Dzisiejsza trasa jest zrealizowanym nowym zaplanowaniem trasy, tak sobie w tym roku nie dawno zresztą pomyślałem o takiej trasie, że fajnie by było takie coś ogarnąć. I się zorganizowało i się zrobiło taki fajny wyjazd w towarzystwie GŻ. Trasa fajna, choć męcząca. Dojazd w jedną, w drugą stronę - no wraz ze Szczecinem to prawie 400 km samochodem zrobiłem dzisiaj (jeśli nie lekko więcej). Sama trasa Płoty - Siekierki przez Gryfino to jakieś 170 km w jedną stronę. No i tam po Szczecinie to nie tak strasznie ale jednak parę kilometrów wchodzi. A to tak się wydaje, ale czasem ta podróż autem czasem bardziej męczy niż rowerem. A jak jeszcze w takie strony się jedzie jak te to w ogóle. Tu same wioski, górki i pełno zakrętów. Trudno się rozpędzić i jechać jakoś normalnie. Czas szybko mija. Miałem tutaj pierwsze plany takie aby już po godzinie 7 rano jechać z tych Siekierek w trasę! Trasa zacna na Eberswalde przez Wriezen. Powrotu nie miałem jasno z deklarowanego, znaczy chciałem wrócić na Osinów Dolny czyli przez miejscowość Hohenwutzen. Plan ten w sumie narodził się w mojej głowie gdzieś w okolicach nieudanego wówczas wyjazdu do Siekierek: Nieudane wojaże: "Siekierki - most". Jakoś tak mimo wszystko zainspirowały mnie te strony, ta mnogość dróg i możliwości. W ogóle po dzisiejszej trasie czuję się mocno zainspirowany jeżdżeniem po niemieckiej stronie, może nawet do tego stopnia, że bardziej ciągnie mnie w te strony niż do jazdy po Polskiej stronie. Stronie, którą na dobrą sprawę mimo mijających 45 tyś km przygód z Aurelią, czyli od okresu gdy już jeżdżę na poważnie (2015 r.), a którą mimo tak zacnego wyniku na dobrą sprawę mocno nie poznałem. Nie tak jak powinienem. Jednak spokojnie! Od kilku lat toczyłem taki spór z samym sobą aby jeździć, jeździć gdzieś dalej. Poznawać i widzieć więcej! I o ile w latach 2020 czy 2021 r. coś się ruszyło w temacie, gdzieś się było dalej czy bliżej coś nowego zobaczyło to było nadal za mało. Zwykle skupiałem się na wielokrotnym pokonywaniu tych samych cyklicznych tras. Rzadko kiedy wychodziłem poza ich schemat. W roku 2022 r. postanowiłem to zmienić. Poznawać przede wszystkim nowe drogi. Wchodzić na obiekty urbexowe. Wcześniejszych latach miałem takie szkodliwe dla siebie podejście, że zostawiam sobie coś na przyszły rok, coś na później. Bo gdzie będę później jeździł, co później zobaczę. Prawda jest taka, że nawet jakbym miał do końca swych dni (powiedzmy, że średnio żyjemy 25 000 dni) - okolice 68 lat. To i tak tych miejsc byłoby o wiele więcej niż realna możliwość ich poznania! Więc z powodzeniem mógłbym codziennie jeździć jakąś nową drogą, zobaczyć coś nowego. A nie się ograniczać sztucznie jak do tej pory robiłem. Wiadomo, że kilka udanych wyjazdów w trwającym 2022 r. nie wiele zmienią, jednak w kolejnych latach, kolejne wyjazdy i może za okres kolejnych 45 tyś km z Aurelią, będę mógł z zadowoleniem spojrzeć na mapę mych przygód i pokonywanych tras. Będzie tam w końcu widać jakąś różnicę względem tego co jest teraz. Widzieć, że poznałem znacznie więcej dróg i nowych terenów! A możliwości na to się wręcz otwierają. Ograniczeniem mogą być jedynie możliwości czasowe i finansowe. W końcu na dalsze podróże jak dziś, trzeba podjechać autem. A to drenuje środki przeznaczone na paliwo. Może rozsądnie by było mieć jakieś noclegi, a to znowu kosztuje... No cóż. Dlatego w jeden rok nie wiele osiągnę. Jednak będę się starał i walczyć będę na tyle na ile dam radę. W tym roku szczególnie skupić się chcę na dwóch rejonach - właśnie rejonie Niemiec, głównie na drogach od Polskiej granicy do Berlina (maksymalnie) włącznie