11.08.2019
Jazda nr: 451

Tagi: zs, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa, dzisiejszy weekend, na nowo otwiera przede mną szereg rowerowych możliwości! Od wielu miesięcy, a już na pewno od początku zaczęcia mojej przygody z pracą, udało mi się zrobić 100 km trasę! To moja pierwsza taka trasa od tego wyjazdu: Szczecin - Ueckermünde. Minęło naprawdę sporo czasu, zgasło i na zawsze umarło we mnie wiele nadziei, które miałyby mnie przybliżyć do realizacji celu jakim jest 100 km trasa. Kilka razy miałem to w planie, kilka razy chciałem się na to porwać. Jednak sama praca bardzo mnie ogranicza i uniemożliwia mi zajęcia się tym tematem. Pozostają weekendy a z nimi jest tak różnie. W sumie planowałem robić tą trasę w dniu wczorajszym tj. 10.08. Tylko, że w dniu wczorajszym raczej nie dałbym rady. Pogoda nie była taka fajna jak dzisiaj, choć też było ciepło, też podobnie ok. +26℃. Ale strasznie wiało, zresztą dzisiaj też. Problemem były same chęci. Dzisiaj miałem większe. Wczoraj mniejsze! Najważniejsze jest jednak to, że się udało. Nie planowałem robienia tych 100 km.. tzn. nie planowałem robienia tych 100 km w dniu dzisiejszym! W tygodniu miałem takie ambitne plany. Tylko w tygodniu mi jazdy nie szły. Cały tydzień byłem taki przemęczony, w pracy mi nie szło. Nie miło spędzałem czas. Aż do weekendu, gdy niespodziewanie pojechałem, i dałem radę. Dzisiaj sobie tak myślałem, że zrobię sobie jakąś skromną trasę tak na +50 km. Ale! Obmyśliłem sobie trasę na 80 km. Tylko, że gdy już miałem zrobione te 80 km, wciąż miałem siły, wciąż trwał dzień. Postanowiłem się nie poddawać i walczyć. Ostatnie kilometry - ponad 20 od Szczecińskich Podjuch, robiłem w mieście. To była masakra. W ogóle te miasto to jest jakaś masakra, ten Szczecin i podmiejskie tereny, miejscami się ciągną i ciągną w nieskończoność. Tak jest np. od Gryfina do Podjuch.. No po prostu cholera mnie bierze, jak chcę uciec od miasta, od tego życia i nie mogę.. Bo to się ciągnie w nieskończoność! Nie jest jednak tak źle. Dzisiaj widziałem, i mijałem wiele wspaniałych wiejskich terenów. Na pamiątkę minionych chwil, przywiozłem z sobą wiele zdjęć. Niektóre miejsca, są tak ujmujące, że z pewnością jeszcze nie raz je odwiedzę! Tak w ogóle to.. widzę, że służy mi nowy cykl jazd. Jazdy po 2 dniach przerwy a nie 1 dnia przerwy. Na taki pomysł wpadłem na mojej ostatniej trasie: ZS: Mroczna trasa "20-tka". Nie mogę jednak potwierdzić, że jest to jakaś reguła, mając tylko jedno - choć bardzo dla mnie znaczące, ale tylko jedno zwycięstwo. Czas i kolejne rowerowe jazdy pokażą, czy taki system treningów będzie się lepiej sprawdzał. Czy jeszcze mi się w życiu ułoży czy już nie. Tym czasem, dzisiejszy wpis nie jest tylko dla mnie bardzo ważny, szczęśliwy ale to