Dzisiejsza trasa, trasa powrotu ze Szczecina, po nieudanym weekendzie. Taaa nieudany. Powiem wprost, że źle się stało, że w ogóle pojechałem. Bo tylko czas zmarnowałem -.- Jedyna z tego korzyść taka, że udało mi się dwukrotnie zrobić trasę ponad 80 km i to już w LUTYM! Co jest dla mnie wielkim sukcesem. Teraz zaczynam myśleć o zrobieniu trasy 100 km! A jeśli chodzi o mój pobyt w Szczecinie przez weekend, to tylko obiecujące wydają się ostatnie konsultacje z promotorem (konsultacje nr 10 - taka ciekawostka), które miałem 15.02. To w końcu koniec mojej batalii i problemów z pisaniem pracy MGR. Nie jest źle. Nie wygląda to źle - mam do zrobienia naprawdę drobne poprawki, na dobrą sprawę z godzinkę, z dwie i gotowe :) I już bez konsultacji mogę przystąpić do drukowania pracy. Gdyby nie ten już nie cholerny a zajebany kurs z Administracji i Baz Danych, który poziomem nieudacznictwa i braku zorganizowania przebił wszystkie poprzednie weekendy, i to w zasadzie jednego dnia (16.02), tak mnie to wkurwia już. Ja tu przyjeżdżam. Trasę czas. Ryzykuję jeśli chodzi o rower. O tak, znowu się kurwa o ten rower dojebali. Co ciekawe dopiero w sobotę (16.02) się obudzili, i portierka zaczęła cisnąć z jakiego pokoju jestem -.- A rower wprowadziłem w czwartek (14.02) - trasa: Trasa na Szczecin. Także, mam bardzo nieudany jestem. Jestem bardzo zdenerwowany. No i naprawdę piękny, słoneczny dzień od samego rana (16.02) - sobota - poszedł się pierdolić. Roweru wyprowadzić nie miałem jak. Znów nie chciałem zostawać do poniedziałku, abym nie miał przypadkiem nalotu. A tak się złożyło, że kurs był odwołany i w piątek i w niedziele. W sobotę zaś, zmarnowało się cały dzień. I nic z tego nie wyszło. Najbardziej wkurwia mnie fakt, że co nie które osoby uznały, że uznajemy, że kursu nie mieliśmy w ogóle. I odrabiamy termin. NO KURWA no PO PROSTU KURWA NO NIE. To większe absurdy niż na ZUT. Ja sram na to czy ktoś się tu czegoś nauczy czy nie. Założenia prowadzenia tego kursu są debilne. Ciągłe nieciekawe zmiany, w tym zmiany w harmonogramie. Póki co się przemęczyłem, byłem cały czas. Chodź na tym tracę. Najbardziej tracę na rowerze, na treningach, co mnie najbardziej wkurwia. A jak dodatkowo tracę taką piękną pogodę. Nie. Nie dam rady wszystkiego pogodzić. Albo kurs albo normalne życie. Jeśli weekend miałby być brzydki, zimny i deszczowy to OK. Mogę się przemęczyć. W innym wypadku nie. W innym wypadku pójdę śladem kilku osób z kursu, co już z niego zrezygnowało. Ja też zrezygnuję i tyle. Nie muszę na to chodzić. I nie zamierzam. Tym bardziej, że mam problem z rowerem, nie mam gdzie go trzymać. W akademiku już drugi raz się przysrali eh. I wyszła taka sytuacja, że zarówno do Szczecina jak i ze Szczecina jadę w takiej brzydkiej pogodzie.. Moje siły, wytrzymałość są poddawane sporej próbie. Tym bardziej, że na któreś trasie albo właśnie na Szczecin (14.02) albo wcześniejsza, ale podejrzewam, że wcześniejsza: Zmieniona trasa - doszło do uszkodzenia tylnej opony, która ma prawie 10 600 km przebiegu. Bez dzisiejszej trasy oczywiście. Przebieg tylnej opony jest liczony od trasy: Nowy osprzęt - test. To jest kawał drogi, wiele przygód. I taki ma być finał opony: SCHWALBE MARATHON MONDIAL RG LS OPONA REFL 28x1.60?!
