Trasa z dnia dzisiejszego jest bardzo ważnym wydarzeniem dla mnie. Tak wiem robię to trochę nie po kolei. Z pozoru chaotycznie lecz tak nie jest. Wszystko ma swój ustalony porządek, swój łat i miejsce w historii. Miejscem dzisiejszego wydarzenia jest przejechanie przeze mnie liczonej 1000 trasy z Aurelią. Trasy opisanej na blogu. Wszystkich tras z Aurelią z wiadomych mi źródeł i wiedzy na dzień dzisiejszy i z dzisiejszą trasą byłoby: 1086. A więc moje faktyczne 1000 tras (niekoniecznie 1000 dni) wypadało: Testując pogodę. Na tej nie długiej trasie. Nie jest to jednak precyzyjne stwierdzenie. Gdyż brakuje mi danych z 2014 r., odnoszących się do sumy 159 km. I dokładnej ilości tras jakie wtedy przebyłem. Od tamtych lat, mija już 7 pełnych lat, i leci 8 rok. Sporo się zmieniło u mnie, we mnie. Zmienił się świat. W tamtych latach (2014 - 2015) i wcześniej, nie byłem aż tak precyzyjny ze wszystkim. Nie zależało mi aż tak bardzo na tych wszystkich danych, które teraz gromadzę. Nie robiłem zdjęć licznika co najwyżej nie często spisywałem te wartości. Najbardziej zależało mi na sumarycznym przebiegu i on miał dla mnie jakieś znaczenie. Z czasem, gdy zacząłem jeździć na poważnie w 2015 r., wzrosły ambicje. Zaczęło liczyć się coraz więcej, początkowo więcej zdjęć z tras, nie śmiało pierwsze zdjęcia z licznika. Do okresu wakacji 2015 r., nie znajdowały się jednak na nich zdjęcia z pełnymi danymi. Jak czas jazd itd. To przyszło do mnie później. Gdybym miał te dane precyzyjnie określone od początku jak mam obecnie, mógłbym z powodzeniem mówić o takich czy innych wartościach idących za przejechanymi przeze mnie kilometrami. A tak te pewne dane są niekompletne i nie ma na podstawie czego ich uzupełnić. Nie cofnę się już do tamtych lat, tamtego JA, tamtych minionych dawno chwil aby nadrobić te braki. Należy na to jednak spojrzeć z innej strony. Wtedy - dajmy na to ten 2014 r. nie zależało mi na tym na czym obecnie. Ja po prostu poszedłem sobie na rower, z Aurelią (po 09.09.2014 r. oczywiście) i tyle. Nie było z tego całego wywodu jak obecnie. Tej całej aranżacji, tych bogatych opisów. Filmów, śladów GPS. Były wspomnienia, które po latach wyblakły na tle powtarzających się chwil. Ile można jeździć tymi samymi drogami prawda? Poza tym, że naturalnie "coś" się zmienia - reszta pozostaje taka sama czyli niezmienna. Wróćmy jednak do tego 2014 r. gdy wszystko się zaczęło. Wszystko od czasów Aurelii oczywiście czyli 42 553 km (bez dzisiejszej trasy). Do dzisiaj pokonaliśmy razem naprawdę spory dystans. Zwiedziliśmy wiele dróg. Jeszcze wiele przed nami! I mieliśmy wiele wspaniałych przygód. Każda trasa to inna przygoda i historia. Nawet jeśli powtarzają się do znudzenia miejsca, okolica niezmiennie monotonnie jest taka sama... To jednak to jest inna historia. Pisze ją inny dzień, inne towarzyszące mi przy tym okoliczności. Tak wiele się w życiu zmienia, podczas gdy tak nie wiele pozostaje na swoim miejscu. To ważne. Szczególnie jeśli analizujemy te moje trasy cykliczne tj. trasy 50-tki i 20-stki. Przy czym trasy 20-stki znałem jeszcze w 2014 r., zaś pierwszą moją cykliczną 50-tkę robiłem w Lipcu 2015 r. Potem ją powtarzałem np. w Grudniu 2015 r. Pamiętam ten czas, jak złapał mnie po drodze deszcz. Szybko się ściemniło. To była trasa przed testowaniem przeze mnie kamerki sportowej Sony Action CAM AS200, którą mam do dziś oraz oświetleniem Magishine F3, które co prawda również mam do dziś, ale znowu się zepsuło. Raz zepsute mocowanie uchwytu do ramki, takim pozostanie. Nie ma sensu po raz kolejny tego naprawiać bo nic z tego nie będzie. Z każdą historią tudzież każdą trasą wiążą się związane tylko z nią wspomnienia. To takie wyjątkowe chwile, nie każda tak dobrze spisana jak wpisy na blogu od 08.01.2016 r. : Pierwsza jazda w nowym roku.... Jednak co najważniejsze: każda tak ważna, wyjątkowa i nie powtarzalna. A wszystko to zaczęło się od pierwszych kilometrów z Aurelią w 2014 r. W dniu 09.09.2014 r., gdy staliśmy się rodziną. Pierwsza przejażdżka koło sklepu w Nowogardzie. I blisko osiedla. Pierwsza jazda testowa. Pierwsze wspomnienia z nią związane. I to był swoją drogą mój pierwszy miejski wojaż (Płotowski miejski wojaż). Na blogu pierwszy wypada w dniu 11.02.2017 r.: Las.
