Trasa z dnia dzisiejszego jest moim powrotem po 19 dniach bez jeżdżenia. Dosłownie 20 dni temu w dniu 08.12 odbywała się moja ostatnia trasa: Grudniowe przymrozki. Kolejne dni nabrały tej niechcianej zimowej aury, i ostatecznie wypadłem kolejny raz z rowerowego obiegu. Kolejny raz jestem w tym roku chory. W zasadzie to samo co poprzednio, co złamało mnie w październiku. Wróciło. Choć nie tak mocno ale w sumie dłużej mnie trzymało. Więc kolejne dni bez roweru. Już nawet nie mam żadnych marzeń i nadziei. Spełnia się jednocześnie to o co się martwiłem tak bardzo na nadchodzące ostatnie dni w roku. Czyli o pogodę. O powrót zimy, który mógłby utrudnić jeżdżenie. I proszę. Ten powrót następuje. Nie są to warunki dobre do jeżdżenia. W ostatnich dniach bywało nawet po -20℃ w nocy i nad ranem. Wciągu dnia spory utrzymujący się mróz. Opady śniegu, lód. Sytuacja na dzień dzisiejszy nie jest aż tak tragiczna jak jeszcze kilka dni temu po sporych opadach śniegu: Białe święta 2021 r. oraz Prognoza pogody na święta 2021r. - TwojaPogoda.pl. Jednak do ideału jej sporo brakuje. Przez ten całodobowy mróz. Jak zwykle mamy do czynienia z taką sytuacją, że planowana odwilż następuje za późno niż powinna i nie tak mocno jak powinna. Czyli najlepiej już wczoraj (tj. 27.12) a jak nie to dzisiaj (tj. 28.12) powinna następować ta plusowa temperatura. I to najlepiej całodobowo. Poprawiłoby to sytuację na drogach. Szczególnie tam gdzie nie było utrzymania zimowego. A więc mniej uczęszczane drogi, które służby i zarządcy mają w poważaniu. Ta sytuacja dzisiaj skłoniła mnie do zmiany moich rowerowych planów. Po prostu nie było sensu pchać się na te oblodzone drogi. Co innego gdyby zamiast -3℃ byłoby już +3℃... I to najlepiej od rana. To na po południe robiłoby się już znośnie... A tak jak zawsze planowane zmiany są za późno wdrażane. Na temp. plusowe można liczyć dopiero jutro tj. 29.12. I to bez szału - maksymalnie +1℃. Więc na efekty tego "odmrażania" będzie trzeba poczekać do kolejnych już cieplejszych dni tj. dosłownie ostatnich dwóch dni tego roku (30.12 i 31.12).
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 959
Trasa nr [łączna]: 1040
Trasa nr [na blogu]: 954
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 214
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1030 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 944 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 4484.69 km
Stan Licznika Końcowy: 4496.76 km
Stan Licznika Końcowy2*: 4497.13 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 17107 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 17119 km
Maksymalna prędkość: 25 km/h
Przejechałem: 12.07 km
Przejechałem [msc]: 105.44 km
Przebieg roweru [rok]: 9177.94 km
Przebieg roweru [suma]: 41189.3 km
Przejechalem w 2021: 9177.94 km
Podroż dookoła świata (2021) 22.9449 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 102.9732 [%] km
Czas jazdy: 00:51:23 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2366:40:05 h
Czas Jazdy Suma (2021): 566:06:25 h
Czas Jazdy Suma (grudzień): 06:42:47 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2590:06:13 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:20:33 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:38:43 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:04 h
Średnia: 14.2 km/h