z Berlinem, jak i poznawaniem Koszalina i jego okolicy - aż do granic ze Słupskiem. Może dalej mnie marzenia nie wyciągną. Choć kto mnie tam wie. Już na ten moment mam nie mniej parę pomysłów na nowe trasy. Jedne pojawiły się we wspominanej nieudanej trasie na most Siekierki, gdzie jest w ogóle takie skurwysyństwo, że nie mam jak tego opisać słowami. Sam byłem tam w dniu: 18.06. A już 25.06 otworzyli jednak ten most dla wszystkich.... Tydzień później. A ja pewny swego pojechałem w ciemno (prawie) wcześniej. Jak się okazuje to te pseudo portale jak Rowerem przez pomorze zachodnie, wprowadziło mnie w błąd. A Niemcy wtedy podpadli i to mocno... Bardzo podpadli... No dosłownie kilka metrów brakowało gdzie można było przeprowadzić rower i gnać dalej. Co takiego się stało w kolejne 5 dni bo przecież w weekendy nikt u nich nie robi, że oficjalnie przy dużej famie mediów i lokalnych polityków (ze Szczecina również), nabijali sobie ego 25.06 na moście w Siekierkach? Otwierają most w Siekierkach (DW.COM.PL) oraz Otwarcie mostu w Siekierkach GS24.pl. No po prostu brak słów. A ja skąd miałem wiedzieć, że za tydzień będzie ok? Zresztą szukając wszędzie winnych to RowerowySzczecin nie mógł zorganizować masy w późniejszym czasie? I tak przesadził z tym z dupy wziętym terminem... 11 Święto Rowerowe - Szczecin. No cóż... Było minęło. Nie mniej - każdego roku miewam różne rowerowe plany. Nie każdego daje się je realizować. Najczęściej się realizuje jakieś bieżące zachcianki jak np. z tym Eberswalde z Siekierek, o którym przecież długo nie myślałem. Wstępnie tą trasę opracowywałem już w dniu 06.07.2022 r. I dziś, nie długo później jedziemy! Wstępnie mieliśmy jechać w sobotę czyli wczoraj, ale ze względu na prognozowaną złą pogodę, która w rzeczywistości taka była pojechaliśmy dzisiaj. I dzisiaj na tej trasie wymyśliłem sobie już kolejną wyprawę! Znów z Siekierek. Tym razem do Berlina. Jak wracaliśmy z Eberswalde taką okrężną drogą, to mijaliśmy tuż pod Polską granicą (ok. 5 km do Osinowa Dolnego), że Berlin przywita nas za 65 km. To od razu włączyło u mnie coś takiego, że muszę tam pojechać skoro cała trasa zamknęła by się w okolicy 150 km. Nawet zakładając wtedy powrót inną drogą np. z Berlina do Bernau bei Berlin i do Eberswalde a z niego na Siekierki. Powrót z Eberswalde na Siekierki jest naprawdę korzystny! :) Ze względu na to, że w drodze do mija się strasznie wymagające wzniesienia, które się ciągną i ciągną.... to w przeciwną stronę zdzierałoby się klocki hamulcowe. Taaak. Wzniesienia pokonywane pod wiatr były dzisiaj tym co nam przysparzało sporo problemów. Jednak dla wprawionych w boju rowerzystów nie było to problemem. Jest to męczące to prawda. Nie akceptuję faktu, że jakieś gnoje unikają tego trudu jeżdżąc na e-bike. To nie są rowerzyści. To banda frajerów. Pieprzyć ich. No to tak - dzisiaj wzniesienia dawały się we znaki, i to pod wiatr! Jednak przepiękne widoki, i aż 2 urbexy po Niemieckiej stronie rekompensowały ten trud. Jeśli o mnie chodzi dzisiejszy wyjazd nie jest bez powodu! :) Brakuje mi, mam dziurę taką na mapie moich wszystkich tras między właśnie Eberswalde a Polską stroną, którą dotąd się trochę ogarniało. Aby tą dziurę zatkać potrzebowałem trasy, która połączy mi te dwie drogi. I taka jest właśnie dzisiejsza trasa, która kończyła się w miejscu Eberswalde Hbf. Połączyła drogi z mojego pierwszego Sternfahrt z 2018 r: Eberswalde-Berlin-Eberswalde. A było to w sumie bardzo dawno temu. Zresztą gdyby się dzisiaj tych śladów nie udało połączyć to wkrótce mogłoby się udać. Na razie planuję aż 4 trasy, które chcę