Trasa z dnia dzisiejszego miała wyglądać nieco inaczej niż ostatecznie przebiegła a składa się na to kilka czynników. Od kilku tygodni czyli w zasadzie cały październik i dotąd "prawie" cały listopad narzekam i narzekam na te cholerne opady deszczu. Padało ponad normę. W wyniku czego wszystko dosłownie jest pod wodą, całe pola, leśne drogi. Ten nie sprzyjający stan, przeradzający się w ogromne błoto ewoluuje w bardzo negatywną stronę wraz z rosnącym pod koniec roku procederem niszczenia Polskich Lasów. Po prostu w te ostatnie tygodnie mijającego 2023 r. tak im odwaliło... Rżną wszystko bez opamiętania, dokonując ogromnych mordów i nie opisanych szkód. A do tego tak niszczą leśne drogi - narzekałem już na to na ostatniej leśnej trasie: "Kamienne lasy". A dzisiaj tak dojebali skurwysyny w lasach między Truskolasem a Golczewem, że musiałem szybko zrezygnować z jeżdżenia po nich. A taki był pierwotny zamysł dzisiejszej trasy przejechać się po leśnych drogach w zimowym pejzażu. Nie dało rady... Drogi są rozjebane... Wszystko stoi w błocie, skute lodem. Ogromne kałuże, nawet nie ma jak tego omijać a co dopiero jechać... Wystarczyła kurwa dosłownie chwila w tym jebanym lesie, że jakby mi dali kurwa broń to bym ich wszystkich po wystrzelał... No po prostu kurwa tak im w te jebane materialistyczne kopuły po głowie nasrało... Nie chcę mówić na wyrost ale to co się dzieje w ostatnich tygodniach mijającego 2023 r., jest największym spierdoleniem leśnym i wycinką na bardzo szeroką skalę od ostatnich 5 lat. Serio... już od lat nie widziałem takich akcji, tyle zniszczeń na raz, w tak krótkim czasie... I to się dzieje jak widać w różnych lasach... A gdyby było tego mało to jeszcze skurwysyny dzisiaj sobie polowanie i urządzili i mordują leśne zwierzęta... Drzew im mało do wyrżnięcia to jeszcze zwierzęta po zabijać... Te negatywne skutki wymusiły na mnie zmianę planów i wyjazd z lasu... Już do leśnych dróg dziś nie wróciłem. Po co się wkurwiać... Gdybym się tylko na drogi miał wkurwiać... Dzisiaj jeszcze bez tylnego hamulca jadę. A to wynika z sytuacji z trasy: Test & Myjnia. Wtedy tylny hamulec już miałem podłączony wraz z naprawionym kołem... No ale zawsze coś - był źle wyregulowany - za słabo dociskał. Teraz jest tak wyregulowany, że jedno ramię hamulca od razu wali w obręcz a drugie się nawet do niej nie zbliży... No po prostu... No ale tak to jest jak się nie weryfikuje tego co się robi. A ja biorę dziś Aurelię będąc przekonanym, że wszystko jest ok. A tu taka nie spodziewana niespodzianka. Aby nie tracić z rana czasu bo jakoś nie szło tego wyregulować na zasadzie: "na już" - pojechałem bez hamulca. No trudno. I w sumie poza lasami będzie mi łatwiej poruszać się bez tego tylnego. W te warunki i leśne drogi chętniej bym z tego tylnego właśnie korzystał...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1340
Trasa nr [łączna]: 1419
Trasa nr [na blogu]: 1333
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 13
W tym roku: 173
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1406 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1320 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 18817.7 km
Stan Licznika Końcowy: 18851.3 km
Stan Licznika Końcowy2*: 18731.9 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 31295 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 31328 km
Maksymalna prędkość: 26.4 km/h
Przejechałem: 33.6 km
Przejechałem [msc]: 375.16 km
Przebieg roweru [rok]: 6496.72 km
