Trasa z dnia dzisiejszego o tym tajemniczym tytule wyprowadziła mnie w ten dzisiejszy wietrzny, ale wcale nie chłodny (temp. dochodzące do +10℃) dzień, do znienawidzonego Szczecina. A właściwie Mierzyna. Zwalniałem się szybciej z pracy dzisiaj, chcąc załatwić wszystkie sprawy i jeszcze za dnia sobie pojeździć, jakieś tam kilometry nabić w tym miesiącu :) A to wszystko jakieś takie pechowe dla mnie się okazywało. Nie lubię jeździć do tego miasta (Szczecin) ani tu być, i przyjazd tu zwykle bywa pechowy. Jak nie to, że pogoda nie dopisze to dzieją się inne złe rzeczy. Dzisiaj pojawiły się takie problemy jak: nie chciane i nie planowane wjechanie do Niemiec, co niby jest kontrowersyjne z punktu widzenia szalejącego wirusa paniki Covida i innego zła. Nie mniej jakoś nikt mnie na granicy nie zatrzymał, ani w samym kraju. A na dobrą sprawę to przecież specjalnie tu nie wjechałem. Spodziewałem się, że na autostradzie A6, nie wiem skąd sobie to ubzdurałem, po prostu już dawno tu nie byłem, będzie pisać: "Węzeł Gumieńce" i cały czas na niego czekałem. Minąłem węzeł Podjuchy a potem zjazd na Północ. Nawet nie było zjazdu na Kołbaskowo tylko od razu granica państwa.. Dojechałem (autem rzecz jasna) do miejscowości Penkun, skąd do Szczecina, i celu podróży jak Mierzyn zmierzyłem drogą B113. Po drodze w miejscowości Neu Grambow, odkryłem ciekawy budyneczek do zwiedzania :) Miałem nawet ochotę dzisiaj tu wrócić, ale mój towarzysz MK nie był chętny na to :( Dzisiaj mimo, że ciepło to było trochę wietrznie ale w mieście tego nie było czuć. To ze względu na ten pierwszy "pech", stanąłem dzisiaj na osiedlach domków jednorodzinnych w Mierzynie. Stąd podjechałem pod drukarnię, gdzie przypiąłem jak zwykle Aurelię wysłużonym zapięciem.. I właśnie.. Kolejny problem, ten był na dłużej. Nie szło tego zapięcia odpiąć.. Złamał się w kluczu jego fragment, i nie chce wejść na ząbki w zamku i go otworzyć. A tak nie dało się za bardzo jechać, bo tak założyłem zapięcie aby rower był bezpieczny. No w sumie dobrze, że nie przypiąłem go do niczego - jakiegoś płotu czy czegoś tam. Bo bym nie odjechał już.. Na szczęście ten problem udało się rozwiązać tracąc trochę czasu na to.. Udało się go rozwiązać jeszcze w Mierzynie i to bez niszczenia zapięcia. Jednak chwilowo zapowiadało się na to, że dzisiaj wycieczka się nie uda.. W konsekwencji się jednak udała. Jakieś tam kilometry po tym samym cholernym mieście zrobiłem.. Książki "Kraina Snów 2: pałac jak ze snu", odebrałem i schowałem w aucie. Wszystko jest gotowe na zbliżającą się premierę 27.03, która odbędzie się w Iglicach. Mam jeszcze plany co do premiery - aby zrobić przy tej okazji małą trasę ;) Z zainteresowanymi w uczestnictwie w wydarzeniu osobami. No ale jak to będzie, to tradycyjnie czas pokaże. Do wydarzenia jest jeszcze trochę czasu. Może się w końcu uda wszystko zrobić. A trasę mam naprawdę fajną, przemyślaną. Dla osób, które przyjadą na wydarzenie z rowerami przewidziana jest trasa z Nowogardu do Radowa Małego, po drodze jest podobno do zwiedzania jedno ciekawe miejsce. W nim akurat jeszcze nie byłem. To była by też dla mnie nowość. A po Iglicach to już droga dla każdego wolna, albo wracamy na Płoty na pociąg, powrót do domu, albo pojedziemy jeszcze śladami historii, która obrazuje to, jak za kilka lat będą wyglądały Iglice - planuję zabrać naszych wiernych kompanów do Wicimic. Wyraźny przykład tego, jaka czeka historia te piękne miejsce w Iglicach: Wicimice: Pałac von Osten. Oczywiście za te kilka lat, dawna posiadłość von Ostenów w Wicimicach, będzie pewnie kupą gruzu, bo już teraz te mury chylą się ku upadkowi, a wraz z mijającym czasem, nie będzie lepiej..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 791
Trasa nr [łączna]: 872
Trasa nr [na blogu]: 786
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 7
W tym roku: 46
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 863 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 777 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9235 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 9272 km
Maksymalna prędkość: 27.9 km/h
Przejechałem: 37.01 km
Przejechałem [msc]: 224.5 km
Przebieg roweru [rok]: 1276.13 km
Przebieg roweru [suma]: 33287.49 km
Przejechalem w 2021: 1276.13 km
Podroż dookoła świata (2021) 3.1903 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 83.2187 [%] km
Czas jazdy: 02:33:59 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1884:11:51 h
Czas Jazdy Suma (2021): 83:38:11 h
