Trasa z dnia dzisiejszego jest bardzo ciekawym wyborem z pośród wielu moich cyklicznych tras. Wybrałem trasę o nie jednym tytule, niestety nie często nią jeżdżę. Najczęściej (od 2017 r.), kończę nią rowerowy rok, podsumowuję pewny miniony za mną okres, i mam nadzieję, że to co nadejdzie nie będzie czymś gorszym. Trasa występuje pod tagiem: "tr_przygod". Dziś ma wyjątkowy tytuł niekończącej się przygody. Zniechęcony całym dniem, przedłużającą się awarią Aurelii po ostatnim nieudanym serwisie. W 2020 r., dość często powracałem do tematu serwisu w Gryficach w HobbyBike. Dziś powracam do nieudanego serwisu w lokalizacji NO NAME w Goleniowie. Temat się za mną ciągnie i mnie wkurwia. Nie daje mi spokoju. Dzisiaj cały czas się za mną ciągnął a dodatkowo pojawiają się inne problematyczne kwestie jak uszkodzenie (bad sectory) na dość nowym dysku USB, który nabyłem w wówczas promocyjnej cenie rok temu. Obecnie kończy się jego życie. Niezwłocznie po wykryciu problemu zacząłem kopiować z niego wszystkie pliki - w tym głównie kopie filmożera, co najgorsze także nowe jedyne kopie, jeszcze nie ustawionych i jeszcze nie puszczonych zadań! Ja jeszcze, a co najgorsze od początku tygodnia w zasadzie nawet końca zeszłego tygodnia z tym walczę - nie przygotowałem plików PC, do wysłania na YouTube. Od miesięcy się za to nie wziąłem. Wszystko stoi. Z niczym mi nie idzie. A mimo to, wciąż regularnie jeżdżę. Chociaż tyle. I to na przekór całemu losowi i światu. A nie mam w życiu tak łatwo jak niektórzy, którzy jeszcze tego luksusu nie doceniają. Nie każdy przecież spisuje każdą swoją trasę, nie robi z tego raportów, bloga itd. Może kiedyś miałem łatwiejsze ale czy piękniejsze życie?! W kontekście obecnego zbioru jednak jest mi smutno, że nie posiadam takiej dokładnej rozpiski, filmów z tras z moich pierwszych wyjazdów z Aurelią z końca 2014 r, z moich tras z Aurelią z 2015 r. Czy wcześniejszych wyjazdów na starym rowerze. Czuję się taki inny i tak bardzo nie pasujący do tego świata. Myślałem w sumie nie pierwszy raz, w poprzednich latach też miałem takie myśli czy nie udałoby się chociaż częściowo zbudować wspomnień z wpisów 2014 - 2015 r. Ale to raczej nie możliwe. Dawno zamknięty okres. Pozostają mi z niego zdjęcia, niekiedy pierwsze filmy, a także spisane to ile wówczas robiłem kilometrów. Nie przywiązywałem takiej wagi do każdej trasy - jak robię to obecnie, od pierwszych dni 2016 r., gdy prowadzę tego bloga. I choć jest to dla mnie obciążenie to jednak jest czymś wyjątkowym. A jednak łatwiej tak żyć bez zobowiązań. Popsuje się część w rowerze - idę po prostu wymieniam, i mam na to wywalone. Jeśli już coś spisuję to co najwyżej kilometry i tyle. A jednak tak wiele osób tej łatwości nie docenia i nie robi z niej pożytku. Dzisiejsze moje nie łatwe zmagania dedykuję tu szczególnie fałszywemu towarzyszowi BB. Czas mija, wraz z nim kolejne przygody, kolejne nieodłączne wydarzenia z rowerowego życia a jednak nadal mam do niego żal o to jak się zachował, jak mnie potraktował. Mam też żal do losu o to, że takie bezczelne ścierwo jak BB ma zdrowie i możliwości, których mi brakuje. Zresztą nie tylko on ma takie możliwości z których nie korzysta - MM, jest pod tym względem nie lepszy.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 877
Trasa nr [łączna]: 958
Trasa nr [na blogu]: 872
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 132
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 949 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 863 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 735.05 km
Stan Licznika Końcowy: 806.23 km
Stan Licznika Końcowy2*: 806.6 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13357 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 13428 km
Maksymalna prędkość: 33.9 km/h
Przejechałem: 71.18 km
Przejechałem [msc]: 807.08 km
Przebieg roweru [rok]: 5487.41 km
Przebieg roweru [suma]: 37498.77 km
Przejechalem w 2021: 5487.41 km
Podroż dookoła świata (2021) 13.7185 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 93.7469 [%] km
Czas jazdy: 04:09:17 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2146:12:37 h
Czas Jazdy Suma (2021): 345:38:57 h
