14.07.2019
Jazda nr: 437

Tagi: zs |

Dzisiejsza trasa, do znudzenia kolejną trasą z serii Szczecińskich Miejskich Wojaży. Kolejna trasa, ma mnie przybliżyć do lepszego poznania miasta, siatki połączeń tych dróg, ciekawych miejsc, oraz zapełnić nieznane ścieżki. Czy przetrwam w tym postanowieniu? W sumie nie wiem, bo coraz rzadziej chce mi się jeździć po tym cholernym mieście. Nie widzę w tym niczego fascynującego jak kilka miesięcy temu, gdy takie życie z rowerem w mieście, było dla mnie czymś nowym! Tyle możliwości, tyle nie odkrytych dróg, a teraz? :) A teraz tak naprawdę, tych niespodzianek, nieznanych ścieżek, jest coraz to coraz mniej.. Ale trzeba dalej jeździć! Na dzisiejszą trasę wybrałem się dość późną porą, po godzinie 12, jeszcze przed obiadem. Powstrzymała mnie od wcześniejszej jazdy taka zmienna pogoda. I widać niepotrzebnie, doświadczenie życiowe dobrze mi podpowiadało, że w taką aurę pogodową jak dziś, lepiej wybrać się po południu na rower, nie za wcześnie! A po południu, wtedy pogoda się uspokoi i zrobi się cieplej. I tak faktycznie jest. Końcówka dzisiejszego dnia, po południe i późne po południe jest już słoneczne i ciepłe, podczas gdy poranek przyniósł pochmurną, wilgotną aurę i intensywne opady deszczu, które dość szybko minęły. Już podczas mojego wojażu trwała taka pogodowa walka o dominację słoneczka, nad pojawiającymi się chmurami :) Wraz z tą walką, z każdym kilometrem trasy było coraz cieplej. Szybko żałowałem swojej decyzji, że uprzedzony ostatnimi dniami kończącego się, co by nie mówić chłodnego tygodnia, naciągnąłem na siebie długą polarową koszulkę, i wziąłem czapkę jak na jesień, a nie z daszkiem jak na lato. I faktycznie, było trochę za ciepło. Dałem sobie jednak jakoś radę! Z nadzieją i otwartością wchodzę w przyszły tydzień, choć dzisiejszy dzień przyniósł nieoczekiwaną i to gwałtowną zmianę w aurze pogodowej, jeśli porównany to jak wyglądał wczorajszy dzień (13.07), który w sumie zmarnowałem.. na bezcelowe poruszanie się komunikacją miejską po całym Szczecinie. I nic z tego dobrego nie wynikło. Zmarnowany dzień po prostu. A mogłem właśnie wczoraj mierzyć się z rowerowymi trasami, niż dzisiaj, gdy pogoda się znacznie zmieniła. A przynajmniej z rana. Bo wciągu dnia, po południa jak już wspominałem - wszystko powróciło do normy!
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 440

  • Trasa nr [łączna]: 523
  • Trasa nr [na blogu]: 437
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 7
  • W tym roku: 96

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 516 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 430 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 7 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
  • Stan Licznika Końcowy: 0 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12045 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 12076 km

  • Maksymalna prędkość: 43.9 km/h

  • Przejechałem: 30.66 km
  • Przejechałem [msc]: 138.08 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2644.46 km
  • Przebieg roweru [suma]: 19792.45 km

  • Przejechalem w 2019: 2644.46 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 6.6111 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 49.4811 [%] km

  • Czas jazdy: 02:06:47 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1023:08:40 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 166:51:34 h
  • Czas Jazdy Suma (lipiec): 09:08:50 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1246:34:48 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:18:24 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:44:17 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:31 h