zrealizować do końca Września 2022 r. Po Niemieckiej stronie. Jedna z tras ma wieść po samym Eberswalde, ewentualnie jego bliskiej okolicy. Ciekawe miasto. Dzisiaj mi się bardziej spodobało niż za pierwszym razem gdy tu byłem - miasto zdecydowanie większe niż Płoty i Gryfice razem wzięte... :) - W końcu to miasto o powierzchni 93 km^2! Duże... I fajnie wygląda. Chętnie bym je lepiej zwiedził - stąd właśnie pomysł na niezależną trasę po Eberswalde. Poświęcić na to cały dzień. I na spokojnie je przejechać. Druga trasa to własnie wspominany pomysł na przejazd z Osinowa Dolnego do Berlina przez Hohenwutzen i prawdopodobnie Werneuchen. Z ewentualnym powrotem przez Bernau bei Berlin i Eberswalde. Kolejna trzecia trasa to pokonanie trasy "Szlakiem Muru Berlińskiego". Ze względu na poszarpany ślad GPS, chciałbym tą trasę powtórzyć od np. znanej mi już lokalizacji gdzie łatwo dojechać autem np. Pankow, Berlin. Wjazd do Berlina od właśnie strony Bernau bei Berlin. I pokonanie tam np. jednego lub w dwa dni szlaku Murem Berlińskim: Szlakiem Muru Berlińskiego - trasero.pl. Moja trasa tak ładnie nie wygląda, przez problemy z kamerą. A raczej problemem było to, że nie działa w niej ręczne sterowanie... A nie wziąłem ze sobą zegarka do sterowania... Ehhh. Nie chcę się do tego cofać, wszystko już opisałem we wpisach: Szlakiem Muru Berlińskiego
z Gryfusem - dzień 1 i Szlakiem Muru Berlińskiego
z Gryfusem - dzień 2. No i ostatnia czwarta planowana trasa przejazd przez Siekierki w stronę Hohenwutzen (przy Odrze) potem Cedynia - Moryń i powrót do Siekierek. Zawsze też można pojechać przez Moryń i wrócić Niemiecką stroną. Bez znaczenia. Takie w sumie nie długie ale za to powinno być ciekawe i piękne kółko. I takie mam na razie plany. Z tym Moryniem i Siekierkami z powodzeniem mogę zrobić we Wrześniu. Pozostałe trasy ze względu na rosnące ryzyko Covid-2022 r. wolałbym ogarnąć w najbliższym czasie. Nie wiem jakoś tak ostatnio polubiłem jeżdżenie po Niemczech. Jeszcze przed dzisiejszą trasą sporo myślę i sporo mówię o tym szlaku Dookoła Muru Berlińskiego. Z całą pewnością chcę tą trasę zrobić i nie ważne jak. Przyjmę każdy wariant - jeden dzień, w dwa dni (ze spaniem na miejscu) czy np. połowa dzisiaj, i wracamy za tydzień i robimy drugą połowę. I mamy w ten sposób zrobioną całość. A ja mam jednolicie połączone ślady od granic Polski do Berlina. I to różnymi drogami bo tam różnymi drogami jeździłem. Do Niemiec to głównie przez Gryfino i Szczecin. I teraz dochodzą także Siekierki i Osinów Dolny: Trasa na Siekierki. Także poważne plany! Oby się udały. W Czerwcu 2022 r. zrobiłem postępy rowerowe, do tej pory uważałem rok 2022 r. za bardzo nie udany od strony rowerowania. A teraz? Rozkręcam się. I może jeszcze coś z tego roku będzie. Pewnie nie dorówna temu co się działo w latach 2020-21 ale pewnie na okolice 7 tyś km /rok mam co liczyć. Może mam nawet co liczyć na coś dłuższego? Nie śmiało myślę już o dystansie 200+ km, który zrobiłbym w Sierpniu, w któryś ładny dzień czy weekend. A póki co... Póki co to cieszę się i żyję dzisiejszym wyjazdem. Ten zaczął się trochę słabo. Jednak koniec końców odżyłem na trasie, i dałem sobie z nią radę! :) Ten wstęp jest też istotną częścią tego co się dziś działo i jaką przeszedłem drogę do tego aby dziś pojechać w tak wymagające wyzwanie. A czego dziś nie było... Przepiękne widoki, urbex i wykańczające w każdej sferze (psychicznej i fizycznej) wzniesienia... A do tego doprowadzający mnie do złości napęd. Nie wiem czy sam napęd, czy przerzutka. Czy nieudolność serwisu w Gryficach... Szukałem zamiany dla HobbyBike, którym też raz się uda raz nie... No ale bez jaj aby spieprzyć regulację przerzutki: Trasa "20-stka" & serwis. Do czasu gdy nie padła linka (za pewne siedziała tam od Lipca 2021 r.)