Czas Jazdy Suma (lipiec): 50:41:22 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2369:38:45 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:10:05 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:37:07 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:50 h
Średnia: 17.15 km/h
Dzisiejsza trasa nie była łatwa. Nie było również łatwo wyjść na rower. Jest chłodno, chłodniej niż było. Nieprzyjemnie tak. Niby ponad +20℃ ale jakoś się tego nie czuje. Po południu licznik BC 16.16 wskazywał mi, że jest niby +26℃, ale dla mnie było tak chłodno, że jakbym miał to bym w bluzie jechał a nie w samej koszulce. Robiłem dzisiaj specyficzną trasę. Potrzebowałem tego. Same niepowodzenia, nic mi w tym życiu nie idzie. Dobija mnie ta cała świadomość tego co się dzieje ze światem, który staje się coraz gorszym miejscem. A do tego powraca problem masowej wycinki lasów. Ta miała miejsce pod Uniborzem - jechałem w stronę Golczewa, miała miejsce z lewej strony. Sporo na tych gnoi kląłem. Nie stawałem jednak tu aby robić im zdjęcia czy ich działaniom. Nie chciałem się dodatkowo denerwować i zniechęcać do trasy. I tak nie byłem zmotywowany aby dzisiaj gdziekolwiek jechać. Najchętniej w ogóle bym nie jechał. A jednak zniechęcony, szczerze mówiąc nawet iść nie chciałem poszedłem. Nie czułem się za dobrze. Taki zmęczony, przybity. A jednak poszedłem. Mierzyłem się ze sporym ruchem aut na trasie do Golczewa (droga DW108), potem na (DW106). Miałem prawie cały czas pod wiatr. Jeszcze ta chciwość z drzewami. Znowu wytną lasy, w znacznej części między Truskolasem a Uniborzem. Zniechęca mnie to. A do tego koło - lata mi na każdą stronę, jest rozwalone. Źle się jedzie. A mimo to jadę. Mimo to walczę. Nie zachowuję się jak wielki sportowiec BB, który miał czelność oceniać mnie, i mówić, że jestem słaby czy beznadziejny. Ja się kurwa nie poddaję jak on. Ten śmieć by w życiu nie jechał w takich warunkach. Nie znam go dobrze, ale już dość dużo razy odwalił i dał popis swoich możliwości - zrezygnował z trasy bo padał chwilowo deszcz: Dobre trasy z 27.05.2021 r., a ostatnio zrezygnował z trasy bo zerwała mu się linka z przedniej przerzutki a przecież panisko nie pojedzie na najmniejszym blacie korby (28t): Niepowtarzalne przygody. Chore podejście, na które może sobie w nieuczciwy sposób pozwolić. To w końcu on ma od Boga, od losu sportowe możliwości. I nie musi się przykładać aby od niechcenia w kilka dni osiągnąć znacznie więcej niż ja, uczciwie pracujący na swoje osiągnięcia miesiącami. Niesprawiedliwe. Cóż, nie chcę ciągnąć tego wątku. Skupię się na skrawku lasu, tuż przy samej tablicy miasta Golczewo. Kilka arów lasu - do zera wycięte. Zajechałem, zrobiłem foty. A nie jest to jedyny problem trasy. Kolejnym są te cholerne owady, głównie te końskie muchy, które głównie w tym miesiącu wielokrotnie dotkliwie mnie pogryzły. Mam przez to jakiś uraz, dzisiaj wyjątkowo wrażliwy na nie byłem, wybijałem od razu te skurwysyny. Ale każdy nawet najmniejszy owad, który mnie atakował nieadekwatną reakcję. Trudno to wyjaśnić słowami, ale takie nieprzyjemne dziwne uczucie. Połączone z tym, że było mi ciągle zimno - pomimo tego, że teoretycznie mamy temp. na poziomie +25℃ czy nawet +26℃. Ale dla mnie było zimno.. Dalsza część trasy mija równie wolno i źle co jej początek, zmierzałem do Mechowa potem do Popieli przez tutejsze wioski. Specyficzna droga, ciężko i źle. Odżyłem dopiero na trasie DW105 w stronę Gryfic, a już naprawdę odżyłem za Gryficami, wracając do domu. Mimo zmęczenia i zniechęcenia nie zrezygnowałem z drugiej części wyprawy. Wycieczki z matką do Makowic, gdzie wkrótce rozpocznie się Festiwal kurw i błaznów owsiaka. Spory ruch aut do i z Makowic. Na wiosce o dziwo nikogo nie było. To tylko poprzytulałem się z kotkami, i wkrótce w te coraz chłodniejsze, i coraz krótsze dni, wróciłem do domu. Kończy się lipiec a ja czuję się tak jakby już wkraczała ta zła jesień.. Niosąca smutek, niosąca żal przeradzający się w rozczarowanie.. Tak kończy się ta pisana dzisiaj niekończąca się przygoda. Rozważałem jej kolejną część - nocną przejażdżkę do Narnii, ale z tego pomysłu zrezygnowałem. Jednak zmęczenie, zniechęcenie i te dziwne uczucie, jakie towarzyszy mi od pierwszej walki z owadami dzisiaj.. Przeważyło nad tym, że przynajmniej dzisiaj sobie tą zabawę odpuszczam. Najpewniej wrócę do tematu jutro..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)