20.05.2023
Jazda nr: 1231

Tagi: drzewa, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa była co do zasady dość irytująca. Rozpoczęła się z problemami, skończyła później niż powinna. Poszedł w zasadzie cały dzień na to, na tą nie łatwą trasę, którą przerwały problemy techniczne. A ja w sumie miałem dużą ochotę z niej dzisiaj zrezygnować i podjąć tą próbę innego dnia. Ostatecznie się jednak nie poddałem i walczyłem do końca choć należy przyznać co nie zaprzeczalne, że już z początku trasy już od pierwszych jej chwil byłem nią zmęczony. A to przecież dalej były nie łatwe do pokonania kilometry - trochę wzniesień choć nie to ostatecznie mnie wykończyło. Ten fail start był problematyczny. No ja tak nie mogę ruszać w dowolnym momencie dnia i mieć "pewność", że jestem na chodzie. Nawet jeśli mam nic konkretnego od rana nie robić to i tak jest to męczące samo w sobie i źle na mnie wpływa. Początek był ok. Ruszam chwilę po godzinie 8 rano. To jest ok. I właśnie z powodu chłodnego takiego niepewnego poranka zrobiłem mały błąd, który dzisiaj mnie dodatkowo wykańczał. Ubrałem się za ciepło. No dobra z rana było jeszcze chłodno niby te +11℃ a jednak odczuwalnie dość chłodno i nieprzyjemnie. Przyczynę tego błędu doszukuję się jednak w dniach, które poprzedzają weekendowe ocieplenie. Niby końcówka maja a było chłodnawo. Założyłem, że dzisiaj wcale tak ciepło nie będzie - temp. miała oscylować gdzieś w granicach +17℃ a na dobrą sprawę przekraczała te +20℃. A na pewno przekraczała temp. odczuwalna. Więc mój ubiór tylko mnie dobijał. No dobra z rana jeszcze bluzę wziąłem bo było za zimno jechać w samej koszulce. Tylko to koszulka cieplejsza którą jeżdżę w zimie. Na długi rękaw itd. Gdybym chociaż wziął tą cieńszą na długi rękaw. No ale nie. Założyłem, że będzie chłodniej... Więc wziąłem ją i co prawda cienkie ale długie spodnie. Najgorsze jest jednak to, że nie wziąłem niczego na przebranie. A przecież do domu wróciłem po nie całych 6 km trasy... Ten problem przy Aurelii, który ujawnił się w trakcie trasy z przed tygodnia: Trzebiatowska Rega dotyczył ostatecznie tylnego koła. Na szczęście nie samego koła choć to i tak przykra sprawa - tylnej opony, którą na długo się nie nacieszyłem. Dokładnie cieszyłem się nią przez: 2295 km. Od trasy: Trasa do szkoły z 14.02. Tego się obawiałem jednak miałem nadzieję, że tak nie jest. No przecież nowa opona i stała się z nią taka rzecz, że się rozłazi przy samej obręczy, wypycha ją tam, pęka tam. A to powoduje co obrót kołem takie charakterystyczne stukanie, które przenosi się przez ramę roweru i jest odczuwalne na kierownicy. irytowało mnie to w tygodniu. Jednak dzisiaj już bardzo, do tego stopnia, że po przejechaniu nie całych 6 km... Stwierdziłem, że nie ma sensu się męczyć jeszcze 90 km. I wróciłem do domu. Użyłem stojaka serwisowego aby sprawdzić Aurelię. I po przedłużających się operacjach w których 2x sprawdzałem oponę na której do tej pory jeździłem (moja 6-sta opona tylna) bo było jednak jej szkoda... No jest nówka.... Ostatecznie ta opona poszła do śmieci. Nie bez żalu ale poszła. Straciłem tylko czas cały wyjazd opóźnił mi się o 3,5h. Wyjechałem co prawda chwilę po godzinie 8. Ale wróciłem w okolicach godziny 9. Jeździłem koło bloku wszystko testując. Problem zniknął po założeniu nowej opony. Po jej przetestowaniu wróciłem jeszcze do poprzedniej, na której wyjechałem w dzisiejszą trasę. I co się okazało. Nawet bez jeżdżenia jej degradacja postąpiła mocniej. Nie mam pewności a ryzyko