29.06.2018
Jazda nr: 249

Tagi: tr50stka, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa jest wyczekiwanym od dawna dniem podczas którego rozliczyłem się z wiosennych i początkowo letnich treningów na trasie "50-tce". To nie ma już większego sensu. Tylko się zniechęcam do trasy wciąż i wciąż ją robiąc bo ileż można jeździć po tych samych trasach i tych samych stronach? Trasa miała się zakończyć całkiem inaczej niż się zakończyła. W końcu planowany finał miał obejmować 100 km trasą i dwukrotne przejechanie się po całej długości trasy 50-tki, takie rozwiązanie nie było jednak możliwe z powodu kilku czynników, które szeroko działają na moją niekorzyść. Po pierwsze - pogoda, jest słaba. Jest znacznie chłodniej niż chociażby w dniu wczorajszym (chłodno i nieprzyjemnie), wieje. Oczywiście, że pogoda to nie wszystko! I w normalnych warunkach nie miałaby na mnie większego wpływu czego dowodzą inne trasy pokonane w podobnych pogodowych warunkach a zakończone sukcesem jak np: Próba charakteru i siły albo Wiejskie przygody (04.07.2017). Obydwie trasy odbywają się właśnie w słabych warunkach pogodowych - na które zdążyłem już ponarzekać. Jak widać pogoda to nie wszystko, ale pogoda + inne problemy, a także problemy z rowerem, które dają się mocno we znaki (ciężko działa) - sprawiają, że z jazdy nici. Chodź myślę, że dzisiaj wyjątkowo duży wpływ na mnie miała sama pogoda. Nie mogę przecież patrzeć na to, że w poprzednich latach w podobne warunki pogodowe - jeździłem i to jeździłem dużo! Poprzednie lata, miesiące i moje poprzednie wyjazdy nie mogą się przecież równać z próbą z którą mierzę się tu i teraz. To są różne światy i niestety nie mogę żyć przeszłością, a obawiam się tego, że wspomnienie o przeszłości jest jedynie tym co mi pozostało. Już od kilkunastu dni nie idą mi za bardzo moje jazdy, nawet krótkie dystanse są męczące. A to nie napawa mnie optymizmem, jaki powinien wynikać z początku wakacji i możliwości jakie niosą wakacje. Jednak nie chcę odwodzić się myślami od dzisiejszej trasy, którą nazywam jednak finałem tras 50-tek, chodź ten finał jest taki oszukany. Trasa nie odbyła się w całości po trasie 50-tki, tylko częściowo po niej. Dość szybko zdałem sobie sprawę, że na nic dłuższego nie mam dzisiaj szans. Zdałem sobie sprawę, że jak wrócę to już w trasę ponownie nie wyjadę. A z każdą godziną dnia zamiast być lepiej i poprawiać moje myśli było wręcz przeciwnie - gorzej. Chłodne powietrze, silny wiatr - to mnie zniechęcało. A dzień zaczynał się tak ładnie i dawał nadzieje, że jakoś się skończy. A tak niestety nie będzie. Już pierwsze kilometry, nim jeszcze dojechałem do Truskolasu dawały mi znać o zmęczeniu i daleko idącym zniechęceniu się do trasy. Gdy już minąłem Truskolas, Wierzchy i byłem na drodze w stronę Miętna nawet w wyobrażaniu nie miałem tego, że mógłbym dzisiejszego dnia jeszcze raz przejeżdżać w tych stronach. Oczywiście na dzisiejszy wjazd czy w pewnym sensie porażkę - nie może mieć wpływu wczorajsza, krótka jazda: Makowice i za pewne nie ma. Ale to mnie dodatkowo dobija - bo być może gdybym się zdecydował na wyjazd wczoraj to by mi się udało :) A ja się uparłem, że musi to być piątkowy dzień i efekt jaki jest taki widać - czyli dość mizerny.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 251

  • Trasa nr [łączna]: 335
  • Trasa nr [na blogu]: 249
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 13
  • W tym roku: 64

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 331 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 245 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 6081.88 km
  • Stan Licznika Końcowy: 6151.24 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 6095.94 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5829 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 5898 km

  • Maksymalna prędkość: 30.3 km/h

  • Przejechałem: 69.36 km
  • Przejechałem [msc]: 725.96 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2598.09 km
  • Przebieg roweru [suma]: 13468.9 km

  • Przejechalem w 2018: 2598.09 km
  • Podroż dookoła świata (2018) 6.4952 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 33.6722 [%] km

  • Czas jazdy: 04:42:50 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 633:02:34 h
  • Czas Jazdy Suma (2018): 165:58:13 h
  • Czas Jazdy Suma (czerwiec): 44:33:28 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 856:28:42 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:25:39 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:35:36 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:31:19 h

