Dzisiejsza trasa okazała się ciekawą niespodzianką i zarazem pewnym wyzwaniem. W moich planach było zrobić rundę po lotnisku Makowice i pojechać lasem do skrzyżowania DW152 w stronę Reska. Od jakiegoś czasu myślę o tej trasie, aby pojechać tak lasem. Ze względu na deszczowe dni, nie jest to zbyt mądry pomysł. Ale jak coś sobie postanowię to nie ma mocnych aby mi ten pomysł z głowy wyseparować. Dzięki temu mam wiele fajnych wspomnień z dość ryzykownych rowerowych decyzji :D (jeżdżenie po ekspresowych drogach, jazda po czynnych torach kolejowych), jazdy w ekstremalnych temperaturach. Nie mam tego blogu bo to było w 2015 r. do którego często się odwołuję, ale jeździłem przy temp. ponad 30℃ i robiłem w takie dni, naprawdę długie i wykańczające trasy. Oczywiście mogło coś pójść nie tak, i mógłbym w życiu tego bloga nie założyć, i nie kontynuować opowieści na nim, o moich aktualnych trasach, gdzie tak naprawdę moje rowerowe życie zaczyna się dopiero od 2017 r., który zapowiada się bardzo ciekawie, wiele wspaniałych tras, wiele osiągnięć. Nie wiele brakowało aby pokonać życiowy rekord trasy 208 km. Jednak nie wszystko stracone, mam jeszcze całe życie przed sobą aby dokonać tego wielkiego czynu, nie poddawać się i osiągnąć sporo! Nawiązując jednak do meritum dzisiejszej jazdy - to moje piękne plany uległy nie małym modyfikacjom. Jak nic wyruszyłem w trasę, minąłem moje rodzinne strony by wyjechać na drodze zmierzającej ku Makowicom. Dojechałem do Makowic, ale już w drodze na wioskę - był spory ruch aut. Zwykle tu nie ma ruchu. Ale nim pojechałem na same Makowice byłem na cmentarzu miejskim. Miałem w planach jechać z matką dzisiaj na wioskę, ale ta nie chciała jechać - podjechałem po nią na cmentarz, ale nie pojechała. I po drodze widziałem oznakowania: "zlot". Ale jaki kurna zlot? Ostatni zlot na Makowice Lotnisko był 11.11.2017 o godzinie 1111. I teraz znowu jakiś zlot? Im byłem bliżej wsi tym bardziej było to prawdopodobne. Kręciła się policja, dużo samochodów jechało. Jednego młodego człowieka, którego nawet znam - złapali na drodze. Ale tak się nim zajęli, że sobie stali blokując całą drogę. Podjechałem bliżej i chciałem środkiem między nimi wyjechać, wtedy policjant wycofał aby nie blokować drogi, ale nie darowali sobie interwencji. No to posypie się mandacik :) Dojechałem do wsi, brama na lotnisko otwarta chcę wjeżdżać a tam dwóch typów co pilnowali wspomnieli, że dzisiaj lotnisko zamknięte i nie wpuszczają. No cóż. W dupie mam ich zakazy - nawróciłem i pojechałem w stronę działek ogrodowych za wsią Makowice i starą kamienistą drogą w stronę wsi Czarne. Tak wjechałem na lotnisko. Ale nim dojechałem do tego lasu, to wyjeżdżał stamtąd jakiś facet rowerem, ze swoim psem, i wspominał abym tam nie jechał bo mają jakieś polowanie, jakieś duże psy biegają. Ale nie zważyłem na to, pojechałem. Błoto, syf, ciężkie warunki. Do tego wilgotne powietrze towarzyszyło mi cały czas. Gdy zbliżałem się do samego lotniska to faktycznie, stały tam jakieś samochody, jeepy i inne cholerstwa, w lesie było widać mężczyzn w jaskrawych kurtkach. Ale to dziwne. Kilkaset metrów dalej młodzi ludzie ścigają się samochodami a oni tutaj sobie polowania urządzają?! Przecież to proszenie się o tragedie. Jakieś psy też były, ale co z tego? Niech sobie będą. Popatrzyły się na mnie ja na nich i sobie pobiegły w swoją stronę a ja kawałek na Lotnisko zajechałem. Nic ciekawego, właśnie gdy byłem to dwa czarne BMW się ścigały. Nakręciłem więc i pojechałem na wieś Czarne. Nie dość, że w lesie był ciężki przejazd, kałuże jak jeziora, błoto, syf to na drogach nie było lepiej. Gdy mijałem wieś Czarne w stronę