30.06.2020
Jazda nr: 626

Tagi: dw109, morze, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego mimo niepogody, nie zachęcających zjawisk za oknem i tak poprowadziła mnie w stronę nowych przygód, nowych tras i odwiedzin a także realizowania znanych ważnych punktów moich tras. Oczywiście jednym z elementów trasy było sprawdzenie co się dzieje na przebudowywanej drodze DW109. We wpisie: Trzebiatów: "remont DW109" - przedstawiałem bardzo optymistyczny scenariusz, oparty na kilku dniowej uczciwej pracy roboli, którzy tak nagle z dnia na dzień kilka km warstwy ścieralnej położyli a na kolejny dzień licząc od jej położenia już jeździły nią samochody. To w sumie nie jest dużo roboty, dosłownie wciągu dnia gotowe - wylany asfalt, po którym pojeździli walcami, nasypali kruszywa i na drugi dzień puścili auta, i zaczęli pracować dalej. Od trasy jednak mijało parę dni. W tym czasie bywałem w Gryficach jak nie samochodem to rowerem i jest coś czego się spodziewałem. Zapał do pracy zmalał. Znacznie mniejsza ilość pracowników i idące za nimi zaangażowanie musi się kończyć w ten sposób. Zawiodłem się a przy okazji mocno mnie to wkurwia. No ile można jeszcze znosić przeciągające się prace na tym cholernym odcinku drogi, w szczególności licząc się z tym, że pozostały do zrobienia fragment ma może z 4-5 km.. I tak ciężko im to skończyć?! Zamiast zrobić raz dwa i przestać wnerwiać ludzi, mieszkańców czy turystów których jest sporo w te wakacje.. To wolą się znowu tygodniami opierdalać, robotę zostawić po to aby za kilka tygodni ni z tego ni z owego nagle mocno się wziąć do roboty. Ten stan rzeczy rozwala każdemu system. Ja już może za kilka tyg. nie będę miał czasu na zabawy i jeżdżenia za nimi.. Może w końcu pracę dostanę. Zależy mi aby skończyli tą zabawę. A to nie. Ta zabawa trwa od skrzyżowania na Baszewice, po nic nie robienie na krzyżówce do Brodników. Dalsze nic nie robienie jest pod Gryficami, gdzie tygodniami stoi sygnalizator, część drogi jest rozwalona i nic się tam dosłownie nie dzieje. Nikogo tu nie ma. Nie lepszy cyrk jest na wyjeździe z Gryfic w stronę Górzycy, choć tu coś faktycznie zaczęli robić. Ale to jest jeden wielki burdel, który potęguje nikomu niepotrzebne i uwaga JEDNOSTRONNE obejście Gryfic od drogi DW105 do DW110 (od strony Brojców - droga DW105) w stronę Cerkwicy (DW110). Jeden wielki burdel i nieporozumienie który trwać będzie co najmniej do końca 2020 r. To jednak mnie tak nie rusza, rzadko jadę tą drogą. Najbardziej rusza mnie fragment na Gryfice, gdzie oczekiwałem, że naprawdę do końca msc go zrobią a to nic z tego. Gdyby tego było mało to mostu pod Górzycą też nie zrobili.. Zawiedziony tym wszystkim i dalej w takiej słabej wietrznej pogodzie, jechałem dalej.. Jadąc nowymi nieznanymi mi dotąd wiejskimi ścieżkami zmierzałem do Rewala, aby z niego przejechać do Pobierowa, i wracać przez Stuchowo.. Jak zaplanowałem tak się stało, choć był to kawał drogi.. Przez większość trasy niestety wiało i było szaro.. I właśnie ten wiatr, zabieranie przez chmury słońca działał na mnie od rana zniechęcają. Obniża to odczuwalną temp. i moje chęci do wyjazdu.. Zwyciężyła jednak dzisiaj silna wola. Mocno się nastawiłem na ten wyjazd - przez kwestię związaną z przebudową tej cholernej drogi DW109 i z chęcią zrobienia jakieś dłuższej trasy. Wyjścia z patowej sytuacji jaka utrzymuje się u mnie od Czerwca - no może nie od początku msc, ale w trakcie tak się stało, że jakoś słabiej mi się jeździ.. Mniej jeżdżę.. I jakoś nie idą mi te trasy. Chciałem to przezwyciężyć dzisiejszym wyjazdem.. :) Który miał mieć w sumie coś koło 90 km. I tak prawdę mówiąc miałbym na końcu coś koło 95-96 km. I jakoś nie chciało mi się dobijać tego do tych mitycznych 100 km. A jednak uległem namowie kolegi PK, z którym czasem jeżdżę ;) I zrobiłem po Płotach mają pętelkę, i kilka pętelek koło osiedla gdzie mieszkam. Zrobiłem tym samym prawie 100,00 XD W sumie wyszło mi 100,020 km. Więc tak naprawdę 100,00 xD Nawet do 100,1 km nie dociągnąłem w ten sposób.. A to pech. Nie mniej, dzisiaj miałem jakoś dużo sił, i z powodzeniem zrobiłbym co najmniej kilkanaście km. A tyle nie było mi dane..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 630