... Do tego czasu nie było problemu z przerzuceniem biegów. Więc na pewno (prawie na pewno) jest to tylko kwestia regulacji przerzutki, albo problem z manetką, czego oczywiście nie wykluczam. Na pewno na dniach podjadę do jakiegoś serwisu niech mi to ogarną bo te biegi nie mogą tak źle działać. A ja nie mogę odpuszczać. I muszę jeździć dalej. Wykorzystywać każdy dzień i każdą lepszą pogodę do kolejnych pięknych przygód, jakie niosą za sobą rowerowe dni!..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1067
Trasa nr [łączna]: 1147
Trasa nr [na blogu]: 1061
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 105
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1135 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1049 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 8547.31 km
Stan Licznika Końcowy: 8652.52 km
Stan Licznika Końcowy2*: 8652.89 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 21159 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 21265 km
Maksymalna prędkość: 43.3 km/h
Przejechałem: 105.21 km
Przejechałem [msc]: 695.55 km
Przebieg roweru [rok]: 4097.8 km
Przebieg roweru [suma]: 45352.11 km
Przejechalem w 2022: 4097.8 km
Podroż dookoła świata (2022) 10.2445 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 113.3803 [%] km
Czas jazdy: 06:30:01 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2643:40:59 h
Czas Jazdy Suma (2022): 272:46:48 h
Czas Jazdy Suma (lipiec): 42:04:15 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2867:07:07 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:49:29 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:35:52 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:40 h
Średnia: 16.19 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jak już obszernie wspominałem jest planowaną w sumie od nie dawna wyprawą, która dzisiaj miała miejsce! Nie chciałem jakoś z tym czekać. Zbyt bardzo nastawiłem się na te jeżdżenie po Niemieckiej stronie. Zbyt bardzo mi się to podoba! Prawdopodobnie spodobało mi się to tak mocno po trasie: Sternfahrt 2022. Do której zresztą często wracam. Spędziłem wtedy trochę czasu w Niemczech, można by było ulec wrażeniu, że w dość mocno z urbanizowanych stronach. Mimo, że od Berlina a w zasadzie jego peryferii do Bernau bei Berlin jest parę km, ale jest to obszar bardzo mocno z urbanizowany. Sporo dróg, zabudowań, firm. Sporo się tam dzieje. I odległość nie gra tu takiej roli. W końcu działa tu podmiejska komunikacja (Hbf S), łącząca to miasto z Berlinem. Po drodze są jakieś wioski. Nie gra to jednak tutaj żadnej roli. Dążę do tego, że mam złe skojarzenia z miastami. Nie lubię miast. I nie wyobrażałbym sobie życia w nich. Może to wina Szczecina? Taka mentalność tego miasta nieprzyjemna, zniechęcająca. Przez pewny okres gdy przymusowo tam bywałem czułem się tam taki wyobcowany i pewnie dlatego. Ale Niemcy np? Pozytywnie zaskakują. I choć dalej nie widziałbym się w życiu w mieście to może w małej miejscowości? Mogłoby to oznaczać jakieś szczęście :) No nie mniej Niemcy na tyle mi się podobają, na tyle mnie ciągną , że w najbliższym czasie chcę zrobić te 4 planowane tam trasy. A może uda mi się dorzucić 5? Jako trasę, o której myślałem w 2021 r. Nie zrobiłem jej jednak w tamtym roku. Trochę przeszkadzał mi temat wówczas Covid-19, teraz do gry wchodzi Covid-22. Myślałem o trasie ze Świnoujścia na Wolgast i powrót przez Usedom. Ale to zobaczymy - czas