Dzisiejszy wyjazd, wielka przygoda i bardzo ważny dla mnie dzień niesie za sobą sporo wspomnień, i ważne przesłanie! Z pewnością nie raz będę do tej trasy wracał. To w końcu jak na tą porę roku - moja druga najdłuższa trasa, którą zrobiłem we Wrześniu - najdłuższa do tej pory jest ta: Dookoła Zalewu Kamieńskiego. Tu jednak nie chodzi o samą długość trasy, a idealne trafienie w pogodę, w skumulowane siły i odzyskanie wiary w możliwości dalekich podróży, których praca mi nie odbierze. Do tej pory sporo narzekałem, że praca mnie mocno ogranicza, zabiera sens mojego rowerowego życia i mocno zmienia jego przebieg. Jednak przez ostatnie lata przywykłem do nieco innej formy treningów i decydowania o swoim czasie. Długie trzy miesięczne wakacje, dające pełne możliwości przygód, z których najwięcej korzystałem jak dotąd w moim najlepszym rowerowym roku (2018). Dzisiejszy wyczyn, choć nie planowany, daje mi nadzieję na to, że mimo pracy mam wciąż szansę się rozwijać rowerowo, i pokonywać kolejne dystanse i ograniczenia! Tego się naprawdę nie spodziewałem, aby tak sobie po prostu pójść jak dzisiaj poszedłem na przejażdżkę i zrobić prawie 140 km! Chciałem tylko odtworzyć trasę z dnia 11.09.2014 r., która jest dla mnie bardzo ważną trasą, bardzo ważnym dniem. To była bowiem moja pierwsza 100 km trasa, która była zwieńczeniem całego rowerowego roku (2014), gdy zacząłem jazdy od skromnych 3 km a skończyłem na 100 km! Dzisiaj te 5 lat później i 21 tyś km później, przejechanych z Aurelią, mam znacznie większe możliwości. To wynika jednak z regularności i nie poddawania się przy okazji różnych niepowodzeń, nie patrzenia na pogodę. Tylko walka, walka tylko walka nieustannie się liczy, bo tylko ona daje nadzieję na kolejne wyzwania :) Naprawdę niespodziewaniem się i nie miałem w planie robić aż tylu kilometrów! I gdyby nie pewny błąd jaki popełniłem na trasie, otóż za szybko pozwoliłem sobie na zbyt szybką jazdę - to kto wie, czy nie dałbym rady zrobić dzisiaj dystansu aż 160 km! To wszystko jest tak niesamowite, że aż nierealne! Nierealne, że się udało, gdyż w tym roku 2019 r, idzie mi wyjątkowo słabo rower, mimo sprzyjających warunków pogodowych i dobrze rozpoczętego roku. To jednak idzie mi słabo, tras od 100,00 do powyżej 100 km zrobiłem raptem (z dzisiejszą) tylko 5. Choć, w całym 2018 r. nie było ich o wiele więcej. Bo było tych tras 8 + jedna powyżej 200 km, która już w ogóle jest moim rekordem życia, który w tym roku już nie poprawię, ale kto wie co przyniosą kolejne lata. Jakie kolejne wspólne wyjazdy, i przygody będę z Aurelią miał :) Życie dopiero się zaczyna, kolejne lata, kolejne kilometry i przygody. W tym rozpoczęta w tym roku - "przygoda" związana z pracą zawodową. Trasa bardzo ważna, na której podsumowuję dwa wydarzenia - 5 lat mojej Aureli, która skończyła te 5 lat w dniu 09.09 oraz 5 lat od pierwsze 100 km trasy (11.09). Aż chciałoby się wspomnieć o wszystkich wspólnych wyjazdach, i wszystkich zmianach jakie zaszły w świecie, który wspólnie oglądamy przez te minione 5 lat.. Ale to by było trudne trochę :) Bloga prowadzę dopiero od 2016 r., pierwsze nagrania z kamerki mam od Świąt Bożego Narodzenia 2015 r., a wcześniej - pozostają wspomnienia, zdjęcia, czasem jakieś krótkie nagrania z wyjazdów.. Trochę szkoda, że od początku współżycia z Aurelią, nie postanowiłem od razu prowadzić bloga i nagrań! Miałbym już w zasadzie ponad 21 tysięcy kilometrów wspólnych przygód! No nie mniej, dla nowych przybyszów, i tych co znają tego bloga, zachęcam do przejrzenia materiałów tutaj zawartych od trasy: Pierwsza jazda w nowym roku... z 08.01.2016 r po dzisiejszą, poprzesz wszystkie moje 465 jazd, jakie do tej pory miałem z Aurelią :) Poprzez wszystkie 465 opisanych na blogu przygód, a także poprzez nie opisane