Takie same historie można połączyć z innym "łącznikami" bloga. Pierwsze jazdy ze stałymi towarzyszami do tej pory jak AS, MM. Piszę do tej pory - najwięcej wpisów, potem dołączył MK, GŻ. Po między zdarzali się pojedyncze typy, niektórzy mieli dość szybko to w dupie i nie powróciliśmy na wspólne jeżdżenie do dnia dzisiejszej trasy jak: PŻ, HB, AG. Doszły w między czasie nowe owocne znajomości jak: JS. Życie się zmienia. I wszystko się zmienia. Ja ewoluowałem. Mój blog również. Pisana przez niego historia również. Teraz jesteśmy tu, w dniu dzisiejszym gdy piszę historię 1000 tras opisanych na blogu. Dla tej trasy, odkryłem nowe nie znane przed laty drogi (w tym również same Zagórcze), które tak bardzo mi się spodobało. Dla tej trasy, przeżyłem te wszystkie porażki i zwycięstwa. I co mi teraz biednemu począć? Przecież z rozsądku powiem, że o wszystkim napisać nie dam rady. Dziś, teraz gdy piszę ten tekst (dokładnie w dniu 05.04) żyją we mnie inne wspomnienia o minionych chwilach. W dniu trasy 03.04 żyły inne. I kilka dni później będą żyć inne. Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić każdego z Was, który czyta ten wpis aby włączył sobie wpis #ID 1, i przebył tą długą drogę aż po dzisiejszy dzień. W tej wędrówce czasem wspominałem o minionych prędzej latach. Odwoływałem się do tych tras i wspomnień głównie z 2015 r. Bo on przynosi jakąś tam zasadną ilość tras: 82. Podczas gdy oficjalnie w 2014 r. uznaję: 4. Choć zdaję sobie sprawę, że mogło ich być w okolicy 15 w sumie. Chodzi o okres po wakacjach 2014 r., gdy wróciłem na studia - zaczynałem wtedy II rok studiów. Przyjeżdżałem na pewno często do domu. I końcem września, w październiku mogłem jeszcze jeździć. Przebijają mi się w pamięci te chwile. Są jednak dość odległe aby o nich tak dobrze pamiętać. Wspominam w nich, że pewnie byłem kilkukrotnie na Makowicach z matką (możliwe). Może gdzieś w okolicy? Może trasą 20-stką, może gdzieś tam. O tym nie znanym okresie wiem tylko tyle, że wynosił on 159 km. A więc licząc średnio po 20 km mogło to być jeszcze z 8 tras. Co jest z powodzeniem możliwe. Jedak dokładnych danych z końca 2014 r. nie mam. Lepsze dane, w tym zdjęcia posiadam z 2015 r. No ale tam najbardziej skupiałem się na ważniejszych trasach, dłuższych wyjazdach - nad morze, czy moje pierwsze 100 km w dniu 29.05.2015 r., od tamtej pory mówimy zresztą o cyklicznej trasie 100 km. I tak te dzieje ewoluowały stopniowo wraz ze mną, rozwijały się w coraz większe ambicje. Czy to dobra, słuszna droga? Nie mnie to oceniać. Blog, pisanie wyzwala mnie z okowów samotności, z przytłaczającej codzienności. Więc może dobrze, że mam zajęcie i buduję sobie piękną pamiątkę wspomnień na lata? W końcu prowadzenie takiego bloga nie jest proste. To spore wyzwanie, niesie za sobą spore zaangażowanie. A tym czasem te zaangażowanie przekłada się już na ponad 1000 wpisów. Ilością wpisów przebiłem mojego drugiego bloga, już zamkniętą historię w której opisywałem swoje życie na studiach. Każdy spędzony tam dzień. Z każdym kolejnym wpisem przebiję inne wartości opisujące tamten blog. Może w szczegółach nie bo taka analiza byłaby bez sensu, ale ogólnikowo przebiję tamtego studenckiego bloga w takich statystykach jak: ogólna liczba napisanych słów na blogu, liczba znaków na blogu użyta do napisania