05.09.2021
Jazda nr: 904

Tagi: urbex, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego, kontynuowała moje wczorajsze wojaże: ZS: Trasa "100 km". Jeszcze wczoraj byłem taki padnięty. Taki zmęczony. Ale dzisiaj to dzisiaj. Zamiast zajmować się rosnącymi zaległościami na blogu, a także zaległościami w innych dokumentacjach... To znowu poszedłem na rower. Nie długa trasa, tak przypadkiem zrobiłem dzisiaj mały Urbex. Odwiedziłem kolejny opuszczony dom. O tym bym nawet nie powiedział, że jest opuszczony. Dowiedziałem się przypadkiem od koleżanki z pracy - dom na skrzyżowaniu na Baszewice wciągu drogi DW109. I mimo, że trochę mi na czasie zależało, bo chciałem się przejechać. Szybko zjeść obiad i mieliśmy jechać w odwiedziny do rodziny w Łobzie. Dawno się u nich nie było. Będzie z parę tygodni jak nie lepiej.. Więc wypadałoby pojechać. A tak odkłada się to z tygodnia na tydzień bo w zasadzie nie ma kiedy. Ciągle tylko rower, rower, i rower. Nie wiem co mi się porobiło. To wygląda na poważne schorzenie. Tylko rower, rower. I tak codziennie. Może naprawdę chcę wykorzystać pogodę a przy tym idące możliwości na to aby nabić trochę kilometrów. Bo to nie wiadomo jak będą wyglądały kolejne miesiące. A tych kilometrów do tych 10 tyś km jeszcze trochę mi brakuje. Wstanie na dzień dzisiejszy bez dzisiejszej trasy oczywiście jest to: 2897 km co oznacza: 58 tras 50 km. Lubię stosować ten przelicznik, na ilość tras 50 km. To taki normalny dystans dla mnie. Niemalże niezależnie od pogody i innych czynników jak trzeba to wsiadam i jadę te 50 km. Stąd takie przeliczenia. Te jednak są duże. To w końcu: 58 tras. A zakładam 1 trasa = 1 dzień. A może być przy tym różnie. Do końca roku, tj. do 31.12. pozostało jeszcze 117 dni. To nie dużo. Dzień po dniu czas minie. Więc korzystam z każdej okazji, każdej chwili aby jeździć, jeździć i jeździć. A tak naprawdę wystarczyłyby mi 2 msc. Wystarczyłoby aby Wrzesień i Październik był ładny. Z ładną pogodą, bez deszczów, wiatrów. I, żeby Listopad, Grudzień był taki jak w zeszłym roku. Też taki umiarkowany. Mimo coraz krótszych dni, a w tym roku będzie to dla mnie problemem, tego problemu nie odczuwałem tak bardzo na jesieni i zimie 2020 r., odczuwałem natomiast w okresie końca jesieni i wiosny 2020 r. To jednak ciągnęło się przez ten cały 2019 r. Nie przyzwyczajony jestem jednak do jeżdżenia po nocach. Źle się wtedy jeździ. Nie wiele widać. Wolałbym za dnia nabijać jak najwięcej kilometrów. Wolałbym nie być skazywany na jeżdżenie po nocy. Więc im więcej uda mi się teraz tych kilometrów nabić tym będzie lepiej. W końcu wszystko zmierza nieustannie ku najkrótszemu dniu w roku, który w tym roku wypada: 21.12. A więc już za 107 dni.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 909

  • Trasa nr [łączna]: 990
  • Trasa nr [na blogu]: 904
  • W tym tygodniu: 7
  • W tym miesiacu: 5
  • W tym roku: 164

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 980 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 894 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 2421.45 km
  • Stan Licznika Końcowy: 2454.29 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 2454.66 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 15044 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 15077 km

  • Maksymalna prędkość: 30.6 km/h

  • Przejechałem: 32.84 km
  • Przejechałem [msc]: 276.94 km
  • Przebieg roweru [rok]: 7135.47 km
  • Przebieg roweru [suma]: 39146.83 km

  • Przejechalem w 2021: 7135.47 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 17.8387 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 97.8671 [%] km

  • Czas jazdy: 02:15:47 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2247:48:55 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 447:15:15 h
  • Czas Jazdy Suma (wrzesień): 16:56:54 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2471:15:03 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:23:23 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:43:38 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:22 h