tutaj przygody, z których mam wspomnienia, filmy, nagrania.. Każde choć małe zwycięstwo, każda choć mała trasa, jest ważna i dokładna swoją cegiełkę do wspólnego wyniku i późniejszego rekordu. A przecież nie mogę powiedzieć, że zawsze było wszystko dobrze, że każda trasa, każdy plan mi się powiódł, że zawsze jeździłem gdy świeciło słońce. Otóż nie, nie, nie. Bywało różnie, i bywać różnie będzie. Co nie znaczy, że można się poddawać i nie jechać tylko dlatego, że pogoda jest taka czy inna. Robiąc te średnio 5k rocznie, jak robię, nie da się jeździć tylko przy idealnie sprzyjających warunkach pogodowych. Mierzyłem się z różnymi problemami na moich wyjazdach, mierzyłem się z różnymi dolegliwościami, myślami itd. To w końcu są setki godzin spędzonych na trasach. Często setki kilometrów pokonywanymi tymi samymi drogami. A także tysiącami minionych aut, ludzi, i innych rowerzystów! Tyle wspaniałych przygód, tyle wspomnień, tyle nagrań tras (od 2016 r.), tyle zdjęć i filmów (od początku) :) Mam setki zdjęć samej Aureli, w różnych okolicznościach, na różnych trasach. W najbliższych dniach, planuję przedstawić jakąś specjalną pracę, odnośnie tych skończonych 5 lat przez Aurelią! To w końcu ważne wydarzenie.., każde inne już nie będzie takie same. Tylko raz kończy się te 5 lat, tylko raz kończy się te 18 lat! :) Wszystko inne już nie jest takie same, a trudy życia są coraz bardziej dające się we znaki! Tym czasem cieszę się, że dojechałem tyle ile dojechałem XD No w sumie tylko 138 km, nie domknąłem ładnie trasy - no cóż, straciłem siły po 122 km. A to dlatego, że gdy już miałem ponad 90 km to mnie fantazja poniosła i szalałem z prędkościami 25-30+km/h i tak przez około 30 km to mnie wykończyło trochę! Tylko powtarzam na swoje usprawiedliwienie, że nie spodziewałem się, że zrobię dystanse tak długie jak ponad 100 km, jak prawie 140 km czy nawet więcej! Planowałem skromną trasę na 100 km, może 100 kilka kilometrów! Dzisiejszy wyjazd zawdzięczam jednak temu, że wziąłem sobie wolny dzień w pracy! :) Specjalnie wziąłem wolny dzień po to aby poświęcić go na rower, i ze względu na ograniczenie czasowe i dnia, i sztuczne jakim jest powrót do Szczecina, musiałem się nieco spieszyć w moich planach! Na trasę wyjechałem po godzinie 8 rano. A skończyłem ją tuż przed godziną 18. Ciekawe jest to, że trasa zaczęła się w moich rodzimych Płotach, przemierzyłem na niej moją ulubioną miejscowość i jej tereny: Golczewo, i zakończyłem trasę w Golczewie :) Nim jednak dojechałem do Szczecina już autem, nim byłem w akademiku, to była już godzina 20. Cały dzień w trasie jak za dawnych lat! :) Te wydarzenie z całą pewnością daje mi wiele nadziei i bardzo mocno buduje we mnie poczucie tego, że mimo ograniczonego czasu, pracy i tego dorosłego życia, mogę się dalej rozwijać ze swoją pasją i wciąż być dobrym amatorem wycieczek rowerowych :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 468
Trasa nr [łączna]: 551
Trasa nr [na blogu]: 465
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 124
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 543 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 457 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 8 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 773.94 km
Stan Licznika Końcowy: 912.74 km
Stan Licznika Końcowy2*: 908.98 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13158 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 13295 km
Maksymalna prędkość: 46.6 km/h
Przejechałem: 138.8 km
Przejechałem [msc]: 318.25 km
Przebieg roweru [rok]: 3906.42 km
Przebieg roweru [suma]: 21054.41 km
Przejechalem w 2019: 3906.42 km
Podroż dookoła świata (2019) 9.766 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 52.636 [%] km
