Trasa z dnia dzisiejszego jest reaktywacją pod tym względem nieudanej ale za to pięknej trasy: Dobra: Nowe trasy i awarie, którą próbowałem pokonać pod koniec kwietnia i gdyby nie awaria piasty po drodze to pokonałbym tą trasę. Mimo zmęczenia, jest się wstanie te jeszcze kilka kilometrów zrobić. To kwestia odpowiedniej ilości postojów, dopasowania tempa jazdy. Tak było dzisiaj, dzisiaj pogoda dopasowała choć z siłami i z psychologicznego punktu widzenia było nieco ciężej. Miałem ciężką noc, wstałem taki zaspany z rana późno jak na moje standardy wstając. Nie czułem się zbyt dobrze, co jest u mnie standardem, ja się przecież często i ciągnie się to od lat, nie czuję za dobrze.. A mimo tego, chciałem wykorzystać pogodę, w końcu dzisiaj temp. sięgały do +26℃. To najcieplejszy dzień w roku! A jednak nie czułem się za dobrze, z rana próbowała mnie migrena atakować. Nie poddałem się jednak, i postanowiłem spróbować pojechać. Najwyżej nie udałoby mi się - no trudno. Zawróciłbym, pojechał inną dajmy na to krótszą drogą. I tak by się ta historia skończyła. Na szczęście takie kroki nie były konieczne, choć rozpisana na cały dzień trasa była bardzo ciężka i męcząca. Miałem na trasie wiele i częstych postoi, niektóre nieco dłuższe.. To nie zmienia jednak faktu, że się nie poddałem i jechałem do przodu, trasę miejscami sobie wydłużałem, zjeżdżając w nieznane mi leśne ścieżki, czy polne drogi.. Tak odkryłem fajne miejsca, w których jest przepięknie. I mimo, że w powietrzu lata od cholery robactwa to nie natknąłem się na żadne groźne stworzenia typu komary. No dobra - były, ale to jakieś pojedyncze sztuki, które po ubiciu już ponownie nie atakowały.. Więc można było cieszyć się naturą, pięknym dniem.. Mój pierwszy dzień w tym roku jak w końcu ubrałem się w krótkie spodenki i tylko krótka koszulka, czapka z daszkiem. Bez żadnej bluzy, bez żadnego cudowania. Niestety ten stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie. Już od jutra tj. od 11.05, zapowiadana jest gwałtowna zmiana pogody. A ja się mogę przez to spodziewać tego, że będę się jutro źle czuł. Dzisiaj się jednak tym nie przejmowałem.. Dzisiaj cieszyłem się dniem i trasą, w wyjątkowych stronach, wyjątkowo pięknie.. Zielone drzewka, żółte pola rzepaku.. I różne latające stworki ;) Taki jeden przed Borkowem Wielkim mnie zaatakował.. Skurwiel wleciał mi do rękawiczki, upierdolił mnie i wyleciał.. taki piasty stwór :O A to nie jedyne przykre wydarzenie związane z dzisiejszym dniem. Jeszcze w moich rodzimych Płotach, na wysokości dawnej restauracji "Słoneczko" w oko wleciała mi jakaś mucha czy coś.. Mimo, że wydarzenie miało miejsce ponad 20 km temu, względem tego ugryzienia przez kolejnego robala, oko mnie nadal bolało, we znaki dawał mi się rower, który początkowo szedł w miarę OK. Dodatkowo we znaki dawał się wiatr, który maskował upał.. A ja jechałem dalej, byle dalej, byle dalej.. Byle Dalej - A. Korycki i D. Żukowska. Celem było wrócić chociaż do Dobrej, wiedziałem, że jak uda mi się pokonać trasę od Siedlic do Mieszewa a z Mieszewa do Cieszyna Łobezkiego a dalej przez Wieluń Pomorski, Oświno do Dobrej Nowogardzkiej to dalej już jakoś wrócę. I faktycznie, jak pokonałem tą drogę, to dalej już jakoś wróciłem... (...) Z wędrującą falą gnać byle dalej. Nie żegnając starych dróg, w żaglach sen odnaleźć mógł, aż po brzegu zawołanie: byle dalej!.. Słońce już tak