Dzisiejsza trasa to kolejna trasa z projektu co piątkowych tras 50-tek, których robić jest mi coraz trudniej zważywszy na zróżnicowane piątkowe dni, i poprzedzające je dni tygodnia. W tym tygodniu był ciężki tydzień, pełny znacznie gorszej pogody, która zaczęła się psuć podczas mojej ostatniej niedzielnej trasy Bałtyckie Morze: Mrzeżyno. Te wichry jakie wtedy panwoały musiały przynieść pogorszenie pogody i przyniosły. Cały tydzień był chłodny, przeważnie szary i do dupy. Weekend się też tak nieciekawie zaczyna. Pochmurnie, trochę wietrznie, z możliwością przelotnych opadów deszczu. Nie zachęca ta pogoda do aktywności fizycznej to raz, a dwa, że miałem za sobą dłużący się dzień. Ostatecznie nie udało mi się wybrać na rower niż o godzinie 15. A szedłem taki zmarnowany, jakby z przymusu. Bez potrzeby zresztą, bo trasa się fajnie ułożyła. Tylko, że to takie nudne jest, robienie ciągle takiej samej trasy :( Na szczęście to już przed ostatnia taka trasa. Pozostaje problem mojej durnej myśli, aby na ostatniej trasie 50-tce zrobić ją podwójnie Oo Po co ja takie głupie myśli dopuściłem do głowy. Żyło mi się z nimi dobrze gdy perspektywa zrobienia takiej trasy była odległa. Teraz już nie jest odległa to już przyszły piątek! To tym samym oznacza, że dotrwałem do końca semestru letniego na studiach i tym samym dotrwałem do końca I roku studiów MGR. Chciałem już na początku wpisu wspomnieć dlaczego miałem taki ciężki tydzień. Trwa na uczelni taka nieformalna sesja, 2 tyg przed formalnym zakończeniem zajęć i formalną sesją, która zaczyna się 22.06 a kończy 29.06, zaczęły się takie nieformalne zaliczenia. W tym tygodniu począwszy od wtorku (12.05) do piątku (15.05) coś zaliczałem, coś poprawiałem. Wiem tylko tyle, że jedno, jedno z najgorszych zaliczeń z dnia (12.05) mi nie poszło. A tak wszystko inne powinno być zaliczone. Nie mniej to był ciężki i męczący tydzień. Po przyjeździe do domu na weekend, nie miałem wiele czasu aby odpocząć czy zająć się sprawami edukacyjnymi. Mimo, nie sprzyjającej pogody (jest chłodnawo, szaro) i ja się za dobrze nie czuję - musiałem się wziąć w garść i pojechać w kolejną trasę 50-tkę co uczyniłem. Zaś ten wpis jest dowodem na to, że udało mi się dojechać. Tylko nieco niechętnie patrzę na wizję tego co spotka mnie za tydzień, gdy przyjdzie mi się podwójnie zmierzyć z trasą 50-tką, to będzie spore wyzwanie.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 244
Trasa nr [łączna]: 328
Trasa nr [na blogu]: 242
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 57
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 324 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 238 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 5784.29 km
Stan Licznika Końcowy: 5833.67 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5778.37 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5530 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5580 km
Maksymalna prędkość: 34.9 km/h
Przejechałem: 49.38 km
Przejechałem [msc]: 408.39 km
Przebieg roweru [rok]: 2280.52 km
Przebieg roweru [suma]: 13151.33 km
Przejechalem w 2018: 2280.52 km
Podroż dookoła świata (2018) 5.7013 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 32.8783 [%] km
Czas jazdy: 03:00:40 h
Czas Jazdy Suma (blog): 612:41:00 h
Czas Jazdy Suma (2018): 145:36:39 h
Czas Jazdy Suma (czerwiec): 24:11:54 h
Czas Jazdy Suma (ever): 836:07:08 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 04:01:59 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:33:16 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:30:40 h
Średnia: 16.46 km/h