słów (znaków jako liter: małych czy dużych osobno liczonych) oraz cyfr. Rozbijać się na większą szczegółowość nie miałoby sensu bo to nie są dane, które można by było porównywać 1:1. Całkowicie inna specyfika. Nie mniej zważywszy na to, że ten blog nadal trwa, a moja rowerowa historia nadal się toczy to prędzej czy później każda ze wskazanych danych (czynników) ulegnie przebiciu. Wystarczy ciągnąć tą historię dalej. Teraz będę dalej ciągnął ten wpis w drugim akapicie :) Spokojnie, tam będzie ciekawiej niż tu. Taki zarys historyczny. Wkrótce do tej historii jeszcze powrócę we wpisie w którym podsumuję moje 1000 rowerowych dni. Mogę ilość rowerowych dni oszacować również z 2014 i 2015 r. Tyle, że w 2014 r. zakładam, że 1 trasa = 1 dzień. Nie mam danych z tego okresu 159 km, o którym tak często wspominam. W ostatnich dniach sporo o nim myślałem. Męczy mnie ta sprawa. Szczególnie w dniu dzisiejszej trasy 03.04 była dla mnie męcząca, gdy dokonywałem tych wszystkich wyliczeń i tudzież obliczeń.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1006
Trasa nr [łączna]: 1086
Trasa nr [na blogu]: 1000
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 44
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1075 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 989 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 11 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 5853.86 km
Stan Licznika Końcowy: 5885.68 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5886.05 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 18471 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 18502 km
Maksymalna prędkość: 30.2 km/h
Przejechałem: 31.82 km
Przejechałem [msc]: 31.82 km
Przebieg roweru [rok]: 1330.96 km
Przebieg roweru [suma]: 42585.27 km
Przejechalem w 2022: 1330.96 km
Podroż dookoła świata (2022) 3.3274 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 106.4632 [%] km
Czas jazdy: 02:25:47 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2461:15:32 h
Czas Jazdy Suma (2022): 90:21:21 h
Czas Jazdy Suma (kwiecień): 02:25:47 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2684:41:40 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:25:47 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:03:13 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:48 h
Średnia: 13.17 km/h
Dzisiejsza trasa a przynajmniej jej ciekawsza część wpisu - tak o niej piszę opisuje nie tylko dzisiejszą historię jazdy na Zagórcze. Malowniczą wieś, znajdującą się w przepięknych okolicznościach przyrody, które swoją drogą chciwi jebnięci ludzie niszczą. Stąd dziś po raz kolejny poruszam temat drzew. Tag drzewa znajduje swoje uzasadnienie odkąd pierwszy raz go użyłem. A także przez kolejne wpisy gdzie często się pojawia. Problem narasta od lat. Z miesiąca na miesiąc widać coraz gorszy jego wpływ na funkcjonowanie wszystkiego dookoła. Dotkliwe powodzenie z okresu Lutego pomimo bezdeszczowego Marca, nadal są problemem. Dzisiaj przekonałem się o tym w Trzygłowiu, gdy ruszałem wzdłuż działek, malowniczą drogą prowadzącą ku lasowi, za którym skrywało się Zagórcze. W pobliżu jednego z trzech jezior w Trzygłowiu znajduje się przepiękny dworek. Skusił mnie jego widok na to aby spróbować go sfotografować. I mimo, że w pobliżu były kładki to