  • Trasa nr [łączna]: 712
  • Trasa nr [na blogu]: 626
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 15
  • W tym roku: 106

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 703 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 617 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2745 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 2845 km

  • Maksymalna prędkość: 34.6 km/h

  • Przejechałem: 100.02 km
  • Przejechałem [msc]: 732.58 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4281.13 km
  • Przebieg roweru [suma]: 26846.86 km

  • Przejechalem w 2020: 4281.13 km
  • Podroż dookoła świata (2020) 10.7028 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 67.1171 [%] km

  • Czas jazdy: 05:53:53 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1472:37:09 h
  • Czas Jazdy Suma (2020): 274:13:49 h
  • Czas Jazdy Suma (czerwiec): 45:39:38 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1696:03:17 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:02:39 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:35:13 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:15 h

  • Średnia: 17 km/h
Dzisiejszy wyjazd to mój powrót do formy, która mi nieco opadła po pierwszych Czerwcowych wyjazdach. W zasadzie w każdym roku mam taki trudniejszy okres, który jest trudno przezwyciężyć w którym idą mi te jazdy słabiej i gorzej.. W tym roku wypadł on na koniec pierwszej połowy msc, i trwał prawie pod sam koniec miesiąca. Przezwyciężam ten okres słabości (przynajmniej mam taką nadzieję), dzisiejszą trasą, która poprowadziła mnie w szlaki naszego pięknego Bałtyckiego Morza. Ciężko się było jednak ruszyć w dzisiejszą podróż, pogoda, pogoda i jeszcze raz pogoda. W weekend grzało, i wiało. Teraz jest chłodniej, częściej szaro, albo przeplatanka - słońce, brak słońca. A do tego silny wiatr, który towarzyszył mi od początku prawie do końca trasy. Najgorzej było nad samym morzem ale się nie poddawałem. Przezwyciężyłem również fochy Aurelii, które zdają się mają coś wspólnego z chujowym smarowidłem do łańcucha. Dość gęste, i może przez to przez jakiś czas źle mi się jeździ? Dzisiaj miejscami też mi się źle jechało. Choć miejscami było lepiej.. A miejscami gorzej. Na razie starałem się o tym nie myśleć i skupiać na samej trasie. Starałem się także nie skupiać uwagi na debilach i nierobach co biorą się za pracę na budowie nie mając o tym pojęcia.. (DW109) i niekończący się od prawie 2 lat problem. Im dłużej to trwa tym większą frustrację powoduje. Także może sobie odpuszczę pisanie o problemie przebudowy tej drogi. Skupię się na tym co się działo pod Górzycą. Przez chwilę spadł na mnie mały problem. Otóż mogło się okazać, że nie przejadę mostkiem. Był zastawiony przez sprzęt i pracowników, co udają, że coś tam robią. Postałem tam jednak dłuższą chwilę.. Odjechali to ja śmignąłem między nimi, i pojechałem w stronę wsi Otok. Całkiem nowe tereny, dość wiejskie i fajne. W samym Otoku, stare piękne budynki, a dalej taki wiejski klimat, który ciągnął się przez Zacisze, Węgorzyn, i obydwa Czapliny które mijałem. W zdecydowanej większości co najmniej od zjazdu na Czaplin Mały (przecinałem tutaj drogą DW103), mamy do czynienia z wyremontowanymi wiejskimi drogami. Gładziutki asfalt aż miło popatrzyć. Szkoda tylko, że wraz z remontem zwężali drogę i to do tego stopnia, że dwa auta nie mają szans się mijać. A duże rolnicze maszyny w ogóle nie zmieszczą się na drodze. I taka sytuacja ciągnie się