stanie. I tak. Ze wsi Trzechiel od razu wróciłem do wsi Błotno - nabiłem dodatkowe kilometry - tyle z tego pożytku miałem - ale przynajmniej zobaczyłem coś nowego, fajnego. A najlepsze było to, że do samego końca sądziłem, że jadę dobrze ale jednak nie. Teraz już nie popełniłem tego błędu, dojechałem do wsi Błotno, skręciłem zgodnie z informacją na znaku na Łęgno i mijałem dalej te same typowe wiejskie tereny, sporo lasów, pól, i łąk czy innych nieużytków. Wiodła tędy także wąska, dość zniszczona droga. Tak dojechałem do wsi Buk, gdzie o drogę o jednak zapytałem gdyż minąłem całą wieś, asfaltowa droga się skończyła, pozostała gruntowa i rozdroże - w dwie strony droga prowadziła w las i nie byłem pewny czy mam jechać w prawo czy w lewo, zapytałem więc o drogę i pojechałem - póki nie zaczął się las było ok. Ale w lesie - masakra! Nie spodziewałem się w ogóle, że będę jechał taką drogą gdyż mapy google jak najbardziej pokazywały, że jakaś droga istnieje, ale nie ostrzegały, że ta droga to zwykła gruntowa - po której w deszczowe dni się nie da jeździć, bo takie błoto, koleiny - masakra jakaś. Ale w lesie to tragedia.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 127
Trasa nr [łączna]: 212
Trasa nr [na blogu]: 126
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 4
W tym roku: 62
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 209 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 123 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 745.02 km
Stan Licznika Końcowy: 858.63 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 840 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 953 km
Maksymalna prędkość: 32.3 km/h
Przejechałem: 113.61 km
Przejechałem [msc]: 310.22 km
Przebieg roweru [rok]: 2309.67 km
Przebieg roweru [suma]: 8176.29 km
Przejechalem w 2017: 2309.67 km
Podroż dookoła świata (2017) 5.7742 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 20.4407 [%] km
Czas jazdy: 06:55:41 h
Czas Jazdy Suma (blog): 293:56:55 h
Czas Jazdy Suma (2017): 158:17:59 h
Czas Jazdy Suma (lipiec): 19:40:10 h
Czas Jazdy Suma (ever): 517:23:03 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 04:55:03 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:33:12 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:18:52 h
Średnia: 16.43 km/h
Co kawałek witały mnie wielkie jeziora wody, całe korowody przyjaznych bzykających stworzeń, które chciały mnie szybciej przeprowadzić przez te mało przyjazne tereny. Ciężko było miejscami omijać te kałuże, bo były naprawdę tak wielkie i długie jak jakieś mini jeziora na środku drogi. Wyłamałem tym samym przedzierając się przez krzaki antenę z radia :(, zdążyło mnie cholerstwo pogryźć. Przy któreś z kolei kałuży się tylko jeszcze pośliznąłem i zamoczyłem całą nogę, but, i skarpetę w jeziorze. Wybrudziłem rower i jego napęd, oblepiony błotem, piachem. Na końcu drogi było skrzyżowanie w prawo, w lewo. Skręciłem intuicyjnie w prawo i zdaje się, że tak też byłem poinstruowany na poprzedniej wsi. Później sprawdzając mapę, gdy już dzisiejszego wyjazdu wróciłem, okazało się, że jakbym w lewo skręcił to własnie w Trzechielu bym wyszedł, że gdzieś tam jednak droga prowadzi. Ale jakby cała miała być jak tutejszy fragment (no bez komentarza). Typowa wieś, tereny wiejskie i odkrywać miejsca i ukryte niewielkie wsie na totalnym zadupiu. Z wsią buk nie było najgorzej. Nieco lepsza piaszczysta droga a później taka kamienna. Żadnej tablicy co to za wieś, w którą stronę gdzie się dojedzie. Tam też musiałem się zapytać jak na Czarnogłowy pojechać i tak skręciłem na Czarnogłowy - dojechałem już bez kałuż, komarów, cały czas gruntowną drogą. Dopiero we wsi Czarnogłowy asfalt. Ale tam znów pomyliłem drogę, skręciłem jakoś chyba w prawo - i pojechałem prosto przez wieś. Na jej końcu, mijając ul. Fabryczną widziałem ruiny jakieś fabryki. Żadnego drogowskazu, nic. Wróciłem się i dopytałem o drogę jak mam jechać aby wyjechać na wsi Przybiernów. W sumie tak jak jechałem też bym dojechał - przez wieś Świętoszewko. Jakbym były jakieś oznakowania lub jakimś cudem zrobiłbym to poprawnie to skręciłbym w prawo na Moracz, w którym i tak wyjeżdżałem a tam już normalnie oznakowana droga na Przybiernów gdzie po drodze