  • Średnia: 14.6 km/h
Nie miałem większego pomysłu na dzisiejszą trasę. Po prostu jakiś miejski wojaż. Choć gdy ruszyłem, tradycyjnie wzdłuż ul. Ku Słońcu do skrzyżowania z ul. Sikorskiego postanowiłem pojechać na Plac Rodła, aby z niego udać się cały czas prosto, cały czas prosto, do pewnej drogi, która mnie tam zastanawiała. Chodzi oczywiście o ul. Krasińskiego, za skrzyżowaniem z ul. Chopina, na którą niegdyś wjeżdżałem, na niektórych trasach.. Pozostawała jednak ciekawość, gdzie prowadzi droga na wprost. Dzisiaj się o tym dowiedziałem, gdzie prowadzi - tak jak sobie dzisiaj to tłumaczyłem miałem rację, to droga na Warszewo, przez skrzyżowanie z ul. Przyjaciół Żołnierza i Wszystkich Świętych! Zagadka się wyjaśniła, a pomogły w tym wyjaśnieniu doświadczenia z trasy: Warszewskie ścieżki, dzięki którym po prostu poznałem te skrzyżowanie, tą drogę, która wiodła do Warszewo-Podbórz. Jeśli zaś chodzi o samą ul. Chopina, to duża ciekawość co mogłoby być na drodze na wprost narodziła się na trasie: Szczeciński miejski wojaż z 09.12.2018. I upust ciekawości dałem dopiero dzisiaj! Ponad 7 miesięcy później. Do tej pory nie było okazji pojechać tą trasą! Ah ważne! Na sam Plac Rodła nie pojechałem taką normalną trasą! Jechałem przez al. Piastów, przez starówkę Szczecińską, aby ostatecznie wyjechać na ul. Bułaki, a z niej na al. Wyzwolenia, którą dojechałem do ronda Giedorycia, a w dalszą trasę wybrałem się ul. Krasińskiego. Po drodze na al. Wyzwolenia mijałem licznik rowerowy, który wskazywał małą liczbę rowerzystów, którzy dzisiaj tędy przejechali, zdaje się, że mojego przejazdu nie policzyło. Więc możliwe, że licznik, który wskazywał stan: Dzisiaj 53 z 60063, po prostu nie działa co się często zdarza. W ogóle to, uderza mnie bardzo fakt, że takie liczniki są tylko w dwóch miejscach na ten cały zajebany Szczecin, który ma ponad 6 tyś ulic. Liczniki są tylko na dwóch ulicach na ul. Ku Słońcu i na al. Wyzwolenia! Jak dla mnie takich liczników powinno być więcej, jeśli mają być wiarygodne. I robić wiarygodne liczenie ilości rowerzystów, aby poprawiać komunikację rowerową mieście, a aby to robić trzeba mieć do tego podstawę. Podstawy nie dadzą, dwa liczniki... na całe miasto. Przecież każdy rowerzysta nie musi jeździć akurat tymi ścieżkami! Ja np. tędy rzadko jeżdżę. A tak swoją drogą, to dzisiaj widziałem mnóstwo rowerzystów, w różnych częściach miasta (Arkońskie-Niemierzyn, Głębokie czy nawet Osów). Czyli miejsca, które odwiedziłem dzisiaj.. Na ciężkiej trasie! No dobrze, wspominałem, że znalazłem się pod skrzyżowaniem z ul. Wszystkich Świętych i Przyjaciół Żołnierza. Tutaj od razu nie skierowałem się na Warszewo-Podbórz, do którego swoją drogą nie dojechałem :) Odbiłem tutaj na boczne uliczki - ul. Zakopiańską, ul. Sportową i ul. Łabędzią. I dopiero pojechałem w stronę Warszewa choć tam nie dojechałem. Mierzyłem się ze sporą górką, pod którą jechało się bardzo ciężko! Odpoczynek zrobiłem sobie dopiero koło Netta, wtedy zacząłem zjeżdżać z tych stron, odwiedziłem rozbudowywane tutaj