Dzisiejsza trasa, w upalnym ukropie (ponad +30℃), w po południowych godzinach, i w burzowej aurze zaprowadziła mnie w dalekie strony wiodące do wsi Przecław i mieszczącego się tam sklepu Dino. Wykorzystałem to, że dzisiaj pracę skończyłem nieco szybciej (godzinę szybciej). Byłem szybciej w akademiku i szybciej wybrałem się w trasę. Nim normalnie kończyłbym pracę zrobiłem już kilka kilometrów. Do chwili gdy jeszcze nie zdążyłem opuścić pokoju w akademiku na niebie gościło tylko słonko, które upalnie dopiekało.. Tylko słonko i nic więcej. A gdy już wyszedłem z akademika, udałem się po Aurelię do rowerowni, i zdążyłem z nią wyjść zaczęło się chmurzyć. Przez większość trasy w różnych jej momentach podziwiałem burzową aurę, przepiękne chmury. Jak się okazuje, koło Szczecina jak najbardziej była burza. W samym Szczecinie niee.. Ominęła Szczecin. A szkoda, wielka szkoda. Przynajmniej byłoby chłodniej bo jest tak gorąco.. Im bliżej wieczora tym gorzej. Wtedy czuć ten ukrop, który znalazł swoje odzwierciedlenie w tytule dzisiejszej trasy, która co do swojego przebiegu przypomina trasę z przed ponad miesiąca: ZS: "Wiejskie ścieżki" do sklep Dino. Te trasy mają kilka wspólnych elementów ale także widocznych różnic. Wspólny jest na pewno upał. A widoczną różnicą, prócz przebiegu - i nie popełnienia błędu jechania przez uroczą Dobrą Szczecińską, a poprawnie przez Wąwelnica do Dołuje. Trasa niesie za sobą jednak coraz wyraźniejszy smutek jesieni, a także moje wewnętrzne rozterki dotyczące obecnego ustawienia kamerki przy Aureli. Mam co jakiś czas takie myśli, że jest trochę za wysoko, i się przechyla kamerka w bok. I faktycznie może coś w tym być, bo statyw dobrze nie trzyma. Trzeba go znowu dokręcić. A przy okazji rozważam czy nie obniżyć tej kamerki. Oczywiście zaryzykuję, że zjebie mi się pion. Dlatego zrobiłbym to w domu. Najlepiej jeszcze przed jesienią. Aby mieć czas na przetestowanie ustawienia. Nim znów wrócę w te smutne i męczące życie jakie wiodę w tym cholernym Szczecińskim mieście. Nie chcę się na razie przejmować np. taką kamerką, co raz ładnie nagrywa raz nie ładnie. Pocieszenia szukam w tłumaczeniu sobie tego tak, że jakby nie było to jakąś pamiątkę z trasy (prócz wspomnień i zdjęć) - mam. A zawsze mógłbym nie mieć nic, jak często nic nie miałem w trasach z 2014 i 2015 r. Prócz zdjęć, wspomnień. Tylko nie na każdej trasie robiłem zdjęcia. I nie aż tyle co obecnie.. A teraz mam te nagranie, które raz jest trochę krzywo, raz za wysoko, raz za nisko, ale jest.. :)) Każda trasa jest wyjątkowa! Wspomnienie z niej także. Bywają jednak trasy bardziej wyjątkowe. Mimo mojej niechęci do Szczecina, nawet tu bywają wyjątkowe miejsca, które niestety będą poddawały się postępującej urbanizacji i niszczeniu ich wyjątkowego piękna. A już teraz trudno jest uciec z miasta, trudno jest uciec ze Szczecina..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 462
Trasa nr [łączna]: 545
Trasa nr [na blogu]: 459
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 118
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 537 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 451 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 8 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 499.43 km
Stan Licznika Końcowy: 530.09 km
Stan Licznika Końcowy2*: 526.33 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12886 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 12917 km
Maksymalna prędkość: 42.3 km/h
Przejechałem: 30.66 km
Przejechałem [msc]: 575.11 km
Przebieg roweru [rok]: 3523.77 km
Przebieg roweru [suma]: 20671.76 km