Dzisiejsza trasa po tej wymuszonej smutnej przerwie, gdzie znów zdaje sobie sprawę, że mnie nic w życiu nie wychodzi - znów? Nie wiem czy znów - po prostu bez nadziei na lepsze jutro powracam do jeżdżenia. Do mojej codzienności, która w taki nieprzewidywalny, nagły sposób ode mnie odeszła. Ten rok był ciężki. Pod wieloma względami. Wiele się działo niekoniecznie dobrego. Przyniósł wiele strat, zawodu i cierpienia. Kilka razy byłem chory. Czuję po sobie, że się sypię. Ze zdrowiem coraz gorzej. Nigdy tak często nie chorowałem. A teraz co chwila mnie coś bierze. Osłabiony jestem. Z niczym sobie nie radzę. A to nie jedyne problemy z jakim przychodzi się nam spotykać. Choć to nie jest oficjalnie potwierdzone, ale nasz kraj stracił w roku 2021 r. ponad 500 000 tyś obywateli. Wśród nich są również tacy których osobiście znałem. Pewnie każdy z was, ma choć jedną taką osobę. Nie wierzę w to, że w kręgu waszych bliskich, znajomych, lub rodziny nie doszło do żadnych tragedii w tym kończącym się 2021 r. To mnie dodatkowo smuci i przybija. Szczególnie byłem rozwalony psychologicznie w okresie przedświątecznym i w okresie świąt Bożego Narodzenia. Nie ma tu mnie co cieszyć. Posypały się w tym roku długoletnie znajomości przez upadający komunikator: Gadu-Gadu. Już w zasadzie nie został mi tam nikt z kim bym pisał. A zaczynałem ten rok z dwoma osobami, które znałem od lat, z którymi prawie codziennie pisałem odkąd się znaliśmy (01.01.2011 r - 28.01.2021 r., 25.08.2016 r - 23.12.2021 r.). A teraz przepadło. Pierwszy raz pojawiły się drobne nie porozumienia w szkolnej rzeczywistości, co dało mi do myślenia o tym, że ta cała szkoła i związana z nią rzeczywistość może nie jest takim rajskim miejscem za jakie chciałem je uważać :( Może nie wszyscy są tutaj aż tak wspaniali. I ostatecznie życie wcale nie jest piękne. W Grudniu, te krótki i jeszcze bez roweru, ze świadomością kończących się kolejnych znaczących dla mnie znajomości, i tym wyobcowaniu w świecie.. Było mi tak smutno. Niektóre dni były naprawdę ciężkie, jak te ostatnie w szkole przed Wigilią. Jak dzień szkolnej Wigilii - który w tym roku wypadł 17.12. Nie mam już na nic sił. A już na pewno na to aby wierzyć, że będzie dobrze. Tak sobie wspominałem moje głównie samotne wyjazdy rowerowe. Ale nawet gdyby nie były samotne, na końcu i tak przychodzi do mnie ta myśl, że przecież koniec końców z nikim nie dzielę tych wspomnień, tych dni, tych wydarzeń. I jestem sam. A tak bardzo pragnę bliskości w te długie zimowe wieczory. Czy naprawdę moje spojrzenie na szczęście i idealny świat jest tak mocno abstrakcyjne, tak bardzo złe, że nie mogłoby być czymś realnie osiągalnym ehh.. I tak w końcu przechodzimy do dzisiejszego dnia. Z brakiem nadziei. Krótka trasa. Taka dla zasady. Miałem jechać na Makowice. Ale zniechęciła mnie nieodśnieżona, nie posypana droga tuż za technikum. Więc wróciłem i pojechałem pod Sowno. Gdzie nawróciłem przy śladzie współczesnych mordów. I znów nasuwa mnie się przykład z tymi jeszcze nie potwierdzonymi 500 tyś zgonów w Polsce. Rok się jeszcze nie skończył. Potrwa jeszcze 3 dni. Naprawdę strach myśleć o tym, co jeszcze wciągu tych 3 dni może się wydarzyć i kogo jeszcze z nami już nie będzie.. Myślę o tym, tym smutniej w kontekście moich życiowych niepowodzeń i zbyt długiej absencji od roweru. Nie czeka mnie szczęście i radość. Jednak mam nadzieję, że dobry Bóg pozwoli mi dotrwać do 100 000 wspólnie z Aurelią spędzonych kilometrów. Wtedy mogę szczęśliwie odejść z tego świata, zostawić za mną coraz bardziej szerzące się w tym świecie zło. A tego jest sporo. Tych morderstw wobec natury. Tych morderstw wobec zwierząt. Tej nienawiści wobec innych ludzi. Tego smutku robi się zbyt dużo. Nie mam już nadziei, tyle straciłem w tym roku, a mogło być tak pięknie. Tyle straciłem... :(
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)