istnieje zawsze czy w ogóle bym ukończył dzisiejszą trasę. Przecież ta opona zawsze mogłaby rozwalić się do końca. Więc decyzja aby wrócić była słuszna. Najbardziej wkurwia mnie jednak to, że po ostatniej trasie miałem takie podejrzenia: Trasa "20-stka" z 18.05. Ojciec miał mi to sprawdzić ale nie sprawdził... Fałszywie zaświadczył, że pewnie przednie koło jest za mocno skręcone i dlatego te drgania. No ale kurwa mówiłem, że coś od tylnego koła. Dzisiaj też była o to kłótnia bo się upierał, że opona jest dobra i to nie jest jej wina. Jednak po ponownym założeniu opony (która przecież miała nie być winna) ewidentnie było widać jej winę. Nie dało się już tego zatuszować. Gdyby to wszystko było zweryfikowane jeszcze przed dzisiejszą trasą nie byłoby tego problemu. Pojechałbym sobie po tej godzinie 8 rano. Jeszcze w tej szarości rozpoczynającego się dnia mijał pierwsze problematyczne miejsca. A to przejazd drogą DW112. To dość ciężki odcinek był a na domiar złego pod wiatr. A to już w ogóle mnie zniechęcało i miałem taką myśl w okolicach zjazdu na Wicimice aby się poddać, wrócić i nie podejmować tego wyzwania w dniu dzisiejszym. Szła mi ta trasa topornie już na starcie byłem zmęczony i zirytowany. Trudno jednak czuć się inaczej gdyż formalnie zaczynałem dzisiejszy wyjazd (już po wymianie opony) ze stanem: 14,37 przejechanych km. Złożył się na to dojazd do skrzyżowania na Smolęcin, powrót z stamtąd pod blok i kilka testów po naprawach przejażdżek koło osiedla. I ostatecznie w trasę, która miała liczyć ok. 96 km ruszyłem po przejechaniu w dniu dzisiejszym nieco ponad 14 km. A gdyby tego było mało to pod Świdwinem nieco źle pojechałem i ten wynik kilometrowy mógłby być inny (w tym momencie trudno stwierdzić czy byłby to wynik in plus km czy in minus km) względem tych "96 km" jakie miała wynosić ta trasa. Przebieg trasy liczony dla mojej samotnej podróży... Bo we wcześniejszych ustaleniach miałem tą trasę robić z JS, wtedy niezależnie od okoliczności i tak bym przekraczał dystans 100 km... Gdyż planowałem dojechać do niej do Gryfic i z nią ruszyć przez Modlimowo. I dopiero od tego momentu ślad trasy by się zazębiał z tym co zrobiłem dziś. No ale w obecnych warunkach byłoby to dość kłopotliwe - wracać z Gryfic na wymianę opony?... Komplikowałoby to i tak nie łatwą trasę w nie łatwym terenie - gdzie spore utrudnienia występują na remontowanej drodze DW152 od Świdwina do Starogardu. Oczywiście do dzisiaj nie byłem świadomy występowania na tej drodze tak dużych utrudnień. A te są naprawdę spore, zakres prac rozciąga się na wiele kilometrów i z całą pewnością te prace nie zakończą się nawet do końca 2023 r... Więc nie ma co w tym roku myśleć nawet o jeżdżeniu w trasy w stronę Świdwina i tych rejonach. O tym można pomyśleć najwcześniej w perspektywie wiosny 2024 r...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1238

  • Trasa nr [łączna]: 1317
  • Trasa nr [na blogu]: 1231
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 12
  • W tym roku: 71

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1305 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1219 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 15081.5 km
  • Stan Licznika Końcowy: 15194.54 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 15119.54 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 27556 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 27669 km

  • Maksymalna prędkość: 38.9 km/h

  • Przejechałem: 113.04 km