Czas jazdy: 07:46:30 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1098:48:35 h
Czas Jazdy Suma (2019): 242:31:29 h
Czas Jazdy Suma (wrzesień): 18:02:32 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1322:14:43 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:36:30 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:57:21 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:52 h
Średnia: 17.87 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego rozpoczęła się dla mnie po godzinie 8 rano, gdy wyruszyłem w tą długą i niepewną podróż. Nie było do końca pewne gdzie i jak pojadę. Rozważałem takie możliwości jak do Świnoujścia i na pociąg, lub nawet do Goleniowa i na pociąg. Początkowo Goleniów, wydawał mi się nie osiągalny. Było to kilka dni temu temu, gdy myślałem, że nie dam rady zrobić 150 km na dzisiejszej trasie! A okazuje się, że gdybym pojechał na spokojnie to dałbym radę. A kto wie czy nie dałbym rady dojechać do Szczecina - robiąc nie bagatela odległość, liczącą 180 km! No nie mniej należy pamiętać, że na trasie nie jechałem z dużym obciążeniem, bo nie brałem szpargałów do Szczecina. Więc było mi nieco łatwiej, miałem ze sobą 2 butelki wody, po drodze skusiłem się na pączki i 1L Pepsi :) Kilka kanapek i bluza i w sumie tyle. Więc miałem duży luz, pod względem gabarytowym. Gdy wyjeżdżałem i prawie przez całą trasę towarzyszyło mi słonko. Ubrałem się jak na Jesień, do której jest coraz bliżej.. niestety.. nie lubię Jesieni. Źle mi się kojarzy. Wiem, że do tego może być parę lat, a może i nie, ale tak coś przewiduję, że ja swój kres życia właśnie Jesienią doczekam.. Wtedy zrobię moje ostatnie trasy z Aurelią, i to będzie już koniec mojej historii i prowadzonego od lat bloga. No ale nic, na razie jestem tu, dzisiaj. Zmagam się z trudami trasy, która wiedzie mnie po miejscami mokrej jezdni, w moich ulubionych stronach mojej ulubionej drogi DW108 :) Piękne tereny, z którymi jestem bardzo mocno emocjonalnie związany. Za każdym razem żal mi opuszczać te strony! A tak tylko wspomnę, że od mojej ostatniej trasy: Iglice: "Pałacyk jak ze snu", aż po koniec wczorajszego dnia - mną stop padało, mną stop było brzydko.. Najgorzej wyglądał właśnie poniedziałek (09.09) i wtorek (10.09). Te same dni, które 5 lat temu były ładne. Gdy te 5 lat temu, dopiero poznałem moją Aurelię, zrobiłem na niej moją pierwszą trasę (10.09) - do Makowic, po to aby kolejnego dnia - 11.09.2014 r. pojechać na moje pierwsze 100 km, które stuknęły mi w Międzyzdrojach. Teraz te 5 lat później zmieniło się bardzo wiele. Świat już nie jest taki sam jak był, ja też taki nie jestem. Coraz smutniejszy, starszy i bardziej nieszczęśliwy. Jestem już po studiach, zacząłem pracę. Obserwuję jak zmienia się na gorsze świat dookoła mnie. Nic nie jest takie samo jak te 5 lat temu. Nawet pogoda :) Chociaż dzisiaj dopisała. I co prawda ubrałem się za ciepło -.- Ale już się nie przebierałem. Z rana było chłodno, wciągu dnia zrobiło się naprawdę ciepło i fajnie. Tylko chwilo, gdy byłem pod Wisełką, pod Wolińskim Parkiem Narodowym a tym samym pod Międzyzdrojami, na chwilę się słonko chowało. Na dobre dopiero pod koniec mojej trasy gdy mijałem Parłówko zaczęło się dziać coś nie dobrego. Tylko, że przynajmniej w mojej okolicy nic z tej zawieruchy pogodowej nie wynikło. Miło było mi wspominać, pojechać znów znanymi trasami i odtwarzać sobie w głowie moje najlepsze trasy, które prowadziły tymi drogami! O np: Bałtycki Wojaż. Na dzisiejszej trasie byłem świadkiem bardzo wielu różnych wydarzeń. I wciąż trwających jak rozwijająca się choroba niekorzystnych zjawisk. Tj. dalsza masowa wycinka drzew, wiele skurwysynów wożących te drzewa. Od kilku dobrych miesięcy nie oglądałem tego zjawiska, więc może chwilowo o nim zapomniałem. A dziś powróciło.. Są widoczne również inne