Dzisiejsza trasa była "mimo wszystko". Pomimo przeszkód i przeciwności losu. A także dla dbania o kondycję psychiczną. Po prostu potrzebowałem się przejechać. Nie mogłem pozwolić sobie na kolejny dzień bez jazdy - więc zmotywowałem się do jazdy Aurelią z rana mimo nie sprzyjających warunków pogodowych. Było szaro i wietrznie z rana. Nie przyjemnie się jechało. Wydało mi się, że jest zimno ale chyba tak nie było bo przyjechałem taki cały upocony. Więc musiałem się przegrzać. A z drugiej strony się jakoś ciepło nie ubierałem. Nie to było najważniejsze jednak - najważniejsze było to, że przyjechałem tym rowerem. Drugim celem było jak najszybciej nim stąd odjechać aby zdążyć wrócić do domu, wykąpać się, przebrać. I jechać na drugą część trasy gdzie bezwzględnie musieliśmy jechać zaraz po godz. 16 ze względu na wciąż krótki dzień - na ten przykład dzisiaj zachód słońca następuje o godz. 17:33. W praktyce o tej godzinie jest już o wszystkim czyli realnie cała akcja zaczyna się gdzieś z 15-20 min szybciej. Jest to nieco później niż było - ale wciąż wcześnie... I ma to realny wpływ na różne plany - choćby dzisiejsze - zachód słońca w Dźwirzynie na wale przeciwpowodziowym. W weekend nie udało się nam tam być z pewnych powodów, to wstępnie pomyślałem, że może dziś? Tylko, że pogoda niezbyt zachęcająca. Szaro, szaro. A co najgorsze wciągu dnia wiatr w ogóle ustał i chmury się nie przesuwały. Nie poddawałem się jednak - ja się nigdy nie poddaję - i pojechałem. Czasem - ale to tylko czasem, bywa tak, że jeszcze się słońce przebija gdy już jest ten ostatni na nie czas... I jest tak pięknie, wyjątkowo a co najważniejsze: nie powtarzalnie. Dzisiaj tak nie było - jednak ważniejsze jest to, że po krótkiej przerwie od rowerowania powróciłem do jeżdżenia. Znalazłem dość dużo motywacji aby z rana ruszyć, miałem dogodne warunki aby jeszcze przed godz. 14 ze szkoły pojechać. I w dość ładnym czasie wróciłem do domu. Cała trasa do pracy, czy tu dokładnie "do szkoły" się powiodła. A to, że plany na drugą część dnia się nie udały - no trudno - nie zawsze muszą się udawać... W końcu gdyby codziennie były wschody czy zachody słońca - nie byłyby takie wyjątkowe.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1384
Trasa nr [łączna]: 1462
Trasa nr [na blogu]: 1376
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 28
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1449 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1363 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 19915.5 km
Stan Licznika Końcowy: 19936.69 km
Stan Licznika Końcowy2*: 19817.29 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 32396 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 32417 km
Maksymalna prędkość: 30.4 km/h
Przejechałem: 21.19 km
Przejechałem [msc]: 424.07 km
Przebieg roweru [rok]: 777.81 km
Przebieg roweru [suma]: 56636.39 km
Przejechalem w 2024: 777.81 km
Podroż dookoła świata (2024) 1.9445 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 141.591 [%] km
Czas jazdy: 01:04:49 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3391:47:16 h
Czas Jazdy Suma (2024): 51:17:21 h
Czas Jazdy Suma (luty): 26:22:46 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3615:13:24 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:53:03 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:49:54 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:03 h
Średnia: 19.87 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego była stricte techniczna. Po prostu potrzebowałem się przejechać a po prostu jest mi ciężko znaleźć na to czas bo jak nie inne sprawy, to pogoda nie taka a to się źle czuję. Na ten przykład wczoraj się słabiej czułem - taki padnięty byłem, że nawet nie myślałem aby iść się przejechać. No bo gdybym się wczoraj przejechał to dzisiaj nie miałbym takiego ciśnienie, że muszę się przejechać... A tak musiałem - mimo wszystko. A jak zwykle "los" czy "życie" nie było sprzyjające. Wstałem nieco za późno, przyjechałem prawie o 8 do szkoły. Aby plany miały sens musiałem się zwinąć tak szybko jak to możliwe. Takie nastawienie jakie by nie było i jakby na nie nie patrzeć miało jednak swoje dobre strony - trochę szkolnych zajęć zrobiłem. A to, jaka była dzisiaj znowu nerwowa sytuacja w szkole - to już inna inszość. Pewnych konfliktów się nie uniknie. Tak samo jak durnych decyzji zarządzających tą szkołą - no ale co zrobić. Najlepiej to robić swoje i to co nas uszczęśliwia i daje siły na kolejne dni! W moim wypadku to akurat rower. Potrzebowałem się przejechać i dobrze, że się przejechałem. A to, że nie było idealnie jak się zaplanowało - w sensie pogody - no cóż. Nie mogę sobie nic zarzucić. Przygotowałem się do wyjazdu, zrobiłem wszystko co mogę aby jak najlepiej wykorzystać czas i o odpowiedniej porze być na miejscu - gdzie mieliśmy dzisiaj z JS podziwiać zachód słońca. A to, że pogoda nie dopisała... Nie ma się na wszystko wpływu - np. na debilne osoby w miejscu pracy i ich jeszcze debilniejsze decyzje i działania. W tym roku, czy z mijających dni najbardziej kontrowersyjny temat to rekolekcje. Trudno mi to jakoś nazwać - jakaś parodia i indoktrynacja dzieci a nie rekolekcje. A do tego brak "wolnego" w sposób szczególny odbiera sens tym działaniom. No i robić rekolekcje w lutym?... Za moich czasów pamiętam, że to było tuż przed świętami w kwietniu i szło się jedynie do kościoła na 2-3h - na pewno nie na godzinę - i potem miało się dzień wolny. Nie wracało się do szkoły na zajęcia. I takie rekolekcje ten czas miał jakiś sens. To co się odwala w tej szkole nie ma sensu. A jeszcze zaangażowanie szkoły do tych spraw - można powiedzieć: nadmierne... Tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że tak wiele decyzji dyrekcji szkoły poszło w złym kierunku. A na koniec odbija się to oczywiście na pracownikach a nie na tych, którzy zarządzili złe decyzje. Nie chcę się jednak na ten temat niepotrzebnie rozpisywać - przynajmniej tutaj. Sprawę opisałem w swoich szkolnych raportach: "Praca życie Trzygłów na rok szkolny 2023/24". Z dzisiejszej już typowo rowerowej trasy - zaskakujący jest bardzo ładny czas w jaki zrobiłem trasę. Takie możliwości jak dziś nie często się zdarzają i to wydawać by się mogło w takich mało korzystnych warunkach pogodowych...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)