Dzisiejsza trasa jest wyjątkową i dotąd nie spotykaną trasą. Pewny precedens. No nie mniej trening to trening. Trasa ta to nic innego jak moja droga powrotna z akademika, z miasta gdzie studiuję (Szczecin). Ta trasa jest ściśle powiązana z tą: Na szlakach S6 Płoty - Goleniów, gdy wybierałem się do Szczecina na rozpoczęcie II roku MGR. A teraz z stamtąd powracam na pierwszy weekend. To też w pewnym stopniu spełnienie marzeń i dziwnych myśli, jakie kierowałem w semestrze letnim (II semestr MGR), gdy męczyło mnie jeżdżenie publicznymi środkami transportu, gdzie konkurencji w mych stronach za dużej nie ma. Są dwie chujowe firmy przewozowe, gdzie obydwóm życzę rychłego upadku (PKS Gryfice i BartWal). Miałem często w myślach takie plany aby dojeżdżać na uczelnię i wracać rowerem! Wiosenny a potem Letni okres byłby do tego idealny. Idealne warunki pogodowe. Co by nie mówić dzisiejsze też złe nie były a wręcz świetne! Dzisiaj, nie zważając na to, że wczoraj trochę jeździłem dałem radę jechać z dużym obciążeniem ze Szczecina do Goleniowa i to nawet nawet (jeżeli chodzi o prędkość). Myślę, że byłaby jakaś szansa na to, że dzisiaj zrobiłbym całą trasę (Szczecin -> Goleniów -> Płoty) bez większego problemu, pod warunkiem, że miałbym jakiś prowiant ze sobą, i jeszcze jedną butelkę wody. Całość opierałaby się tylko na czasie dojazdu, który nie jest dla mnie ważny. Nie mam oczywiście pewności czy zrobiłbym całą trasę. Przez większość dzisiejszej trasy miałem jednak takie optymistyczne myśli. Tyle, że ja dzisiaj zrobiłem nie całe 40 km (podobnie jak wczoraj), nie wiem jak by to było za jeszcze parę kilometrów. Muszę myśleć optymistycznie, że mógłby być problem. No co innego gdybym wczoraj nie jeździł - to dzisiaj mógłbym zaryzykować. A skoro i tak miałem załatwiony transport do domu, to ten transport mógłby mnie zabrać o dowolnej porze, dowolnego miejsca w którym bym się znalazł. No chyba, że trasa do domu byłaby <= 20 km. To wtedy na pewno wolałbym się przemęczyć i wrócić samemu! Heeh. Powiem tak, gdyby mi się taka szansa na wyzwanie jak dzisiaj jeszcze raz przytrafiła to z pewnością bym z niej skorzystał. Dzisiaj była naprawdę piękna pogoda, słonecznie, ciepło. Prawie nie ma wiatru! Aurelia też dawała radę. Mimo, że była mocno zapakowana i zaliczyła dzisiaj dwa upadki - pod tym pierdolonym akademikiem ZUTu, pod którym się dzisiaj znalazłem eh. Jak ja nienawidzę tej uczelni, tego pierdolonego ZUTu... No mniejsza o to, trasa z dzisiejszego dnia nie była żadnym wyzwaniem, chodź tego się obawiałem. Najgorzej to było po prostu zebrać się do jazdy, iść po rower, spakować się i pojechać. A gdy już ruszyłem, gdy już wyjechałem z tego cholernego miasta wszystko szło jak należy! Mógłbym tak jechać i jechać, i jechać, jechać, jechać jechać i sam nie wiem jak daleko. A może mógłbym tylko tak jechać, jechać, jechać do małych kryzysów, gdy ciężko się jechało. Wbrew optymizmowi jaki towarzyszył w dzisiejszej trasie takie zdarzenia jak najbardziej miały miejsce. No na szczęście nie były one trwałe, ani nie trwały długo :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 304
Trasa nr [łączna]: 388
Trasa nr [na blogu]: 302
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 3
W tym roku: 117
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 383 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 297 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 8704.37 km
Stan Licznika Końcowy: 8742.94 km