zmiany - wspominałem kilka razy o projekcie rur, o Sownie, gdzie robią te rury i, że od jakiegoś czasu w ogóle nic nie robią. Aż do dzisiaj, albo do momentu poprzedzającego dzisiejszą trasę. W końcu wykonawcy gazociągu ruszyli dupę i zaczęli coś tam robić. Na wyjeździe ze Sowna mijałem dźwigi, które coś tam miały robić. Ostatni raz, wspominałem o tym problemie na trasie: Wiejskie historie. I dalej długo, długo nic, prócz uroku wsi, pięknych tras i chwil, które mi towarzyszyły i oczywiście tych cholernych ciężarówek przewożących wymordowane drzewa.. Kolejne zmiany widziałem tuż pod Golczewem, gdzie zdaje się, że będą budowane chodniki. No cóż - idą wybory, no to co się dziwić! Trzeba się pokazać! Poustawiane słupki, ewidentnie coś się będzie działo pod samym Golczewem. A tym czasem wjeżdżam w strony najbliższe memu sercu, które najbardziej mi się podobają, i najwięcej dla mnie znaczą. Wiejskie drogi, prowadzące do Stuchowa przez Upadły, Wołowiec, Mechowo i Ciesław. Te tereny pod Golczewem, najbardziej do mnie przemawiają, i są tak urokliwe, że mógłbym tam spędzać wszystkie chwile jakie zostały mi do przeżycia w życiu. Wszystkie.. I właśnie w tych urokliwych miejscach toczyła się moja dzisiejsza walka o moją dzisiejszą trasę. Poczułem się jeszcze przed Mechowem trochę zmęczony. Ale nie chciałem się zbyt szybko poddawać! Jakoś to przezwyciężyłem. W pamięci miałem wciąż chwile i wspomnienia jakie wiążę z dniem 11.09.2014 r.. Gdy tak wiele się zmieniło.. I gdy osiągnąłem w trudach swój cel. Nie poddałem się, walczyłem dalej byle dalej i dalej. To jest pewny problem długodystansowych tras. One trwają i trwają. I końca nie widać. I prawie każda taka trasa, w pewnym momencie ma jakiś trudny moment, który trzeba przezwyciężyć i jechać dalej. Sposobów na poradzenie sobie z tym problemem jest wiele :) Swoich tajemnic zdradzać nie będę ;> Ale mam swoje sposoby, aby próbować dalej. Walczyć dalej. I tak! Dalej jest lepiej! Tak udało mi się dojechać do Stuchowa, wkrótce do Świerzna. Od Świerzna przez Pobierowo aż do Międzyzdroi, często mijały mnie betoniarki.. I jeden dość paskudny pojazd, któremu życzę aby się rozbił i spłonął doszczętnie.. Ten minął mnie za Świerznem wzdłuż drogi DW103 w stronę Trzebiatowa. To kurwa jebana, co wyżyna wszystkie drzewa w lasach. Hałasujące monstrum.. Przeraża mnie ludzka chciwość i bandytyzm. Do czego to wszystko dąży. Do czego ten świat dąży, który z każdym rokiem popada w coraz większą ruinę. Staczający się świat, podziwiałem na drodze w stronę Pobierowa, gdzie chuje jebane wyżynają kolejne lasy... pozostawiając zgliszcza normalności. Wszystko wyżynają i niszczą i nie pozostaje nic. Ta zaraz coraz głębiej sięga! Dzisiaj widziałem jak wyżynali i niszczyli drzewostan Wolińskiego Parku Narodowego! Nie przestrzega się już żadnej świętości! Moja trasa tymczasem trwała dalej, mijałem Gostyń, Pobierowo. A wraz z Pobierowem wyremontowaną drogę DW102. Którą dojechałem już do Międzyzdroi. Ciężki kawał drogi był przede mną. I bardzo różnorodny. Niekiedy miałem ścieżki rowerowe, niekiedy nie.. A nawet trafiłem na nowe drogi rowerowe, które ciągnęły się za Dziwnowem do Międzywodzia. Powiem tak, często na blogu narzekam na ścieżki zbudowane z kostki brukowej, która jest ułożona wzdłuż kierunku jazdy a nie w poprzek. Na nowych ścieżkach też była taka kostka ułożona wzdłuż. Ale nie jechało mi się po niej źle! Nie uciskał mi rower. Nic się nie działo. Do czasu, gdy zjechałem na stare, nierówne ścieżki, które są w taki chujowy sposób robione. Tam się już jechać nie dało. No cóż, w drodze do Międzyzdroi mijałem te nadmorskie kurorty, gdzie już ludzi prawie w ogóle nie ma. Jest już po sezonie. Ewidentnie to widać. Wszystko się kończy, coraz więcej liści na drzewach przybiera jesiennych barw.
