Dzisiejsza trasa jest kontynuacją wydarzeń z dnia wczorajszego: Nieudane wojaże: Świnoujście. Wczoraj byłem jak wspominałem w dwóch serwisach... Dzisiaj od rana też mnie ganiało wszędzie... Jeździłem od rana, kilometrów nabijałem. Z samego rana byłem w szkole (w Trzygłowie), potem pojechałem przez Mechowo. Idąc za tropami, poleceniami szukało się specjalistę co by pomógł w tej tragedii co się wydarzyła. Ostatecznie, pojechałem dwa razy do Górzycy. Tam gościu z Górzycy podjął się tematu, dość szybko bo to około godzinki, załatwił sprawę. Spaw wygląda ładnie, ocenione przez osoby, które się mogą trochę na tym znać, również oceniają, że ładnie. Usługa wcale nie droga - 50 zł. To myślę, że warto. A nawet jakby cena miałaby być i za 500 zł to bym i tak dał. To tylko pieniądze, które nie mają dla mnie żadnej wartości. Liczy się coś ponad nie - jakaś faktyczna wartość, wspomnienia. Jakby nie patrzeć sam rower. I oby służył jak najdłużej. Do chwili oddania, a nawet później, oczekiwania na odbiór jakoś nie mogłem być spokojny. Dopiero później mi przeszło. Aby szybciej o incydencie zapomnieć, pomalowałem jeszcze dzisiaj tą cholerną rurkę farbą, którą po drodze zakupiłem. Aby to się tak w oczy nie rzucało, nie było tego widać. A gdyby było tego mało to dzisiaj kupiłem nowe sakwy. Specjalnie jeździłem do Szczecina a potem po całym Szczecinie za nimi - szukając czegoś na wskroś crossa. Nie znalazłem. Za to w jednym, jedynym sklepie znalazłem te cholerne sakwy. Tak trudno je dostać. Jakieś śmiecie to mają i tego pełno mają. To jednak jest podobne do tego co już mam. Co się szybko odkształci, nie będzie nadawało do niczego. I to chętnie sprowadzają. A dobrych produktów nie chcą. Co prawda to nie jest Crossa ale podobne Wheel Up. Podobny system jak nowe Crosso mają. No ale cena też duża. Za jedną aż 269 zł. A to przecież do pary powinno się wziąć. Więc wyszła mnie ładna suma 538 zł. Teraz tylko gnębią mnie myśli czy jeśli wziąłbym te sakwy znacznie wcześniej to może nie doszłoby do tego incydentu i problemów jakie sprawił. No ale stało się. Teraz już za późno. Trzeba bardziej na to uważać i w miarę możliwości wcześniej wykrywać, że coś mogłoby się dziać... Znacznie wcześniej... Dobra, dzisiejszy długi pełny stresu i nerwów dzień kończył się nabijaniem kolejnych km. Ja już nawet nie chcę liczyć tego ile ja od rana nawaliłem tych kilometrów samochodem. Koniec końców chociaż mam torby, które sobie dzisiaj założyłem i na tej krótkiej trasie na Makowice, z przejazdem po lotnisku po testowałem. Chociaż tyle... Teraz nie pozostaje nic innego jak nadzieja, że wszystko się jeszcze jakoś ułoży... I jeszcze nie jedna piękna wspólnie spędzona historia / przygoda, zawita na tym blogu... A tych swoją drogą już parę było. To oczywiście nie zmienia faktu, że nie mogłyby pojawiać się kolejne...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1074
Trasa nr [łączna]: 1154
Trasa nr [na blogu]: 1068
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 18
W tym roku: 112
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1142 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1056 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 8953.49 km
Stan Licznika Końcowy: 8972.85 km
Stan Licznika Końcowy2*: 8973.22 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 21566 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 21586 km
Maksymalna prędkość: 30.9 km/h
Przejechałem: 19.36 km
Przejechałem [msc]: 1015.88 km
Przebieg roweru [rok]: 4418.13 km
Przebieg roweru [suma]: 45672.44 km
Przejechalem w 2022: 4418.13 km
Podroż dookoła świata (2022) 11.0453 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 114.1811 [%] km
Czas jazdy: 01:10:31 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2665:48:25 h
Czas Jazdy Suma (2022): 294:54:14 h
Czas Jazdy Suma (lipiec): 64:11:41 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2889:14:33 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:33:59 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:37:59 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:56 h
Średnia: 16.59 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego była jak wspominałem niczym innym jak małym testem. Testem nowych sakw, sprawdzenia Aurelii po wydarzeniach z trasy #1073. I dzisiejszej naprawy. Dzisiaj się tyle działo. A mimo to znalazłem sobie dość sił aby się jeszcze przejechać na lotnisko, sprawdzić wszystko. Czy po prostu spędzić czas z Aurelią. Taka typowa trasa, w roku 2021 r. już miałem nawet dość tego jeżdżenia na te lotnisko, na nie ciągle jeździłem i jeździłem... A teraz tak mimo wszystko - pojechałem. Może jakbym ostatecznie jechał sam to może nie jechałbym tu a np. trasą 20-stką. W ostatnich dniach o niej myślałem aby ją zrobić. Jednak pojechałem tu. Bez zbędnego obciążenia. Żadnych aparatów nic nie brałem. No prawie jak za dawnych czasów. Dzisiaj i tak było jakoś dziwnie. A to może przez tą całą sytuację i to, że nie czułem się już za dobrze? Ten stres z dwóch dni, te nerwy. Na koniec wysokie ciśnienie, bóle głowy. Już przed jazdą na Szczecin brałem tabletki, i średnio pomogło. Przed trasą rowerową wziąłem kolejne dawki i jakoś przetrwałem. Mimo wszystko było fajnie. Obecnie w moim życiu są w sumie dwie radości, ale nie chciałbym z żadnej rezygnować. Wspólnie spędzony z JS czas, i czas spędzony z Aurelią. A gdy to połączymy i spędzamy czas i z Aurelią i z JS?... Jest to jakiś wymiar idealizmu w tym pozbawionym barw, smutnym i zniszczonym świecie... A tak się złożyło, że dzisiaj mimo tego, że było pochmurnie, wiało, i było ogólnie nie fajnie, na koniec dnia miła niespodzianka. Mimo, że na to nie liczyłem, pojawił się zarys zachodu słońca. I piękne kolorowe niebo... Może to znak, że wszystko będzie dobrze, i wszystko się ułoży? No oby. Na to liczę... A to co się będzie działo na pewno opiszą kolejne wpisy, które będą się tu przecież regularnie pojawiały.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)