Trasa z dnia dzisiejszego jest zaplanowaną jeszcze w październikowe dni, wyprawą znów w stronę Skrzydłowa i tutejszych rozciągających się wiele kilometrów lasów, które swoim obszarem obejmują bardzo wiele ciekawych stron - w tym Iglice, które tak dobrze znam nie tylko z dzieciństwa ale i z wielu rowerowych wypraw. Często w końcu tu powracam. Nie inaczej było dziś, gdy w pierwszej wyprawie: Serca lasu - mimo starań coś nie wyszło i ostatecznie do tych Iglic nie dojechaliśmy ani nawet do Orzeszkowa - dziś będąc już przygotowanym na te zdradzieckie leśne drogi - trafiło się idealnie! Od razu na początku naszej przygody pojechaliśmy przez Orzeszkowo do Iglic. Było to nie mniej małe oszustwo ale bo w odróżnieniu od pierwszej wyprawy byłem przygotowany lepiej do eksploracji tych lasów! Ale tylko na obszarze do Iglic! A reszta to było dzieło przypadku. I tak czas mijał za szybko, nawet nie wiadomo kiedy te godziny przeminęły a wraz z ich mijaniem jakoś kilometrów nie przybywało w zatrważającym tempie. Jednak jakby na to nie patrzeć ta przygoda w leśnych stronach przyniosła nam ok. 50 km przejechanych wyłącznie po lasach! Fragmenty pokonane po asfaltowych drogach się zdarzyły ale to w nie wielkim stopniu - głównie w Iglicach i kawałek w Skrzydłowie do którego niespodziewanie wyjechaliśmy. A tak to tylko lepsze lub gorsze leśne drogi. Ja tam wolałem lepsze drogi - utwardzone, na których dobrze się jeździło! Jednak nie zawsze takie były dane i zdarzały się o wiele gorsze fragmenty. Strasznie rozjeżdżone, piaszczyste. Na nich jedynie JS sobie radziła ;) Ona i jej 2.25" opony... Na takich to można śmigać w takich warunkach. A Aurelia i ja na moich 1.65" nie mieliśmy łatwego życia. I czekało nas sporo niebezpieczeństw, które skrywały się pod pozorem pięknych, niekiedy wręcz malowniczych uroków lasu. Dzisiaj może nie było za ładnie - tak szaro i ponuro, jednak uważam, że magia lasu swoje zrobiła. Choć na ogół nie lubię jeżdżenia po lasach to czasami mnie w te strony ciągnie. A jak jeszcze ma się takie towarzystwo, z którym można by było tylko jechać i jechać? To nie pozostaje nic innego jak jechać! Byle dalej... I tak w zasadzie cały dzień dzisiaj jeździliśmy. Startowaliśmy po godzinie 8, skończyliśmy bliżej po godzinie 16. Prawie, że od wschodu do zachodu słońca! Z tymże dzisiaj było tak szaro, że nie było widać ani pięknego wschodu słońca ani majestatycznego zachodu. Szkoda. Byłoby to piękne wypełnienie tego cudownego dnia - co najważniejsze - spędzonego razem. Tylko natura i my. No dobra, nie tylko my. Było także piętrzące się tutaj wszelkie zło w postaci leśnych morderców zabijających dla zabawy i sportu zwierzęta (myśliwi) a także kolejne skurwysyństwo, które mordowało i to w zatrważającym tempie drzewa. Strach jechać do lasów. Nie wiadomo ile drzew jeszcze w nim pozostaje. Jak się widzi tą skale wycinek, to traci się wiarę w ludzkość. Jest coraz gorzej. A ten negatywny trend który opisuję od kilku lat tylko z każdym rokiem przybiera na sile. I z każdym rokiem coraz większa ilość osób dotąd sceptyczna wobec tego co czyniłem - widzi, że dzieje się źle. A przecież od wielu lat o tym pisałem i mówiłem. Nie zawsze spotykając się ze zrozumieniem, które niespodziewanie rośnie gdy fala zniszczeń, ślady działań tego skurwysyństwa w postaci "leśników" rośnie. Nieustannie rośnie. Nie ma dla nich żadnej świętości. Jedynym Bogiem jakiego uznają są Pieniądze. To dla nich są gotowi zabijać kolejne niewinne drzewa. Na zawsze niszcząc urok pewnych miejsc, i równowagę w środowisku. Już nie mówiąc o bioróżnorodności i domu niezliczonych istot, które tutaj żyły i w zgodzie z naturą trwały kolejne lata. Ludzkie ścierwo wszystkim zachwieje i wszystko zniszczy.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1136
Trasa nr [łączna]: 1216
Trasa nr [na blogu]: 1130