Czas Jazdy Suma (marzec): 14:02:27 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2107:37:59 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:00:21 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:49:05 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:22:55 h
Średnia: 14.51 km/h
Dzisiejszy wyjazd, prócz tego, że tak średnio mi się udał jego początek, cały nie był taki zły. Przejechałem się kawałek po nie znanych mi dotąd ścieżkach Mierzyna, po centrum miasta - tu między innymi na ul. Wojska Polskiego, gdzie jechałem z MK do Inkubatora Kultury. A potem pod dom MK na Pomorzanach. Kilka mniejszych, większych atrakcji związanych z przepełnionymi samochodami ulicami. Aż mi nie dobrze na myśl ponownego powrotu tego tematu. Samochód w mieście jest za dużo. Całą swoją siłę, przebicie w mediach społecznościowych stawiam właśnie na ten temat, z powodu czego jestem tam mocno atakowany. Nie jestem mocno atakowany tylko ze strony mieszczuchów, co muszą wszędzie autami dupska wozić, a tu szczególny cel stawiam sobie na naprawę sytuacji w Szczecinie, gdyż jest one mi najbliższym tak wielkim miastem. Jestem także mocno atakowany za poglądy na stronach poświęconych rowerom. Choćby za poglądy, że rowery elektryczne to zło. I naprawdę mam gdzieś to, że ktoś będzie sobie czerpał radość z tego, że będzie sobie tym gównem jeździć i taki szczęśliwy z tego powodu będzie. Nie ma to nic wspólnego z ekologią i zdrowym podejściem do tematu. Elektryczne rowery zniechęcają do solidnej i co ważne: regularnej pracy nad sobą, aby dawało to jakiekolwiek efekty. Nie może być tak, że po tygodniach, miesiącach nic nie robienia, siada sobie taka osoba na elektryczny rower, i nie zważając na ciężką pogodę, na nic, robi sobie trasę i jeszcze jest z tego powodu szczęśliwa, bo wcale tego nie odczuwa... To jest nie dopuszczalne! A jednak krytykowanie tych rozwiązań, krytykowanie samochodów w miastach spotyka się z niezrozumieniem. Także pod tym względem wyjazd taki sobie. Jednak jakaś korzyść z niego była. Korzystając z uprzejmości MK, który wymienił mi mocno zniszczoną linkę i pancerz do tylnego hamulca w Aurelii, zyskuję nową jakość bezpieczeństwa, i komfortu jeżdżenia, która jakoś w ostatnich tygodniach zanikła. Powodów mogło być kilka. Raz, że ta zima cholerna, co nie spodziewanie się zjawiła wraz z dniem 01.01.2021 r. i zamiast zostać na chwilę jako ciekawostka przyrodnicza, została na dłużej: Noworoczna trasa. A dwa, że jakoś części pozostawia sporo do życzenia. Także sporo do życzenia pozostawia jakość świadczonych usług w serwisach rowerowych.. O czym świadczy nie wystarczająca jakość komponentów, które szybko szlak trafia.. Makowice: Cieniem nocy. O wiele szybciej niż powinno. Także, na trasie coś się tam działo. I kilka nieznanych dotąd dróg, i kilka znanych się przejechało. Jednak kuje w oczy to co się dzieje na głównych ulicach miasta - ten wielki ruch aut, z czego jakby policzyć 90% to samochody ze Szczecina, a nie przejezdni. A ci powinni być zobligowani nie tylko ze względu na moralne wartości, ale także prawne do porzucenia samochodów. Nowy ład w mieście jednak następuje. Będzie mniej miejsc do parkowania złomowiska, parkowanie będzie trudniejsze i droższe. A to budzi wiele kontrowersji, a nawet prób zablokowania koniecznych zmian.. Próba nielegalnego blokowania powiększenia SPP Szczecin. Do tych tematów, jak również dziś nie omawianych szerzej jak moja książka :) Druga część w zasadzie.. Pierwsza powstała w 2014 r., gdy jeszcze nie miałem bloga, i nie znałem Aurelii.. Nie było Aurelii w moim życiu.. A także do tematów chorej, agresywnej zabudowy wszystkiego co się da pod ludzkie siedliska, na pewno powrócę. Wraz z kolejnymi odwiedzinami w tym mieście.. W końcu przecież tu przyjadę ;) Może niekoniecznie jak dzisiaj, że stricte jeżdżę po mieście. A raczej w sensie turystycznym. Przejazd przez miasto byłby wówczas tylko koniecznym incydentem aniżeli celowym działaniem.. A może zdecydowałbym się na trasy - w zwiedzaniu miasta, i ulic, które nie udało mi się dobrze poznać głównie w roku 2019 r., gdy pracowałem w KWP Szczecin, i rower miałem na co dzień w mieście, i trochę z początku 2020 r., gdy wygasała moja aktywność tutaj - głównie ze względu na COVID, i jego późniejsze następstwa jak rozstanie się z KWP. I może dobrze się stało, teraz pracuję w lepszym miejscu! :) Tu jestem doceniany, i tu jest moja Rodzina, moje miejsce.. Na spokojnej wsi, w okolicy rodzinnych stron, a nie w tym cholernym mieście...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)