03.08.2024
Jazda nr: 1466

Tagi: morze, wiejskie_przygody, zk |

Dzisiejsza trasa to kolejna ciekawa przygoda wraz z którą idzie coś więcej! Odkrywanie do tej pory nie odkrytych miejsc, miejscowości i dróg przy wydawałoby się tak dobrze znanych i objechanych nie tylko rowerem stronach... To drogi przy Kołobrzegu czy w ogóle całym nadmorskim pasem od Mrzeżyna do Kołobrzegu przez takie miejscowości jak Dźwirzyno czy Grzybowo. Chociaż jak chodzi o Grzybowo... To sprawa się nieco komplikuje. Tak, byłem tutaj rowerem. Tyle, że jechałem ścieżką rowerową na Kołobrzeg. Więc tak jakby mijałem tą miejscowość -> Przeplatana historia i Nadmorskim szlakiem. Byłem samochodem bo chciałem poznać te Grzybowo. A tak naprawdę tutaj trafiłem (autem) dopiero w tym roku... Dość łatwo się pomylić i Grzybowo jest tuż za Zachodnią dzielnicą Kołobrzegu. Tam gdzie są takie wielkie hotele (ul. Klonowa) - gdzie również byłem -> Kołobrzeska trasa. To nie jest Grzybowo a jeszcze Kołobrzeg Zachód. Złapałem się już na to. Teraz jestem ostrożniejszy! I przejechałem w sumie rowerem pierwszy raz po Grzybowie aby znaleźć się na chwilę w tej wiosce Kołobrzeskiej. Nie lubię tego miasta i tego nie ukrywam. Nie umiem po nim jeździć, gubię się tam. Nie ogarniam tego. Z pozycji mapy nie wygląda to jakoś skomplikowanie ani na coś dużego a w rzeczywistości może nie jest tak fajnie. No ale dobrą sprawę w tym mieście podobnie jak w innych jest kilka takich "kultowych" punktów. A cała reszta to strefa przemysłowa i niekończący się labirynt osiedlowych uliczek. A tam się nie pogubić to nie wiem.. Trzeba by było mieć dar nawigatora i po prostu ogarniać gdzie się jest ;) Także ta piękna historia odkrywała nie odkryte dotąd drogi - przy jeziorze Resko Przymorskie. I nieznane dotąd drogi między innymi ul. Grzybowską w Kołobrzegu, którą wracałem. W pierwszą stronę dojeżdżałem ul. Wylotową. Powiem tak, choć to już wiem od jakiegoś czasu. Kołobrzeg i jego okolica jest niezwykle urokliwa. Pełno rzek, pól, i wzniesień! Jedynie te miasto (sam Kołobrzeg) pełny wielkich hoteli dla wybranych gości jakoś nie pasuje. Wybija się na tle tego klimatu, typowych wsi. Zrobiłem dzisiaj wiele ujęć dronem w tych wręcz bajecznych stronach - przy Robach i Dźwirzynie. Chciałem robić jeszcze ujęcia przy Nowogardku. Zakochałem się w tych stronach gdy jechałem tutaj autem w lipcu. A tak pomyślałem, że może pojechać nowymi drogami... Jechałem z dziewczynami do Grzybowa. . To było jeszcze przed moim urlopem. A dzisiaj nadarzyła się fajna okazja aby zrobić trasę w tych stronach. To miała być początkowo o wiele krótsza wyprawa - miałem pojechać z Mrzeżyna przez Roby do Bieczyna. I tutaj musiałem zdecydować. Czy przebijam się przez Sarnowo i jadę na wieś Sarbia czy od razu przebijam się na Karcino. Tak się złożyło, że przebijałem się obydwoma drogami. Jednak jadąc nie wiedziałem, że tak będzie. Dowiedziałem się dopiero