także smutny punkt odniesienia na życie i na to co było. Chciałem ten pewny czynnik ignorować, ale się nie da. Muszę o nim wspomnieć, muszę go zaakceptować. Idzie jesień.. Pierwsze oznaki jesieni są już widoczne.. Żółkniejące liście wzdłuż ul. Sikorskiego w Szczecinie. I nie tylko tam.. ale tam najbardziej to widzę. W końcu tą ulicę, drzewa na niej - podziwiam każdego dnia, który spędzam w akademiku. Kolejna jesień.., która przynosi wiele wspomnień.. O minionych trasach, minionych chwilach, do których mogę wrócić - cofając się w moich wpisach za ten rok. Za rok, który z chwilą pisania tego wpisu dla mnie wciąż trwa. Z chwilą jego ponownego czytania za nie określony czas, może to być już odległe wspomnienie, jak trasy z 2018 r., który przecież dopiero co trwał, dopiero co był! Naprawdę, nie rozumiem, nie potrafię zrozumieć i zaakceptować jak to jest, że ten czas tak szybko mija.. Nie potrafię zrozumieć - gdzie podziewają się te minione chwile.. Przecież co dopiero była wiosna, lato. A teraz pierwsze jesienne chwile.. które tak bardzo mnie smucą, gdyż za dzionek, dwa, przyjdzie pożegnać kolejny rok. Znów przyjdzie mi podsumować całe moje rowerowe zmagania w minionym roku. Powrócić do tych chwil, które wciąż niezależnie trwają jako odległe wspomnienia w mojej głowie. Wspomnienia, i jesienne wichry. Jesienne chwile, po nich zaraz czas szybko minie, zacznie się kolejny rok.. kolejny wpis.. Powiew jesieni z 25.08.2018 r.. Tak sobie sięgnę pamięcią, mimo, że to już 11.08.2019 jest, to wciąż pamiętam moje rozważania z dni 30-31.12.2018 r., gdy wspominałem, że teraz żegnamy miniony rok, a za chwilę nim do nas dotrze co się dzieje pożegnamy kolejny 2019 r. I jestem pewny w tym momencie, pisząc to w dniu 13.08 - gdy uzupełniam ten wpis, że powrócę do niego niebawem, ale te niebawem będzie oznaczać, że będzie już 2020 r., może dalszy. To nie potrwa długo. Chwila i już. Skończy się tak szybko jak dzisiejsza trasa, która późno się zaczęła (po godzinie 10), i późno skończyła (przed godziną 19). Ale jednak - zaczęła się. Trwała. I niespodziewanie dobiegła końca. I zamiast dalej jechać poprzez miasto, poprzez wsie, to spisuję moje wspomnienia związane z tą trasą. Dziwne to takie. I raz jeszcze powiem, że smutne. Z roku na rok im jestem starszy, tym bardziej smuci mnie jesień, która bardzo negatywnie mi się kojarzy z przemijaniem, z odchodzeniem, i nigdy nie zastąpionymi osobami, których w kolejnych latach już z nami nie będzie. Ta nieustanna wymiana pokoleń. I nieustanne zmiany jakie w świecie zachodzą. Zakończę te rozważania, piękną i starą piosenką w wykonaniu Natashy Koroleva: Natasha Koroleva - Желтые тюльпаны. Piękne chwile i wspomnienia.. które tak szybko mijają.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 454