nie prażyło, dzień się kończył a niebo przysłaniała coraz większa ilość chmur, która całkowicie zdominowała niebo gdy zdążyłem już minąć Radowo Wielkie, do końca podróży mając do zrobienia coś około 20 paru kilometrów.. Niezlęknięciem się domniemanego deszczu i srogiej burzy, jak gniewu Thora.. I gnałem dalej.. W te ostatnie kilometry, już za Pałacykiem w Żelmowie.. Próbowałem gnać nieco szybciej zazwyczaj nie schodząc z prędkości 20-25 km/h.. Wcześniej się ograniczałem, pozostawiając siły na potem. Wszak kawał drogi pozostawiłem za sobą a jeszcze nie mało przede mną było..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 604
Trasa nr [łączna]: 686
Trasa nr [na blogu]: 600
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 80
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 677 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 591 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 440.57 km
Stan Licznika Końcowy: 554.88 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1509 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 1623 km
Maksymalna prędkość: 36.8 km/h
Przejechałem: 114.31 km
Przejechałem [msc]: 294.76 km
Przebieg roweru [rok]: 3000.38 km
Przebieg roweru [suma]: 25566.11 km
Przejechalem w 2020: 3000.38 km
Podroż dookoła świata (2020) 7.5009 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 63.9153 [%] km
Czas jazdy: 06:46:56 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1391:58:13 h
Czas Jazdy Suma (2020): 193:34:53 h
Czas Jazdy Suma (maj): 19:08:33 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1615:24:21 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:49:43 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:25:11 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:18:17 h
Średnia: 16.89 km/h
Dzisiejsza trasa stanowi jedno z większych wyzwań przed jakim musiałem stanąć i z jakim musiałem sobie poradzić. Kolejna trasa w tych ciężkich czasach, ja na bezrobociu, z mijającymi jakoś dniami, szukając szczęścia w życiu, by nie popadać w skrajności w skrajność i bezkres smutku egzystencji, szukałem sobie nowych zajęć i możliwości. Nieco lepsza pogoda, przypomniała mi o dawnych czasach i o dawnych trasach, jeszcze czasach naprawdę dla mnie szczęśliwych i spokojnych, gdy sobie studiowałem, gdy miałem jakieś tam znajomości na studiach, gdy miałem jakieś tam perspektywy w życiu i gdy nie myślałem tyle o nieuniknionym końcu pewnej epoki w życiu na której nadejścia nie jestem gotów, i o czym więcej nikomu nie wspomnę bo to może być ostateczny od życia cios, który zakończy moje rowerowe wojaże, i sprawi, że już żadnych więcej wpisów nie będzie. A przynajmniej nie będzie ich w tym świecie. Nie ma się jednak co rozczulać nad smutkami, moje myśli biegną oczywiście ku 2018 r.. I tamtejszych trasach z okresu Majowych wojaży.. Nowe trasy, nowe przygody! czy np: Trasa Wolin-Kamień-Gryfice bądź: Trasa Pobierowo-Rewal. Gorące Majowe dni napawają optymizmem, choć już zawsze będzie mi czegoś brakować, co odebrały mi poprzednie lata.. Znajomości, sensu w życiu i poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji.. Jakieś wolne dni od zajęć się zdarzały, wykorzystywane były oczywiście na rowerowe wojaże co było dobre.. Ale tak naprawdę, choć nie lubiłem i narzekałem na moją ostatnią uczelnię: ZUT, to po trochu, po latach nawet jej mi brakuje :( Fajnie było za studenckich