12.03.2023
Jazda nr: 1192

Tagi: JS, aurelia, wiejskie_przygody, pomorskie |

Trasa z dnia dzisiejszego to już oczekiwana od kilku tygodni podróż - podróż na 50k km z Aurelią! Była to bajeczna trasa w całkowicie nieznane mi regiony - w przepięknych uwarunkowaniach natury. Jednak te ślady zimy mimo, że są już wkurwiające i męczące... czasem dodają uroku. Widziałem to choćby po mojej ostatniej przed dzisiejszą trasą: "Zima w lesie". Zima dodała uroku. Tu również dodała. Tu jednak był taki problem, że prognozy były nie jednoznaczne. Miał być atak zimy, wielkie zamiecie, wiatr. W ogóle armagedon i koniec świata. A tym czasem tak źle nie było - no wiało trochę to fakt. Do tego te ukształtowanie terenu na Kaszubskiej ziemi dawało się we znaki. A zima? No w nocy był przymrozek. A dość późno weszła plusowa temp. A gdyby było tego mało to jeszcze zaniedbania służb zrobiły swoje. Droga do tej Kościerzyny gdzie się dziś z JS wybrałem była drogą przez mękę. Ani nie przyspieszysz na drodze S6 do Koszalina... Ani nie przyspieszysz na wojewódzkich. Miejscami w ogóle zaniedbane i jedzie się po lodzie. Zamiast normalnie jechać między wioskami 90-100 km/h to często jechałem nie szybciej niż 40-50 km/h. Przez warunki na drodze. A do tego silny wiatr, który obniżał znacząco temp. odczuwalną. Było to wyzwanie. Jednak nie żałuję ani ja ani koleżanka, że mimo wszystko pojechaliśmy. Akurat w niedzielę trafiła się fajna pogoda. Nie wiadomo jaka byłaby wczoraj (11.03). U mnie gdzie mieszkam to była taka sobie - z przelotnymi opadami czy to śniegu czy deszczu. A nawet śniegu i deszczu. A do tego skokowe skoki ciśnienia. Całą sobotę przebimbałem i co najwyżej się obżerałem. Nie minęła jakoś spokojnie. Mimo to bez trudu wstałem przed 5 rano. Przygotowałem się do wyjazdu i w drogę! Tak naprawdę mogłem zrobić dzisiaj spokojnie 50 km. I pewnie by tyle było gdyby nie to, że zaplanowane ścieżki nie zbyt się udały. To w ogóle nowy nie znany teren. Nie miałem żadnego punktu odniesienia. Liczyłem na to, że skoro jedziemy po drogach to będą opisane, będą drogowskazy. Przeliczyłem się. Nic takiego nie miało miejsca. Więc trudno było jechać w tej wyjątkowej podróży. No nie mniej aż tak tragicznie nie było. Jechałem w okolicy jezior Raduńskich tzw. "kółka jezior Raduńskich", piękne malownicze strony. I tylko nieznacznie oddaliłem się od planowanej trasy - która miała wyglądać w sposób zbliżony do tego śladu: Planowany ślad trasy. A co wyszło to widzicie po śladzie GPS. Było blisko. A i tak było fajnie :) W ogóle to aż trudno mi uwierzyć, że moja przygoda z Aurelią trwa już od 50k km... W tych minionych chwilach skrywa się tyle przygód, tyle pięknych chwil, czy odkrytych a także odwiedzonych wyjątkowych miejsc... Od 2022 r., często te wyjątkowe miejsca nie odkrywam samotnie. Mam w końcu z kim! . A i tak mimo tylu dodatkowych przygód i tylu zwiedzonych miejsc zdaję sobie sprawę, że tak mało widziałem. Tak mało odkryłem. Dopiero odkryję! Dopiero tak wiele może się zmienić no ale nim te plany zaowocują i dadzą jakiś rezultat miną kolejne lata. A wraz z nimi kolejne 5000 km odcinki kolejnych tras i przygód z Aurelią a obecnie również z JS! :) Dzisiaj jest jednak dzisiaj... Dzisiaj skupiam