Trasa z dnia dzisiejszego jak przystało na początek weekendu, i co zresztą było zaplanowane, była dłuższym wyjazdem. Nie spodziewałem się jednak, że aż tak długim, że dnia zabraknie! I to dosłownie! Bowiem na trasie, a w zasadzie na jej końcu przyszło mi i towarzyszom podróży, pożegnać dzień pięknym zachodem słońca, po którym powoli następował zmrok.. Kończy się kolejna przygoda, dzisiaj niebanalna ;) Choć pierwotne plany były nieco inne, być może bardziej przystępniejsze.. I jakby policzyć to krótsze no ale nic.. Może innym razem :) Jak na jeden dzień i tak jest OK. Sporo się przejechało, sporo się zobaczyło. Dla mnie dzisiejsza trasa to odkryte nowe drogi, i ich urok, związany z letnią aurą, i pięknym słonecznym dniem.. Nowe strony i odkryte drogi w drugiej części dzisiejszej wycieczki - po Niemieckiej stronie, po stronie wroga ;] Po Niemieckiej stronie zdarzało mi się jeździć. Choć nie dużo, ale się zdarzało.. Ale i tak tą stronę mało znam, bo i mało tu bywam. A to się raczej nie zmieni jeśli nie wrócę do pracy w Szczecinie to aż tak dobrze tych stron nie poznam, jeżdżąc co najwyżej co jakiś czas na jakiś weekend, czy kilka dni w urlopie poświęcając na wojaże, w nowych nieznanych stronach.. Nie mniej - mimo, że ta perspektywa jest kusząca, nie chcę zostawiać swoich rodzinnych stron, nie chcę z nich wyjeżdżać.. I wracać do życia, które za sobą zostawiłem. Do tego się nie da przyzwyczaić, i nauczyć tak żyć. Nigdy się nie nauczyłem życia w mieście, a przejazd przez nie (miasto) nie jest zbyt komfortowy.. Oczywiście Szczecin to same zło i dlatego ;) Miałem jednak dzisiaj okazję odświeżyć sobie pamięć o starych drogach, które tutaj tyle razy mijałem w okresie 05.2019 - 03.2020, gdy najczęściej bywałem w Szczecinie i tu odgrywały się moje rowerowe wojaże, tu powstały nowe często powtarzane trasy: _zs:50-tka, 20-tka, SmutnaTrasa czy najważniejsza Sklep Dino. Jeśli ów o Dino mowa to wracaliśmy dzisiaj przed Przecław, i ten słynny sklep także ;) Wiąże mnie z nim przecież tyle wspomnień i wspólnych wojaży.. Trochę po Szczecinie pojeździłem choć całego nie udało mi się zjeździć i poznać. Okolic również nie.. A zresztą nie bywam tu tak często jak kilka tygodni temu, i już nie pamiętam ani miasta ani jego okolic.. Te drogi, niby znajome a owiane nutką tajemnicy.. Niby takie powroty dobre a jak się zaczyna o tym myśleć to mam wobec tego mieszane uczucia.. Najważniejsze jednak jest to, że główne cele trasy zostały osiągnięte. Mnie zależało dzisiaj na Urbexowym wyjeździe na zwiedzeniu Wiskordu (o którym mogłem błędnie pisać: Discord XD) na Szczecińskich Żydowcach. Fajne miejsce, które ma wciąż swoje tajemnice nieodkryte.. Więc w miarę możliwości powróciłbym tu jeszcze.. Jeśli nie w tym roku, to przecież w przyszłych latach też będę prowadził bloga i swoje wojaże.. Nie mniej mogę śmiało powiedzieć, że Wiskord zaliczyłem, trochę Niemieckich stron także.. A te strony.. Takie piękne i naturalne.. Warto będzie tu jeszcze wrócić.. :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 646
Trasa nr [łączna]: 728
Trasa nr [na blogu]: 642
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 122
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 719 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 633 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3576 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 3661 km
Maksymalna prędkość: 42.8 km/h
Przejechałem: 84.59 km
Przejechałem [msc]: 815.4 km