  • Przejechałem [msc]: 705.4 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2839.8 km
  • Przebieg roweru [suma]: 51894.05 km

  • Przejechalem w 2023: 2839.8 km
  • Podroż dookoła świata (2023) 7.0995 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 129.7351 [%] km

  • Czas jazdy: 06:54:50 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3075:22:37 h
  • Czas Jazdy Suma (2023): 190:40:49 h
  • Czas Jazdy Suma (maj): 47:30:38 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3298:48:45 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:57:33 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:41:08 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:03 h

  • Średnia: 16.38 km/h
Trasę z dnia dzisiejszego prócz pogody (wiatr, a potem ciepło) utrudniał teren po którym jechałem. Choć zaklinałem rzeczywistość, że może nie jest tak źle to tak właśnie było (nie fajnie). Jednak dobijający był jej początek, który już zdążyłem omówić - problem z tylną oponą, który został dopiero dzisiaj rozwiązany. Gdyby nie ten incydent to może trasę odczuwałbym inaczej i szybciej z niej wrócił. A tak... Zbliżyłem się kilka km, wyjechałem ledwo z Płotów i miałem kierować się dalej ku wsi Modlimowo. A jednak musiałem wrócić. Te odczucie - irytujące zresztą - tego cyklicznego "uderzenia" o kierownicę było trudne do zniesienia. Utrudniało jazdę już od początku... A mogłem jeszcze w Płotach zawrócić. Miałem nadzieję jednak na to, że może jakoś to będzie. W końcu już w takich ciężkich warunkach wcale nie łatwą trasę pokonałem: "Szumnymi lasami". Tam pomagał mi jednak teren. A na tego dzisiaj nie mogłem liczyć... Te leśne drogi tłumiły problematyczne stukanie na kierownicy nie było ono tak odczuwalne. Co innego dzisiaj po tej drodze tylko asfaltowej gdzie zmieniała się ta nawierzchnia. Sytuacja była na tyle niekomfortowa, że gdy postanowiłem wracać do domu i załatwić temat - nawet kosztem zrezygnowania dzisiaj z jakiegokolwiek wyjazdu - nie mogłem trzymać się za bardzo prawej strony drogi gdy zjeżdżałem z górek. No to po prostu było niemożliwe, tak mnie ściągało, że miałem nieustannie wrażenie, że się wywalę. Więc musiałem mimowolnie odbić do środka drogi i tak się złożyło, że wjechałem tak niespodziewanie jadącej za mną "eLce". No kurde nie specjalnie. Nie było jednak wyjścia. A gdyby było tego mało to jeszcze utrudnienia mam ze strony braku tylnego hamulca. A ten brak nie jest od dziś. Jednak ten problem nie został jeszcze załatwiony. A wszystko się spierdzieliło i rozwaliło mi nowe klocki w nowych hamulcach na trasie: Trasa 50-tka: "Przywitanie wiosny & Awaria koła". Zamiast od razu odpiąć hamulec jechałem tak dalej. Tego odpiąłem dopiero na następnej trasie: Wiosenny Zachód Słońca. Bo to było już tak wkurwiające... Jednak to było już za późno. Tak naprawdę od trasy: ID=1207, od końca marca do dzisiaj nie mam już tylnego hamulca. Oczywiście jeszcze kilka razy z niego korzystałem jednak ta możliwość spadła w zasadzie do zera. I nie jest już możliwe hamowanie - więc dzisiaj nie mogłem się ratować tylnym hamulcem. A przedni nie wiele mi dał. I była taka akcja nieprzyjemna... No na szczęście już po wymianie opony jest ok. I teraz zobaczymy co będzie się dalej działo. Jednak w tym roku nie sprzyja mi - powiedzmy "szczęście" do jeżdżenia. Coś się ciągle psuje i to szybciej niż powinno. Jak nie koło to opona. I tak ciągle coś. Czyżby problem był w tym, że popsuła się marka Schwalbe? Dotąd chwaliłem te opony. No ale teraz mam wątpliwości. Jak kolejna