się na tych 50 000 km przejechanych w okresie od 09.09.2014 do dziś - 12.03.2023 r. Czyli w okresie 3106 dni co daje 8 lat 6 msc i 3 dni. W tym czasie przejechałem w sumie: 1278 tras rowerowych co przełożyło się na 1266 dni rowerowych. W tym czasie na tych trasach czy ściślej dniach - bywało różnie. Trudniej / łatwiej. Nigdy nie ma dwóch takich samych tras. Co najlepiej obrazują trasy20-stki czy 50-tki. Są tutaj najliczniejsze (*do obliczeń używam danych z lat 2014 - 2015, których nie ma na blogu*). Każda jest inna i wyjątkowa. Coś sobą reprezentuje innego niż poprzednia. I czasem bywa lepiej a czasem nawet taka 20-stka wydaje się trudna. Emocjonalnie fajna podróż w przeszłość... Miło tak po wspominać to co było. Jest to bezpieczniejsze. To było, już się wydarzyło i nic się nie zmieni. Gorzej jest z przyszłością - ta zawsze jest nieznana. Na ostatnim takim ważnym podsumowaniu: "45 000" Aurelio !: zastanawiałem się jak minie mi kolejne 5k km z Aurelią. Teraz już wiem... Rozbujałem się na jesień z tym jeżdżeniem (jesień 2022 r.), kilka nowych przygód i nowych odwiedzonych miejsc. Początek 2023 r. trochę trudniejszy. A teraz wraz z coraz dłuższymi dniami i często dobrą pogodą... Powracam do tego rowerowego życia... :) Idąc tą tradycją i póki co nie wiedzą co przyniesie przyszłość - mogę się zastanawiać co przyniesie kolejne 5k km... z Aurelią... I potem kolejne, i kolejne. Jedno jednak wiem na pewno! Pewnego dnia, pewny wpis będzie ostatnim. I po nim nie będzie już kolejnych przygód i tras, gdy i mnie nie będzie. A póki ten dzień nie nastąpi wszystko jest jedną wielką nie wiadomą. Jeszcze te 5k km temu nie zdawałem sobie sprawy z tego, że zawieje mnie aż na Kaszuby. A tym czasem byłem. I jeszcze dziś myślałem nad planami aby wkrótce tu wrócić - o np. w okresie przerwy wielkanocnej. No ale wtedy ze spaniem aby nie ograniczał mnie czas... Można więcej zwiedzić i więcej zobaczyć. A jest przecież co zwiedzać! W zasadzie zawsze mam więcej planów niż realnie możliwości ich realizacji. A niektórych planów przecież się nie udaje zrealizować :( I tak np. 5k km temu myślałem o tym, że najbliżej 15.08.2022 r. powrócę do Koszalina i pojadę budową obwodnicą Koszalina do Sianowa. A złożyło się tak, że nie pojechałem. W tym czasie przyjechali koledzy (WG, KW) i z nimi robiłem nieudolnie trasy - skończyło się na dużych problemach z tylnym kołem... Problemu się nie rozwiązało, na razie zmieniłem koło w którym obręcz powinna być ok. Pytanie tylko czy piasta da radę. Trochę jeżdżone miała... I teraz też się trochę jeździ... Także nigdy nie wiadomo co przyniesie życie. Co przyniosą kolejne km... Zastanawiałem się nad formą tego wpisu. To ważny dla mnie czas. No ale na dobrą sprawę ważny dla mnie może być każdy wpis, każda trasa. Przerabiam to co każde 5k km z Aurelią. Przecież nie mogę wspomnieć o wszystkim co było! Musiałbym teraz wstawić 1192 linki - bo tyle mam opisanych tras na blogu. W końcu każda jest ważna i każda coś sobą reprezentuje. I jak tu się na coś zdecydować ?...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1199

  • Trasa nr [łączna]: 1278
  • Trasa nr [na blogu]: 1192
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 7
  • W tym roku: 32

