03.10.2021
Jazda nr: 922

Tagi: MK, morze, zs, Gryfus, drzewa, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego jest kontynuacją rozpoczętych wczoraj zmagań: "40 000" Aurelio !: X Rajd DZSZCZ - dzień 1. Dzień po i dzień po zaskakująco dobrze spędzonej nocy. Byłem przekonany, że nie będę mógł spać, że będę się źle czuł. A tym czasem nie było tak źle. Wiele osób odpadło, nie dojechało więc z pokoju 4 osobowego zrobił się 2 osobowy. Jednak pewnie zmęczenie wpłynęło na to, że nieoczekiwanie dość szybko przysnąłem. I nie stanowiło większego problemu mało wygodne łóżko, bardzo wąskie i skrzypiące przy każdym nawet najmniejszym poruszeniu. To, że dość szybko robi się ciemno także pozostawało nie bez znaczenia. To i zmęczenie = szybkiemu zaśnięciu. Nim jeszcze jednak zasnąłem i potem w nocy zbudził mnie dość silny ból w nogach, złapał mnie bardzo mocny skurcz, który trwał dość długo. Szybko nie odpuszczał, unieruchomioną miałem całą nogę. Było jasne, że się trochę nadwyrężyłem. Jednak jak na moje standardy jechałem dość szybko. I pewnie to było przyczyną. A może też to, że już od kilku tygodni nie zrobiłem żadnej dłuższej trasy a tu mamy ponad 150 km?! Może to było właśnie przyczyną. Nie ważne. Najważniejsze, że noc jakoś minęła. W dzień z rana śniadanie, zbieranie sił. I zmagania z drugą częścią rajdu, która miała swoje słabsze strony - najgorzej było jechać przy nabrzeżu Zalewu Szczecińskiego - gdzie wiał bardzo silny wiatr. W ogóle od rana było dość ciepło ale to dość wietrznie. I to był problem. Spowodował on, że kolejne osoby nie dały sobie rady z rajdem i po prostu odpadły. Cały czas mam jednak wrażenie, że decydentom tym śmieciom z gryfusa, w tym niektórym przewodnikom grup o to właśnie chodziło. Aby nie dali rady. Te tempo jazdy i inne nieefektywne działania były właśnie tak układane, aby to się tak kończyło. Gdybyśmy całą drogę jechali spokojnie w peletonie i naprawdę z prędkościami 16-18 km/h bo po co się spieszyć to z pewnością zdecydowana większość by przejechała. Odpaść mogliby tylko elementy, które naprawdę się nie przygotowali. Tu krytyka jest słuszna. Była rozmowa o takich, co osoba jakaś babka miała życiówkę 60 km. A ona jedzie na trasę bez mała 300 km. To trzeba być niepoważnym. Naprawdę. I tu elektryk nie wiele pomoże. Ta osoba nie jest gotowa aby tyle jechać. A trzeba pamiętać przecież, że jedna noc nie daje 100% regeneracji co najwyżej z 20-30%. Więc jak nie jest się dobrze przygotowanym to po jednej nocy na drugi dzień byłby znowu problem z jazdą. A tu też mieliśmy do przejechania sporo bo 130 km. Akurat w tym drugim dniu najgorszy był wiatr i odcinek pod Wolinem i od Recławia pod Stepnice. Tu był najgorszy rozstrzał, i największy odsetek osób, które się poddały i nie walczyły. A przecież kryzysy ma każdy. Trzeba po prostu umieć