ogromne, poodgradzane, osiedla.. Osiedle Panoramika, wraz z ul. Panoramika. Po wycieczce po zamkniętym, ogromnym osiedlu, na co sporo narzekałem we wpisie: Szczeciński miejski wojaż, zacząłem zwiedzać Arkońskie i Niemierzyńskie uliczki, w tym częściowo zjechałem park im. Fryderyka Chopina. Nabiłem trochę kilometrów, byłem już trochę zmęczony jeżdżeniem po tych wszystkich uliczkach, między innymi ul. Wiosny Ludów. Udałem się więc dalej, w moim zamyśle do Warszewa. Choć do Warszewa nie dojechałem. Dojechałem jedynie do Osowa, gdzie na rondzie w Osowie pojechałem w nie tą stronę co trzeba, o czym szybko się przekonałem. Wtedy dotarło do mnie, że jadę w stronę jeziora Głębokiego a nie Warszewa - Podbórz. Choć byłem na dobrej ulicy na ul. Miodowej, ale to nie ta strona. No trudno :) Innym razem. Wracając z jeziora Głębokiego, rozmyślając o przemijającym życiu, nabiłem ostatnie kilometry po dzielnicy Klonowica i Pogodna. Nie jechałem od Netto Areny, znanymi oklepanymi drogami, a bardziej bocznymi ścieżkami - przez zajebanymi autami ul. Rostowskiego, przez plac Cypriana Kamila Norwida, do Pogodna przez ul. Brzozową do ul. Łukasińskiego, z której odbiłem na ul. Reduty Ordona, która poprowadziła mnie do ul. Witkiewicza. Z ul. Witkiewicza odbiłem dopiero na ul. Taczaka. Heh. Życie w mieście nie ustępuje ani na chwilę. Mija dłuższa chwila czasu, odkąd jadę w tych stronach, ul. Witkiewicza, ul. Taczaka. Spotyka mnie tu nie miła niespodzianka. Trwa budowa, kolejnych zabudowań, firm, zakładów, miejsc użyteczności publicznej, czegokolwiek - na samym skrzyżowaniu z ul. Taczaka.. Smutne.. Jak zieleń znika, i zamienia się na kolejne inwestycje.. Moja trasa wchodzi w ostateczny etap. Ostatnie kilometry, które pokonałem wzdłuż ul. 26 Kwietnia do Turzyna. Objechałem Turzyn, i remont na ul. Krzywoustego do pl. Kościuszki, z którego do znudzenia, ruszyłem wzdłuż ul. Sikorskiego aby odbić z niej na chwilę na ul. Boh. Warszawy i znaleźć się w miejscu mojego aktualnego zamieszkania, DS 1 ZUT-u, zwanego "Slamsami".. Zdążyłem powrócić, z trasy aby w pogodzie na dobre się rozpogodziło. Aby słonko, na dobre, do końca dnia zagościło.. No cóż smutne. A jeśli chodzi o ZUT! To w okolicach ul. Chopina, odnalazłem ciekawe miejsce, wydział Zoologiczny i Hodowli zwierząt bardzo przyjaznej, pro społecznej uczelni: JEBAĆ ZUT. Witał tam znak, że obcych nie przyjmują, i nie są mile widziani. Czyż to nie kochana, taka pro społeczna uczelnia? :) Ciężko mi się dziwić, że choć po małym doświadczeniu ze ZUT, każde zło, chcę traktować synonimem uczelni ZUT, dodając jej jakże pasującą przypinkę "jebania". A może bardziej by pasowało tępienia? ;) W końcu zło trzeba tępić. A skoro ZUT to zło, to wnioski pozostawiam każdemu czytelnikowi, do samodzielnego przetrawienia.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa14lipca2019zdj1.jpgtrasa14lipca2019zdj2.jpgtrasa14lipca2019zdj3.jpgtrasa14lipca2019zdj4.jpgtrasa14lipca2019zdj5.jpgtrasa14lipca2019zdj6.jpgtrasa14lipca2019zdj7.jpgtrasa14lipca2019zdj8.jpgtrasa14lipca2019zdj9.jpg


Mapa przebiegu trasy :)