No mam nadzieję, że nie. Dzisiejszą trasę przeżyła.. Zrobiło się na niej dziwne pęknięcie, z którego wyszedł balon. Ale nie popuściła powietrza. Dziwna sprawa. Podejrzewam właśnie, że na wspomnianej trasie z 12.02 to się stało. A nie koniecznie na drodze do Szczecina. Ja w końcu na tej felernej trasie najechałem na drut, wystający z drogi. I możliwe, że ten drut zahaczył o oponę i ją uszkodził. Eh. Zresztą przypadkiem odkryłem tą skazę. I nie napawa mnie ona dobrymi odruchami, pełnymi dobrych i miłosiernych słów... no kurwa. Zawsze coś. Nie wiem co będzie z tą oponę. Trochę mi jej szkoda. Opony tej klasy powinny wytrzymać przebieg 12-15 tyś km. Więc jej jeszcze trochę brakuje. Związku z zaistniałą sytuacją, w drodze powrotnej nie pakowałem dużo rzeczy, aby dodatkowo opony nie obciążać. Tylko niezbędne podstawowe rzeczy wziąłem ze sobą. I ruszyłem po godzinie 10. Jest to dla mnie spora próba, i coś czego się trochę obawiałem, następujące po sobie dwie długie trasy (co prawda mam 2 dni odpoczynku za sobą), ale szczerze wolałbym mieć w środku jakąś jedną krótką trasę, niż więcej odpoczynku. Czułbym się wtedy pewniejszy. Mimo moich obaw, kondycja mnie nie zawiodła, Aurelia zresztą też nie. Dzielnie przetrwała całą trasę, która chodź w ciepłym dniu się odbyła (temp. +8℃), była taka szara, ponura, i ciężka.. Naprawdę strasznie mnie złości to, że wczoraj było tak ładnie i wczoraj nie pojechałem.. Gdybym wiedział jak się ułoży ten sobotni dzień, i, jak bardzo mnie wkurwi, to na pewno wróciłbym wczoraj.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 362
Trasa nr [łączna]: 445
Trasa nr [na blogu]: 359
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 18
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 440 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 354 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 10205 km
Stan Licznika Końcowy: 10288.88 km
Stan Licznika Końcowy2*: 10197.85 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9963 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 10047 km
Maksymalna prędkość: 36 km/h
Przejechałem: 83.88 km
Przejechałem [msc]: 291.24 km
Przebieg roweru [rok]: 458.52 km
Przebieg roweru [suma]: 17606.51 km
Przejechalem w 2019: 458.52 km
Podroż dookoła świata (2019) 1.1463 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 44.0163 [%] km
Czas jazdy: 04:28:57 h
Czas Jazdy Suma (blog): 885:02:07 h
Czas Jazdy Suma (2019): 28:45:01 h
Czas Jazdy Suma (luty): 17:00:54 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1108:28:15 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:07:37 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:35:50 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:41 h
Średnia: 18.78 km/h
Trasa z dzisiejszego dnia, kolejne wyzwanie, kolejne ciężkie do przejechania kilometry, które pokonałem bardzo dobrze. O wiele wiele lepiej niż się spodziewałem! Początek trasy miałem nieco ciężko i mało zdecydowany. Przez cały weekend na portierni nie znajdował się przyjazny portier. W czwartek (14.02), gdy wprowadzałem rower siedziało wredne gestapo, z którym miałem spięcie w dniu 05.12.2018 - wspominałem o tym we wpisie z trasy: Szczeciński miejski wojaż