mijałem wieś Rokita. Fajne tereny ;) Ale już byłem nieco zmęczony w tym miejscu a przede mną jeszcze sporo kilometrów było. Przemoczony but miałem, nogi całe brudne, od sypiącego się a później zasychającego błota który wdzierał się w każdy zakamarek roweru i w konsekwencji lądował na mnie.. Nie było jednak wyjścia jak nie jechać dalej co uczyniłem. Jechałem już dobrą drogą. Minąłem Rokitę i Przybiernów. W Przybierowie skierowałem się w stronę Świnoujścia i pojechałem po drodze S3 ! Co było największą atrakcją dzisiaj - możliwość jazdy po drodze klasy S - zaraz po Autostradach, najlepsze drogi w Polsce.. Fajnie się jechało mimo większego ruchu na tej drodze. Po drodze mijałem ścieżkę rowerową a gdzie nie ma ścieżki jest szeroki margines - i tak to można jechać! Mała nielegalność nastąpiła kawałek dalej gdy dojechałem do obwodnicy Parłówka. Bo teoretycznie po obwodnicy nie można jechać rowerem. Ale co miałem zrobić, obok wiodła jakaś wieś ale nie znam tych terenów, nie wiem czy bym dobrze wyjechał pociągnąłem więc prosto - minąłem obwodnicę i skręciłem na Parłówko. Z Parłówka pojechałem drogą DW108 do Golczewa. Jak ja tu dawno nie było. Tą drogą, właśnie na Parłówko i na S3 jechałem 29.08.2015 r. Gdy kierowałem się na Świnoujście.. Piękne wspomnienia. A samą drogę dość dobrze znam bo właśnie nią jeżdżę samochodem gdy jadę do Świnoujścia lub Międzyzdroi. Spokojnie sobie dojeżdżałem dalej, zrobionych kilometrów było coraz więcej. Lekkie pozytywne zmęczenie, fajne strony i piękne wsie, które po drodze mijałem. Wsie takie jak Wysoka Kamieńska, Kretlewo, Gadom. I sam fakt, że to dalszy odcinek mojej ulubionej drogi DW108 - zwykle najwięcej jeżdżę nią na Golczewo rowerem, a dziś zdarzyło się jechać nią do samego Parłówka ;) Po drodze do Golczewa miałem jeszcze 3 małe postoje, tuż przed Golczewem też mała przerwa. W Golczewie gdzie miałem już blisko 90 km zrobionych pojechałem niezmiennie z założeniami kawałek drogą DW107 w stronę Kamienia Pomorskiego i odbiłem na Stuchowo. Minąłem najpiękniejsze rejony w źle utrzymanej drodze :( I ciągnące się tutaj wycinki drzew i niszczenie tych przepięknych terenów. Tereny od Golczewa, przez wsie Upadły, Mechowo. Z Mechowa skierowałem się na Gryfice w pełnej miłych wspomnień podróży przez tak dobrze znane mi drogi. Nie mogę patrzeć na to, jak lekką ręką podli i materialistyczni ludzie niszczą tutejszą przyrodę a wszystko ze względu tylko na pieniądze (przecież sprzedaż drewna jest sporo kasy warta). Żal patrzeć jak niszczeją tak dobrze zachowane tereny.. Podobne do terenów za wsią Błotno (Łęgno, Trzechel, Buk, czy Czarnogłowy) miejsca, które tytułowo opisałem PRL-owską historią. To miejsca gdzie czas i dalszy rozwój się zatrzymał. Prócz mentalności ludzi tu zdobycze najlepszych czasów w historii Polski (czasów PRL) są wciąż żywe na wielu płaszczyznach, drogi, uprawy rolne, i wyjątkowość miejsc - które nie zostały dotknięte i zniszczone ludzką chciwością. Wkrótce dojechałem do wsi Popiele, wjechałem na drogę DW105 i dojechałem do Gryfic. Gryfice od tej strony dość mocno się rozbudowują. Co roku jest coraz więcej domków jednorodzinnych, sprzedanych coraz więcej działek.. urbanizacja postępuje. W takich myślach, i przede wszystkim w spełnieniu się z robieniem z rozmachem nieco większej trasy, mijały mi kolejne kilometry, które wiodły coraz bliżej rodzinnych stron gdy jechałem już drogą D109 z Gryfic.. Wkrótce dojechałem do domu. Ale żal mi było kończyć wycieczkę bo co dopiero zrobiło się naprawdę ciepło. Z rana i do południa mimo słonecznej pogody było dość chłodno i nieprzyjemnie. Często spotykałem się także z jazdą pod wiatr. Mimo jednak wielu przeciwności losu i wielu innych małych czy większych problemów - dojechałem i zrobiłem dzisiaj pokaźną trasę - znacznie więcej km. niż pierwotnie planowałem - to jednak daje wciąż żywą nadzieję na to, że wraz z kolejnymi treningami, które dopiero przede mną, sił będę miał na jeszcze dłuższe trasy (nawet 200 km). Wciąż żywa u mnie nadzieja i marzenie, że jeszcze w te wakacje zrobię trasę 300 km - co by było czymś! I dążę do tego aby ten cel zrealizować i konsekwentnie ćwiczyć, trenować aby dojść do pożądanych rezultatów!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)