Przebieg roweru [rok]: 5096.53 km
Przebieg roweru [suma]: 27662.26 km
Przejechalem w 2020: 5096.53 km
Podroż dookoła świata (2020) 12.7413 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 69.1556 [%] km
Czas jazdy: 05:20:53 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1524:08:09 h
Czas Jazdy Suma (2020): 325:44:49 h
Czas Jazdy Suma (lipiec): 51:31:00 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1747:34:17 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:13:11 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:40:12 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:34 h
Średnia: 15.86 km/h
Dzisiejszy wyjazd był pełną próbą i wielkim wyczynem dla uczestników wyjazdu a może niektórych z uczestników jak np. GM ;> A dla mnie też.. Przecież każdy wyjazd to jakieś ryzyko, że coś się nie uda, że coś się zepsuje, że można nie dać rady.. Spodziewałem się dzisiaj przebiegu rzędu ~70 km. Nie planowałem szaleć, ale będąc pod złym wpływem kolegi MK, w większości trasy mocno cisnąłem.. Choć nie widać tego po średniej z całej jazdy, ale na dużych etapach trasy dominowały prędkości rzędu 20-25 km/h a czasem nawet 25-30 km/h a jeszcze rzadziej nawet >35 km/h! Dużo niezdrowej popisówy, i ścigania się z kolarzówkami ;) Strategicznym elementem był przejazd przez miasto. Zaczynałem trasę od Szczecińskich Pomorzan i tu ją kończyłem. Z Pomorzan drogą przez cmentarz znalazłem się z kolegą MK na ul. Ku Słońcu, w drodze do serwisu rowerowego Konik ;) Nie żeby to była jakaś reklama, i że ktoś mi za to płaci, ale gdybyście byli w Szczecinie i mieli problem ze swoim rumakiem (rowerem) to polecam serwis Konik ;) Jedyni co się znają w tym mieście, a co za tym idzie, nie są zbyt tani.. Za to są porządni.. No ale nie są zbyt tani.. Ale za to.. Zaraz się w tej historii zakręcę, jak w przejażdżce po mieście, która prowadziła teraz na osiedle Kaliny. A ja się tak dobrze orientuje, gdzie ono jest, że dzisiaj 2x chciałem tam jechać przez ul. Łukasińskiego XD No nie ważne, nie mniej towarzysz trasy GM wyruszyła sama.. Nie spotkaliśmy się jednak szybciej będąc już na Wiskordzie. To ja z MK, mając przecież czas do tyłu byliśmy szybciej. A przecież nie było szaleńczej jazdy.. Jadąc trasą Poznańską nie jechałem szybciej jak 20-22 km/h. A i tak się w miarę szybko dotarło.. Choć to nie są te same czasy, jak na trasie: Szczecin - Nowe Czarnowo. Trasa Poznańska zamknięta dla aut. Było tu spokojnie i komu to przeszkadzało? A zresztą jeszcze jednego czynnika, większej ekipy. Dzisiaj bardziej smutno tak w dwie osoby.. No nie mniej wkrótce byliśmy na słynnym Wiskordzie, dawnej fabryce jedwabiu. Nieco więcej historii o tym miejscu, można przeczytać w artykule: Co zostało po Wiskordzie?. Będąc już na miejscu, mała rundka po ruinach miejsca, dojechaliśmy do wielkich kominów tej dawnej fabryki, które mają niebagatelny rozmiar 250metrów! Trafiliśmy dzisiaj na super atrakcje, skoki z komina.. To oficjalnie i legalnie rejestrowane wydarzenie, można nawet zakupić bilety i samemu wziąć udział: 550 zł kosztuje taka impreza: Skoki z kominów Wiskordu. Chwilę po popatrzeniu na atrakcje i mały tłum ludzi, który związku z ową tutaj zjechał - rozpocząłem swoją eksploatację tych miejsc, budynków. Dłuższą chwilę to zajęło.. Musiałbym jeszcze wspomnieć o ataku terrorystów czy tam antyterrorystów, wiecie taki CS w rzeczywistości ale niestety nie mogę :( To były warunki zwolnienia jako zakładnika, że nie powiem xDD