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 174
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1204 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1118 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 11355.3 km
Stan Licznika Końcowy: 11411.14 km
Stan Licznika Końcowy2*: 11404.98 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 23969 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 24025 km
Maksymalna prędkość: 22.9 km/h
Przejechałem: 55.84 km
Przejechałem [msc]: 148.15 km
Przebieg roweru [rok]: 6856.34 km
Przebieg roweru [suma]: 48110.65 km
Przejechalem w 2022: 6856.34 km
Podroż dookoła świata (2022) 17.1409 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 120.2766 [%] km
Czas jazdy: 04:57:49 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2824:29:03 h
Czas Jazdy Suma (2022): 453:34:52 h
Czas Jazdy Suma (listopad): 11:09:08 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3047:55:11 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:13:50 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:36:24 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:11 h
Średnia: 11.28 km/h
Dzisiejsza trasa choć piękna i bardzo fajna obnaża jednak pewne zło, które tak dobrze kamufluje się w tym zniszczonym świecie. Trudno obojętnie przejechać wobec tego co się widzi. Choć czy widzi to dość dużo osób? W zasadzie poza randomowymi osobami, które przyjechały swoimi złomami w głąb lasu, w jezioro nie daleko Skrzydłowa, które na mapie OpenStreetMap nosi dumną nazwę: Jezioro Popiel, na innej mapie inaczej się nazywa - stąd nie wiadomo jaka jest poprawna nazwa. To poza tymi osobami, nie widzieliśmy nikogo kto nie czyniłby tu zła, i mógł na nie reagować. Tylko czy te osoby zainteresowałby się czymś więcej poza sobą? No mam wątpliwości. To widać po nich, zgorzkniali życiem mieszczuchy, którzy nie zwrócili by uwagi na nic co złego wokół nich się dzieje. A przecież przykładów nie szukać daleko, choćby drogą którą jechali na jezioro. Coraz większa skala wycinek. A kogo to obchodzi nie? Bo na pewno nie obchodzi tych ignorantów, którzy zjechali tu jedynie samochodami aby się nażreć, napoić alkoholu i wrócić. Nie widzieliśmy przez cały dzień nikogo normalnego - a normalnym przecież nie są polowania, które miały tutaj miejsce. Cała zorganizowana grupa morderców, jeżdżąca z miejsca na miejsce za zwierzyną. Mijaliśmy się z nimi mimo wolenie podobnie jak z grupką innych morderców, dzielnie walczących z drzewami w lesie. Tych w końcu pewnie jest za dużo dlatego z taką wręcz chorą fascynacją brali się za ich eliminację. Wystarczy spojrzeć na ich zakazane mordy. To z daleka widać, że z nikim wartym uwagi się nie ma do czynienia. No ale zostawmy już sprawy na które większego wpływu nie mamy. Dzisiejsza trasa po trochu łączyła się z drogami z pierwszej przygody: Serca lasu. I już wtedy obiecałem JS, że ją tu zabiorę! Umówiliśmy się właśnie na listopadowy weekend z wyłączeniem pierwszego weekendu listopada. I tak trasa wypada dziś. Zaczęliśmy ją od przyjazdu do Iglic przez Orzeszkowo, w którym przecież już kiedyś byłem. Ale to tak się pozmieniało, że tylko prowizorycznie pamiętam te strony. Wspominałem o tym JS, że pewnie byłem tu i na drodze którą jechaliśmy! I czy tak było naprawdę? Spójrzcie na ten wpis: Lasami i polnymi drogami. A tym czasem przygoda trwałą dalej - Iglice to tylko krótki przejazd i zaraz wyjazd dalej, który prowadził nas do wsi Stolążek. Za tą wsią straciłem już orientację w terenie i próbując jechać znowu do jeziora Popiel aby z stamtąd gdzieś jeszcze pojechać zaczęliśmy się tak niepotrzebnie kręcić, robiąc takie fajne zawijasy. Z nich i tak wjechaliśmy na tą samą drogę na której się znaleźliśmy. I mimo, że jej kierunek prowadził na jezioro w ogóle tego nie odczułem. Magia lasu. Byłem pewny, że jadę w innym kierunku niż widzę po śladzie