nie miałem jak z nich skorzystać. Bo wszystko jest w wodzie zalane. Ziemia przemoczona, mokra. A durni ludzie będą pisać czy wygadywać bzdury o suszy. Im dalej jednak przemijałem w dzisiejszej trasie tym było gorzej. Dochodziły kolejne problemy z lasem. Wyrżnięte drzewa. Wszystko zrujnowane. Coraz gorszy obraz współczesnej rzeczywistości. Ginął w tym co oglądałem przed laty. I tak dla przykładu, problem drzew na blogu poruszałem: 271 razy na 1000 wpisów. Czyli średnio co 4 wpisy. Można przyjąć przybliżenie, że co 4-ry jazdy średnio. To jest przecież jakiś koszmar. Nie chciałem jednak dzisiaj myśleć o negatywach. Skupiałem się na tym co dobre i piękne. Piękne widoki czekały na mnie w Zagórczu. A droga przez marzenia i niebywałe wspomnienia budowała się od pierwszych kilometrów trasy. Z każdą drogą, każdym jej odcinkiem wiąże się jakaś historia. Zakończę wpis opowiadając każdą z nich, wspominając przy tym również o ważniejszych tagach z wpisów. I tu niespodzianka! Nie tylko tagów z lat 2016-2022 (do dzisiejszego wpisu). Bo to sobie może każdy sam sprawdzić. A również tych z lat 2014 - 2015 r. Miałem z tym sporo pracy, ale udało mi się to wszystko wyodrębnić i wyliczyć. Zatem powracając do dzisiejszej historii - piękne jej zakończenie budowało się dla mnie w Zagórczu. Było tam jak zawsze uroczo... :) Wyjeżdżając z Zagórcza żegnało mnie stado koników... :) Dobrze. A więc zacznijmy właściwą opowieść, przemierzającą drogę, którą pokonałem dzisiaj tą 1000-czną trasę na blogu! :) Kilka dni temu miałem na ten wpis nieco inny pomysł. Miałem jechać w nowe miejsca tj. Koszalin - Mielno. Ostatecznie nie pojechałem :( Popsuła się pogoda. W ostatnich dniach mam nieco gorzej ze zdrowiem. Więc myślę, że podjąłem całkiem słuszną decyzję. Ta poprowadziła moją dzisiejszą historię malowniczą droga, do Zagórcza. Poczynałem dzisiejszy wyjazd od przejazdu drogą z płyt jumbo przez Krężel, nie daleko zjazdu na moją Narnię do Waniorowa. To dość ciężki, wymagający odcinek drogi. Jest mi on znany od lat o wiele dawniejszych niż narodziła się moja miłość z Aurelią. Jest to przede wszystkim odcinek drogi uznawany za "wiejskie przygody". Ten tag najczęściej pojawia się na blogu. Poza miejskimi wojażami dotyczy każdego wpisu na blogu. Wystąpił on w okresie 2014-2015 r.: 82 razy. Wyliczenia bazują na znanych mi wartościach (2014: 4 razy, 2015 r: 63 - oszacowane na podstawie zdjęć / filmów) lub innych przesłanek z 2015 r. Nieznane fakty dotyczyłyby więc 15 wpisów. Założyłem, że w tym okresie raczej nie były to trasy miejskiego wojażu. A więc śmiało dodałem je do jazd z 2015. A więc było ich 78 na 82 wszystkie jazdy w 2015 r. Suma wiejskiego wojażu za 2014-2015 r. wyniosła więc wspomniane 82 razy. W latach 2016-2022 (do dzisiejszego i bez dzisiejszego wpisu) - zasada ta będzie dotyczyła wszystkich wpisów - jest ich: 835. Ta spora zapaść to przede wszystkim rok 2019 r. Gdy miałem sporo miejskich wojaży po Szczecinie. Wspomniany odcinek drogi przez Krężel i kolonię Sowna po Waniorowo jest jednym z najwcześniejszych moich wspomnień rowerowych. W dawnych, dawnych latach jeszcze na starym rowerze tam często śmigałem. Kojarzy mi się więc tak ciepło, ze wsią. I dzieciństwem. Często z mamą tam jeździłem. Na blogu pierwszy raz w tych stronach jechałem: 26.05.2016 r.: Droga na Ościęcin. Kolejnym dość ważnym odcinkiem jest droga z Wanierowa do Trzygłowa przez Baszewice. Nie mam do niej szczególnych odczuć. W ostatnich 2 latach często tam bywam. Dość powiedzieć, że prawie codziennie. Szczęście się do mnie uśmiechnęło. Po skończonych naukach i nieudanym starcie w dorosłe życie, znalazłem te szczęście w Szkole w Trzygłowiu. Więc ten odcinek drogi jest dla mnie ważny. Mimo, że nie kojarzy mi się szczególnie to jednak bardzo miło. Tą drogę poznałem dawno jeszcze w okresie 2013 rok. W 2014 r. na pewno! Wtedy na pewno jeździłem do Trzygłowa ale to starym rowerem nie z Aurelią. Nie mniej ten odcinek drogi pierwszy raz po 2016 r. zrobiłem: 26.03.2016 r.: Okolice Wytoku. Tu nie wspomnę o żadnych z ważniejszych "tagów", żadne nie opisują niczego szczególnego o czym chciałbym wspomnieć. Skupię się bardziej na kolejnym odcinku drogi. Bezpośrednio prowadzącym mnie do Zagórcza... Przez Trzygłów i tamtejszy las. Ten odcinek drogi odkryłem dość późno. W latach gdy już zdążyłem zaaklimatyzować się w Trzygłowiu, odnajdując tu sens życia. A z czasem odkrywając jego piękne strony. A to wszystko zaczyna się wraz z wpisem: Jesienne wsie i lasy. Z tą drogą, z tym miejscem będą mnie już wiązały pewne piękne wspomnienia. To tagi, takie jakby "szpilki" z kartkami, grupujące pewne skojarzenia z tras, z konkretnymi wydarzeniami. Te są równie piękne co same Zagórcze i marzenia o nim, w których tonę tak często, że aż dziwne, że wypływam z tych pięknych przygód... To najpiękniejsze oblicza dnia: wschody i zachody słońca. Mnie i tudzież Aurelii nie często było dane oglądać sporo wschodów słońca. Częściej zachody. Przepiękne, mityczne chwile... Które tak wiele znaczą! Zatem ile tych zachodów słońca było mi dane wspólnie z Aurelią obejrzeć? W latach 2014 - 2015 r: 20. W latach 2016-2022: 169. W sumie 189 na wszystkie trasy. Czy to dużo? Nie wiem. Dla mnie każdy taki dzień jest czymś wyjątkowym. Wspomnienie o setkach, dziesiątkach wspólnie spędzonych chwil przy najpiękniejszych momentach dniach: wschodach i zachodach słońca, łączy tą szczególną więzią... Więzią miłości! :) Idąc za ciosem ile było tych pięknych wschodów słońca przy tej naszej historii? W latach 2014-2015: 1. W latach 2016-2022: 14. W sumie 15. To co najbardziej wyjątkowe jest najrzadziej powtarzalne :) Tak samo jak wyjątkowe jest Zagórcze które tak rzadko odwiedzam :( A co ciekawe, czego zresztą dowodzi wpis #710 i dzisiejszy - nie wszystko co związane z Zagórczem jeszcze poznałem. Byłem święcie przekonany, że ja tą drogą przy jeziorku jechałem i dojechałem do tego Zagórcza. A wygląda na to, że niekoniecznie. Ja tą drogą nigdy nie pojechałem prosto już jak należy. Właśnie mi się tak dzisiaj coś wydawało, że ja nie kojarzę tej drogi. Jadę i jadę. I słusznie mi się nie kojarzyło! Nie ma czym się jednak przejmować... :) Moje zabłąkane dni tworzyły zawsze najpiękniejsze historie. Potem jest co wspominać jak to przed laty gdzieś tam źle pojechałem i nie wyjechałem tam gdzie trzeba! Dzięki temu lepiej poznaje się drogi a także ma nowe przygody! :)