na wyjeździe z Karcina. Gdy walczyłem z poranną pogodą. Było z rana niezbyt przyjemnie. Chłodno. I wiał silny wiatr z zachodu. Prawdopodobnie ten wiatr przyniesie dużą zmianę pogody - ale tylko na chwilę. To koliduje nieco z tym co pisałem we wczorajszym wpisie: Trasa na Brodniki z 02.08. No ale dobra. Pewne jest tylko co się wydarzyło a nie potencjalnie to co może się wydarzyć. Pierwszy mój wybór padł aby od razu jechać na Karcino. I to był najlepszy wybór. Druga możliwość na Sarnowo to było jakieś nieporozumienie. Jak we wsi Sarbia skręciłem na Sarnowo to była masakra. Początkowo nie było drogi tylko sam piach po którym było mi ciężko jechać. Grubo nasypane grząskiego piachu... Potem było trochę bruku. Zajebiście ;) Tyle, że teren górzysty. Napęd rozjebany. Miejscami się poddawał podobnie jak ja. No dobra... Przeżyję to... Tylko, że im dalej tym gorzej bo w pewnym momencie nawet tej jebanej drogi z bruku nie było bo była zasypana piachem i z lewej i prawej strony. Jedyne co zostawało to nierówna wyspa po środku, po której opony dość szybko się ześlizgiwały... A gdy i to przetrwałem i wyjechałem na długo oczekiwanym Sarnowie miałem chwilowo problem nawigacyjny jak tu jechać dalej aby dojechać do Bieczyna... Pokombinowałem i się udało. Dobrze, że w porę się opamiętałem bo zacząłem nieświadomie jechać drogą na wieś Gołańcz Pomorska (wzdłuż drogi DW102). To byłby zajebisty pomysł... Jakbym tam pojechał to nie miałbym wyjścia jak nie wracać na Trzebiatów. I wtedy dzisiejsza trasa z powodzeniem zmieściłaby się w wyniku 100km+. Opamiętałem się ale na swoją szkodę bo droga do Broczyna to była masakra. Dojechałem do drogi, która była zasypana piachem z pola. Tam musiałem wyrywać Aurelię tonącą w tym piachu i tak przez ok. 1 km może trochę więcej tak do 2 km... Sytuacja się niespodziewanie poprawiła. Z piaszczystej pustyni pojawiła się krwistoczerwona droga, wzmacniana czerwonymi cegłami. A przynajmniej pyłem z nich. Najważniejsze, że była utwardzona. Tak dojechałem do Broczyna i zmęczony przygodami i niepewnymi drogami powróciłem do drogi DW109 a dokładnie do wsi Nowielice. Jak na ironię byłem tuż pod Trzebiatowem... Ostatnia prosta musi być pod wiatr... Zresztą na dzisiejszej przygodzie często towarzyszył mi wiatr. Już od rana bywał niesforny... I trochę męczący ;) Spodziewałem się lata - temp. do +25℃. A tym czasem co dostałem? Zimny poranek. No ale dobra jechałem tak wcześnie bo szykowały się plany na drugą część dzisiejszego dnia. Tylko te plany zostały zmienione. I związku z tym, zmieniłem nieco i moje plany. I po prostu z Grzybowa nie wracałem krótszą drogą - wzdłuż nadmorskiej trasy do Mrzeżyna gdzie miałem auto. A właśnie trochę na około. I w sumie ta zmiana planów nieco poplątała te drogi, którymi jechałem ;) A to znalazło swoje odzwierciedlenie w tytule dzisiejszego wpisu!
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1474