mam, jak nie w tym roku to może w przyszłym. Najbliższe priorytety będę kierował raczej w stronę objazdu Muru Berlińskiego. Nie chce liczyć na to, że zrobię to z Gryfusami. Jebać Gryfusów. Nie będę się z nimi kolejną trasę użerał. Wolę zrobić to na własną rękę bez nerwów i komplikacji. Tak jak zrobiłem dzisiejszą trasę. Sam ją zaplanowałem i jakoś to było - tak na przyszłość, przydałaby się duża, wydrukowana mapa jak nie dużych miast w Niemczech, które chce się odwiedzić to nawet całego kraju albo tego wycinka przy nas. Tylko musi być szczegółowa. I wtedy będzie widać miasta, drogi i idzie sobie poradzić w każdych warunkach! A dzisiaj taką ogólną sobie wydrukowałem. Widok z góry. I gówno tam widać. A trasa zaplanowana przez google jako rowerowa, może być trudna do przejechania bez nawigacji. Trudno się połapać co i jak i taki dziś mieliśmy problem na trasie, która wygląda przecież tak ładnie: Planowany ślad trasy (Siekierki - Eberswalde). No ale po kolei. Trasa się nieco czasowo nam rozłożyła. Byłem gotowy jechać już wcześnie rano, wyjeżdżać nawet okolice godz. 7 z Siekierek. Jednak koniec końców pojechaliśmy bliżej godziny 10. Po godzinie 7 to dopiero ze Szczecina ruszaliśmy. A jeszcze po drodze w Osinów Dolny się tankowaliśmy. I tam odkryłem pierwsze miejsce na urbex! Prawdopodobnie jakiś hotel. Coś takiego. Niedokończona budowa. Wg. map google stał tak już 10 lat temu (2012 r.). I tak stoi do dzisiaj. Mało zniszczony. Wandale pewnie o nim nie wiedzą. Jest tam tam parę bazgrołów, trochę rozbitych butelek. Nie jest to jednak w najgorszym stanie. Na początku na tym Urbexie byliśmy autem. Skoro już jesteśmy. Ale na koniec naszej trasy zajechaliśmy tu rowerami drugi raz. Tak jak się należy. Urbex to tylko na rowerze, inaczej się nie liczy. Zresztą dziś tych urbexów i innych atrakcji nie brakowało. Większy problem miałem na początku trasy. Prawie żadna z moich licznych baterii nie chciała działać. Albo się nie włączają, albo wyłączają po pukaniu w kamerę. A tak się zdarzyć może - np. podjadę na jakąś nie równość. I co? Wyłączy się? Znowu się coś psuje ale to wygląda na problem z akumulatorami. Dostaje się na ich blaszki dziwny osad. Podklejanie ich nie wiele pomaga. Nie chcą działać. Problem miałem już na ostatniej trasie: Uwolnione Makowice-Lotnisko!. No ale była to jakaś jedna bateria... Na szczęście sobie poradziłem. Pożyczyłem od GŻ, bo nie wziąłem swojego kabla USB, powerbank i ładowarka. Jak za dawnych czasów. Przejeździłem tak tysiące kilometrów i było dobrze. Nie mniej z tymi bateriami trzeba posprawdzać co się stało. Bo to nie możliwe, że żadna nie działa. Wszystkie szlak trafił? Jednego dnia część zgubiłem: Morskie opowieści. A teraz znaczna część się uszkodziła?! Ze sprawdzenia wynikało, że tylko 2 działają. Nie działają co dziwne nawet te, które co dopiero kupiłem... Ale jak ja teraz dojdę, które to te nowe? To najwyżej będę reklamował. Tylko nie wiem czy one mają jakieś numerki czy są takie same. Wrzuciłem te nowe do puli wszystkich. Skąd mam wiedzieć, które są które?... No tak nie może być. We wcześniejszych latach kupowałem te zamienniki Nowell NP-BX1 za 25 zł. A teraz po 30 zł są. I to w promocji za 30 zł! A jeszcze się okaże, że na koniec nie działa... Właśnie z myślą o dzisiejszej trasie kupiłem 3 baterie, aby uzupełnić moje zapasy, po tym co mi się zgubiło. Bo miałem wszystkich na tyle, że mogłem z powodzeniem z 20h mną stop nagrywać - tylko je zmieniając. I byłem zabezpieczony na dłuższe trasy, które w zasadzie w tym roku się nie zdarzały. A teraz - nie dość, że nie jestem zabezpieczony to jeszcze nic nie działa.
