Trasa z dnia dzisiejszego jest bardzo smutna. Ostatnie dni są smutne. Moje przypuszczenia są prawdziwe, coś jest na rzeczy. Rzeczywistość mnie dobija... I smutnieję z każdym dniem :( Nie potrafię się odnaleźć. A gdzieś ten finał znajdowałem dziś. Tuż przed rozpoczynającą się majówką. Ta przecież już po weekendzie! A mimo to nie potrafię się odnaleźć w tej rzeczywistości. Ostatnie dni mnie tak dobijały, że dzisiaj chciałem zrobić coś szalonego. Wyskoczyć gdzieś, coś odpierdolić... Myślałem wstępnie o tym aby pojechać trasą ze Szczecina do Płotów po nocy, po lasach. Czyli wróciłbym nad ranem. Nieco zniechęca mnie brak formy którą mam na tę chwilę. Tzn. na tę chwilę nie mam formy i to mnie zniechęca... I chłodne noce. Wciągu dnia wiało i to mocno. No ale to by mi nie przeszkadzało bo bym wracał właśnie z tym wiatrem... Ostatecznie zrezygnowałem z tego zamysłu. I pojechałem na Makowice na zachód słońca. Do tego to jedna z ostatnich szans przejazdu starą drogą powiatową 3150Z - Słudwia - Dobiesław do DW152. Wkrótce ruszy tutaj przebudowa: Przebudowa drogi w Słudwiach (3150Z). Tylko ciekawe, czy remont obejmie jedynie fragment przez wioskę Słudwia czy dociągną to do drogi DW152... W sumie przydałoby się. I skończyłby się efekt "jeziora" pod wiaduktem na Dobiesław... Tylko pewnie wraz z remontem gnoje głupie wytną drzewa... Stare drzewa w Słudwiach są od zeszłego roku pooznaczane. I nie mam dobrych przypuszczeń co do tych działań. Nie mniej chwilę obecną remontu nie widać a droga jest w fatalnym stanie. Nie zmienia to jednak faktu w jakich okolicznościach jadę. Kompletnego smutku i załamania. Jadę jednak tylko z aparatem - mimo, że planuję zachód słońca podziwiać to droga nie biorę. Jeżdżę jak niegdyś... Ja, Aurelia i co najwyżej aparat. Choć były czasy gdy i aparatu (Sony DSC HX350) nie było. I byłem jedynie ja i Aurelia... No nie mniej dzisiaj zachodu słońca i tak nie było. Było pięknie... Momentami tuż przed zachodem przebijało się słońce przez całe lotnisko. Ostatecznie jednak na finał zginęło za chmurami. A ja co najwyżej porobiłem parę zdjęć na samym lotnisku - tej przetrzymywanej tu i śmierdzącej na odległość biomasie. A także maszynie jaka tu stoi - wygląda na jakiś "kombajn" możliwe, że do "filtrowania" tej biomasy? Tzn. oczyszczania ze śmieci. Bo są faktycznie takie kupki takiej ciemnej mazi i samej kory. Wcześniej też były ale maszyny nie było. Od marca jak tu jeżdżę to widuję tą biomasę regularnie. Także widuję samochody którymi ją dowożą. Dokładnie ciężarówkami. W dupie mają to, że niszczą jedyną dojazdową do wsi drogę.. Byle zniszczyć prawda?... Bo czyiś prywatny interes jest ważniejszy. Ten sam problem był gdy przywozili i przetrzymywali na tym lotnisku rury na gazociąg. Teraz biomasa. I co kurwa będzie dalej? No bo tu normalnie najwidoczniej być nie może...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1413
Trasa nr [łączna]: 1491
Trasa nr [na blogu]: 1405
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 57
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1478 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1392 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 20761 km
Stan Licznika Końcowy: 20780.59 km
Stan Licznika Końcowy2*: 20643.29 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 33243 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 33262 km
Maksymalna prędkość: 27 km/h
Przejechałem: 19.59 km
Przejechałem [msc]: 493.15 km
Przebieg roweru [rok]: 1621.92 km
Przebieg roweru [suma]: 57480.5 km
Przejechalem w 2024: 1621.92 km
Podroż dookoła świata (2024) 4.0548 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 143.7013 [%] km
Czas jazdy: 01:19:11 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3443:53:01 h
Czas Jazdy Suma (2024): 103:23:06 h
Czas Jazdy Suma (kwiecień): 30:11:48 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3667:19:09 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:53:14 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:48:50 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:14 h
Średnia: 14.88 km/h
Dzisiejsza trasa to taka konsekwencja smutnego dnia. Chciałem jechać. Nosiło mnie. A gdybym miał inną opcję to pewnie nie pojechałbym w ogóle. No ale fajnie, że pojechałem nawet na taki mały dystans. Dręczą mnie depresyjne myśli, problemy piętrzą się od zeszłego tygodnia gdy trochę sprawy się pokomplikowały. Sprawy zawodowe i sytuacja w szkole również ma się daleko od dobrej... Jeszcze z początku tygodnia żyłem nadziejami stąd taka niewinna trasa: Trasa Makowice-Słudwia z 23.04. A w kolejnych dniach nawet nadziei nie miałem. I co z tego, że pogoda fajna i jest fajnie skoro na rower nie miałem wcale ochoty... I wcale nie jeździłem. Dzisiaj mnie jednak tak tknęło... Tak mocno potrzebowałem wrażeń, że tylko szukałem czegoś co mogę zrobić - czy wleźć gdzieś gdzie jest niebezpiecznie. Czy co innego odwalić... Tak mnie życie dobijało. Nie wiem czy to na całe "szczęście" czy nie... A jedynie pojechałem po południu na tą "normalną" i skromną trasę. Nadal fizycznie czuję się nie wydolny ale idzie mi lepiej niż z początku tygodnia. Kaszel minął, wciąż mam jednak duży problem z katarem. Podejrzewam, że to jakaś alergia... No cóż, trasa była na trasie byłem jedynie ja, Aurelia i aparat Sony DSC HX350, którym zrobiłem kilka fajnych fot. Jednak samego zachodu słońca nie robiłem bo i samego zachodu nie było... Tuż przed zachodem owszem było fajnie ale zachodu nie było... Szkoda. Byłoby to miłe wypełnienie tego pełnego smutku, niepewności dnia... W którym tak bardzo potrzebowałem coś zrobić, coś odpierdolić. Czułem się do granic możliwości taki nie chciany i samotny... Zgnębiony i odrzucony. Nie miałem gdzie pojechać, ani miałem z kim się spotkać aby chociaż na chwilę nie czuć się tak mocno samotnym...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)