A ja wciąż jadę, wciąż się zmagam z trasą! Im bliżej Międzyzdroi, tym bardziej pewny swych sił jestem. I to na tyle, że rozważam czy w ogóle do Szczecina nie jechać na rowerze! Bo jestem coraz bliższy zrobienia 90 km, które dzielą mnie do przyjazdu do Międzyzdroi a zmęczenia nie czuję! Chcę tylko jechać i jechać! A moim ograniczeniem jest jedynie czas, który mija coraz szybciej. Wkrótce moim ograniczeniem i wyzwaniem staje się Puszcza Wolińska. Biegnąca tam droga DW102, stawia mnie przed wyzwaniem poradzenia sobie ze stromymi podjazdami, które ciągną się przez znaczną część tych ostatnich kilometrów jakie dzielą mnie do Międzyzdroi. Prócz wzniesień, są też zbocza, z których bez pedałowania, osiąga prędkości >30 km/h i >40 km/h. To taka miła odskocznia i wynagrodzenie trudów podjazdów. I w końcu jestem! Międzyzdroje! Nawet one się mocno zmieniły od mojej ostatniej wizyty z przed roku. Nastawiane tutaj od zajebania słupków, groźno brzmiące tablice, że trzeba płacić za każdy postój.. Przyjazne miasto. Przyjazny chciwy świat. Będąc w mieście czym prędzej, bocznymi uliczkami, skierowałem się do centrum miasta, skąd prosto na plażę, na molo :) Byłem tam chwilę po godzinie 15. Było cieplutko, fajnie :) A ja tylko na chwilę tu wstąpiłem zrobić kilka zdjęć Aureli, kilka zdjęć siebie na tle Aureli (pewnie selfie ;>), i w drogę. Właśnie teraz mając nieco ponad 90 km zrobionych, zacząłem za bardzo szaleć z prędkością. Wyjeżdżałem z Międzyzdroi jeszcze z normalną prędkością, w miarę spokojnie. Ale gdy już wjechałem na drogę DK3 / S3, to wstąpiły we mnie nieznane siły, i zaczął się rajd szybkich prędkości! Poruszałem się z prędkościami zbliżonymi do 30 km/h czasem nawet i więcej! Ten rajd nie ustawał, a wraz z nim przemijał dzień. Na horyzoncie pojawiały się podejrzane chmury, które jakby chciały nieść deszcz, burzę czy inną nawałnicę! Z nie spokojem przyglądałem się tym chmurom, które nieustannie goniłem. Z nie spokojem przyglądałem się także moim dokonaniom. I tak minąłem granicę 100 km, 105 km.. I wciąż i wciąż szybko jechałem i wciąż mnie siły nie opuszczały. Co robiło się dla mnie dziwne i niepokojące! Tak minąłem Wolin, wkrótce znalazłem się pod Parłówkiem. I zdecydowałem się zjechać na Parłówko, na drogę DW108 i powrócić do domu, w rodzinne strony! Cała trasa miałaby nie całe 160 km. I być może udałoby mi się tego dokonać. Wtedy na Szczecin ruszyłbym jutro rano. Być może :-) Ale trochę się przeliczyłem. Około 30 km takiej szybkiej jazdy dało mi się we znaki. Ja mógłbym tak jechać - owszem, ale w ostatnich kilometrach do domu! A zacząłem w okolicy około 60 km do domu sobie szaleć! I o ile na bardzo ruchliwej drodze DK3 (miejscami S3), gdzie nie jedzie się fajnie, w tym ciągłym szumie aut.. jakoś sobie dawałem radę z prędkością, popychanym będąc przez wiatr - to o tyle zjeżdżając do Parłówka poczułem się zmęczony. Stałem na drodze DW108. Minąłem tablicę, informującą mnie, że do centrum Płótów jeszcze 38 km. Ja miałem na liczniku 121 km przejechanych. I tak rozważałem aby jechać na te Płoty! Byłem pewny, że dam radę! Zadzwoniłem do ojca aby po mnie nie wyjeżdżał, że pojadę do Szczecina jutro rano a nie jak było planowane dzisiaj. I miałem zadzwonić gdyby miało się coś zmienić. I się zmieniło. I to bardzo szybko. Raptem 5 km później mijając miejscowość