Trasa z dzisiejszego miała dynamiczny przebieg co do zmienności stanu w jakim się znajdowałem podczas jazdy. Wraz z jazdą dynamicznie zmieniała się także pogoda, i jedynym pocieszeniem jest to, że dzisiaj atak robactwa był względnie mały - nie można tego porównywać do sytuacji z zeszłego tygodnia (Poniżej 2,5 h na trasie "50-tce"). gdzie się nie dało żyć, stanąć ani odpocząć. Takie były ataki robactwa, dzisiaj ucichły, zmniejszyły się znacznie i dało radę normalnie odpocząć po trasie. Dzisiaj wdrożyłem w życie moją ulubioną formę trasy "50-tki", czyli przejazd do drogi DW106 a z niej do Grabina z Grabina na Sikorki i wreszcie do Glicko. Skąd powrót przez Wierzchy do Truskolasu (DW108) i w zasadzie trasa dobiega końca przy takim założeniu. Gdy wyruszałem, wiał umiarkowany wiatr, było szaro. Koło Mechowa się przejaśniło, w dalszej części trasy były liczne przejaśnienia, które dawały nadzieję przy tej monotonnej jeździe, w ciszy, samotności i skupieniu. Trasa mi się bardzo dłużyła, patrzyłem tylko na kilometry i czas jazdy. W końcu wiem ile trasa ma (niecałe 50 km) to raz a dwa trwa zazwyczaj 3h. To był mój wyznacznik celu i tego ile już przejechałem i ile jeszcze przede mną. W miarę potrzeb robiłem sobie kilka postoi, dłuższych, krótszych ale robiłem. I tak się wszystko pięknie toczyło, po dobrze znanych mi stronach. Niespodzianki i złe uwarunkowania drogowe napotkałem dopiero na drodze ze skrzyżowania (). W stronę Wierzchy -> 53.739896, 15.115163. Tutaj, dokładnie od tego skrzyżowania przez Wierzchy po skrzyżowanie na Szczytniki (53.777775, 15.120123), a nawet dalej drogą przez las w stronę Truskolasu. Była droga o złym stanie technicznym, którą zniszczyły głównie ciężarówki nielegalnie wywożące zarżnięte drzewa z tutejszego drzewostanu. Zwracałem już na ten problem uwagę w trasie 50-tce: Trasa 50-tka z 11.05 oraz następującej po niej Trasa wielu dróg, wielu możliwości. Do zeszłego tygodnia wszystko było ok. W tym tygodniu przestępcy i deble w jednym, zaczęli sypać kamienie po całej drodze i jej okolicy i w taki zajebisty sposób łatać te dziury. Co chwila stawałem i wydłubywałem kamyki z przedniej opony mojego roweru. Bo mnie to po prostu wkurwia. I to bardzo wkurwia. Takie zachowanie się często powtarza, i wiele miesięcy będzie przez to problem. Nie wspomnę, że łatanie dziur i tak jest wybiorcze i jest ZŁE!!! To zachęca samochody do szybkiej jazdy po tej niepewnej, wąskiej drodze. A te dziury przynajmniej hamowały temperament większości kierowców. Wspomnę ponadto, że podobny problem z drogi DW108, nie został do końca rozwiązany dzisiaj - mimo, że wystąpił w Kwietniu. To kamienie nadal znajdują się na drodze, czy na poboczu. Te pseudo naprawy na nie wiele się zdają. Na tej lokalnej drodze, będzie znacznie gorzej, przez o wiele mniejsze natężenie ruchu. Denerwujący fakt, skończył się wraz z wjazdem na DW108, skąd już przeważnie w słonecznej aurze, pognałem sobie na spokojnie do domu. Nie spieszyłem się nigdzie, jechałem sobie spokojnie :) Oszczędzam siły przed Niedzielą (17.06), którego to dnia odbędzie się 9 Święto Rowerowe w Szczecinie, na które się wybieram rzecz jasna. Mam w planie większą przejażdżkę po Szczecinie i jego okolicy, w tym przejażdżkę po remontowanej autostradzie A6! Gdzie jak gdzie ale na autostradzie jeszcze nie miałem okazji być, być może nie miałem okazji być do 17.06. Ahh, i pochwalę się jeszcze ;) Od dnia dzisiejszego Aurelia, jeździ na nowych klockach hamulcowych. Takowe były zakupione 11.06 i zamontowane tego samego dnia. Niestety w tygodniu nie miałem czasu przetestować aż do dzisiejszego dnia. Wspomnę jeszcze o jednej dziwnej sprawie, bo się tak złożyło, że 5 dni nie jeździłem i dzisiaj już po kilku kilometrach źle mi się siedziało na siodełku ehh. Czyżbym się zdążył odzwyczaić? Czy to tylko jednorazowa niewydolność? Oby była jednorazowa, bo nie ukrywam, że w niedzielę (17.06) chciałbym zbliżyć się albo pobić rekord Berlińskiej trasy (Sternfahrt 2018).
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)