Przebieg roweru [suma]: 55550.97 km
Przejechalem w 2023: 6496.72 km
Podroż dookoła świata (2023) 16.2418 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 138.8774 [%] km
Czas jazdy: 02:42:15 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3544:29:56 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3321:03:48 h
Czas Jazdy Suma (2023): 436:22:00 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 26:32:31 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:02:30 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:31:20 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:42 h
Średnia: 12.44 km/h
Dzisiejsza trasa z założenia miała być po lasach. Z rana przynajmniej było tak ładnie... Słońce się wybiło - to zresztą w okresie jesienno-zimowym dość częste zjawisko. Często są wschody słońca a rzadziej zachody. I mimo, że chłodno - dzień zaczynał się w okolicach -3℃ to bardzo przyjemnie. Powietrze jest suche. Przyjemne. Długo nie czekałem jeszcze przed 9 rano pojechałem w rowerowanie - wybierając się w lasy pod Truskolasem. Może dzisiaj nie koniecznie z myślą zwiedzania i zajechania do jakiś dotąd nie odwiedzanych dróg w tych lasach... Dzisiaj tak się przejechać chciałem w zimowych barwach, które od początku weekendu nam towarzyszą. Przed weekendem nie śmiało się pojawiały ale ginęły wraz z deszczem i wciąż wysokimi plusowymi temp. Teraz temp. są niższe. I wyraźne zmiany pogodowe są widoczne od piątku - 24.11. Nie ma jednak takiej tragedii o jakiej pisali w artykule TwojaPogoda.pl, który umieszczałem we wpisie z 21.11: "Kamienne lasy" - a sam cytowany art: Spadek ciśnienia o 50hPa - TwojaPogoda.pl. Najgorszy był jednak czwartek (23.11) - mocno deszczowy ze zmianą ciśnienia dość wyraźną i porywistym silnym wiatrem, który trwał do piątku (24.11) - w piątek przyszły też śnieżyce, które pojawiały się również w weekend. A ja tak naprawdę jeszcze wczoraj (25.11) chciałem się przejechać ale tak wyszło, że ostatecznie nie pojechałem. Za to dzisiaj nadrobiłem - ponad 30 km jako "inicjacja?", może taki "debiut" w tegorocznej zimie. To jednak są inne temp. inne problemy. A te są niezmienne. Nie zadbane drogi itd... Powracając jednak do początku dzisiejszej trasy musiałbym znowu narzekać na to co się dzieje po lasach i używać przy tym dużo inwektyw. Pomińmy to i pomyślcie sami co można powiedzieć po sytuacji w której leśne drogi to jedne wielkie zamarznięte kałuże, rozjebane drogi, wyrżnięte, zjebane i zjechane. Przy tym tak mokre, tak błotniste, że pożerają buty gdy się przystanie na chwilę dłużej a jednocześnie iść ciężko... Do tego widać wiele wyrżniętych drzew, i kolejnych miejsc gdzie te wyrżnięcia trwały. Jak pisałem w pierwszym akapicie to największa taka zmasowana akcja od 5 lat... Dawno już takiej akcji nie widziałem... Po prostu przechodzą sami siebie tym co się dzieje w tych lasach... I jak mocno je wyżynają. Nie patrzyłem na to pod tym kątem w cytowanej już trasie Kamienne lasy... A teraz patrzę. Wyjechałem z tego jebanego lasu w tym samym miejscu co przyjechałem - na wprost leśnego parkingu gdzie zostawiłem auto. Początkowo miałem zamiar powrócić w las pod Golczewem, w taką szerszą szutrową drogę. Nie powróciłem. Postanowiłem sprawdzić czy uda mi się dojechać do Sikorek... Pomyślałem o tym domku w Sirkoach. Ostatnio specjalnie jechałem trasę 50-tkę aby porobić tam zdjęcia: Trasa "50-tka" z 18.11. Dzisiaj pomyślałem o nim w kontekście tego cholernego śniegu, i tego urokliwego otoczenia