Dzisiejsza trasa poprowadziła mnie i mojego towarzysza MM, na planowaną od zeszłego tygodnia trasę na ognisko, na Makowice-Lotnisko! Takie nie formalne pożegnanie lata - mimo, że już mamy jesień ale dobra ;) Trochę się to przesunęło bo mieliśmy jechać w weekend.. Powiem tak, gdyby nie Zalew Szczeciński - wielki rajd rowerowy z tymi wariatami Gryfusami.. Nie poddawałbym się mimo niepogody i zrobił trasę oraz ognisko jeszcze w sobotę: Znowu nieudana trasa. Nie wyjaśniona pozostaje tylko kwestia jak zrobiłbym ognisko w deszczu ;) No nie ważne, myśl o nadchodzącym rajdzie, zbliżających się 30k Aurelii, które chciałem w ten weekend zrobić, trochę stropują moje głupie zapędy.. Nie chcę się zaziębić, przeziębić to będę uważał.. Ale już po rajdzie.. Będę hulał :) Nie zważając na nic, a tym bardziej na szalejącego covida.. Epidemia trwa w najlepsze.. A moje jazdy, treningi nie ustają. Z planów też nie rezygnuję czego przykładem jest dzisiejszy wyjazd, że mimo wszystko jadę.. Na ognisko.. Po tym paskudnym i zmarnowanym weekendzie.. Dzisiejszą trasą mogę też zmarnować moją szansę na przyszłe wyjazdy :( Zamoczyłem sobie buty.. Nie było za bardzo jak wysuszyć, więc w mokrych butach, w przepoconej koszulce jechałem.. Ryzykowna gra.. Mam nadzieję, że nic z tego złego nie wyjdzie, i wkrótce pojawiają się kolejne wpisy i kolejne trasy! A tu muszę raz pochwalić MM, a raz niekoniecznie ;) Uporczywe trzymanie się planów mimo wszystko nie jest dobre.. Mieliśmy zaplanowany przejazd lasem z Reska na Makowice.. Ale to nie był dobry pomysł.. Tam jest strasznie mokro, śliska trawa.. I w wielu miejscach nie przejezdna droga. Właśnie na przeprawach takich, wpadłem nogą w kałużę i jestem załatwiony. A trzeba nadmienić, że dzisiaj za ciepło nie było.. Co prawda słonecznie, ale nie za ciepło.. Ten deszczowy weekend swoje zrobił. Najgorzej pod tym względem wypadała niedziela - wczoraj 27.09 - gdy jak z rana zaczęło padać to wieczorem nie przestało. Wszystko przemoczone.. Drewno mokre.. A jednak ognisko się udało :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 687
Trasa nr [łączna]: 769
Trasa nr [na blogu]: 683
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 18
W tym roku: 163
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 760 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 674 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5854 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5897 km
Maksymalna prędkość: 34.5 km/h
Przejechałem: 43.02 km
Przejechałem [msc]: 884.35 km
Przebieg roweru [rok]: 7332.06 km
Przebieg roweru [suma]: 29897.79 km
Przejechalem w 2020: 7332.06 km
Podroż dookoła świata (2020) 18.3301 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 74.7445 [%] km
Czas jazdy: 02:45:34 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1663:28:37 h
Czas Jazdy Suma (2020): 465:05:17 h
Czas Jazdy Suma (wrzesień): 54:57:05 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1886:54:45 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:03:10 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:51:12 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:17 h
Średnia: 15.64 km/h
Na dzisiejszej trasie miałem pochwalić MM, końcem poprzedniego akapitu napisałem o tej gorszej stronie, zagrożeniach z tego uporczywego trzymania się planów. A przecież tak myślałem, że jazda przez las nie będzie dobrym pomysłem. Nie dość, że jest tam robactwa - i mimo, że mamy już jesień.. I koniec września - to wciąż atakują komary! Na nowo mnie pogryzły.. Kałuże, błoto w wielu miejscach ciężki przejazd.. No ale jest też dobry aspekt ;) Rozwijanie się.. W końcu MM przejechał całą drogę z Reska na Makowice i z powrotem - wyszło mu dokładnie: 16,66 km do skrzyżowania z drogą DW152 (wracaliśmy przez Czarne) i stąd odprowadziłem kolegę pod Policko, gdzie jest dokładnie 3,8 km. A więc już mamy 20,46 km. Teraz ja już sam pod osłoną nocy wracałem a kolega miał d zrobienia jeszcze ok. 2 km do swojego domu. Więc ostatecznie zrobił ok. 22,5 km :) Niezły wynik. I co chyba nie było tak strasznie, MM? ;) Można tak jeździć. A nie część drogi samochodem.. Drogą nie mniej byłoby wygodniej, i szybciej.. A mnie coś dzisiaj ta jazda - przynajmniej w tą pierwszą stronę słabo szła. Nie często tak mam ale dzisiaj się spóźniłem i na umówioną godzinę nie zdążyłem dojechać, - byłem 4 min później ;) Wychodziłem z domu po spakowaniu się na trasę później niż myślałem. No bo tak, w weekend byłem spakowany, wszystko miałem. Mówiłem w domu aby mi kurwa nic tam nie ruszać, nie grzebać, nie mieszać. Ale jakże mogłoby być inaczej jak nie rozgrzebane wszystko, powyciągane, pozabierane, po przekładane.. Więc nim znalazłem wszystko.. I się na nowo spakowałem straciłem czas. A potem i tak jechało mi się ciężko.. Pod wiatr.. Jakoś sił nie miałem. Irytował mnie zbyt duży ruch aut na trasie.. Ale się jakoś dojechało. A już w powrotną stronę, po ognisku.. Tam to już szalałem :) Poganiałem MM aby szybciej jechał. A jak sam wracałem to nie schodziłem z 20 km/h. Tylko cisnąłem.. Zrobiłem ok. 9,8 km w czasie: 24min 07sek a więc ze średnią: 24,38 km/h! Wyjazd udany :) I trochę kilometrów zrobiłem. I tak cicho mi się marzy, że pojadę na 30k.. w tym tygodniu.. Jak nie w nadchodzące ciepłe i ładne dni.. To może w weekend :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)