Stan Licznika Końcowy2*: 8651.91 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8459 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 8497 km
Maksymalna prędkość: 33.4 km/h
Przejechałem: 38.57 km
Przejechałem [msc]: 95.98 km
Przebieg roweru [rok]: 5189.81 km
Przebieg roweru [suma]: 16060.62 km
Przejechalem w 2018: 5189.81 km
Podroż dookoła świata (2018) 12.9745 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 40.1516 [%] km
Czas jazdy: 02:11:54 h
Czas Jazdy Suma (blog): 789:44:54 h
Czas Jazdy Suma (2018): 322:40:33 h
Czas Jazdy Suma (październik): 06:01:05 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1013:11:02 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:00:22 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:45:28 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:35:52 h
Średnia: 17.67 km/h
Trasę z dnia dzisiejszego rozpocząłem po godzinie 11. Z wiadomego mi miejsca w centrum miasta, skąd brałem do tej pory rower, i potem go przynosiłem. Dzisiaj wziąłem stąd rower po to aby pojechać na dłużej i wrócić w rodzinne strony. Co oczywiście nie oznacza, że do Szczecina już nie wrócę. Bo pewnie wrócę, po prostu za 2 tyg na kilka dni wrócę. Potem znowu pojadę i tak będę się bawił do końca semestru. A co potem? Tego nie wiem. Tego zresztą nikt nie wie, co przyniesie czas, los. No może nie wiem tego TERAZ, z chwilą wpisania wpisu, z chwilą tej jazdy. Ale wiem o tym gdy te wydarzenia, gdy ten okres w życiu minie. Tak samo nie wiedziałem jak potoczą się moje losy na studiach gdy zaczynałem studiowanie. Teraz już wiem jak się potoczyły - te wydarzenia już się wydarzyły stąd wiem jak się skończyły. Teraz wiem jak się skończyły moje wakacje rowerowe. Wcześniej tego nie wiedziałem - gdy wakacje trwały. No dobrze - w trasę długo nie wyruszałem. Wybierałem się na weekend do domu, wziąłem torbę z praniem, rzeczami rowerowymi, itd. I z powodzeniem wystarczyłaby mi tylko mała torba na ramię. Nie potrzebnie brałem ze sobą podróżną, z którą nie miałem co zrobić. Nie zmieściła mi się do sakwy. Tylko sakwa mi się podarła i tyle z tego wyszło -.- Szykowałem się do dzisiejszego wyjazdu przy rowerze ponad 20 min. Na koniec okazało się, że nie wziąłem rękawiczek rowerowych z akademika -.- Więc z centrum miasta z okolic Bramy Portowej pojechałem na Turzyn, do akademika. Miałem problem z wjazdem, wyjazdem z akademika -.- No ale to już inna historia. Nie ma co do tego wracać. Po prostu gestapo, debilizm i jakiś debilny populizm, że student ma się godzić na wszystko na co każą mu się godzić bo tego wymaga ZUT "uczelnia". A ja nie zamierzam - widząc co jest złe, głośno to komentuję :) I mam wyjebane na krytykę innych. Będąc właśnie pod akademikiem ZUT - dwukrotnie przewróciła mi się przeciążona rzeczami Aurelia ehhh. PIERDOLONA UCZELNIA ZAJEBANA!! Może by tak nie było gdybym miał rower na miejscu - miałem nawet taki plan wczoraj (04.10) aby przyprowadzić rower do akademika i zabunkrować go w pokoju. Ostatecznie z tej myśli zrezygnowałem. No ale spokojnie - drugim razem nie zrezygnuję. Krótko mówiąc byłem w końcu w tym akademiku, wziąłem te rękawiczki i pojechałem w końcu. Nie potrzebnie nadrobiłem kilka kilometrów drogi. Jedynym moim problemem po drodze była torba podróżna, z którą nie miałem co zrobić. Wpychałem ją pod siodełko i jakoś jechałem. Musiałem niestety często przystawać i ją poprawiać bo ciągle wypadała. Także droga ze Szczecina na Goleniów gdzie dziś jechałem była karkołomna. Ruszyłem przez centrum miasta, Bramę Portową, Wyszyńskiego i most długi na trasę "Gdańską", i tą pożal się boże ścieżką rowerową, która biegnie jakimiś zawijasami, a nie po prostej jak droga DK10 -.