No i kontynuując moją historię z Zagórcza wyjeżdżam do wsi Wytok. Z niej jadę na znane mi Gardomino. Spokojny odcinek drogi, z którym nie mam w sumie jak połączyć jakich tagów - tych wspominanych szpilek z karteczkami, tak czysto opisujących co w której trasie się działo. W sumie pokończyły mi się już te ważniejsze tagi. Wszystkie i tak są dostępne w zakładce: TAGI. Wraz z opisami. Wraz z opisywaniem dzisiejszego wpisu wpadłem na ciekawy pomysł. Aby na stronie z TAGAMI wpisać ilość ich występowania. Aktualizowałoby się to oczywiście samo wraz z pojawiającymi się kolejnymi wpisami. Dopisałbym tam oczywiście ręcznie grupę na lata 2014 - 2015. Można by było przejrzeć tagi pomiędzy tymi latami, ile w którym roku się pojawiło. I to na wszystko na podstawie moich wyliczeń, które tak dzielnie w niedzielne po południe robiłem! :) A więc Wytok. Wiąże się z nim zresztą zabawna historia. Wieś poznałem gdzieś w 2015 r. Szukałem tego miejsca, nie świadomie do niego zajeżdżając i tubylca pytając gdzie jest Wytok, będąc już w Wytoku! :) Kiedy byłem tam odkąd mam bloga? Czyli rok 2016? -> Droga na Ościęcin. Stąd podjechałem jak wspominałem do Gardomina. Zaś tu, jedna z nowszych historii i przez lata nie odkrywa droga - z Gardomino pod Mechowo. W 2021 r., kilka razy jeździłem tymi nowo odkrytymi drogami... Droga o której mówię, po raz pierwszy została przeze mnie odkryta we wpisie: W poszukiwaniu zaginionych dróg:
"Cmentarz Sosnowice". Długo się skrywała taka nie poznana. Aż w końcu dane mi było ją odnaleźć i w 2021 r. parę razy pojechać odkrywając jej kolejne odnóża. I tak wyjeżdżam już na drogę DW108. Moja ulubiona droga. Znam ją od zawsze. I najwięcej i najczęściej nią jeździłem. Aby nie było - pierwszy wpis na blogu podąża tą właśnie drogą. I choć wszystkiego na blogu nie ma (awaria akumulatorków): Pierwsza jazda w nowym roku.... To jechałem a potem wracałem właśnie DW108 z pod kolonii Sowna. Kolejne wpisy, kolejne trasy przyniosły już nieco dalsze odcinki jeżdżenia drogą DW108, którą ostatecznie przejechałem parę razy całą czyli od Płotów do obwodnicy Parłówka. Jednak najczęściej tą drogą jeżdżę do Golczewa lub na miejscowości po drodze. I tak się pięknie kończy dzisiejsza historia! :) Wróciłem do domu. Czuję się lekko podziębiony dzisiaj. Czyli nie za dobrze. Pogoda daleka od ideału. Jednak staram się wbrew sobie szukać pozytywów w mijających dniach :) Może pewna osóbka, którą poznałem kilka tygodni temu tak pozytywnie na mnie wpływa? :) Podsumowując ten pewny okres, zamykam go z wyliczonymi tagami dla wpisów 2015 - 2016, wkrótce opublikuję szczegóły dla każdego tagu w zakładce: "tagi". Wyliczyłem również brakujący czas jazd :) Ale tu miałem zabawę. Jak za dawnych czasów, niesłusznie minionych. Obliczałem czas średni jazd z przedziału interesujących mnie km. Po to aby minimalizować ewentualny błąd obliczeniowy. Obecnie obstawiam błąd na poziomie +/- 15min. A więc nie wiele biorąc pod uwagę czas jazdy na poziomie > 2500 h. Chodziło właśnie o to wyliczyć nie tylko samą ilość wszystkich jazd, którą oszacowaliśmy już na 1086. A także sumaryczny czas jazd. Ten dla lat 2014 - 2015. Szczególnie roku 2014 r. Jest dość niepewny i on obarcza się błędem. Chodzi o ten wspomniany okres z końca września 2014 r., gdy nie mam dokładnych informacji o przejechaniu 159 km. Założyłem tu średni czas dla przejechania 160 km jednego dnia czyli: 09:07:00 h. Daje mi to czas za 2014 r. na poziomie: 17:36:08 h. Dla 2015 r.: 205:50 h. Czyli dla okresu 2014-2015 r. jest to: 223:26:08h. Dla