kilometrami do Skrobotowa (DW110) gdzie wyjeżdżałem na cywilizacyjną, znaną mi drogę DW110. Czasem nią jeździłem.. O np. Trasa Pobierowo-Rewal z 27.05.2018 r.. Choć częściej samochodem. Tą drogą dojechałem do Rewala, ale to była ciężka droga. Miałem cały czas pod wiatr, duży ruch aut.. Lepiej było już tylko w Rewalu, gdzie miastem jechałem do Trzęsacza, Pustkowa a dalej do Pobierowa, gdzie zrobiłem sobie małą rundę w centrum miasta, gdzie wstąpiłem na pizzę na wynos, którą skonsumowałem w prawie całości po drodze :) Lżejszy fragment trasy dobiegł końca.. A tak jak już jestem nad morzem to powiem tak, kolejny zawód. Mało ludzi, strasznie mało. Na plaży też (w Pustkowie zajechałem pod skarpę) skąd widać plażę. Mało ludzi.. Mało turystów. A na mieście, w lokalach gastronomicznych itd. Oczywiście nikt się koronaświrem nie przejmuje i prawidłowo :) Nie mniej miły akcent trasy dobiegł końca. Przede mną ostatnie kilometry do domu. Nie łatwe i dłużące się. Powrót z Pobierowa przez Świeszewo do Stuchowa.. Trochę męczące i dłużące się. Dalej nieco łatwiej, choć chłodniej i deszczowo. Już w Stuchowie dopadł mnie mały deszczyk który z czasem odpuścił a ja postanowiłem pojechać małym objazdem, inną trasą :) Zdecydowałem się nie wracać przez Gryfice. Odbiłem z drogi DW105 na Popiele i pojechałem do Rzęsina, skąd pojechałem przez Trzygłów do Baszewic a stąd przez Wanierowo do kolonii Sowna. Problem w tym, że mimo małego zmęczenia było mi mało i mało :) Już kilka godzin na rowerze spędziłem. Kilometry zaczęły przekraczać 90.. A mi mało i mało. A na domiar szczęścia wiatr odpuścił. Zrobiło się przyjemnie. Po drodze nawet 2x dzwoniłem do matki ;) Chciałem ją namówić abyśmy się przejechali na Makowice. Bo było mi mało przejechanych kilometrów. A samemu nie miałem motywacji tam jechać. To zrobiłem tylko małą rundę po mieście aby dobić do tych 100,00 km. Choć na dobrą sprawę nie było mi to do niczego potrzebne. W końcu jeśli nawet miałbym zrobione te 96 km. To jest rzeczą jasną i oczywistą, że jakoś te 4 km bym jeszcze zrobił jakbym musiał ;) Ale to nic.. Idę na rekord w tym roku, na rekord pokonanych tras >100 km w roku! Dotychczasowy rekord nalezy do roku 2018 r. Gdy takich tras odbyło się: 9. Z czego jedna miała ponad 200 km. Więc na dobrą sprawę 8 tras: ponad 100 km, i 1 trasa: ponad 200 km. Na rekord ilości jazd, oraz ilości pokonanych km w sumie wciągu roku mam w trwającym 2020 r., bardzo dużą szansę. W końcu mija równa połowa roku a już mam ponad 4000 km. Jeśli do końca roku będę robił po min. 500 km /msc to licznik zamknę na 7500 km. Choć myślę, że 8000 km jest osiągalne. Ba, jest nawet osiągalne a nawet możliwe 30 000 Aurelio w tym roku! - dla przypomnienia: "25 000" Aurelio ! - miało miejsce w Kwietniu. Co by oznaczało, że kilka msc później zrobiłem dystans na sumę 5000 km! Rok 2020 może być naprawdę bardzo rowerowo rekordowy :) A tym czasem chcąc czy nie chcąc kończy się dzisiejsza miejscami męcząca i nieprzewidywalna podróż. Jestem jednak z trasy mocno zadowolony a jeszcze bardziej zadowolony z siebie, że się nie poddałem i pojechałem, chociaż spróbowałem. Najważniejsze to spróbować. Bo nie zawsze się udaje.. :)

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa30czerwca2020zdj1.jpgtrasa30czerwca2020zdj2.jpgtrasa30czerwca2020zdj3.jpgtrasa30czerwca2020zdj4.jpgtrasa30czerwca2020zdj5.jpgtrasa30czerwca2020zdj6.jpgtrasa30czerwca2020zdj7.jpgtrasa30czerwca2020zdj8.jpgtrasa30czerwca2020zdj9.jpg


Mapa przebiegu trasy :)