zejdzie mi tak szybko... To już więcej Schwalbe nie kupię. No dobra problematyczny temat nawrotów i testów mam za sobą. Mogę jechać i to zamiast o godzinie 8 rano to bliżej 11:30... Plany na drugą część dnia nie miały już szansy się powieść (miałem jechać do Gryfic). Nie pojadę dziś co najwyżej jutro. Dzisiaj to dzień stracony jestem do tyłu o tyle godzin i zamiast być już blisko Świdwina... To dopiero jadę. I mierzę się z trudami na drodze w stronę Rymania. Bo to dopiero w Rymaniu już bez sił i z coraz większą chęcią zrezygnowania skręcałem na wieś Powalice, którą od jesieni 2022 r. przez początek 2023 r. dość często z każdej strony odwiedzam. Tu jeszcze chciałem zrezygnować. Byłem już padnięty i zrezygnowany. Jednak się nie poddałem i jeszcze trochę jechałem. Nie sprzyjała mi pogoda. Robiło się cieplej a w stroju w którym jechałem było mi za ciepło. I tylko się przegrzewałem a to przecież nie jest dobre... No jednak co miałem zrobić? W tej sytuacji byłem bez wyjścia. Wkrótce mijałem Powalice przy których jechałem po remontowanym fragmencie drogi, którego remont ciągnął się do Mysłowic. To pierwszy mijany dzisiaj nie spodziewany remont mniej ważnych dróg. W ostatnim czasie takich inwestycji widać sporo. I w zasadzie wszystkie z którymi się spotkałem powinny skończyć się do wakacji (Powalice - Mysłowice czy Radowo Wielkie - Ługowina albo Gryfice - Rotnowo). A są odcinki które się na pewno nie skończą. To poważniejsza przebudowa drogi Świdwin - Starogard. Ta inwestycja jeśli skończy się do majówki 2024 r. to będzie sukces... A tym czasem mijałem kolejne problematyczne drogi - minąłem już Mysłowice i wybierałem się w stronę Lekowa. I w zasadzie powinienem jechać przez Lekowo. A zamiast tego wybrałem się do wsi Przymiarki (jadąc na wprost wsi Jastrzębniki), którą miałem już możliwość poznać: Historiami lasu. Zresztą to wtedy narodził się pomysł trasy na Świdwin. Właśnie przez Powalice - Mysłowice i Jastrzębniki. A te strony w wiosennej aurze wręcz zyskiwały! Było tak kolorowo i pięknie. A jednocześnie tak smutno, że dzieliłem te chwile sam. No i ten wiatr dobijał. I to mocno... No dobra zjechałem gdzie nie trzeba no trudno. Już nie wracałem wyjechałem na drodze DW162 (Kołobrzeg - Świdwin) i z tej strony wjechałem do Świdwina. Wręcz do niego wleciałem po takiej stromej górce... W drugą stronę to byłoby wielkie wyzwanie pod nią podjechać. No ale zjechać też nie przyjemnie to wzniesienie z którego spokojnie mógłbym osiągać prędkości rzędu 50 km/h... No i jestem. Jestem w Świdwinie! A tego nie odwiedzałem od lat... Byłem tu na trasach w 2017 r.: Trasa Węgorzyno-Łobez-Świdwin oraz Ciągnikowe drogi. Od tych chwil minęło już: 43 505 km (od wpisu #131) bez dzisiejszej trasy i 42 276 km od wpisu #152 (bez dzisiejszej trasy). Jakoś mi było nigdy nie po drodze aby tu przyjechać. Na ten rok mam już plany ale może w przyszłym roku poznałbym tak lepiej okolice Świdwina, Szczecinka, Węgorzyna? Wszystko i tak mieści się w rejonie województwa zachodniopomorskiego. No tradycyjnie: "zobaczę" jak to będzie. Będąc już w Świdwinie (po latach) zrobiłem tu dosłownie mały objazd centrum miasta. Zajechałem do najbliższej pizzeri którą zauważyłem "pizzeria muzyczna" - tu zjadłem specyficznego kebaba. Na bazie karkówki. No dobra sam kebab może nie byłby taki zły. Specyficzny ale nie "zły", ale te dodatki już takie niezbyt. Ta sałata obrzydlistwo. Zjeść się tego nie dało. Po posiłku - a mijała już godzina 16 wybrałem się w powolną i trudną podróż