Dzisiejsza trasa to kolejna z moich cyklicznych tras 50-tek. Nieco lepsza niż ostatnia: Nocna Trasa "50-tka" z 16.11. Przynajmniej bez nocnych opadów deszczu czy drobnej mżawki. Niestety jednak nie porównywalnie chłodniejsza. Temp. w granicach +3℃ może +4℃. Wyjątkowo na pierwszy tak chłodny wyjazd nie ubrałem się zbyt mądrze - dwie koszulki, rajstopy i 2 pary spodni. Pojechałem także w kominie nie chcąc ryzykować zaziębienia zatok. Było mi w tym stanowczo za gorąco, i już ledwo po wyjechaniu czułem, że jestem przegrzany. Noc dawała się mocno we znaki, dalszy spadek temp. ostatecznie do granic +1℃ może 0℃, gorzej z indywidualną odczuwalną. Gdyż byłem dosłownie cały przemoknięty od tego przegrzania - przemoknięty to może złe słowo, przepocony do tego stopnia, że wszystko było jak gnój mokre. Włącznie z ostatnią warstwą. Wcale nie grubą kurtką, którą miałem na sobie. To nie wróży za dobrze, spędziłem w ten sposób kilka godzin na tym zimnie, będąc narażonym na wiatr itd. Po tej imprezie musiałem się mocno wzmocnić. Podwójna dawka tranu. A rano brałem podwójną dawkę wit. C oraz jedną saszetkę fervexu. Tak zapobiegawczo. Aby się nie rozłożyć na nowo po tej imprezie, na którą zaprowadziła mnie dość ładna pogoda. To chyba pierwszy raz w tym miesiącu jak był słoneczny dzień. Przepiękne słoneczne po południe, wręcz z bajkowym zachodem słońca. Na chwilę, chociaż na ten jeden dzień nie miało się depresyjnych myśli. Było po prostu pięknie. Ostatnie dni, po moim powrocie z długiej - ciągnącej się prawie miesiąc chorobie - nie zdarzało się zbyt często aby było słońce. Aby był słoneczny dzień. Tylko szaro, szaro i ciemno. No i jak tu nie mieć depresji choćby z powodu głupiej pogody?! Dzisiaj ta odmiana. A wraz z nią niestety zmiana na gorsze, na chłodniejsze dni.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 948
Trasa nr [łączna]: 1029
Trasa nr [na blogu]: 943
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 203
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1019 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 933 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 4153.12 km
Stan Licznika Końcowy: 4202.71 km
Stan Licznika Końcowy2*: 4203.08 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 16776 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 16826 km
Maksymalna prędkość: 30.6 km/h
Przejechałem: 49.59 km
Przejechałem [msc]: 496.14 km
Przebieg roweru [rok]: 8883.89 km
Przebieg roweru [suma]: 40895.25 km
Przejechalem w 2021: 8883.89 km
Podroż dookoła świata (2021) 22.2097 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 102.2381 [%] km
Czas jazdy: 02:42:34 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2348:20:57 h
Czas Jazdy Suma (2021): 547:47:17 h
Czas Jazdy Suma (listopad): 29:05:40 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2571:47:05 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:04:41 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:41:54 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:38 h
Średnia: 18.37 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego, a w zasadzie wcześniej Facebook wyświetlający wspomnienia z poprzednich lat, przypomniał mi o pięknej i wówczas bardzo ważnej trasie, która odbyła się nie małe kilometry temu bo mówimy aż o: 24 208 km temu (do dzisiejszej trasy oczywiście), o wyjeździe: Trasa "50-tka" - trzech tytułów. W sumie dzisiejszy wyjazd dedykuję Trasie Trzech Tytułów z 22.11.2018 r. Ostatecznie było fajnie, i co najważniejsze! Dziś był najdłużej trwający dzień - najdłużej jasno, pośród moich wszystkich nocnych tras 50-tek. Zawdzięczamy to oczywiście prawie bez chmurnemu niebu z zachodem słońca, co decydowało o tym, że mrok zaczął mnie łapać dopiero wzdłuż drogi DW106, którą zmierzałem w stronę Błotna aby skręcić tam na Grabin potem Sikorki i Glicko. Pojedynczy incydent, nieco zwiększający komfort wynikający z jazdy za dnia. Choć nie była to idealna do jazdy pora - wyjeżdżałem po godzinie 15. Wkrótce zachód słońca, który dzisiaj następował o godzinie: 15:51. Lecz widno było jeszcze gdzieś do 16:20 na pewno. Dopiero wtedy mrok powoli wszystko otulał. Mnie trochę zmęczenie łapało, i dawał mnie się we znaki ten chłód. W głównej mierze było to podyktowane w tym, że jechałem w aż tak mocno przepoconych ciuchach. Gdyby nie to, to komfort jazdy byłby inny a temp. choć niska, bo przywykłem do nieco innych nie byłaby tak dokuczliwa. Na dłuższą metę przecież nie przetrwam zimy. Do wiosny jeszcze daleko.. Nie przetrwam jeżdżąc w takim stanie. Nawet nie zdążę z domu wyjść i już jestem mokry ehhh. Często nawiedzają mnie te myśli i często daje mnie się to we znaki, że nie mogę konkurować z innymi rowerzystami, choćby tymi śmieciami Gryfusami, gdzie większość z nich jest po prostu w lepszym zdrowiu niż ja, bez obciążenia genetycznego. I to pozwala im osiągać znacznie więcej... Czyli osiągać to czego ja nigdy nie zdołam...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)