22.07.2023
Jazda nr: 1265

Tagi: MM, drzewa, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa to kolejna wspólna z MM przygoda, w dotąd dość fajnych stronach, które zostały dość mocno wykarczowane. Poruszałem ten wątek wiele razy, i niestety muszę go znów poruszać. Trochę się ten zamordyzm na drzewa uspokoił, albo po prostu nie jeżdżę w miejsca gdzie widać by było ślady tych działań bo jakiś czas nie widziałem. No ale tu? W lasach przy Dąbiu... Trudno nie zauważyć co tu się dzieje. Można porównać materiały np. z tymi: Paprotne opowieści. Często się do tej trasy odnoszę. Jest w sumie taka wyjątkowa i do tej pory nie powtarzalna. Także fajnie było wybrać się tutaj wspólnie! Tylko pogoda nie zbyt dopisuje - jest co do zasady jak na lato dość zimno... Wietrznie... A do tego tego wszystkiego robactwa tyle, że ani postać gdzieś ani przejechać. Dość agresywnie nastawione jest w tym lesie a raczej to co z tego lasu zostało - dosłownie wszystko... Komary, mrówki, końskie muchy a nawet - giezy (gizy) bydlęce. To coś - a w locie to takie niepozorne - bo takie wielkie, żerowało przy początku leśnego parkingu przy leśniczówce Dąbie. Stąd zresztą zaczynaliśmy i kończyliśmy dzisiejszą przygodę, która nie miała ustalonych żadnych konkretów co do tego, że gdzieś konkretnie pojedziemy - czy to w te czy inne miejsce. Z założenia mieliśmy trochę po tym lesie się pokręcić. Jednak na miejscu trzeba było nasze założenia nieco zmienić. Najbardziej bezpieczny czas na takie ekspansje wydaje się dopiero od późnej jesieni przez zimę po maksymalnie wczesną wiosnę. W okresie letnim to bez szans... Efektem tej może i nie dużej trasy są liczne pogryzienia - głównie przez komary choć nie tylko - zdarzają się również przez te końskie muchy. Dzisiaj pojechaliśmy to pojechaliśmy - jednak kolejny raz będzie mi trudno się przełamać do jeżdżenia w tak niebezpiecznych miejscach w okresie letnim ;) No a mogłaby być susza nie? W końcu mówiono, że jest jakaś susza. Fajnie było, prawie 2 msc w ogóle nie padało gdyby ten stan utrzymywałby się dalej z jakimiś sensownymi temp. to tego robactwa tyle by nie było. A tak są cały czas, są cały czas aktywne i mnożą się na potęgę... Utrudniało to nieco trasę. No ale co ciekawe były miejsca gdzie harce robactwa były mniejsze - to przy jeziorze Popiel. Tam jedynymi szkodnikami byli ludzie a nie owady. I to ludzie jako jedni z największych szkodników - uszkodzili gruntową drogę dojazdową do jeziora Popiel od strony miejscowości Skrzydłowo... Wszystko przez chciwość. W tym miejscu byłem kilkanaście razy w tym roku (dokładnie na początku roku rowerowego). I to co zastałem teraz.... Cała droga rozjebana przez ciężki sprzęt, kolejne wycinki drzew i to na nie spotykaną dotąd skalę. A drogę kto zrobi?! Teraz już nikt. Gdyby w trybie natychmiastowym wprowadzić przepis, że te śmiecie (leśnicy) mają całkowity zakaz wjazdu do lasu czymkolwiek... To może z czasem sytuacja by się polepszyła (warunki pogodowe) i ugniecenie przez samochody. W końcu wielu turystów tu przyjeżdża. A to w sumie fajne miejsce, które jeszcze w zeszłym roku pokazała mi JS... A ja teraz pokazałem je MM. Skoro i tak nie mieliśmy na dzisiaj żadnych sprecyzowanych planów - to czemu nie - przyjechaliśmy właśnie w tu, te dzisiejsze sobotnie po południe, pełne wszelkiego latającego robactwa. Choć jak podkreślam, gorsi od robactwa są tylko ludzie i ich chciwość, która powoduje te nieodwracalne szkody wobec natury.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1272

  • Trasa nr [łączna]: 1351
  • Trasa nr [na blogu]: 1265
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 13
  • W tym roku: 105

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1339 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1253 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 16366.7 km
  • Stan Licznika Końcowy: 16403.98 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 16284.58 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 28842 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 28879 km

  • Maksymalna prędkość: 23.6 km/h

  • Przejechałem: 37.28 km
  • Przejechałem [msc]: 561.84 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4049.43 km
  • Przebieg roweru [suma]: 53103.68 km

  • Przejechalem w 2023: 4049.43 km
  • Podroż dookoła świata (2023) 10.1236 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 132.7592 [%] km

  • Czas jazdy: 03:28:41 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3384:13:20 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3160:47:12 h
  • Czas Jazdy Suma (2023): 276:05:24 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 38:18:47 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:56:50 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:37:46 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:06 h