sobie z nimi poradzić i walczyć dalej! No ja właśnie z nimi walczyłem. Wbrew temu co odpierdala Gryfus i jak zniechęca osoby biorące udział w swoim wydarzeniu do tego aby walczyli dalej. Nawet promuje się zachowania tych, którzy mieliby dziś tj. tego drugiego dnia się poddać. No naprawdę chore podejście. Mam bardzo dużo do powiedzenia i to negatywnie o Gryfusach. Już wcześniej się o nich dobrze nie wypowiadałem ale po tym co odpierdalali wczoraj i co odpierdalają dzisiaj... To prostu jest tak zapatrzona w siebie grupa wzajemnej adoracji... Sami nie trzymają się regulaminów, które promują, i które uznają za taką świętość a tam największą świętością ma być kurwa kask na głowie. Widać jak im kurwa ten kask pomaga. Zmiażdżył im do końca te mózgi, i nic tam z nich nie pozostało. I teraz są jeszcze bardziej pierdolnięci niż być może kiedyś byli... Wczoraj było już o to kilka kłótni, dzisiaj znowu się przypierdalali do wszystkich. Co ciekawe przypierdalali się także do MK, który przecież z nimi od lat jeździ. Był wielokrotnie przewodnikiem grup na tym wydarzeniu. Zna się osobiście z prezesem i tą kurwą zastępcą prezesa - ten wojtasek kurwa pierdolony. Jak ja kurwa widzę ten jego przekrzywiony ryj, jak ja bym kurwa go napierdalał tego kurwa śmiecia.... Kim on kurwa jest aby się rządzić?! Pojeb zasrany. Tak mnie wkurwia on i jego niszczące środowisko rowerowe podejście. Pierdolona kurwa ma od życia znacznie więcej niż inni. To jednak nie daje mu prawa się wywyższać! Jak mnie te gryfusy wkurwiają... Oni i ich złe podejście do życia. Tak, kończąc tą szopkę, przynajmniej ten akapit - napiszę tak. Było dzisiaj ciężko, ale dałem radę. Na koniec już nie czułem się zmęczony. Dobrze mi się jechało, miałem siły. Z powodzeniem mógłbym jeszcze trochę pojechać :) Jakbym jechał całą drogę sam to z pewnością byłoby inaczej - być może gorzej. Należy też jednak pamiętać o tym, że ja jechałem rok temu jak jechałem sam, trudniejszą trasą niż tą, którą jadą te kutasy gryfusy: Dookoła Zalewu Szczecińskiego - Dzień 2 - 17.10.2020 r.. Pierwszy dzień może nie był taki istotny pod tym względem ale drugi owszem. Gryfus jedzie trochę łatwiej i unika starcia stricte na szutrowej drodze, która odbiera sporo sił. Podmuchy wiatru są tam niszczycielskie. To oczywiście da się przejechać czego dowodem jest wpis ID=699 z zeszłego roku (17.10.2020 r.). Tylko koszt jest ogromny. To spore obciążenie. Dzisiaj mimo całościowo z tych dwóch dni (280 km) sporego wyniku, nie było to aż takim obciążeniem. A wpływ na to miał na pewno fakt wspólnego przejazdu w kolumnie od Stepnicy do Lubczyny a potem z Lubczyny do Szczecina. Odcinki w kolumnie były bardzo lajtowe. Tam się nie odczuwa wiatru, zmęczenia. Gdyby tak wyglądała cała trasa.. To by było coś..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 927