- Tak dojechałem do Dąbia, minąłem wkrótce Dąbie. Właśnie na drodze do Dąbia, z każdą chwilą robiło się coraz cieplej, fajniej. Gdy byłem jeszcze w centrum miasta było pochmurno. Gdy wyjeżdżałem chmury zdążyły zniknąć. W miarę możliwości jechałem sobie spokojnie, starając się utrzymać prędkość ok. 20 km/h. Minąłem Dąbie, i tym samym Szczecin, wyjechałem na tutejsze wioski, które de facto są Szczecinem chodź się tak nie nazywają, gdyż Załom, Pucice, Kliniska Wielkie, Rurzyca są miejscowościami, które bezpośrednio graniczą ze samymi sobą. Gdyby nie było tablic, koniec miejscowości nikt by nie wiedział, że wyjechał już z jednej mieściny. I właśnie w tych fajnych stronach przyszło mi dziś jechać. Na koniec trasy aż żałowałem, że tak szybko z niej zjechałem. No bo kto to widział aby w październiku było ponad 20^ i można było z powodzeniem chodzić w krótkiej koszulce! No mnie osobiście taka jesień i późniejsza zima bardzo by pasowała! No cóż, wszystko co piękne szybko się kończy. Miasto ostatecznie skończyło się na końcu wsi Rurzyca. Zaczął się taki leśny teren, który zakłóciła ludzka chciwość! Pod Łozienicą, w ogóle na tej całej trasie Łozienica pod Goleniowem pod Rurzycę to taki leśny teren. A może nie długo powiem, że ino był? Dziś pod Łozienicą widziałem jak kilka hektarów lasu brutalnie, i bez skrupułów zostało pozbawionych życia, wyciętych, wyniszczonych. Została tylko pustka, i wspomnienie jak tu było gdy jeszcze w wakacje sobie jechałem i były drzewa. Taki los spotyka coraz większą liczbę lasów, drzew przy drogach. Zjawisko nabiera na sile, jest też ściśle powiązane z nieustającymi zmianami klimatycznymi, nieustającą urbanizacją terenów, poszerzaniem się miast, wsi. Wszystko dookoła się tak bardzo zmienia. A wśród tych zmian, dawnego uroku miejsc coraz mniej, miejsca dla zwierząt, natury - coraz mniej... Ludzie coraz bardziej grabią sobie wszystkie dobra przyrody, w imię ZYSKÓW, CHCIWOŚCI zaprzedali dusze, dziedzictwo, życie swoje, swych bliskich, przyszłych pokoleń. Ponura wizja świata przyszłości, która towarzyszyła mi pod Łozienicę. Potem jakbym o niej zapomniał, gdy wjechałem już na drogę, która prowadzi do Goleniowa. Tam również są lasy, drzewa, które padają ofiarą ludzkiej chciwości. Wkrótce znalazłem się w samym Goleniowie gdzie przed cmentarzem odbiłem na ul. C. K. Norwida, którą dojechałem do ul. Jana Kasprowicza i Dworcowej. Wkrótce dojechałem na Dworzec Główny w Goleniowie, gdzie zakończyła się moja dzisiejsza trasa. Jechałem w miarę szybko, jechało się dobrze. Wielka szkoda, że trasa się już kończy. Przede mną nie mniej weekend, który mam nadzieję, że będzie równie piękny jak dzisiejszy dzień. To może w weekend, albo w kolejne dni sobie jeszcze pojeżdżę, zmierzę się z jakąś dłuższą trasą? :)) Kto wie, co to będzie - a dobra wiem kto wie :) Ja i moi czytelnicy z przyszłości, wiedzą co tam w kolejnych dniach się wydarzy. Ale "JA" zamknięty z chwilą wydarzeń dzisiejszego dnia, nie wiem co będzie dalej - i te piękne zdanie, które właśnie napisałem idealnie kontrastuje jak piękną formą wspomnień, są pamiętniki (np. w formie bloga) :) Ta możliwość nawet po latach odkrywania tej minionej chwili, i świata właśnie z tej chwili, tego dnia... :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)