okresu 2016-2022 jest to: 2458:49:45 h. Czyli moje 42553.45 km z Aurelią pokonałem w czasie jazdowym: 2682:15:53 h. Z obstawionym czasem +/- 15 min. To dla odcinków gdzie nie miałem precyzyjnych danych, czyli czas z 3 tras z 2014 r. o których mam wiedzę, oraz 19 trasach z 2015 r. (okres od Lutego do Czerwca 2015 r.). Dopiero od wakacji 2015 r., i później do końca roku interesowało mnie coś więcej niż same przejechane kilometry jak właśnie czas jazdy. Statystyki stawały się bogatsze z biegiem lat jak moje doświadczenie. Ja, blog, wszystko wraz z życiem ewoluowało do obecnej formy :) I tak dotarliśmy do tego miejsca w którym jestem. W którym mam na blogu opisane +1000 wpisów... :) A przede mną kolejne +ile? :) Tego nie wiem. Ile jeszcze będzie mi dane jeździć... Tego nie wiem... :) Kolejne większe ale może nie aż tak jak dzisiejsze podsumowanie planuję zrobić za parę dni, za parę tras. Gdy wypadnie mi 1000 dni rowerowych. Da się to policzyć kiedy! :) A więc mam w sumie 10 dni w których robiłem 2 trasy jednego dnia. A więc 1000 rowerowych dni od początku odkąd mam bloga - ale czy mojej historii z Aurelią - tego po prostu nie wiem i nie mam jak sprawdzić - wypadnie przy 1010 trasie odkąd mam bloga i tym samym 1096 trasie w ogóle (uwzględniając brak danych za 2014 r.). Często to podkreślam bo to mi nie daje spokoju. Często o tym myślę. I jest mi po prostu źle z tym, że czegoś nie wiem, coś mam nie do końca poprawnie spisane. Życie jest okrutne :( Tylko ja, jako ja z 2014 r. czy z początku 2015 r. nie miałem w planach ani w myślach spisywać tych danych. Wtedy mi nie były one potrzebne. Skąd miałem wiedzieć, że już rok później w 2015 r. będę robił pierwsze rowerowe raporty i tam takie dane by mi się przydały? Gdyby były one do uzyskania za pewne zrobiłbym to z końcem 2015 r. Skoro wtedy się nie dało to dziś tym bardziej. Nie mam po prostu skąd tego wziąć. Było, minęło. Taka historia, choć nie fajna ale taka jest z tych czasów - początku mojej historii z Aurelią. To tylko 159 km. Obecnie? Obecnie to ja tyle potrafię w jedną trasę zrobić. Choć nie często się to zdarza ale jest taka możliwość. A więc powrócę z liczeniem, i podsumowaniem w tym kolejnym ważnym dla mnie okresie jakim będzie 1000 rowerowych dni! :) Czyli już za 9 tras. Bo 10 trasa to właśnie będzie ta. No chyba, że jeszcze któregoś dnia zrobię dwa trasy jednego dnia :( Wtedy perspektywa ta przesunie się o jeden dzień. I może wtedy na te 1000 rowerowych dni uda mi się pojechać na ten Koszalin na te Mielno? :) Może już będzie pogoda. Co ważne: już są długie dni. To też pomoże ze zwiedzaniem. Na razie czekam na ten czas. A jedno jeszcze wiem - przynajmniej planuję, że na moje 45 tyś km z Aurelią będą chciał właśnie pojechać na Koszalin. Pozwiedzać tamte strony. Nie kręcić się ciągle w te same miejsca po tych samych drogach bo to nie ma sensu. Trzeba zobaczyć coś nowego, odkryć i przeżyć coś niesamowitego. Świat daje tyle możliwości. Tylko skorzystać... :) Ufff... Rozpisałem się dzisiaj. Mam nadzieję, że było warto. W końcu nie często świętuje się pisanie 1000 wpisu na blogu (w zasadzie 1006 wpis). Ale 6 wpisów do podsumowanie roku. Nie są to wpisy opisujące trasy. A to właśnie te wpisy te opisujące trasy chcę zliczać... :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)