  • Trasa nr [łączna]: 1552
  • Trasa nr [na blogu]: 1466
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 2
  • W tym roku: 118

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1538 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1452 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 23088.7 km
  • Stan Licznika Końcowy: 23172.29 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 23022.27 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1497 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 1581 km

  • Maksymalna prędkość: 33.8 km/h

  • Przejechałem: 83.59 km
  • Przejechałem [msc]: 107.82 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4013.45 km
  • Przebieg roweru [suma]: 59872.03 km

  • Przejechalem w 2024: 4013.45 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 10.0336 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 149.6801 [%] km

  • Czas jazdy: 05:06:39 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3589:16:36 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 248:46:41 h
  • Czas Jazdy Suma (sierpień): 06:22:11 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3812:42:44 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:11:06 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:06:30 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:06 h

  • Średnia: 16.39 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego rozpoczynała dzisiejszą piękną przygodę, w której przynajmniej do pewnego stopnia czy momentu było dość mało aut i ludzi! Jak na nadmorskie standardy naprawdę mało. Myśląc nad tym fenomenem doszedłem do wniosku, że Polskie Morze w ten weekend przegrało walkę z trzema innymi dużymi imprezami, które się odbywają: The tall ships races w Szczecinie. Impreza: Pol'and'Rock Festival oraz: Festiwal Słowian i Wikingów w Wolinie. I pewnie inne mniejsze imprezy. A może to dobrze? Bo inaczej ludzie masowo przesiadywali by nad morzem. W sumie tego się spodziewałem ale tak nie było. Z rana po godz. 8 ruszałem do Mrzeżyna gdzie wkrótce rozpocząłem moją dzisiejszą przygodę od dojazdu do wsi Roby. Dojazd szybki zaraz na początku Mrzeżyna odbijałem w szuwary, które mija się od Trzebusza w stronę Mrzeżyna. Przy tych szuwarach ułożona jest droga z płyt. W miarę przyjemnie się tutaj jedzie. Widoki są piękne. Muszę się tutaj wybrać - koniecznie z rana gdy jeszcze nie opadła poranna mgła.. Mogą wyjść z tego naprawdę przepiękne ujęcia z drona. Dzisiaj się nie zatrzymywałem jechałem dalej. Choć w Robach na chwilę przystanąłem tutejszym zabytkom zdjęcia porobiłem i pognałem dalej do Gorzysława skąd odbiłem na Bieczyno. I tutaj jak opisywałem to w pierwszym akapicie dzisiejszego wpisu musiałem dokonać wyboru jak dalej pojadę. Dokonałem słusznego wyboru, choć ten gorszy i tak do mnie wrócił. No nikt nie mówił, że będzie łatwo... Wytrwać w postanowieniu jakie mam. A mianowicie poznać jak najwięcej dróg w województwie gdzie mieszkam (zachodniopomorskie). A przecież do poznania miałem i mieć będę najróżniejsze drogi. I nie zawsze będą to jakiekolwiek utwardzone czy asfaltowe. Taka esencja wsi. Ta gorsza bo taka na dnie. Aromat unosi się wyżej. To przepiękne widoki. Ta magia wsi, w której jestem zakochany! <3 No ale dobra... Z Bieczyna wybrałem się urokliwą drogą przy kościele na Karcino. Była to utwardzona szutrowa droga, przy niej wielkie topole. Na jej końcu nieco zmieniała się nawierzchnia od kamiennych przeszkód po gładkie wielkie płyty, kończąc na oczkowanych płytach, nieco zniszczonych życiem i czasem. A w zasadzie w tym życiu, czas mącił. I stąd te płyty tak wyglądają jak wyglądają. W okolicy na licznych ciągnących się hektarami polach przechodzących od żółci po zieleń trwały intensywne prace polowe. Nadal żniwa. Nie ma co się dziwić. Jeśli pogoda się potwierdzi, to znowu zaszkodzi to rolnikom. Więc intensywnie działają. W całej tej okolicy Karcina po Samowo widziałem wiele kombajnów ciężko pracujących w polach. A tym czasem jechałem dalej na końcu Karcina dowiedziałem się o zmianach planów na dzień dzisiejszy. Zmieniłem również swoje... Wkrótce nie wracałem jak miałem w zamyśle. Zamiast tego pojechałem jak miałem w zamyśle przez Stary Borek do Grzybowa. Z Grzybowa wybrałem się na skromną strawę do Kołobrzegu. Liczyłem, że załapię się na coś blisko. Z jakieś budki najlepiej. A tu nic takiego nie było. Jadąc dalej już w akcie desperacji dotarłem na dworzec główny PKP / PKS w Kołobrzegu. I w tutejszym barze zjadłem skromnego i to naprawdę skromnego burgera "Cwaniak Kołobrzeski" za całe 25 zł dostałem wybrakowany fragment kotleta mielonego, plasterek jakiegoś zasmażonego mięsa trudnego w identyfikacji. Tak cienką bułę, że bez trudu wsadziłbym sobie to całe w usta. Dno burgera wypełniał zielony ogórek, i lekko posmarowany ketchup. Byłem przyzwyczajony do burgerów z kanjpy ZjedzBurger w Gryficach. Tego trudno zjeść w całości i naprawdę idzie się najeść. A tutaj? Taki