Dobropole, stwierdziłem, że to nie ma sensu, że ja już nie dam rady tyle jechać. Choć starałem się trzymać prędkość. Nie schodzić poniżej 20 km/h. To było już jednak za dużo dla mnie. Postanowiłem dojechać tylko do Golczewa. I wrócić dzisiaj na Szczecin. I nawet ta droga do Golczewa, te ostatnie kilometry (od kiedy dzwoniłem, pozostało mi do zrobienia 11 km) - było bardzo ciężkie. Po drodze zrobiło się szaro, za mną słońce zakryły podejrzane chmury. Coś się nie dobrego w pogodzie działo. Sam nie wiem co. Coś bardzo nie dobrego. Kilka razy przystanąłem aby zrobić kilka zdjęć, i w o wiele gorszych warunkach pogodowych ruszyłem dalej. Zrobiło się szaro, mocniej wiał wiatr.. Jakoś jednak dojechałem, choć naprawdę ostatkiem sił. Pod samochodem, pod niebieską taksówka :D, miałem zrobione dokładnie: 138.55 km w czasie: 7:44:07 co dawało mi średnią 17.9 km/h. Niestety pod akademikiem musiałem stanąć trochę dalej autem. I cóż, dojechałem więc do akademika i do rowerowni. A, że ta operacja to nie kilka metrów, jak w moich rodzinnych Płotach, że mogę to sobie darować czy wrzucić w błąd statystyczny ;] Tylko większa odległość, muszę to doliczyć do stanu licznika i trasy. Co prawda nie zawsze tak robię, ale to nie jest dobre, bo to jest jednak znaczna odległość, która po kilku takich trasach potrafi dać nawet 1 km! A to sporo. Więc ostatecznie po dojechaniu w akademiku, stan mojej trasy zmienił się o całe 250 metrów. Niestety doszło parę sekund jazdy dłużej, co zmniejszyło mi osiągniętą średnią prędkość z 17.9 km/h na 17.8 km/h. Nie, żeby mi zależało na tej średniej, ale średnia prawie 18 km/h na tak długiej trasie to jest jednak bardzo duży sukces. Przynajmniej dla mnie. W ogóle ta trasa to duży sukces i wielkie osiągnięcie! Moja najdłuższa trasa w 2019 r., którą dodatkowo uhonorowałem oznaczeniem trasy Finału Wakacji 2019 r. Bardzo ważne wydarzenie, podsumowujące pewny okres w życiu, pewnych 5 lat, które już minęły. I przygód, i tras, które podczas tych lat przeżyłem i miałem. Teraz wstępuje na nieznane ścieżki nowych przygód! Na koniec dzisiejszego wpisu, wspomnę jeszcze, że przed dzisiejszą trasą miałem w planie wymienić sakwę, która jest mocno zużyta, o czym wspominałem w ostatnich wpisach kilka razy, a także myślałem o wymianie napędu, który łącznie z dzisiejszą trasą ma nabite ponad 7k km, a dokładnie: 7 251 KM! To znacznie więcej niż moje poprzednie napędy, które zbliżając się już do 7k, zaczęły powodować problemy. Problem w zasadzie powodował łańcuch, zbyt wydłużony, źle się jechało, ciężko. A dzisiaj tylko miejscami trochę słabiej mi się jechało a tak to całkiem nieźle! To bardzo dziwne.. W końcu na obecnym napędzie jeżdżę od trasy: Popołudniowe testy osprzętu. Co daje prawie 14 msc czasu eksploatacji i wiele tras, wiele wyzwań pogodowych również! Jestem mocno zaskoczony (oczywiście pozytywnie) trwałością tego drogiego łańcucha. Kosztował w końcu 100 zł. Ale się nieźle trzyma.. jak na łańcuch o który się nie dba.. Ciekawe jak długo ten stan rzeczy jeszcze potrwa :) Choć przyznam szczerze, że ta nieznana mi dotąd długowieczność napędu zaczyna mnie trochę niepokoić :( No ale co tam będę się martwił, dzisiaj mam co świętować! Wszystkiego Najlepszego Aurelio z okazji Twoich 5 urodzin, życzę Ci miliona kilometrów przebiegu!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)