Tak nie fajnie zaczęła się dzisiejsza przygoda. Na szczęście się dalej poprawiło jak już ruszyliśmy. Pogoda się też poprawiła. Z rana (z rana?) prawie 10 to nie rano, a było wciąż szaro i odczuwalnie zimno. Do Wriezen jechałem w kurtce wiatrowej. Zresztą fajna trasa z Siekierek do Wriezen. Ale ta pogoda... Nie pozwoliła zrobić fajnych ujęć na moście z Siekierek :) Było szaro i brzydko. Jednak najważniejsze jest to, że most jest przejezdny. Przydałby się tu licznik rowerzystów. Na pewno wskazywałby już ładną wartość. Widać po ruchu jaki tu jest. Ciągle ktoś jeździ, dużo Niemieckich grup rowerzystów, sporo Polskich. Widać, że takie punkty są potrzebne. Takie przeprawy cieszą się dużą popularnością. No i odkrywają przepiękne strony - wiejskie, klimatyczne. Takie towarzyszyły nam do tego Wriezen. Tam droga rowerowa nagle się urywa. Jesteśmy w jakimś mieście i nie ma nawet informacji w jakim. Stąd chcieliśmy jechać dalej na Bad Freienwalde. I droga dla rowerów miała prowadzić tak bokiem. No ale się nie skapnąłem o co chodzi. Nie było to ani opisane ani pokazane. Ja nawet nie wiedząc, że jestem w Wriezen, jadę na pałę dalej. W końcu pytamy Niemca jak dojechać do Wriezen. On odpala komórkę, włącza mapę i patrzy, że jesteśmy w Wriezen. Ale jak jechać na Bad Freienwalde to nie wie. No dobra... Jedziemy przed nami pierwsze wyzwanie, duża górka. Za nią tablica, zjazd na Eberswalde i te całe Bad Freienwalde przy drodze B167. Na początku tam wjeżdżamy i dobrze by było jakbyśmy pojechali. Bo koniec końców wracamy na tą drogę. Patrząc na sytuację z góry, mając ślad GPS na mapie można analizować co zrobiliśmy źle. Ale tam na miejscu - nie ma opisów dróg, nie jest wskazane jak jechać. Nie skapnąłbym się, że mamy w Wriezen skręcić w stronę przeciwną niż prowadziła nas ścieżka rowerowa. Znaczy znaki z rowerem. One wyprowadziły nas właśnie tu. Za wiaduktem drogi B167 widze jakiś las, i tak myślę, że może to to? No cóż, ryzykujemy. I nie trafiliśmy. Pojechaliśmy kawałkiem kijową leśną drogą. Znaleźliśmy się przy jakiś domkach, gospodarstwach. Tam jakieś groźne psy, i łagodniejsze ale duże psiska. Komuś w podwórko wjechaliśmy bo tak szła droga... Potem pojechaliśmy inną. Wydawało mi się, że jadę równolegle do drogi B167. W rzeczywistości jechałem w stronę Berlina. A dokładnie po drodze w stronę miejscowości: Strausberg. Prowadziła do niej droga L33. Zrobiliśmy po polach (na szczęście nie dużo polami) i wiejskimi dróżkami ładne kółko. Wyjechaliśmy 4 km za Wriezen właśnie na drodze L33. I nie było wyjścia. Wracamy. Jak już wróciliśmy to skręciliśmy znów w drogę B167. Niemcy się dziwnie tam na nas patrzyli. Z wiaduktu jakaś baba z dziećmi się coś darła na nas? oO. Ale co, jest jakiś zakaz jazdy po drodze o oznakowaniu B_? To nie autostrada która w Niemczech też ma oznakowanie: "A". Nie było znaków, więc w czym problem. Auta poza jednym na nas nie trąbili. Polizai nie zwrócił nam uwagi. Szybko się okazało, że wyjechaliśmy z obwodnicy Wriezen. I jechaliśmy dalej drogą równoległą do B167. Tam miejscami były DDR miejscami