- Wyspa Grocka . Sytuacja skończyła się bez szkody dla mnie. Chodź dzień straciłem na wkurwianie się i wyzywanie wszystkich dookoła. Szczególnie ludzi związanych z tym ustrojstwem ZUT.. pojebana uczelnia, pojebane akademiki. I pierdolnięte bez życia osoby, które pewnie same kończyły te zutowskie ścierwo, że tak tym przeszły, siedzące na tej jebanej portierni. Brak zajęcia i własnego życia pociąga ich do utrudnienia życia innym osobom. Ja się czuję wprost szykowany tylko ze względu na to, że mam rower, i jeżdżę rowerem. Zresztą, nie wspominałem o tym to wspomnę, mój wyjazd do Szczecina w tym roku był mocno kontrowersyjny. Nie którym ludziom mocno nie pasuje to, że jeżdżę rowerem, źle mi życzą. A napięta sytuacja na portierni, która obraca się przeciwko mnie, gdzie widmo wydalenia z akademika znowu się pojawia.., nie pomaga w tej patologicznej sytuacji. Jestem winny temu, że mam rower, że nim jeżdżę, że to lubię, że to sprawia, że jestem szczęśliwy, mniej smutny w życiu. No kurwa.. Dzień bez roweru to dzień stracony. Zauważam to, że im częściej jeżdżę tym jestem bardziej szczęśliwy, mniej smutny. To same korzyści, mile i zdrowo spędzony czas, i weselszy dzień. Lubię tak sobie powspominać o moich dawnych wojażach.. Ale lubię też wybierać się na nowe. Więc tak: przede wszystkim nie dam się zniszczyć przez tą zasraną uczelnię (ZUT), i jej aparatury ucisku. I nie zamierzam się zmienić, rezygnować z siebie z marzeń i możliwości. Wytrwała, regularna praca daje mi takie korzyści jakie dzisiaj otrzymałem. Możliwość pojechania i powrotu ze Szczecina rowerem. Gdzie dzisiaj - zrobiłem trasę (czasowo) znacznie lepiej niż w czwartek (14.02), i szybciej. A do tego jestem mniej zmęczony. Podróż powrotna, rozpoczęła się od wyprowadzenia roweru przez portiernię, nie było zgrzytów. Wyszedłem. Pojechałem. Pojechałem przez Al. Piastów, na ul. Łokietka, a potem w inną ulicę odbiłem, gdzie spotkałem się z kolegą, przed dalszą podróżą. I właśnie dalsza podróż - najcięższy był wyjazd ze Szczecina. Dłużył mi się, był ciężki i męczący. Jechałem strasznie wolno. Tak pod same Dąbie, gdzie dzisiaj wyjątkowo pojechałem ścieżką rowerową, a nie ulicą jak zwykle czyniłem. Nie wiedziałem gdzie dokładnie ta ścieżka prowadzi - to taki element odkrywczy :) A prowadziła ona przez boczne ulice wzdłuż dzielnicy Dąbia aż po duże rondo na ul. Goleniowskiej, gdzie wyjechałem z powrotem na ulice, skierowałem się przez Załom, Pucice, Kliniska i Rurzyce w stronę Goleniowa. Gdy minąłem te rondo na ul. Goleniowskiej w Szczecinie, strzała prędkości we mnie uderzyła, i przeważnie jechałem > 20 km/h. Za Goleniowem wzdłuż trasy S6 zdarzało się pędzić nawet > 30 km/h! Przez większość trasy było mi zimno, i nieprzyjemnie. Dodatkowo brakowało mi ważnego surowca na trasę. Nie zakupiłem sobie wody. A dziś niedziela niehandlowa. Ten problem jednak rozwiązałem. Biorąc na trasę herbatę! XD, która o dziwo się sprawdziła. Przez całą trasę poszła mi 1,75L butelka herbaty! Trasę dzieliłem sobie na etapy - najważniejszym etapem było dojechać do Goleniowa. Później jakoś pójdzie. Gdy