A tak serio to jakieś dzieciaki się tutaj bawiły pistoletami na kulki, ale w pełnym stroju wojskowym ;) I to była w sumie pierwsza i najciekawsza część wyprawy. Druga już taka ciekawa nie jest. Droga na Niemcy przez Gryfino. Po drodze próbowałem złapać się na pamiątkową fotkę na fotoradarze ale niestety byłem za wolny. Miałem tylko 38 - 39 km/h prędkość. A pstryka od ok. 50 km/h :( No cóż, aż taki dobry nie jestem aby po prostej pod wiatr tyle dopierdolić, a szkoda.. szkoda.. Może innym razem się uda. A tym czasem Gryfino, tu dłuższa przerwa na obiad w postaci pizzy, i po posileniu się, w pełni sił i zregenerowaniu się można było się udać przez Mescherin na Niemiecką stronę. Tutaj udaliśmy się do wsi Gartz. Piękna i malownicza droga do niej prowadziła.. Tam punkt widokowy na cholernie stromej górce, pod którą próbowałem 2x podjechać! Tylko się spociłem jak świnia przed ubojem.. Bez szans podjechać. Tylko mnie i innych komary zaatakowały.. Ale zaciągnąłem na górę rower.. Gdzie czekała ławeczka i chwila odpoczynku. Było warto. Przepiękne widoki na malowniczą Odrę Zachodnią.. I cóż, już pogryziony i dalej atakowany przez robactwo wyruszyłem z ekipą dalej.. Powrót na szczęście inną drogą. Drogą B2 do samej granicy w Polsce. Po drodze rozmaite żółte pola.. Piękny zapach wsi.. Pracujące w polu kombajny.. Oczarowało mnie to do reszty.. I rozmarzyło.. Na pewno tu wrócę! Piękne strony.. Sama droga B2 i jej walory też niczemu sobie. To nie jak w Polsce, że wszędzie skurwysyny wszystko wycinają. Tu drzewa przy drodze mogły rosnąć.. W Polsce dokładnie w Rosówku była większa przerwa.. I wkrótce dalsza jazda.. Goniąc zachód słońca.. A przed Kołbaskowem goniąc kolarzówki.. MK i ja się zerwaliśmy za nimi, nie wiem ile miał MK na liczniku ale ja miałem ponad 40 km/h pod górkę na przełożeniu 2x8 (jakieś 38-11) chyba moja środkowa tarcza na korbie ma przełożenia 28-38-48. Mam zresztą standardową to chyba tak będzie.. Nieźle pocisnąłem.. I wkrótce mijało się Przecław i sklep Dino.. I wjechaliśmy na nowo do miasta. Odprowadziliśmy koleżankę GM pod dom.. I ruszyliśmy na Pomorzany - ile miałem możliwości i sił tyle gnałem. Mijałem znane mi strony do których mam sentyment jak akademik "Slumsy" na ul. Boh. Warszawy.. Eh.. Fajnie by było znów móc tu mieszkać.. I znów być studentem.. Fajnie by było znów móc przeżyć tą trasę, tak sobie o niej myślę, gdy już się skończyła.. Bo właśnie już były jej ostatnie chwile.. I ostatnie zatargi z debilami przed Placem Szyrockiego, jakiś idiota w aucie miał uwagi, że obok ul. Boh. Warszawy jest droga rowerowa Oo. Ale on chyba nie wie co pierdoli. Bo tu jest kilka problemów: 1. Brak znaku zakazującego jazdy ulicą, 2. To nie jest DDR to jest ciąg pieszo - rowerowy, na szczęście o wyznaczonym torze ruchu (pionowa kreska), 3. Chcąc jechać na wprost na Pomorzany nie jestem wstanie zrobić tego "legalnie", bo mogę przejechać skrzyżowanie ale jak mam się włączyć dalej w ruch, skoro droga rowerowa będzie prowadzić wzdłuż ul. Mieszka I a nie wzdłuż ul. Powstańców Wielkopolskich po której chciałem jechać? A zresztą.. No i tak chwilę po minięciu Placu Szyrockiego na sygnale minął mnie radiowóz. W pewnej chwili myślałem, że to po mnie jadą ale nie.. Bliżej Pętli Pomarzany coś się stało, były karetki, gnała tam policja.. Typowy dzień a w zasadzie już noc w mieście. Coś od czego można szybko odwyknąć nie mieszkając w wielkim mieście..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)