  • Trasa nr [łączna]: 1008
  • Trasa nr [na blogu]: 922
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 2
  • W tym roku: 182

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 998 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 912 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 3394.56 km
  • Stan Licznika Końcowy: 3523.04 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 3523.41 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 16017 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 16146 km

  • Maksymalna prędkość: 33.6 km/h

  • Przejechałem: 128.48 km
  • Przejechałem [msc]: 279.75 km
  • Przebieg roweru [rok]: 8204.22 km
  • Przebieg roweru [suma]: 40215.58 km

  • Przejechalem w 2021: 8204.22 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 20.5106 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 100.539 [%] km

  • Czas jazdy: 08:16:25 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2309:10:58 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 508:37:18 h
  • Czas Jazdy Suma (październik): 16:41:11 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2532:37:06 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 08:20:36 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:47:41 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:28 h

  • Średnia: 15.54 km/h
Dzisiejsza trasa kończy ten dwudniowy rajd. Jest podsumowaniem mojego zaangażowania i pracy, którą wykonałem nie tylko w ostatnim roku licząc od pierwszej trasy w roku czyli 182 trasy temu: Noworoczna trasa. To także podsumowanie poprzednich lat, poprzednich tras. Wszystkich zwycięstw i licznych porażek. Każda porażka coś wnosi i jest ważna. Nawet jeśli dzisiaj by mi się nie udało byłbym zwycięzcą z powodu tego, że próbowałem i walczyłem do końca. A to, że przegrałem to osobna sprawa. Tak się jednak na szczęście nie stało. Mimo sporów z tymi kurwami gryfusami - udało się przejechać tą trasę. Nie było łatwo ale się udało. Ja nie jestem tu przegranym - tego samego nie można jednakże powiedzieć o naturze. Zarówno we wczorajszej trasie jak i dzisiejszej powtarzają się pewne schematy. Brak zachodów słońca. Szybko się robiło szaro, sporo chmur. I po prostu nie było zachodu słońca. To jeden z problemów, drugi to wałkowany przez 61 tras temat drzew. Pojawia się on już wczoraj, choćby w zakresie Puszczy Wkrzańskiej. I co także bardzo niepokojące po niemieckiej stronie też. Jednakże skupiam się na polskiej, co mnie obchodzą zachodnie problemy. W Polsce nie dzieje się dobrze. Te lasy na drodze do Polic, na drodze do Nowego Warpna, jeziora / rezerwatu Świdwie. Czy w ogóle szeroko pojęta Puszcza Wkrzańska to jeden wielki plac skurwysyństwa. Dzisiaj nawet podwójnego. Wkurwiają wszystkich dookoła ci pierdoleni grzybiarze. Wkurwiają także ci pierdoleni mordercy. Pozabijali w poprzednich latach i w tym trwającym roku tyle drzew i nadal im mało. Nadal mordują kolejne. We wpisie z dnia wczorajszego oczywiście dałem tag: "drzewa". Dzisiaj też daję. I dzisiaj ten problem też się powtarza. W Puszczy Wolińskiej, którą odwiedzałem dziś od nieznanej mi dotąd strony. Częściowo są zrobione tam drogi rowerowe. Ale tylko częściowo. Brakuje pełnych oznaczeń, drogi są tam w budowie - droga pod Wolinem ,w stronę Recławia. Z pewnością sporo się tu zmieni. Najgorszy jest jednak odcinek leśny który zaczyna się za Warpnicą i idzie w stronę Sułomina. To jest w ogóle nie opisane, nie oznakowane. Prawdopodobnie dopiero w budowie. Strasznie się źle tam jedzie. Jest sporo wzniesień i pułapek gdzie można źle skręcić i źle pojechać. To tu miałem pierwszy i jedyny swój kryzys. W tym miejscu jechało mi się bardzo źle i miałem przejechane bardzo mało kilometrów - około 30. Robiłem tu częstsze postoje i nie jechałem z