białości wokół tego co zostało z tego domku. Miałem nadzieję, że dojazd będzie ok. Dojazd drogą DW108 w miarę ok, miejsami trochę zmarznięta. Widać jednak, że była sypana (prawdopodobnie tylko wczoraj). Powinni powtórzyć akcję aby utrzymać efekt na dłużej... W końcu kolejne dni również przyniosą opady śniegu i mróz. Nie ciekawie będzie jak ta woda na drodze znowu zamarznie... Nie mniej w miarę się jechało. Po DW106 w stronę Nowogardu również. Nawet wjazd na Grabin wyglądał zachęcająco. Jedyne co przeszkadzało to taki nieprzyjemny wiatr... Chłodny... Miałem nadzieję, że taki stan rzeczy utrzyma się do Sikorek ale skądże! Kończył się Grabin i warunki się pogarszały. Miejscami było rzucone trochę piachu z solą, który jak na ironię zamarzł... Miejscami utrzymywał się lód. Jednak wciąż prześwitywało słońce mimo drobnego opadu śniegu (a miało dziś nie padać)... Więc walczyłem... Więcej przeszedłem na pieszo irytując się tym faktem niż faktycznie jechałem. Jednak jak już dotarłem do Sikorek i pod ten dom... To było jasne: było warto. Otoczony śniegiem pięknie wygląda. I widać zagrożenie jakie niesie ten śnieg, utrzymuje się na tym co zostało z dachu, osiada na całej konstrukcji domu i nawet wdziera się w środek. Śnieg jest ciężki. Będzie to osiadało. A w cieplejsze dni weźmie się roztopi i wszystko pozalewa. Patrząc pod tym kontem... Ten dom ma małą szansę przetrwać - nie mówię, że koniecznie tą zimę ale dłuższy czas... W końcu nadejdzie taka zima, że wraz z nią tego domku nie będzie. Smutne, ale taki los czeka wiele takich opuszczonych miejsc. No cóż, zrobiłem parę zdjęć zarówno telefonem jak i aparatem Sony DSC HX350. I udałem się w drogę powrotną w której było: byle do Grabina. I w sumie tak było... Byle do Grabina, i byle do Grabina. Po drodze walczyć musiałem również ze zbyt szybko rozładowującymi się akumulatorkami Newell NP-BX. No padają tak szybko - teraz są na tyle bezczelne, że nawet godziny nie wytrzymają nim nie padną... Więc walczyłem z ładowaniem i dłużącą się drogą powrotną, na której nie odważałem się za bardzo jechać. Miejscami to nie wygląda ale tak jest, że droga jest skuta lodem. Nie wiele pomógł również wzrost temp. która urosła do tych okolic +1℃. Szału nie ma... I szybko spadnie temp. pod koniec dnia znowu będzie mrozić a trudne warunki na drogach za pewne będą zmorą kolejnych dni... Trudno było, wkurwiać mnie to zaczęło bo to tak się dłuży i dłuży jak się tak idzie... No ale w końcu dotarłem do Grabina, gdzie zacząłem już normalnie jechać - okolica 20 km/h. I lecimy... Tylko miejscami trochę droga oblodzona - z tego co widziałem to najgorzej pod tym względem wypada DW108. Na DW106 to się lepiej postarali i tam nie ma takich lodowatych pasów, przecinających pas ruchu dla aut (w obydwu kierunkach) - po jednym lodowatym przecięciu. Na rowerze to nie przeszkadza ale jak auto na to najeżdża, pojawia się taki nieprzyjemny dźwięk - ma się wrażenie, że te auto za nami wpadło w poślizg i w nas wjedzie... Nie lubię zim z wielu powodów a to jeden z nich. No dobra był już śnieg, pobawiliśmy się. I niech teraz znowu będzie wiosna! Niech znowu będzie ładnie...! Nie chcę już zimy :( I tych dobijających krótkich dni... Gdzie tak naprawdę z życia można się cieszyć jedynie w weekendy i to pod warunkiem, że w weekendy pogoda dopisze (dziś dopisała) i będę się dobrze czuł (w ten weekend się dobrze czułem). W innym wypadku traci się nawet weekend...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)