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1266 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1180 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 13260.7 km
  • Stan Licznika Końcowy: 13322.3 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 13247.3 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 25733 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 25795 km

  • Maksymalna prędkość: 30.6 km/h

  • Przejechałem: 61.6 km
  • Przejechałem [msc]: 272.14 km
  • Przebieg roweru [rok]: 967.32 km
  • Przebieg roweru [suma]: 50021.57 km

  • Przejechalem w 2023: 967.32 km
  • Podroż dookoła świata (2023) 2.4183 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 125.0539 [%] km

  • Czas jazdy: 04:20:32 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2954:43:57 h
  • Czas Jazdy Suma (2023): 70:02:09 h
  • Czas Jazdy Suma (marzec): 19:58:52 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3178:10:05 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:51:16 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:11:19 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:52 h

  • Średnia: 14.22 km/h
Dzisiejsza trasa z koleżanką JS zaprowadziła mnie daleko, daleko stąd! W nieznane strony - Kaszubskich ziem. A dokładnie województwa "pomorskiego". Na tą wyjątkową trasę 50k km z Aurelią chciałem pojechać gdzieś dalej. Zrobić coś innego czego zwykle nie robię. Bo co miałbym zrobić - trasę 50-tkę? Czy trasę 20-stkę? Pojechać do coraz zuchwalej niszczonej mojej Narnii? O ile coś jeszcze z niej zostało. Już dawno tam nie byłem... Aż obawiam się tego co mógłbym zastać gdybym tam zajechał. Na namowach JS, aby jechać na Kaszuby zdecydowałem się w końcu na coś! Dokładnie zdecydowałem się na Kościerzynę. A czemu akurat tu? A żebym ja wiedział. W książkach turystycznych od JS widziałem coś o urbexach w okolicy. I może to mnie skusiło? Tylko dzisiaj i tak nie byłoby czasu na taki urbex. Ale taki faktycznie się napatoczył! Na pewnej stromej górce, która dawała maksymalne przewyższenie 300m! Były ruiny, opuszczone senatorium: Opuszczone senatorium. Dzisiaj jednak nie było czasu go zwiedzać. No nie mniej i tak fajne strony wybrałem - takie jeziora lasy. Bardzo ładnie tutaj pod Kościerzyną. Dobry traf miałem na ten wybór! :) Porobiłem parę fajnych fotek. Będzie kilka miłych wspomnień z tej ciekawej trasy. Trasa zaczęła się i skończyła oczywiście w Kościerzynie. A ja nie trafiłem przez brak opisów dróg / miejscowości... Jak ktoś zna te strony to sobie poradzi. A turyści jak ja dziś? To jak ma sobie poradzić... No ale i tak było fajnie. Z Kościerzyny ruszyliśmy drogą DW214 na Stężyca. I tam zamiast dalej prosto co doprowadziło mnie do Klukowa-Huta - miałem odbić na Gołubie. No ale się nie połapałem :( Więc pojechałem dalej przez Klukową-Hutę i Nową Wieś drogą DW228 do Brodnicy Górnej. No i ok... Póki co szło mi dobrze. Tutaj fajne strony - jeziora było widać. Romantycznie i pięknie. Z Brodnicy Górnej zjechaliśmy do Dolnej. I tutaj na nowo dobra parsa się skończyła. Nie połapaliśmy się do końca jak tu dalej jechać. I wjechaliśmy pod taką stromą ciągnącą się górę... Tu było właśnie te wzniesienie 300m ... Ciężko było podjechać bo ta góra się ciągnęła. Jednak z obładowaniem dałem sobie radę. Po drodze widziałem ten urbex, który skomentowałem słowami: "no kurwa no nie!". No