nie. Ruch znacznie mniejszy. Takim objazdem, i prawdopodobnie o to chodziło mapie google... Dojechaliśmy do dużej miejscowości Bad Freienwalde. Mimo początkowych km, tu trochę mnie zmogło. Trochę brał mnie ból głowy. I tak jakoś nie jechało mi się dobrze. Na szczęście tabletki zadziałały, po posiłku bułkami i czymś słodkim ruszyliśmy dalej. Tu znów znaleźliśmy się na drodze B167. Miejscami nie było ścieżki rowerowej, ale za to były ogromne wzniesienia, które dawały się we znaki szły przez kolejne miejscowości, urokliwe... Piękne widoki. Ale te wzniesienia?... Przesadne wzniesienie było na końcu miejscowości Falkenberg. Szło wzdłuż takich lasów, ogromnych gór i ciągnęło się i ciągnęło. Było tam tak źle, że miałem wrażenie, że mi powietrze z opon zeszło. Ledwo co jechałem z prędkością 8-10 km/h. I wypatrywałem końca. Na końcu wzniesienia odpoczynek! A przed nami kolejne. Te wzniesienia ciągnęły się aż do Eberswalde. Te na szczęście nie daleko już było... Ale w samym Eberswalde kolejne górki. Za to miasto fajne :) Dojechaliśmy tylko do Eberswalde Hbf. I wracaliśmy. W drodze powrotnej pech chciał, że zwróciłem uwagę na pewny obiekt. Ogrodzony płotem, zakazami wstępu. Piękny obiekt. W środku ruina jakich mało. Ale za to co to za historia! To radziecki budynek - Kommandantenhaus, po Polsku: Komendantura. Całej nie zwiedziłem. Bo byłem w sumie sam, tam ciemno... Pożyczyłem lampkę od kolegi i poszedłem w długą. Jednak z kimś byłoby raźniej i pewniej można by było spróbować wejść na piętro. Chociaż podłoga może być zniszczona. Jednak mam nadzieję, że wkrótce nie długo tu wrócę, i pójdę tam co najmniej z GŻ. Może JS też będzie chętna? Ale z GŻ byśmy spróbowali wejść dalej, ostrożnie jakoś, może się uda zobaczyć górę. Mogłaby być ciekawa. Tak samo jak druga część budynku. Inne wejścia do niej były zamknięte albo nie znalazłem wejścia. A może są jeszcze drugie schody? Oby tak. W sumie nie planowałem tego urbexu dzisiaj, nie byłem przygotowany. Dlatego następnym razem jak się uda nam tu wejść... To powinno się udać lepiej zbadać ten obiekt. Jest ciekawy. Szczególnie jego piwnice, pełne dokumentów po Rosyjsku, Rosyjskie napisy na drzwiach. I bardzo ciekawe przestrzenie w piwnicy, jakby małe cele, z okienkami z krat. Ciekawie to wygląda nie powiem. Tylko co radziecki Kommandantenhaus robi w Niemczech? Szukałem informacji o tym obiekcie ale niestety. Nie znalazłem ani tych informacji ani zdjęć na stronach urbexowych. Widać w Niemczech działa to nieco inaczej niż u nas. A szkoda, mógłbym uzupełnić zdjęcia z np. okresu gdy budynek był w lepszym stanie np. parę lat temu. Bez zamurowywania i zasłaniania okien też byłoby lepiej. I na pewno nie byłoby tam tak - powiedzmy "strasznie". Nie dość, że obce ziemie to jeszcze takie ponura atmosfera. Po szybkim rekonesansie, starałem się wydobyć jak najwięcej - zdjęcia itd. Mogliśmy ruszać dalej. Powrót do Siekierek. Ten zgodnie z oczekiwaniami inną trasą. A ta wiodła nas z powrotem do miejscowości Hohenfinow, skąd odbiliśmy na drogę L29 do Niederfinow. Ciekawe, piękne