powrotną. Tu dowiedziałem się o remoncie drogi DW152. Wpakowałem się w jej sam środek. Co kawałek czekały inne wyzwania, odcinki wyłączone z ruchu lub trudniejsze do pokonania wahadła gdzie ruch aut był dopuszczony. Ten w weekend nie był duży jednak dalej kłopotliwy. Kierowcy są chamscy i bezczelni. O tym za chwilę wspomnę bo najpierw palący problem... Wycinki drzew. To już standard przy remoncie dróg dochodzi do wycinki drzew. To aż rzuca się w oczy jak zmieniła się ta trasa nie do poznania. Nie jest mi ona może jakaś bliska. Rowerowo bardzo mało tu jeździłem. Częściej samochodem. Choć dotyczy to już minionych dawno lat... Jednak pamiętam jak ta droga wyglądała. Choć dziurawa miała swój urok. A teraz już go nie ma. Pozostaje pustka... I trudność jej przejechania - najpierw wzniesienia a teraz remont. W tych okolicznościach miałem takie pewne zdarzenie pod wsią Mołstowo. Jest tu takie długie wzniesienie. Dość ciężkie - podjeżdżałem pod nie dosłownie z prędkością 8-9 km/h. Zrobili tam wahadło, część drogi zryta. Same wahadło bardzo długie, kończyło się na szczycie wzniesienia. A mnie zabrakło tam może dosłownie z 40 sekund aby spokojnie przejechać. Byłem już blisko. Jednak pod te wzniesienie, z wiatrem i obciążeniem nie byłem wstanie szybciej jechać. A co zrobiły samochody? Żaden chwili nie poczekał tylko ruszyli... skurwysyny jebane. Tak się wszystkim spieszy?! To tym gnojom tą drogę robią. Jakoś ścieżki rowerowej przy okazji się nie buduje... Więc tylko te gnoje na tym zyskają a nie my. A ci kierowcy są tacy bezczelni... Wkrótce jednak skończyła się ta droga, która okazywała się istnym przetrwaniem (problematycznym zresztą). Co chwila inna organizacja ruchu, inne problemy... I to na tak niedługim odcinku drogi, który robią praktycznie po całości. W wielu miejscach coś dłubią. W tym prostowane są do tej pory istniejące ostre zakręty. No czego się nie robi aby tym pojebom w samochodach nie pomóc nie?... Bo to będzie im sprzyjało. Aby jeszcze szybciej a przy tym niebezpieczniej jeździli... Wkrótce dojechałem do Starogardu już wykończony trasą i dniem. W nie długim czasie miałem się spotkać z kolegą MM z Reska. Widział jak wstawiłem relację, że jestem w Świdwinie i chciał abym zajechał. Jednak rowerem na spotkanie nie chciał wyjechać. Spotkaliśmy się pod Prusinem gdzie jechał motorem a później na chwilę do niego do domu zajechałem. Patrząc na to, że i tak nie realizuję planów z drugiej części dzisiejszego dnia to mogłem sobie na to pozwolić. Jednak nie na długo - gdyż jak za długo się odpocznie to już później się nie ruszy. A ja już jestem tak mocno padnięty a przede mną było jeszcze jakieś 13 km drogi. No mniej więcej tyle mam od niego do domu. Powrót czy dojazd do Reska nie jest jednak taki zły i w miarę szybko wróciłem. Dzisiejsza trasa i idąca za nią przygoda dobiegła końca... W końcu. A tak nie wiele brakowało abym się poddał i nie pojechał. Miałem ku temu przesłanki, w końcu jechało mi się tak ciężko, że chciałem zrezygnować. A te przeboje z "awarią" Aurelii tylko jeszcze bardziej utrudniały dzisiejsze i tak nie łatwe wyzwanie. Koniec końców jednak dobrze, że się nie poddałem i walczyłem do końca. Bardzo rzadko ale czasem bywa tak, że mimo chęci tych sił brak. I wtedy jest uzasadnione poddać się. Dzisiaj jednak udało się przezwyciężyć ten kryzys. Szkoda jednak, że taki fajny dzień spędziłem sam. Bez koleżanki JS, bo wstępnie to z nią miałem jechać w tą piękną podróż...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)