Przejechalem w 2019: 3523.77 km
Podroż dookoła świata (2019) 8.8094 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 51.6794 [%] km
Czas jazdy: 01:49:18 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1076:17:18 h
Czas Jazdy Suma (2019): 220:00:12 h
Czas Jazdy Suma (sierpień): 35:09:41 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1299:43:26 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:30:42 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:51:52 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:47 h
Średnia: 16.88 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego rozpoczęła się przed godziną 15. W straszny upał. Ponad +30℃. Gdy wyjeżdżałem już po południu według różnych szacunków było +32^ - +33℃. A ja wybierałem się w moim zamyśle na Bezrzecze przez piękną ul. Żołnierską, wzdłuż której widziałem jesień ;o Cała trasa w dniu dzisiejszym - w miarę możliwości - przebiegała bardzo dynamicznie. Można powiedzieć, że mocno szalałem w tempem jazd i nawet pod wiatr starałem się mocno zasuwać. To daje mi sporo do myślenia w kontekście mojej ostatniej jazdy: Nieudana trasa na Niemcy, gdy jechało mi się źle i ciężko. Podejrzewałem, że to będzie albo wina tego, że jestem zmęczony albo zużywającego się napędu, który z każdą jazdą jest coraz bliższy wyniku 7k przejechanych km! Tylko przypomnę, że dystans Aurelii na poziomie 21k oznacza, że napęd ma trochę ponad 7k. Więc im bliżej 21k tym bliżej granicy 7k. A już rozważałem wymianę napędu. To mnie oczywiście nie minie. W kontekście takiego lata, takich wakacji jakie mam w tym roku, których nie pamiętałem od tras nieudanego 2016 r. i takiego sobie 2017 r.. To trochę ten napęd się zaoszczędził. Jednakże w kontekście jazd rok - rok, i tak wyjdzie podobny wynik (zakładam dystanse roczne na poziomie minimum 5k). A, że mam te dystanse rozłożone tak, że do kwietnia waliłem sporo kilometrów, od kwietnia do lipca tak sobie, i dopiero od sierpnia coś ruszyło - no cóż mam powiedzieć. Nie na wszystko mam wpływ. Powiem tylko tak, że jestem zadowolony z trasy. Ładnie ruszyłem do pl. Kościuszki, gdzie głąb w znienawidzonych przeze mnie suvach specjalnie mnie zatrzymał na światłach, gdzie jet parę sekund na przejazd, nie ruszył. Nagle pojechał to ja kurwa za nim, rzucając głośno do niego: TY KURWO JEBANA - dopierdzielam ile wlezie i gościu na pasach tak do mnie: DAWAJ DAWAJ! XD Niezdążeniem jednak opuścić skrzyżowania -.-. Za szybko się światła zmieniają, brakuje mi tu tych 2-3 sekund. Chociaż przez debila w suvie, gdzie jestem pewny, że zrobił to specjalnie - straciłem około 5 sekund. Drugie zdarzenie miałem kilkaset metrów za Placem Kościuszki. Gdzie zjechałem na lewy pas, aby skręcić w ul. Jagielońską. Grzecznie zaczepił mnie jakiś młody kierowca mówiąc: "Przepraszam pana, ale tu jest droga rowerowa". Na co ja jemu, że jak mam z niej skręcić w lewo. To się wycofał. Jest OK ;) Więc skręciłem w lewo w ul. Jagielońską.. I jednak nie pojechałem nią do końca.. Od razu odbiłem na ul. Boh. Warszawy i do ul. Mickiewicza na którą i tak bym wyjechał i tak. Słońce przygrzewa a ja sobie sunę dalej i tak do ul. Żołnierskiej.l Gdzie zastały mnie żółto-zielone drzewa, z których jak wiatr mocniej dmuchnie to sypią się liście na potęgę. Jesień.. Wczesna jesień. Choć są opinie, że to dlatego, że susza. Ta susza. Taa. Ale przez tą suszę do października to liści na drzewach nie będzie. I co zrobić. Jadę dalej by wjechać w Krzekowo. A tu zonk.. Zastój aut.. Który ciągnął się pod skrzyżowanie na Bezrzecze. I trochę w Szczecinie na wyjeździe do Bezrzecza