  • Średnia: 14.76 km/h
Słaba trasa trwała w najlepsze, w tym roku wiele razy przejeżdżałem w tych stronach, mijając znane mi wsie Glicko, Sikorki, czy Grabin. Na drodze do Grabina byłem pewny tego, że dzisiaj podwójnej 50-tki nie zrobię. Starałem się więc znaleźć jakąś alternatywę by dzisiejszy wyjazd nie był całkiem słabym wyjazdem przegrańca, jakim się czuję. Obmyśliłem więc ciekawy plan w którym to postanowiłem z drogi DW106 nie zjeżdżać na Unibórz a pojechać dalej - do Golczewa, i z Golczewa do Mechowa i z Mechowa na Popiele i może taką trasą wrócić. Co prawda nie da mi to 100 km dystansu, ale da znacznie więcej niż tradycyjna trasa 50-tka, której dystans zamyka się zwykle w 49 km trasie. Postanowienia wcieliłem w życie. Aby uatrakcyjnić sobie wyjazd, na DW106, gdy minąłem już Grabin, zjechałem w leśne ścieżki i nimi się kawałek przejechałem. Sprawdzałem pewną teorię, że w lesie nie ma komarów ;] Niestety to nie do końca prawda, bo trochę ich było. Zwykle takie malutkie - niby nie groźne. Gorsze są końskie muchy - co bez powodu obsiadają i zaczynają się wgryzać.. W tym roku jest ich prawdziwa plaga! Ah ten las, to tylko inspiracja do dalszych działań - tj. tras leśnych, które raczej będę wykonywał na jesień :) - będzie bezpieczniej. Wkrótce wróciłem na asfaltową drogę, która dla mnie jest bezpieczniejsza niż leśne ścieżki, i jak postanowiłem tak zrobiłem, zajeżdżając do Golczewa. Trochę czasu minęło, gdy ostatni raz jeździłem w tych stronach! Minąłem wkrótce Golczewo, udając się do wsi Mechowo przez Upadły i Wołowiec. Ciężko mi się jechało po tej dziurawej drodze, która jest tak zniszczona -.- A kolejne nieudolne akcje łatania dziur na nic dobrego się nie zdają tylko pogarszają ten stan rzeczy. To tym bardziej nie rozumiem po co remontować drogi? Im dalej jednak tym gorzej. Wkrótce dojechałem do Mechowa, i z niego odbiłem na drogę do Popieli. Co tu się dzieje - to masakra. Nieustające niszczenie natury i drzewostanu, zniszczone drogi. Prawdziwa tragedia miała dopiero nastąpić i nastąpiła, tuż za wsią Wołczyno. Jadąc po tej dziurawej drodze usłyszałem trzask, zatrzymałem się kilkadziesiąt metrów dalej, ale już nie miałem czego ratować. Pękła butla z wodą (1.75 L) w kilkanaście sekund wylało się na drogę i nie zostało nic : To nie jest pierwszy raz, jak jeżdżąc takimi drogami dochodzi do takich uszkodzeń butelek. Ale zwykle to były małe dziurki, przez które woda się dość wolno sączyła. Ale nie dzisiaj! Dzisiaj wielka dziura, że palec można wsadzić, pozbył mnie i tak ubogich zapasów wody gazowanej. Nie dość, że jestem bez środków finansowych na organizowanie moich wypraw rowerowych, nie dość, że przez brak samochodu, muszę kombinować z przewożeniem np. tej wody, to jeszcze dochodzi do uszkodzenia butelek. A gdyby to była moja ostatnia butelka?! A gdybym jeszcze miał w planie jechać w dłuższą trasę!? Same problemy się mnie trzymają od pierwszych dni wakacje, które można liczyć od 20.06, gdy jak lawina ruszyła fala nieszczęść. W tej małej chwili słabości byłem bliski od porzucenia dwóch butelek (pustej i uszkodzonej) na drodze i ruszenia w dalszą stronę. Jednak - nie zrobiłem, tak zabrałem śmieci ze sobą i ruszyłem dalej. Byłem zmęczony już jazdą, miałem zrobione ponad 50 km. Normalnie jakbym trasę 50-tkę, moja próba dobiegła by już końca -.- A ja się wkręciłem w kolejne bezsensowne kilometry. Nie miałem do końca zaplanowanego przebiegu trasy ale ze względu na to, że jeździ mi się coraz gorzej, postanowiłem obrać najkrótszą ze ścieżek, która wiodła do Popieli z Popieli na Rzęśnicę a z Rzęśnicy do Trzygłowa i dalej na Baszewice. Ale niech szlak trafi te drogi w tych rejonach! Nie dość, że się ciężko i źle jedzie, to jeszcze jazda po tak zniszczonych drogach..To była masakra, która się ciągnęła i ciągnęła. Niby z każdą chwilą byłem coraz bliższy celu. A jednak - w mojej świadomości to się ciągnęło znacznie dłużej. Dojechałem do Baszewic a z nich odbiłem na Grębocin, z którego odbiłem na DW109, i wróciłem... w końcu wróciłem. Droga masakra! Nie wyobrażam sobie zrobienia dzisiaj 100km! To nie możliwe się wydaje. Za ciężko mi się jeździ, coś mi się z rowerem dzieje ; Bo to nie możliwe, że mi aż tak forma upadła. Znowu coś mi się z rowerem dzieje, co mnie tak dobija biorąc pod uwagę wiele negatywnych aspektów ostatnich dni. Cieszy mnie tylko to, że dzisiejsza trasa dobiegła końca. A czy na pewno postąpiłem dobrze wydłużając sobie przebieg trasy? Nie wiem - mam co do tego mieszane uczucia.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa29czerwca2018zdj2.jpgtrasa29czerwca2018zdj3.jpgtrasa29czerwca2018zdj4.jpgtrasa29czerwca2018zdj5.jpgtrasa29czerwca2018zdj6.jpgtrasa29czerwca2018zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)