  • Trasa nr [łączna]: 537
  • Trasa nr [na blogu]: 451
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 6
  • W tym roku: 110

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 529 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 443 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 8 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 74.26 km
  • Stan Licznika Końcowy: 174.5 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12481 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 12581 km

  • Maksymalna prędkość: 38.8 km/h

  • Przejechałem: 100.24 km
  • Przejechałem [msc]: 219.52 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3168.18 km
  • Przebieg roweru [suma]: 20316.17 km

  • Przejechalem w 2019: 3168.18 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 7.9204 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 50.7904 [%] km

  • Czas jazdy: 06:19:21 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1054:42:57 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 198:25:51 h
  • Czas Jazdy Suma (sierpień): 13:35:20 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1278:09:05 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:15:53 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:48:14 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:23 h

  • Średnia: 15.87 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego - tak żartobliwie ma ciekawy tytuł. Na pewno z wielu z was drodzy czytelnicy zwróci na to uwagę: "Płonie" Gryfino. Można by rzec, że Gryfino ktoś nie dobry podpalił! :D I może tak jest? :D Już lepiej napisać, że jechałem dzisiaj przez Płonia niż przez Śmierdnicę :D Nie chciałbym mieszkać w Śmierdnicy, bo ktoś zapyta - a gdzie mieszkasz, a ja powiem: a w Śmierdnicy XD To są odległe dzielnice Szczecina, do których się zwykle nie zapuszczam. Trzeba najpierw dojechać do Dąbia, do Osiedla Słonecznego. A tam z tymi rowerowymi trasami to jest koszmar - w szczególności do Dąbia. No i gdy się już minie Osiedle Słoneczne, to nie ma w zasadzie drogi do Płoni. Trzeba się wbić w trójpasmową drogę DK10. I tak zrobiłem. Choć jest to mocno ryzykowne i mocno przesrane gdyż, ponieważ remontowany jest węzeł Kijewo, są zwężenia, wielu wariatów tutaj jeździ. To nie jest ta sama sytuacja gdy pierwszy raz odwiedzałem Płonia na tej trasie: 9 Święto Rowerowe - Szczecin. Teraz jest znacznie gorzej. Ale ta głupota boli najbardziej. Bo przebudowuje się skrzyżowania, nie daj boże remontuje drogę. A nikt przy tej okazji nie wpadnie na pomysł aby wybudować tutaj drogę rowerową do tych cholernych Płoni, tej Smierdnicy całej? XDDD Dość powiedzieć, że na samym końcu Szczecina w dzielnicy Śmierdnica, wzdłuż drogi DW120 w stronę Pyrzyc, jest wybudowana piękna droga rowerowa do Starego Czarnowa, którą miałem przyjemność dzisiaj jechać. Droga rowerowa, dość mocno odbija od DW120, na którą w Starym Czarnowie i tak trzeba wrócić.. Ale za to jest bardzo piękna. Początkowo prowadzi przez fragment Puszczy Bukowej. Potem się ciągną pola, wiejskie tereny, które ciągnąć się będą do Niemieckiej Granicy, bądź do bardziej zurbanizowanych terenów jakimi jest już Gryfino. Ale po drodze - wiele wsi, pięknych widoków! Wiele nie poznanych dróg i terenów, które mógłbym zwiedzić! I z pewnością zwiedzę. Była to ciekawa, piękna przygoda, którą na chwilę zachwiała codzienność. Otóż na końcu ścieżki rowerowej z Śmierdnicy do Starego Czarnowa, moim oczom ukazał się w budowie sklep: Dino. XDD No kurwa. Te sklepy Dino wszędzie budują (nawet w Gryfinie jest) a w samym Szczecinie nie XD Każde zadupie, każda wiocha może mieć swój własny sklep Dino, których jest coraz więcej. A ja wciąż pamiętam jak to było, gdy taki sklep w moich rodzimych Płotach budowali.. Na niektórych moich filmach z 2016 r., widać budowany sklep Dino. Tych sklepów jest coraz więcej! A tym czasem jechałem dalej. już za Starym Czarnowem do wiaduktu nad drogą S3, jechało mi się strasznie źle! Tak wiało, że ja pierdole! Jechałem strasznie wolno, często stawałem. Miałem pod wiatr, i to ciągnęło się przez długie kilometry. Wcześniej leśne tereny, trochę hamowały wietrze popędy. Tak się jednak długo nie dało przetrwać. Jechałem pod straszny wiatr, mijając kolejne wsie, wzdłuż drogi DW120. Mijałem tak, takie wsie jak: Glinna, Kartno czy fajna z nazwy i wyglądu wieś Żelisławiec! Za Żelisławcem, wkrótce mijałem