na mapie XD Byłem pewny, że jedziemy w stronę Świdwina. Tylko coś mi się nie zgadzało, nie dojechaliśmy jeszcze do rzeki Mołstawa, którą przecinalibyśmy jadąc PŻ 15. Kilka mostów tam jest, własnie jeden taki nie fajny jest przecinający rzekę Mołstawa, kolejny przecina rzekę Czernica. No cóż, jedzie się i jedzie i rzek nie widać. Aż w końcu niespodziewanie wyjeżdżamy na PŻ 15. No kurde XDDDD Magia lasu nigdy nas nie przestanie zadziwiać. Niespodziewanie się można tak zakręcić w kółko, że jakby się nie jechało i tak wyjedzie się w te same miejsce. No normalnie jak w jakieś piekielnej pętli. No ale dobra, wyjechaliśmy na PŻ 15 blisko jeziora Popiel. I pojechaliśmy prosto! A co nam szkodziło nie? I wtedy właśnie wyjechaliśmy przy drodze DW112. W Skrzydłowie pojechaliśmy przez pole, na którym ktoś nielegalnie się buduje i chce zabrać przejazd pewną drogą, która normalnie jest mapie! Łączy się ona w taką szerszą drogę którą wróciliśmy do lasu. Jednak ten kawałek drogi był bardzo nie fajny i męczący. Większość przeszedłem pieszo. Bardzo grząski teren, porozjeżdżany. Nie dałem rady tam jechać. Po czym niespodziewanie wyjechaliśmy na PŻ 15. No serio? :) Pojechaliśmy jeszcze na chwilę nad jezioro co nie było fajnym pomysłem. Lepiej było od razu skręcić w PŻ 16 i potem w PŻ 14 - po to aby nabić brakujące kilometry! Tyle jeździliśmy - było już po godzinie 14. A brakowało nam jeszcze 14 km do tych 50 km. Tak na wyjazdach to fajnie do tych 50 km dociągnąć. Zamiast od razu tak jechać, pojechaliśmy nad jezioro. Co może się stać prawda? Ano to, że wpadła mi w szprychy jakaś gałąź. W te cholerne tylne koło... I rozjebała się szprycha. Wypadła przy piaście. I dzwoniła o koło. Jakoś się udało temat uciszyć ;) Wyszarpać, wykręcić tej szprychy nie dałem rady. No ale pozwijało się ją o drugą szprychę. I mimo wyczuwalnego bicia koła pojechaliśmy z JS dalej. Te koło już mnie wkurwia. Same z nim problemy począwszy od trasy: "Płotowskie wojaże - dzień 1/2", skończywszy na skurwysyństwie i przeciąganiu w czasie jego naprawy od 16.08 do trasy: Trasa "20-stka" z 07.09. O d wspomnianej trasy #1102 nie minęło ani sporo czasu ani sporo kilometrów. I kilka razy coś tam w koło wpadało. Aż dziś skutecznie. To się skończy tak, że znowu zbyt szybko zedrą mi się tylne klocki bo koło ma spore bicie... I tak trzeba znowu dać je do centrowania. Nie wiadomo czy coś z tego będzie. No najwidoczniej środowisko leśne nie jest dla mnie. Dzisiaj kilka razy mogła się o tym JS przekonać jak kilka razy bym gdzieś wyrżnął czy co innego by się stało. Ostatecznie pokonać mnie miała szprycha, której pokonać się nie dałem! I pojechaliśmy mimo małego opóźnienia dalej - pod wieś Powalice. Skąd wracaliśmy tą samą leśną drogą, którą przyjechaliśmy. Nie było czasu już kombinować i szukać dróg. Robiła się późna pora. Niedługo zaczęło się ściemniać... No ale i tak było fajnie. A ostatecznie tych km ponad 50 zrobiliśmy! A te koło?... Z pewnością to wina tych dziadów i oszustów z Nowogardu z serwisu Jana Zugaja. Kiedyś fajny serwis, spoko ludzie. A teraz się zdziadziali jak wszyscy. A mnie znowu czeka problem i kombinowanie - znowu wymiana szprychy, centrowanie. Kolejny raz osłabi to te cholerne koło. Teraz już z całą pewnością wypierdolę te koło wraz ze zbliżającą się wymianą napędu, którą trzeba będzie maksymalnie zrobić na początku marca 2023 r. Maksymalnie. Bo kto wie czy w ogóle do marca 2023 r. ten napęd przetrwa. Pewne problemy na tle ostatnich miesięcy przejawiał. No ale te problemy jakoś niespodziewanie zniknęły. Być może były jedynie niepozornymi epizodami. No ale co tu więcej pisać - fajna przygoda - fajna trasa spędzona z JS minęła. Teraz tylko tak smutno się robi na myśl, że to koniec dzisiejszej trasy. Pozostaje oczekiwać kolejnych wspólnych tras!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)