lat, coś się działo. A teraz świat i życie tak bardzo się zmieniły. Ludzie zaczynają żyć swoim życiem, dawni znajomi się odsuwają bądź ograniczają kontakt a ja wciąż żyję przeszłością, która towarzyszyła mi na całej dzisiejszej trasie.. Miałem dzisiaj wiele postoi.. Część związanych ze szybko rozładowującymi się akumulatorkami w kamerce, część ze zmęczenia i zirytowania. Na części trasy rower szedł mi w miarę OK. A niekiedy było gorzej i tak ciężej się kręciło.. To w połączeniu z bezwzględną pogodą (wiatr, upał) było dodatkowym utrudnieniem. Nie mogłem się jednak poddać i musiałem walczyć do końca.. A zdradzę wam czytelnicy w zaufaniu, że ten spokój wsi, trochę mi się udzielił.. Nieco spokojniejszy powróciłem w rodzinne strony, ciesząc się dzisiejszym sukcesem. Zależało mi aby dobić trochę kilometrów na trasie, stąd liczniejsze bądź mniejsze zjazdy z głównych dróg.. Zawsze trochę "dobiłem", trochę "ugrałem". A to wszystko po to aby ostatecznie na dzisiejszej trasie mieć ok. 113/114 przejechanych km, co powinno i ostatecznie dało mi wynik: 3000 km w tym roku! Nie ma jeszcze połowy Maja a ja już mam 3000 km przejechanych! Jak tak dalej pójdzie to w tym roku mam realną szansę nabić nawet ponad 7000 km! I pobić mój dotychczasowy rekord za 2018 r, gdy miałem ponad 6200 km w skali roku! ;) Niezły wynik naprawdę. Szaleję! :) Tylko martwi mnie trochę Aurelia, to, że ciężko idzie to jedno. Wcześniej też tak bywało i po jakimś czasie problemy przechodziły samoczynnie. Można by było tłumaczyć je np. zmęczeniem mięśni i psychologicznym odczuciem ale to, że co jakiś czas słyszę dziwny dźwięk, takie jakby dudnienie (coś wali w pustej rurze, rozlewa się w rurze woda?) no naprawdę taki dziwny dźwięk, to tego sobie już nie wymyśliłem. Najprawdopodobniej może być coś nie tak z przednim amortyzatorem, bądź łożyskami na suporcie lub tylnej piaście. Temat na pewno wymaga pilnej uwagi.. To mnie dodatkowo do kurwicy doprowadza.. W końcu wykosztowałem się i to nie mało. Jestem bez pracy, moje rezerwy będą topnieć.. A nie wiadomo ile czasu ten stan rzeczy się utrzyma - te zawieszenie między pracą a jej brakiem.. I czy w ogóle uda mi się coś znaleźć, gdzie się odnajdę, gdzie będę szczęśliwy. Na KWP Szczecin się mocno zawiodłem. Nawiązałem tam fajne znajomości, nie wszystko było idealne (jak np. zespół, kierownictwo tego cyrku) ale jednak obawiam się tego, że ten krótki okres w jakim tam pracowałem mocno się na mnie odbije.. I w przyszłych pracach będę szukał podobnych stosunków do pracy.. Tylko na nieco lepszych warunkach, dla mnie idealne byłyby np. prace częściowo zdalne a także elastyczne godziny i krótszy wymiar czasu pracy niż 8h przez 5 dni.. Co mnie istotnie dobijało.. Na dzisiejszej trasie miałem sporo czasu na różne przemyślenia i podziwianie piękna natury, czasu nie zmarnowałem :) Znalazłem w sobie dość sił aby pokonać ten dystans, i wierzę w to, że jeszcze w tym miesiącu pojadę na reaktywację trasy z 2018 r., dookoła Zalewu Kamieńskiego: Dookoła Zalewu Kamieńskiego a w Czerwcu zmierzę się z moją nową życiówką trasą na Poznań, która będzie miała 230 km. A tuż po niej może jeszcze w Czerwcu a może w Lipcu, odważyłbym się i spróbował swoich sił na moim odwiecznym marzeniu na trasie 300 km?! To byłoby coś, gdybym taką 300 km trasę zrobił to mógłbym umrzeć szczęśliwy (:
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)