się korkowało. Za dużo aut, za dużo osiedli się pobudowało. Drogi nie są wydajne. I tak to wygląda. Gdyby tego było mało to jezdnie są tu tak zniszczone, że aż strach patrzeć. I jak znam życie - remontu nie będzie, bo będzie powodował gigantyczne utrudnienia w tej części miasta. No cóż - nie przejmując się tym, i tak bywam tu sporadycznie - jadę dalej. Jadę do wciąż remontowanej i oficjalnie zamkniętej ul. Szkolnej. Jestem tu koło godziny 16. Pracowników na budowie brak. Zrealizowania budowy - też brak. Mimo, że byłem tu ostatni raz miesiąc temu (ponad!) nie wiele się zmieniło. Mając szczerze to w dupie, wyjechałem z tego cholernego miasta na wieś.. na pola.. na wieś! Na naturę! Gdzie musiałem walczyć z podmuchami wiatru i pochmurną miejscami aurą pogodową. Pochmurną ale piękną! Musicie czytelnicy przyznać mi racje, że burzowe chmury mają to coś! Po prostu są piękne! A tym czasem jechałem do wsi Redlica i z niej skierowałem się na źle oznakowanym skrzyżowaniu na Wąwelnicę. Ostatni raz gdy tu byłem, na wspominanym wcześniej wpisie pojechałem na wieś Dobrą -.- Teraz bogatszy w doświadczenia bez problemu dojechałem do wsi Dołuje. A z niej już prosto na Przecław, przez malownicze wsie, i do obrzydzenia poznawane w ostatnich trasach drogi, wiodące przez Stobno, przez Będargowo.. To już robi się nudne, bo dosłownie ujmując, moja każda trasa od: ZS: Wiejska trasa. Do dzisiejszej przebiega w tych samych stronach, tych samych wsiach. Z dzisiejszą to są już 3 trasy pod rząd. Ale tak naprawdę powinienem w tym zestawieniu liczyć także tą trasę: ZS: "Jesienne wichry" do sklep Dino. Są to wszystkie moje trasy w Szczecinie i po okolicy, po skończonym długim Sierpniowym weekendzie. No cóż. Przecław, Dino. Zakupy. I w drogę powrotną. Problem stanowi teraz tylko i jedynie rozwalająca się na potęgę sakwa.. Pęka tu i ówdzie, zamki się nie zapinają lub wręcz rozpinają. Pogłębiają się dziury, i powstają nowe. Coraz trudniej mi jest ignorować ten problem. Niszczeje ta sakwa i trzeba będzie wkrótce ją wymienić. Bo to się może źle skończyć. A coś mi mówi, że do końca roku na niej nie przetrwam. bo ciepło może być w tym roku nawet do połowy Października, a może i dalej. A to oznacza, że będę często jeździł z obciążeniem (nie licząc obciążenia na domniemanych trasach DO i Z Szczecina) - zakładając, ze do końca roku takie jeszcze się odbędą. A to sprawia, że doraźne naprawianie sakwy na nic się zda. Najbardziej daje się we znaki dziura jaka zrobiła się w ostatnich trasach, na środku torby. A gdyby tego było mało to wkrótce dziury mogą się zrobić w mocno zużytych bocznych komorach sakwy. A z nich często korzystam - właśnie głównie na przewożenie wody, choć w specyficznych trasach także do innych czynności. Nie mogę tematu ignorować tak samo jak konieczności wymianu napędu, choć na razie jakoś się jeździ. Tym czasem jakoś wróciłem do akademika. Po drodze miałem wyzwanie, ścigałem się z piękną brunetką na rowerku. W Warzymicach ją wyprzedziłem, potem ona mnie. Uciekła mi na zakorkowanej ul. Cukrowej, ale jeszcze przed skrzyżowaniem na ul. Mieszka I - dopadłem ją. Mimo, że było ciężko ale ją dopadłem gnając >30 km/h. A przynajmniej tak mi się wydawało, że ją dopadłem. Ostatecznie jednak nie. To była inna babka :(( I dalej sobie jakoś spokojnie dojechałem. Dzisiaj byłem pełny sił. Naprawdę fajnie się jechało. Mimo tego, że w części trasy miałem pod wiatr.. I ten upał. Ale naprawdę fajnie :)) Nie to co w niedzielę. Wtedy musiałem być zmęczony. Albo był po prostu "nie mój dzień".
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)