tak się stało, mimo chwilowego zmęczenia, jakie miałem mijając Goleniów - dałem radę. Za Goleniowem zjechałem na trasę S6 i jechałem wyłączoną dla ruchu samochodowego częścią drogi. Aż pod Kikorze, pod most w Kikorzu, który uniemożliwia mi zrobienie całej trasy (Nowogard - Goleniów) po drodze S6! Tego mostu wciąż nie ma. Wciąż nie jest gotowy.. wciąż i wciąż.. narzekałem już na to w przeszłości na trasach: Na szlakach S6 - Goleniów (03.05.2018) i Na szlakach S6 - Goleniów (15.08.2018) a także na późniejszych wojażach na Szczecin: Na szlakach S6: Płoty - Goleniów i Trasa na Szczecin (05.11). Mimo moich wielkich nadziei, most wciąż nie jest skończony. Chodź na upartego gdyby nie był chroniony przez bramę bym po nim pojechał. No cóż, może będzie mi dane po nim się przejechać i zrobić całą trasę na szlakach S6. Całej trasy i tak się zrobić nie da przez odcinek Nowogard - Żabowo oraz Żabowo - Lisowo. Przed Lisowem nie ma wjazdu na część trasy S6 do Płot. Niestety.. Wciąż. Sama obwodnica Płot też nie jest do końca skończona. Nadal. A już mnie to tak denerwuje. W końcu prace trwają ponad 2 lata, gdy na serio ruszyły. Ja wkrótce kończę studia, zaczynam pracę. Będzie mi ciężko wybrać się na szlaki trasy S6. A nie chciałbym przerwać tego projektu - na szlakach S6 tylko dlatego, że budowlańcy się opierdalają i wciąż nie jest możliwy przejazd całą drogą. Eh. A całkiem możliwe, że za 2 tyg, jeśli się zdecyduję pojechać na kurs - to znów wybiorę się rowerem na Szczecin (01.03 - 03.03) :)) Tylko musiałbym trzymać rower gdzie indziej niż w akademiku. No cóż - trasa trwała dalej, jechałem i jechałem. I to dość szybko, nie szczędziłem tępa i sił. I gdy minąłem już Żabowo i w stronę Lisowa się poruszałem - wpadłem na genialny pomysł ;) Pojechać techniczną drogą do punktu Obsługi Drogi Ekspresowej. Eh :) Świetny pomysł. Ta droga nie jest do końca zrobiona, chodź takie sprawia wrażenie. Wpierdoliłem się tylko w błoto. Spadła mi średnia prędkość, którą nadrabiałem. No nie ważne, ogólnie jakoś dałem radę dojechać. Uzyskując naprawdę ładny czas, z którego jestem bardzo zadowolony :) Nie, żebym narzekał na czas z 14.02.. Dzisiejszy jest jednak naprawdę piękny. Nawet znacznie lepszy niż czas z 10.11.2018: Droga ze Szczecina. A i taka ciekawostka ;> W tym roku, w ten weekend zarówno droga na Szczecin i ze Szczecina odbyła się w brzydkiej aurze pogodowej (chodź była wysoka temp. ok. 10℃). Trasy na Szczecin z 2018 r., są podobne. Zarówno w temperaturze, jak i aurze pogodowej. No może poza wyjątkiem trasy na Szczecin z 05.11. Jeszcze jedną ciekawostkę podam w Listopadzie 2018 r. na Szczecin jechałem przy krótkich rękawiczkach rowerowych. Teraz jechałem w długich. Na krótkie jest dla mnie za zimno (próbowałem 14.02) - i szybko założyłem długie (stawałem wtedy na wysokości piekarni w Płotach). Co by jednak nie mówić, jestem dumny i zadowolony z moich wszystkich tras, i tych krótkich i tych długich. Bowiem każdy wyjazd, udany czy nieudany, dokłada jakąś cegiełkę do przyszłego sukcesu, w końcu jak już w przeszłości rzekłem: MIARĄ SUKCESU JEST SUMA PORAŻEK.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)