skrzyżowania z drogą DW152 - mijałem wielkie kałuże ciągnące się przez całą szerokość drogi. Nie było wyjścia trzeba było przez to przejechać, zachlapałem buty i odtąd jechałem w mokrych butach, mało przyjemne - ale ma to swoje dobre strony to się nazywa: hartowanie. Od stycznia tak jeżdżę i dobrze na tym wychodzę, bo nie choruję jak dotąd. Wkrótce znalazłem się na skrzyżowaniu drogi DW152 i ruszyłem w stronę Reska do wjazdu lasu w miejscu: 53.779081, 15.344322. Skręciłem więc w las, w stronę Makowic. Początkowo jechało się dobrze. Ale im głębiej w lesie tym wyzwanie było większe. Sporo błota, kałuży jak jeziora - przez większość z nich przejeżdżałem tylko co przy nie których wolałem przeprowadzić rower - nie czułem się pewny, więc taki zabieg był w pełni uzasadniony.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 177
Trasa nr [łączna]: 262
Trasa nr [na blogu]: 176
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 4
W tym roku: 112
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 258 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 172 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3260.13 km
Stan Licznika Końcowy: 3293.89 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2998 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 3032 km
Maksymalna prędkość: 34.3 km/h
Przejechałem: 33.76 km
Przejechałem [msc]: 87.9 km
Przebieg roweru [rok]: 4744.93 km
Przebieg roweru [suma]: 10611.55 km
Przejechalem w 2017: 4744.93 km
Podroż dookoła świata (2017) 11.8623 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 26.5289 [%] km
Czas jazdy: 02:10:23 h
Czas Jazdy Suma (blog): 448:37:00 h
Czas Jazdy Suma (2017): 312:58:04 h
Czas Jazdy Suma (listopad): 05:50:17 h
Czas Jazdy Suma (ever): 672:03:08 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:27:34 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:47:40 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:32:04 h
Średnia: 15.58 km/h
Tak dojechałem do lotniska. W pewnym momencie droga zrobiła się znajoma, już nią jechałem w trasie z 21.10: Ziemia Obiecana. Będąc w lesie, powracają nie miłe wspomnienia, i widzę wiele aktów wandalizmu, który przez okres wakacji był często przeze mnie piętnowany. Niekontrolowana, spora wycinka drzew. Następuje ona dalej! Wycina się całe hektary drzew. Najgorzej było już przy samym lotnisku gdzie dosłownie, kilka hektarów lasu zamieniono w pole uprawne -.- To przecież ma poważne konsekwencje dla przyrody, i zemści się na ludziach. I będzie coraz gorzej : Najgorsze jest to, że nie można za wiele na to poradzić. Będąc już na lotnisku zrobiłem jeszcze małą rundkę po obrzeżach lotniska, po czym wróciłem na wieś Czarne, znów umaczając się w kałuży za wsią czarne w stronę skrzyżowania z drogą DW152. Oczywiście przejażdżka po lesie też wiązała się z zamoczeniem ubrania, ubrudzeniem siebie i Aurelii - i nie będzie miał kto jej umyć :( Biedna dziewuszka. W drodze powrotnej pojechałem przez Dobiesław na Słudwia i w rodzinnej miejscowości nie skręciłem od razu na drogę DW108. Lecz przejechałem przez prawie całe miasto i postanowiłem pojechać obok ogrodów działkowych aby wydłużyć nieco dzisiejszą przejażdżkę. W kończącym się dniu, gdzie z każdą chwilą było coraz chłodniej było to co najmniej odważne posunięcie ;) Zdecydowałem się jednak na nie, moim celem było zrobić sporo kilometrów a miałem ponad 30 na liczniku co uważałem za, za mało na dzisiaj. Dzisiaj z powodzeniem mogłem kręcić więcej, jechało mi się na tyle dobrze, że było to możliwe. Przed dalszą jazdą powstrzymywało mnie jednak to, że jest coraz to coraz zimniej!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)