27.03.2022
Jazda nr: 998

Tagi: zach_slonca, drzewa, wiejskie_przygody |

Druga część dzisiejszej wyprawy. Kontynuacja trasy: Wyprawa - część 1. Będę kontynuować od momentu w którym zakończyłem ten wyjazd. A więc wróciłem z ogniska na lotnisku Makowice do domu, po samochód. Raz jeszcze przyjechałem na Makowice na lotnisko. Po to aby zabrać koleżankę do domu. I gdy wróciłem już autem do domu od razu wsiałem na rower po to aby pojechać dalej. Nie rezygnowałem z planów jakie dzisiaj miałem. Czyli liczyłem się z powrotem na Gryfice. I tam powróciłem. Miejscami brało mnie zmęczenie. Trochę przeszkadzał silniejszy po południu wiatr. Jednak póki siły miałem póty walczyłem. Realizowałem to co zamierzałem z JS, planując ten dzisiejszy wyjazd. Przyjazd na Makowice planowałem właśnie przez Kocierz. Potem miałem zamiar zabrać ją na Dobiesław przez Gostyń Łobeski. Jednak dzisiaj ze względu na sytuację tego nie uczyniłem. I pojechaliśmy przez kopalnię w Słudwiach. I tak znaleźliśmy się w Dobiesławiu i tak. Jednak nie jest to ważne. Choć mogłem jechać inaczej w tej drugiej części trasy w której jadę sam to pojechałem tak jak bym miał jechać z JS. Pojechałem do Trzygłowa przez Krężel, potem Waniorowo i Baszewice. Pod szkołą w Trzygłowiu, do której zresztą codziennie chodzę - nawet w wakacje - miałem dzisiaj dłuższy odpoczynek. A po nim już w zasadzie finał trasy. Dojazd do Gryfic. Po którym miałem dość dalszej jazdy. Zabijał mnie ten wiatr, przedłużający się dzień. Postanowiłem wracać na Modlimowo i drogą DW112 do domu. Tliła się we mnie nadzieja, taka myśl, że pojadę sobie z Modlimowa do Reska. Wtedy na pewno dzisiejszy dzień skończy się na 100 km. Z tej myśli jednak zacząłem się wycofywać już w Trzygłowiu. Analizując sprawę tak, że było już późno (dochodziła godz. 17). W domu czekała smaczna zupka... I jakoś tak nie chciało mi się tam jechać. W Gryficach poczułem się trochę zmęczony. Odchodziły ode mnie siły. Jednak się nie poddawałem. Walczyłem dalej. Droga do Modlimowa jakoś mnie się dłużyła. Raniła serce moje to co tu widziałem. Ta skala zniszczeń, tej absurdalnej wycinki drzew. Nie mam już siły z tym walczyć. Nie mam już siły tego komentować. Naprawdę. Ile można się tak angażować we wszystko?! Gdyby te moje zaangażowanie przynosiło jakiś efekt... A nie przynosi... Jest coraz gorzej. Z dnia na dzień i z trasy na trasę. Wzdłuż tej drogi Gryfice - Modlimowo, już wielokrotnie zaznaczali tam skurwysyny drzewa. W końcu swojego celu dobili. Pod wsią Rotnowo wyrżnęli wszystko. Tutejsze obszary leśne - wyrżnięte praktycznie do zera. Wszystko wszędzie jest wyżynane na potęgę. Aż chciałoby się zacytować klasyka: naród kradnie na potęgę.... Pod współczesne czasy pasuje: Naród wyżyna na potęgę. Jak dają zezwolenia to trzeba rżnąć.. Bez żadnego opamiętania. Bez chwili refleksji. Rżnąć, rżnąć byle tylko rżnąć. Co innego te skurwysyny potrafią?! Zachwiało to trochę oceną dzisiejszego dnia, tej drugiej części trasy. Tyle, że co ja kurwa mogę?! Mogę tylko patrzeć na to co się dzieje. Powoli już zaczynam przestawać się przejmować. Zdrowie stracę, pewnie zdechnę szybciej niż dobiegnie termin mojej ważności. A te kurwy i tak będą swojego dzieła zniszczenia dokonywać. A gdyby tego było mało to mało kogo to zainteresuje. Ludzie są ślepi na cierpienie innych i na to co się dzieje dookoła. Wrócę tu z przykładem do trasy z przed kilku dni: Trasa "20-stka": zbydlęcenie. Leży w rowie potrącone zwierzę. Cierpi. I czeka je długa śmierć. Pewnie zdechłaby z głodu po kilku dniach. Czy ktoś się jeszcze zatrzyma i zainteresuje? Skądże. Gdy czekałem na miejscu na służby przejeżdżały dwie rowerzystki. Zainteresowane tylko sobą. Żadna nawet nie spojrzy nie zauważy co się dzieje. Gdybym nie jechał tą drogą, pewnie nikt nie zwróciłby uwagi na to zwierzę. Tak samo jak nikt nie zwraca należytej uwagi na to co się dzieje w Polskich lasach. Na te niekontrolowane wycinki lasów. Nikogo nie interesuje co będzie jutro, za 10 lat. Liczy się tu i teraz. A to właśnie co wyprawiamy dzisiaj wpłynie na to w jakim świecie obudzimy się jutro. A stoimy u progu nieuniknionej zagłady. I cóż, ludzkość jakoś nie zreflektuje się nad sobą ani nad tym co robi. Dalej będzie brnęła w samozagładę. A tym czasem ja brnąłem dalej w dzisiejszą trasę. Mijałem już Modlimowo i będąc coraz bliżej domu, poczułem, że mam w sobie TĘ moc, mam w sobie TĘ wiarę. I dobiłem do tych 100 km, nie jadąc do domu, a robiąc jeszcze kółko przez Gostyń Łobeski do Dobiesławia. Udało się. Wróciłem nie czując zmęczenia ale te na pewno było. Najważniejsze, że się mimo wszystko udało. Choć dzisiaj byłem bliski temu by się poddać.