nie mogłem go zwiedzić i to mnie dobijało :( A kiedy ja tu znów będę ehh. No nic... Wyjechaliśmy z tych górzystych stron znaleźliśmy się na drodze DK20. Jeśli skręcilibyśmy na tej drodze w lewo - dojechaliśmy do Gdańska! A do niego było już nie daleko!... A w przeciwną stronę w prawo jak skręciliśmy to jechaliśmy właśnie na Kościerzynę. Ostatnie kilometry w miarę po prostej za to ruchliwej drodze DK20. Ostatni mały problem był już w samej Kościerzynie aby trafić do miejsca startu. Pierwszy zjazd jaki wybrałem okazał się zbyt pochopny i nie potrzebnie dorobiliśmy kilometrów. A potem już na nawigacji trafiliśmy... I na nawigacji stąd wyjechaliśmy. Skończyła się piękna historia pięknej trasy. A wraz z nią zamyka się ten etap tych moich 50k km z Aurelią, który ciągnie się przez wspominane 1278 tras. W tym czasie przez 12 dni miałem 2 trasy jednego dnia a więc dni rowerowych jest 1266. To i tak sporo na 3 tyś dni, odkąd znam się z Aurelią wychodzi średnio, że jeździmy raz na trzy dni. Widujemy piękne zachody słońca (najczęściej) i w sumie najprościej o nie. Kilka razy zdarzyły się i wschody słońca. Jednak ciężko jechać o takich godzinach... A mimo to - wschody i zachody traktuję jako wyjątkowe. Na równi wyjątkowe wydarzenia! Wiele razy jeździło się w śniegu, w deszczu czy mrozie. Z wiatrem czy pod wiatr. Tak wiele przygód... Wiejskie przygody. Tyle wyjątkowych tras: "Miarą sukcesu jest suma porażek". Mimo, że coś się pamięta to trudno o wszystkich pamiętać. A do nie których po latach wracam w określonych okolicznościach. Gdy nie jestem pewny czy dam radę. Potrzebuję wiary: Odnaleźć wiarę. Często spoglądam na dawne wpisy gdzie sobie poradziłem. Gdzie mimo zwątpienia pojechałem i dokonałem wielkich rzeczy: "40 000" Aurelio !: X Rajd DZSZCZ - dzień 1. Nie każda trasa bywała długa, nie każda męcząca. Przecież przeciętności jest najwięcej... Nauki nie oszukamy krzywa gaussa. Więc większość moich tras jest przeciętna. I liczy się każda z nich. Niekiedy wspominam te wyjątkowe... Nawet jeśli mija o nich tysiące kilometrów: W radości i szczęściu. Mam jakiś wyjątkowy sentyment do tych dawnych lat, gdy byłem jeszcze na studiach. Gdy wszystko było możliwe i jeszcze tak bardzo nie przegrałem swojego życia... A może nie jest tak źle? Jeszcze kilka tyś km temu byłbym prawie pewny, że na szczęście nie mam co liczyć. A dziś? Mam dobrą koleżankę... Z którą często jeżdżę... Życie może będzie trochę piękniejsze... Jak widoki na jesień... Jesienny Łobez. I cóż, 50k km ... Tysiące zdjęć, setki odwiedzonych miejscowości a także tysiące przejechanych dróg czy ulic w miastach. Tyle odkryć, które nie wiele znaczą. Bo jeszcze przede mną wciąż wiele. Naprawdę polecam przejrzeć wszystkie wpisy na blogu od: Pierwsza jazda w nowym roku... do "Zima w lesie". Każdy z wpisów jest ważny. Każda przejechana trasa, miniona historia jest ważna a do tego nie powtarzalna... Każda... Niby cieszy mnie ten sukces tyle lat z Aurelią, nowe miejsca. A czasem i smuci. W końcu życia mi nie starczy aby choć trochę lepiej poznać ten świat... I zaznać w nim radości i szczęścia...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa12marca2023zdj1.jpgtrasa12marca2023zdj2.jpgtrasa12marca2023zdj3.jpgtrasa12marca2023zdj4.jpgtrasa12marca2023zdj5.jpgtrasa12marca2023zdj6.jpgtrasa12marca2023zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)