Park Przemysłowy. I nie wiedzieć czemu służąca zrobiona tutaj droga rowerowa. Niepotrzebnie tą drogą pojechałem. Nie byłem nawet świadomy, że jestem przy drodze S3. Wyjechałem tak w wiejskich terenach, pięknej wiejskiej drodze. Dookoła drzewa, pola.. I z wiatrem! A co mi tam! Jadę! I tak dojechałem do wsi Drzenin. Tam jednak o drogę zapytałem i musiałem się wrócić, przejeżdżając nad drogą S3, mijając wieś Gardno (chwilo jechałem drogą DW119) - znów włączyłem się na drogę DW120, i znów jechałem w stronę Gryfina! Pod Gryfinem gdy już minąłem wieś Wiełtyń, wjechałem w tutejszy piękny las, który przypomina mi pod wieloma względami, miejsca, pod wsią Mechowo w gminie Świerzno.. Nawet wycinka drzewostanu to przypomina! Fajne miejsce, spokojne. Nie ma tu w ogóle robali. Za to jest wiele pająków i innych żyjątek! :) Tylko ludzie, kurwa nie będę jechał 50 km aby takie fajne miejsce zwiedzić! :) To jest tuż pod Gryfinem, bo za chwilę ukazała się tablica miasta Gryfino. Tam od razu wjechałem na drogę DK31. Jechałem wzdłuż Doliny Dolnej Odry i rzeki Odra Wschodnia (oczywiście wzdłuż drogi) ale to te strony, które ciągnęła jednak nieskończona zabudowa! Jechało mi się jednak strasznie dobrze, i szybciej. Nic dziwnego, w końcu do Gryfina walczyłem z wiatrem, a z Gryfina na Szczecin, ten sam wiatr, ten sam mój wróg stał się mym sprzymierzeńcem! Mijałem tak niekończące się zabudowania, mając nadzieję, na mały skrawek natury, mogłem podziwiać zmieniające się tablice miejscowości z Czepino na Nowe Brynki z Nowych Brynek na Daliszewo z Daliszewa na Radziszewo. A z Radziszewa? Nie zgadniecie.. Szczecin! Kurwa to już Szczecin, a przecież dopiero co z Gryfina wyjechałem! A już jestem w Szczecinie, przy autostradzie A6, w dzielnicy Żydowce-Kluczewo. Gdzie podziwiałem bardzo ambitną w swojej prostocie nazwę ulicy. Po prostu "autostrada" XDDD ul. autostrada. No to z ciekawych sytuacji - salon Citroena w Szczecinie stoi przy ul. Citroena XD Ha - Ha - Ha. No ale mi do śmiechu nie było jak ja dopiero 60 km - może trochę ponad, a to już Żydowce-Kluczowewo. Postanowiłem jechać dalej. Nie wracać na Ustowo i do domu przez dzielnicę Pomorzan. Do domu -.- do akademika! Którego tak bardzo nie lubię, zresztą jak samego miasta :) Pojechałem okrężną drogą aby uniknąć zrobienia 80 km dzisiaj. W końcu mam siły, możliwości. Chcę się zmierzyć z wyzwaniem. A gdybym nie dał rady, zawsze się mogę przesiąść w tramwaj / w autobus. W zależności gdzie dojadę. A tak.. Dojechałem przez całe Podjuchy do Zdrojów, z których wróciłem na Dąbie, i do centrum! Pojechałem przez Wały Chrobrego, gdzie trwało sprzątanie po trwającej w weekend imprezie Pyromagic 2019. I narodziła się u mnie myśl, aby na Jezioro Głębokie jechać! I w sumie mogłem tak zrobić. Jechałem przez centrum miasta, przez pl. Lotników, przez pl. Grunwaldzki i pl. Szarych Szeregów do ul. Wojska Polskiego. Ale zjechałem z niej na ul. Unii Lubelskiej. Stąd pojechałem na ciekawą, i dla mnie wciąż mało poznaną ulicę Szczecina na Pogodno. Dojechałem tak do ul. Łukasińskiego, którą wyjechałem w Mierzynie. Miałem ponad 90 km, za Mierzynem już nawet 95 km. Nadzieja we mnie rosła, ale ..., pod akademikiem straciłem tą nadzieję. Minąłem "Bramę" przy ul. Ku Słońcu, i mam 97,7 km. No myślałem, że mnie trafi! Brakujący element robiłem wzdłuż ul. Sikorskiego - fotografując nadchodzącą Jesień. W moich zmaganiach zajechałem także pod remontowaną Biedronkę na al. Piastów. I ku memu zaskoczeniu, remont dobiega prawie końca! Myślę, że już w poniedziałek biedronka będzie otwarta. A to dobra wiadomość. Nie będę musiał targać aż z Przecławia (i to z Aurelią, albo co gorsza "na" Aureli) - 6 butli z wodą. Jak to miało miejsce na pamiętnej trasie: ZS: "Wiejskie ścieżki" do sklep Dino. Kompleksowy remont Biedronki w takim razie trwał (albo będzie trwał) mniej niż 1.5 msc. Czyli bardzo szybko. Dobiłem kilometry. Licznik pokazał upragnione 100 km, nawet trochę więcej! Spocony, zmęczony, ale za to bardzo szczęśliwy wróciłem do akademika, będąc jedynie smutny myślą: jutro znów do pierdolonej roboty!.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa11sierpnia2019zdj1.jpgtrasa11sierpnia2019zdj2.jpgtrasa11sierpnia2019zdj3.jpgtrasa11sierpnia2019zdj4.jpgtrasa11sierpnia2019zdj5.jpgtrasa11sierpnia2019zdj6.jpgtrasa11sierpnia2019zdj7.jpgtrasa11sierpnia2019zdj8.jpgtrasa11sierpnia2019zdj9.jpg


Mapa przebiegu trasy :)