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1004

  • Trasa nr [łączna]: 1084
  • Trasa nr [na blogu]: 998
  • W tym tygodniu: 5
  • W tym miesiacu: 19
  • W tym roku: 42

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1073 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 987 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 11 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 5778.7 km
  • Stan Licznika Końcowy: 5829.75 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 5830.12 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 18395 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 18446 km

  • Maksymalna prędkość: 36.6 km/h

  • Przejechałem: 51.05 km
  • Przejechałem [msc]: 689.8 km
  • Przebieg roweru [rok]: 1275.03 km
  • Przebieg roweru [suma]: 42529.34 km

  • Przejechalem w 2022: 1275.03 km
  • Podroż dookoła świata (2022) 3.1876 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 106.3234 [%] km

  • Czas jazdy: 03:08:50 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2456:45:02 h
  • Czas Jazdy Suma (2022): 85:50:51 h
  • Czas Jazdy Suma (marzec): 48:38:22 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2680:11:10 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:33:36 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:02:38 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:49 h

  • Średnia: 16.29 km/h
I co ja mam napisać w tym drugim akapicie dzisiejszej trasy, skoro wszystko rozpisałem w pierwszym. Nie mam za bardzo co tutaj rozwijać. W sumie tak dziwnie wyszło, że dzisiejsza trasa została podzielona na dwie części. Nie planowałem oczywiście tego. Tak między nami, tymi co czytają bloga. Nie lubię robić takich wpisów - dwie trasy jednego dnia. To zawsze są komplikacje, nie potrzebne problemy. No i trzeba znaleźć dwie mapki. A od kilku lat to nie tak łatwo. Serwis TwojaPogoda.pl, z którego korzystam z którego pobieram mapki po prostu leci sobie... Coraz gorzej sobie lecą. Niestety nie udało mi się znaleźć innego dobrego serwisu z którego mógłbym pobierać materiały. I zostają mi te coraz gorsze z ich stron. Parę lat temu prowadzili taką sekcję: "pogoda na żywo", korzystałem z niej. Można było się tam cofać wstecz szukać mapek i inspiracji. A teraz co? Teraz to nic nie ma. Teraz nawet archiwów ich prognozy na 16 dni nie ma. Po prostu kończy się i koniec. Nie można się do niej cofnąć. A nie zawsze mnie się chce zapisywać te mapki w przód. Szczególnie, że nie wiem którego dnia pojadę czyli wykorzystam mapkę. A potem są mniejsze czy większe problemy jak te luki uzupełniać. No i takie te życie coraz cięższe. Nie dość, że po latach nieustannej niedoli nie chce się już za wiele działać i coś robić. To jeszcze jest coraz gorzej i gorzej. I tak ciągnę rok po roku, trasę po trasie. No tak w tym życiu jest, że jest tylko gorzej. No cóż, wyszło dzisiaj jak wyszło. Szkoda, że koleżance siadło te kolano :( To nie dobrze bo nie będzie mogła ze mną jeździć. I w perspektywie kolejnych dni znów będę jeździć sam. A więc wracam do tego co było po nie wielkim okresie polepszenia, gdy widziało się jaśniejsze niebo przed sobą. Pomimo tego, że dzisiejszy dzień a w raz z nim dzisiejsza trasa była wykańczająca było naprawdę sympatycznie. Te pewne niuanse, jak ten syndyk pierdolony, jak te drzewa... Pozostawmy bieg spraw na które nie mamy wpływu samym sobą. A co do lotniska i syndyka to co? Ta kurwa nie odważy się zamknąć tego miejsca intelektualnego upadku. Co będzie ścigać każdego kto tam wjeżdża? Będzie sprowadzać ochronę z prawdziwego zdarzenia? Jego ochroną ma być mój kuzyn z Czarnego. Debil jakich mało, bez żadnej szkoły i perspektyw na normalne życie?... I to ma być kurwa ochrona? Czy będą mieli nadgorliwych pajaców, których miała druga kurwa i złodziej jakim był owsiak? ;) No i taka ochrona musiałaby być tu całodobowo i pilnować każdego wejścia. Jakoś nie widzi mi się to, aby taki scenariusz zaistniał. Choć kto wie co może przynieść przyszłość. We wcześniejszych latach gdy nie było tu tych pierdolonych rur, to też nikt się tak często nie kręcił po tym lotnisku jak teraz. To nigdy nic nie wiadomo. Także czas pokaże z jakimi problemami przyjdzie nam się w życiu jeszcze zmierzyć. A tym czasem ukończyłem dzisiejszą trasę pięknym zachodem słońca który podziwiałem pod Dobiesławiem. Ostatnie kilometry, ostatni wysiłek na dzisiaj i koniec. Nie planowałem dzisiaj robić nawet takich dystansów. Gdybym planował to bym tak nie szalał, z podjeżdżaniem kilkukrotnym pod wzniesienia, które mijałem na dzisiejszej trasie. Szczególnie w części 1-wszej wyprawy. W części 2-giej byłem rozsądniejszy. Tu już wiedziałem, że będę walczyć o te 100 km. Było to zagrożone lecz koniec końców się udało! :) Kolejna trasa, kolejna przygoda zaliczona. Byle do następnych tras... Byle do tych następnych nieodkrytych dotąd dróg! :)

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa27marca2022zdj6.jpg trasa27marca2022zdj7.jpg trasa27marca2022zdj8.jpg trasa27marca2022zdj9.jpg trasa27marca2022zdj10.jpg


Mapa przebiegu trasy :)