  • Średnia: 10.75 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest jedną z nie licznych, po 2020 r., wspólnie przejechanych z MM tras. Bywały fajne lata, że trochę tych tras razem przejechaliśmy. A teraz bywają takie "chude" lata... Więc każdy taki wyjazd jest wyjątkowy ;) No ale dzisiaj to trzeba MM pochwalić - fajny wyjazd, naprawdę sensowne kilometry. A nie jakieś takie drobne kręcenie się dookoła lotniska w Makowicach. Dzisiaj zaważa czas, no wyjeżdżaliśmy dość późno - gotowi do drogi bliżej godziny 16. No ale gdyby jechać tak z rana? To można by było MM przeciągnąć nawet na jakieś 70-80 km i byłoby jeszcze ładniej! Choć podkreślam - dziś też nie jest źle! Trochę po lasach, te drogi też takie różne od sensownych (utwardzonych) po takie, po których ciężko jechać. Mocno zniszczone i piaszczyste... A w tym miejscu może warto podkreślić tytuł dzisiejszego wpisu. No bo nie bierze się on znikąd - po tych sensownych - utwardzonych drogach, którymi jechaliśmy od leśniczówki w Dąbiu, mijaliśmy (na co zwrócił uwagę MM) dość wysokie paprocie - niektóre miały ponad 1m wysokości! Fajnie wkomponowywały się w mroczny urok lasu... Przecinanego pustymi przestrzeniami wymordowanych drzew. I tak do drogi Wicimice - Stara Dobrzyca, z której skręciliśmy na Starą Dobrzycę a dalej odbiliśmy na wieś Stolążek. A za nią już tylko piach... Dużo piachu... Ładne widoki :) Wkrótce miałem nadzieję, że będzie lepiej. Jak wjedziemy w główną drogę ze Skrzydłowa do jeziora... A wjeżdżaliśmy już od końca kamiennej trwogi... A to niestety... Dotąd było fajnie, utwardzona i dobra droga. Obecnie zryta, zniszczona. Miejscami trzeba było uważać aby się nie wywalić. Jechać rowerem po tym nie szło... Wszystko skurwysyny zniszczyli. Po drodze wycinając kolejne hektary drzew... Jedynym ale krótkim pocieszeniem jest same jezioro. Co to za pocieszenie skoro teraz dojazd do niego będzie prawie, że nie możliwy i na tyle irytujący, że pewnie będzie zniechęcający?... Jeśli się nic oczywiście nie zmieni. Choć na to bym nie liczył. Zacznie się kolejna faza wycinania drzew i kolejne drogi będą w coraz gorszym stanie. Do tego to wszystko zmierza... No cóż, krótka ale fajna wizyta przy jeziorze Popiel dobiegła końca. I teraz powrót - znowu przez tą rozjebaną drogę, potem stabilną ale wkurwiającą po tych kamieniach... Byle tylko stąd wyjechać... Byle dotrzeć do drogi DW112 co w końcu nastąpiło. Tylko zbliżał się już wieczór, było odczuwalnie chłodniej. Nim się dojechało to już w ogóle było po zachodzie słońca - którego w sumie dziś nie było. Nim się pojawił to chmury zagościły się na niebie. Jednak dzisiejsza trasa i tak kończy się ciekawie. W taki nie oczywisty sposób ;) Zmierzając już do Modlimowa, nie pojechaliśmy dalej drogą DW112. Odbiliśmy na Kurniki, na które w sumie też nie pojechaliśmy. A udaliśmy się dalej, taką wydeptaną ścieżką, której nie ma na mapie! Udaliśmy się dosłownie przy ogrodzeniu drogi S6, mijając z lewej strony jezioro Dąbie. Tu w sumie jeszcze nie byłem... Pewnie jesienią albo zimą się wybiorę :) Teraz to trochę ryzykowne się tam pchać - robactwo mnie zeżre... Więc sobie daruję. Minęliśmy jezioro i wyjechaliśmy przy takiej fajnej łące za Modlimowem w stronę Dąbia. Przy zbliżającym się zmierzchu i odczuwalnym spadku temp. pozostało pokonać ostatnie wyzwanie w dniu dzisiejszym - podjazd pod górkę w stronę Łabunia Wielkiego - no ale dla tak wprawionego towarzysza podróży - MM - nie stanowiło to żadnego problemu! ;) Mógłbym go z powodzeniem zabrać na dłuższe dystanse i większe wyzwania. Tym czasem kolejna trasa a co za nią idzie - kolejna przygoda dobiegła końca. Mimowolnie trzeba było się rozstać i tak do kolejnej wspólnej trasy. Jak tu wyraźnie napiszę, iż liczę, że nastąpi to wkrótce - to może tak się stanie? :)

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa22lipca2023zdj1.jpgtrasa22lipca2023zdj2.jpgtrasa22lipca2023zdj3.jpgtrasa22lipca2023zdj4.jpgtrasa22lipca2023zdj5.jpgtrasa22lipca2023zdj6.jpgtrasa22lipca2023zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)