skromny... Słabo trochę. Jakbym wiedział to szukałbym innego miejsca. No ale dobra. Zjadłem go. I wybrałem się w drogę powrotną. Nie byłem jednak na nią "wzmocniony". Wzmacniałem się Coca-Colą zakupioną w żabce w Grzybowie. Z Grzybowa dojechałem początkowo drogą a potem rowerową trasą R11 do Dźwirzyna skąd odbiłem na urokliwe drogi, przy szuwarach. Podmokłe tereny. Łąki i pola. Droga do Karcina. Tutaj drugi i ostatni raz w dniu dzisiejszym używałem drona. Zrobiłem kilka pięknych ujęć. I pojechałem dalej z znanego już dzisiaj Karcina do wspominanego już dzisiaj Sarbina a dokładnie wsi Sarbia. Piękne te tutejsze wsie i miejscowości. Mogłem się o tym nie tak dawno temu przekonać na podobnej trasie pod Kołobrzeskimi stronami: Przygodowa trasa wielu wsi. A dziś odkrywam te miejsca, te drogi dalej i wnikliwiej. A wiecie gdzie leży sedno problemu? Otóż.. Im więcej odkrywam tym więcej pozostaje do odkrycia. Kolejne drogi, kolejne miejsca. Gdzie chciałoby się pojechać czy chciałoby się wrócić. Tylko kiedy? Jak tego jest tak wiele. No cóż, jestem w Sarbia. Jadę z powrotem do Bieczyno. Niby nie daleko. Niby urokliwie. A tak ciężko. Tutaj powiedzieć, że droga istnieje to skłamać. A nie lubię kłamać i praktycznie nie kłamię. Czasem coś przemilczę czy naciągnę fakty ale, że kłamię? Oj nie. Trudno było się tutaj przebijać. Więcej to na pieszo niż jazdy. A gdy w końcu się udało to sam nie wiem kiedy, może jeszcze w Kołobrzegu? Wbiłem sobie do głowy coś takiego, że z Gorzysławia da się bezpośrednio przebić na Trzebierz. Do Gorzysławia wracałem. W pierwszą stronę tutaj jechałem i za Gorzysławiem robiłem pierwsze loty dronem. W zasadzie da się przebić ale to jest niepewna droga przy polu. To nie ryzykowałem. A stwierdziłem, że nie ma co i dość przygód dzisiaj mam. Wracałem na Nowielice i pojechałem pod wiatr po drodze DW109. Będąc już powoli nieco wykończonym aby nie mówić, że zmęczonym. Trochę dzisiaj zrobiłem w nie łatwym terenie. Trochę wzniesień miałem. Nie wszystkie pokonałem. Napęd się poddawał. A właśnie ten napęd nieszczęsny. Skończył 10k km. Mogę go teoretycznie wymieniać ale dobra. Zobaczę co się będzie działo dalej. A dzieje się różnie bo np. dzisiaj sporadycznie dawał się we znaki i nie od razu. Gdzieś tak przy 50 km? Może bliżej 50 km pierwsze większe problemy. Większość wzniesień pokonałem. Tylko tych "terenowych" no nie dałem rady. Nie mam czym kręcić a szkoda kolan na takie bezsensowne wyczyny... Lepiej już podejść niż nabawić się jakiś urazów. Momentami tak, wkurwiał mnie ten napęd jak tak strzelał, przesuwał się łańcuch. Dzisiaj to jest jednak nic. Prawdziwa poezja była wczoraj - gdzie wczoraj to tylko 24 km. Co to jest względem dzisiejszych 80 prawda? -> Trasa na Brodniki z 02.08. No dobra wczoraj nie narzekałem i nic o tym nie pisałem. Dzisiaj ponarzekam. Napęd od początku od wyjazdu z osiedla gdzie mieszkam nie układał się dobrze, i mną stop strzelał, przesuwał się i mnie wkurwiał. Dzisiaj tak nie było. Ułożył się ładnie i nie sprawiał większych problemów tylko miejscami. I wiadomo pod wzniesienia trochę trudniej. No ale dobra. Musi wytrzymać bo nie ma wyjścia. Już nie długo bo za 212 km bez dzisiejszej trasy a z dzisiejszą to już w ogóle! - odbędzie się trasa 60k km z Aurelią. Jadę na Kaszuby dokładnie do Kościerzyny i Bytowa. Robię zaplanowaną jeszcze na zeszły rok trasę: "55 000" Aurelio !:" - Jezioro Czaplińskie. I nie będę przed trasą 60k km z Aurelią wymieniał tego napędu bo on postanowi się nagle rozwalić. I to mimo to, że nikt w niego nie wierzy (w ten napęd) ani GŻ który na naszym ostatnim wyjeździe do Pasewalku stwierdził, że napęd na pewno do zimy czy zimy nie przetrwa. Czy WG który już dawno by go wymienił. A ja wierzę w ten napęd. Trasa: Trasa "50-tka" - czterech tytułów - coś znaczy. To duży symbol. Wierzę na nowo w to, że mogę wiele osiągnąć (rowerowo) i nie tylko.. Wystarczy się nie poddawać i walczyć dalej o każdą trasę i każdy kolejny w życiu dzień! Mam nadzieję, że wkrótce - dosłownie na dniach.. Pojadę na ten ważny dla mnie wyjazd 60k km z Aurelią. Jeśli mam się tam wybrać to prawdopodobnie będzie to środa/czwartek w przyszłym tygodniu czyli: 7/8.08. Najlepiej byłoby wcześniej ale czy się uda? Trochę jeszcze zostało tych kilometrów i tu jest problem. Druga sprawa to wybór pogody - niby od wtorku (06.08) ma być ładnie. To może? A najchętniej to bym właśnie do piątku (09.08) zrobił tą trasę. W przyszły weekend rodzą się nowe sprawy więc nie będę mógł sobie pozwolić na ten wyjazd. A, że mam jeszcze urlop (jeszcze tydzień) to pasuje. W urlop pojechać i bez problemu. Nie trzeba brać wolnego ani kombinować tylko jechać! :) Zobaczymy czy się uda. Bo dzisiejsza trasa w pełni się udała. I udała się bardziej niż mogłem się tego spodziewać bo w sumie planowałem zrobić trasę do 50 km. A ostatecznie zrobiłem nieco ponad 80 km. Nieźle. Naprawdę nieźle!... :)

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)