grupą. Dogoniłem ich w Wolinie, i ruszyłem z szybszymi grupami przez rozkopany, remontowany Recław w stronę Stepnicy. I tu już było znacznie lepiej. Wróciły siły, nadzieje. I jakoś to szło :) A w Stepnicy po obiedzie to już w ogóle. Tam tylko problemem były zbyt długie odcinki bez postoi i bezmyślne prowadzenie grupy, gdzie nagle bez powodu zaczęli stawać, zwalniać. Opiekunowie grup jak to na debili z gryfusów przystali pultali się aby jechać blisko siebie i nie rozciągać peletonu. No nie w ogóle... Lepiej wjechać w tych z przodu co nagle zwolnią czy staną. Takie większe odległości są podyktowane względami bezpieczeństwa. Jednak żadnego rozsądku od gryfusów nie wymagam... Oni te gryfusowe śmiecie są dla mnie skończeni. Trudy trudami, koniec końców z końcem dnia i dosłownie ostatnią minutą nagrywania na karcie - skończyłem dzisiejszą trasę! Cieszę się niezmiernie, że się udało. Sporo trudu mnie to kosztowało. Sporo musiałem się najeździć, i przetrwać niejedną porażkę aby się znaleźć tu, w tym miejscu w którym dziś jestem. Czyli na mecie, na Łasztowni, gdzie odebrałem medal za przejechanie X Rajdu Dookoła Zalewu Szczecińskiego. Będę się miał czym pochwalić. Także będę miał na co się powoływać przy kolejnych trudniejszych wyjazdach. A jeszcze jeden taki mnie w tym roku czeka. Taki przynajmniej planuję. Trasę 40 000 km z Aurelią też planowałem i nic z tego nie wyszło. Uzupełnić bloga przed wyjechaniem na X Rajd Dookoła Zalewu Szczecińskiego też planowałem i nic z tego nie wyszło. Więc plany planami a życie pisze i tak swoje scenariusze... Nie mniej mam w planach w tym roku jeszcze raz pojechać na Sikierki niemiecką stroną i wracać Polską. Nie liczę za bardzo na to, że ten cholerny most na Odrą w Siekierkach, po stronie Niemieckiej będzie otwarty - bo to jest jedna wielka ściema ze strony niemców: Trasa na Siekierki. Mimo wszystko chętnie się przejadę. To zawsze jakieś kilometry, które przybliżą mnie do zrobienia 10 000 km w tym roku! Oczywiście sama dzisiejsza trasa też mnie do tego przybliża. Jest jeszcze coś co mi we Wrześniu nie wyszło. Pomimo tego, że Wrzesień wyszedł mi bardzo ładnie (>1000 km). Nie wyszło mi to że fajnie by było już na koniec Września mieć 8000 km w roku. A sama trasa którą dzisiaj ukończyłem dawałaby mi +6 tras 50-km. A więc nie miałbym do przejechania jeszcze 40 tras po 50 km a tylko 34 takie trasy. I potem wiadomo, stopniowo byłoby ich coraz mniej. Teraz będzie bardzo ważne w miarę możliwości robić trasy >=100 km. One najszybciej pomogłyby mi przejechać brakujące kilometry. W tym roku mam nawet większą szansę na przejechanie tych 10 tyś km niż miało to miejsce w 2020 r., gdzie w sumie gdyby nie to, że byłem chory być może by mi się udało. Albo być może i tak brakowałoby mi ok. 300 km.. W tym roku jestem nie mniej do przodu względem poprzedniego - więc mam większą szansę. Będę nadal w to nieustannie wierzył i nadal jeździł, próbował i walczył o każdy kilometr! #Jebać Gryfusów. Tak dla zasady! Jebać Gryfusów. To nie są sportowcy. To nie są poważni ludzie. To zakompleksiona banda błaznów, którzy próbują tworzyć zamkniętą grupę osób, wzajemnej adoracji... Nie chcę należeć do takiej społeczności. Z powodzeniem wolę jeździć sam. W końcu przejechałem setki tras samemu, to czemu mam nie przejechać kolejnych?! Jeszcze tyle jest do odkrycia. Jeszcze tyle jest do przejechania. Jeszcze tyle jest do zobaczenia. A więc spotkajmy się razem na kolejnych trasach w kolejnych wpisach!

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa03pazdziernika2021zdj1.jpgtrasa03pazdziernika2021zdj2.jpgtrasa03pazdziernika2021zdj3.jpgtrasa03pazdziernika2021zdj4.jpgtrasa03pazdziernika2021zdj5.jpgtrasa03pazdziernika2021zdj6.jpgtrasa03pazdziernika2021zdj7.jpgtrasa03pazdziernika2021zdj8.jpg


Mapa przebiegu trasy :)