strony. I dalej górzyste. Choć wielkie wzniesienia dopiero przed nami, to wcześniej mijaliśmy kolejne atrakcje na nic innego jak: Schiffshebewerk Niederfinow. I to da się zwiedzać! I to legalnie! Trzeba tylko bilet kupić... Następnym razem na pewno tak zrobimy. Zorientuję się ile to kosztuje, jak za to zapłacić i się wybierzemy. To jest niesamowita konstrukcja. Wystarczy zobaczyć na jej zdjęcia w internecie: Podnośnia statków Niederfinow. Nie pozostaje nic innego jak przy najbliższej okazji zwiedzić to miejsce! Wiele zorganizowanych wycieczek się tam wybierało. To my przecież też możemy! A to jest nawet wskazane. Na coś takiego nie wejść? Być a nie wejść. Jak trzeba będzie to ja nawet rower tam wtargam na górę. No cóż, piękna trasa trwała dalej. My jechaliśmy w stronę Liepe potem Odeberg. Poważna trasa, na szczęście mieliśmy więcej z górek. Bo podjeżdżać pod te wszystkie wzniesienia tutaj... Nie wyobrażam sobie tego. No i ładna pogoda nam towarzyszyła. O ile z rana strasznie zimno, jak wyjeżdżałem przed godz. 6 rano to nie dość, że z rana był przymrozek to +11℃ tylko. Potem trochę lepiej, jak jechaliśmy to było ok. 14℃ (z Siekierek). A jak byliśmy już w tym Bad Freienwalde to było ponad 20℃. Teraz była okolica +25℃. Więc ciepło, ale z wiatrem. Przepiękne widoki i te wzniesienia... A my w drodze na kolejne Urbexy. Te w postaci zrujnowanego starego domu, zbudowanego na ogromnych wzniesieniach w lesie, odwiedziliśmy pod Odeberg. Piękne, klimatyczne miejsce. Szkoda, że tak zrujnowane. Dzisiaj nie mieliśmy czasu ale w samym Odeberg było sporo takich obiektów do zwiedzania... Sporo historii do poznania. Coś cudownego! Ta piękna historia się jednak już kończy. Wkrótce za Odeberg, gdzie skręciliśmy na drogę B158, odbijaliśmy na drogę B158a za miejscowością Neuenhagen. I stąd jechaliśmy już prosto do Hohenwutzen. Już nie daleko jakieś 4 km. Z Hohenwutzen to jakiś 1 km i byliśmy już w Polsce. W Osinowie zajechaliśmy na koniec wsi (w stronę Cedyni) na tą nie dokończoną budowę chyba hotelu. Jeszcze raz tam chwilę pochodziliśmy. I wracaliśmy już bliżej z końcem dnia do Siekierek. Ostatnie kilometry, ostatnia prosta. Ta też bywała wykańczająca. Kolejne wzniesienia. A przede mną jeszcze prawie 200 km samochodem. Nim wróciłem do domu to już minęła godzina 22. Mimo, że w Siekierkach byliśmy jeszcze przed godziną 20. Ale nim się dojechało do Szczecina a potem dalej... Zdążyło już słońce zajść. Zdążył się ten piękny pełny przygód dzień skończyć. Kolejna udana trasa, w fajnym towarzystwie - GŻ. W takim towarzystwie czy to z GŻ czy z JS to mogę wszędzie jeździć :) No cóż, dzisiejsza wyprawa się skończyła. Ja jednak mam cichą nadzieję na kolejną, gdzie mam nadzieję, że ta odbędzie się już nie długo. A mogła by być to np. trasa na odkrywanie Puszczy Bukowej, co zresztą już planowaliśmy z GŻ: ZS: Odkrywając Puszczę Bukową. No i tradycyjnie. Nie wiadomo jak to będzie, jak się te rowerowe życie dalej potoczy. Jednak czas pokaże, kolejne wpisy na blogu też...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)