  • Średnia: 14.6 km/h
Dzisiejsze wojaże nie dość, że są terenowe (a ja za bardzo terenowych jazd nie lubię) to na domiar złego są trochę problematyczne. Co jakiś czas uwidacznia się ta konkretna przypadłość. Nie wiem z czym jest związana! Myślałem, że to kwestia baterii, podklejałem baterie, a jednak problem w losowym momencie potrafi powrócić. W ostatnich dniach już się to zdarzało. Dziś znowu. Wyłączyła mi się kamera, wystąpił error przy nagrywaniu. O ile sam plik MP4, fragment filmu da się naprawić i odzyskać o tyle ślad GPS przepada, bo ta pierdolona kamera nie zamyka wtedy pliku z GPS. I ten fragment pliku przepada. A potem jest dziura na mapie. Tak jest dzisiaj, gdy ze względu na ograniczony czas na jazdę, nie zdecydowałem się jechać ponownie na trasę: Odkrywcy historii. Tym razem jednak nie popełniając błędów, które popełniłem wówczas. I źle pojechałem. Chciałem jechać na Lipce a potem Klępnica. W zasadzie na samych Lipcach mi nie zależy bo pewnie nic tam nie ma ale na Klępnicy już tak. Prawdopodobnie jest tam jakiś dworek. I chciałem zobaczyć czy to jakiś opuszczony czy jednak zamieszkały, wykorzystywany. Nie byłem pewny jednak jak jechać, stąd pojechałem źle. A teraz uzbrojony w nową wiedzę, nie popełnię tego samego błędu! A skąd to znamy? Z doświadczenia.. Mam nie małe doświadczenie w rowerowaniu w końcu jest za mną 1000+ wypraw tylko z Aurelią. Nie raz myliłem drogi, nie raz błądziłem. I pewnie jeszcze nie raz się tak zdarzy. No ale każda taka sytuacja to pewne doświadczenie, a może i nowa przygoda? Tak było np. z wyjazdem na Lekowo we Wrześniu 2020 r.: Lekowo oraz: Lekowo 2. Dogrywka trasy, ponad miesiąc później. Tym razem już poprawnie. I jak na ironię uwidacznia się tam problem z kamerą. Też doszło do awarii nagrywania, zerwał się ślad GPS. Wkurwia mnie to, ale co zrobić. Dzisiejsza trasa poprowadziła mnie na Sowno, boczną drogą, omijałem tartak w Sownie. I jechałem jak w odkrywcach historii: Szlakami odkrywcy. Tym razem jednak nie odbijałem na Potuliniec. Pojechałem prosto na wieś Łęczna. Nie przyjemna to wieś, chroniona przez wielkie bydlaki, wielkie psy, które chroni zbyt małe ogrodzenie przed zewnętrznym światem. A potem ta kamienna droga, którą pewnie Niemcy za okupacji budowali. Już chwila na niej dawała się we znaki, i doprowadzała do kurwicy. Aby dalej nie pchać się w tą patologię, odbiłem na wjeździe do Mechowa, na boczną polną drogę, która poprowadziła mnie na szutrowe trasy obok Mechowa. Tymi drogami w tym roku parę razy jeździłem :) Teraz nie będzie wygodnictwa. Zainteresowani muszą sami poszukać sobie wpisów, spełniających te kryteria. Podpowiem tylko tyle, że osoby czytające bloga i ten wpis po 31.12.2021 r. powinni mieć nieco łatwiej. Z początkiem 2022 r. jest planowane wdrożenie bloga w wersji 2.0, gdzie będzie kilka nowych modułów - między innymi porównywanie tras po śladzie GPS. Zrobiłem teraz małą rundę po tej drodze, spodziewałem się, że wyjadę przez pole pod Gardominem. Jest tam pewna droga. Jedna z dróżek w okolicy Mechowa prowadzi na jedną z kolonii Wytoku czy w ogóle obszary należące do Wytoku (zaraz za Truskolasem). Była tam jednak jeszcze jedna droga, której do dziś nie zbadałem. Ona jednak nie wyprowadziła mnie na drogę pod Gardomino. A z powrotem na szutrową drogę pod Mechowem, którą tu dziś przyjechałem. Nie rezygnowałem jednak. Nie udało się to nie. Może innym razem się uda, o ile jest możliwość. Bo być może droga, którą uparłem się pojechać gdzieś w polu się urywa i nie ma przejazdu. No nie mniej w samym Gardomino byłem. Zaplanowałem sobie wyjazd tak, że pojadę teraz przez Trzygłów, Brodniki do Lubienia. I wrócę już z Lubienia wzdłuż drogi DW109. Mimo trudności - silny wiatr a także dominujące zmęczenie - prawdopodobnie po wczorajszych wykańczających wojażach - jechałem dalej. Nie poddawałem się! Trasa mnie nie rozpieszczała, była ciężka. Jednak w nagrodę zrobiłem sobie ten mały Urbex. Gdy w końcu wyjechałem ze wsi Lubin, wjechałem na dawną posiadłość pewnej rodziny, która najwidoczniej tu nie mieszka. O zgrozo jak to wygląda! Zdemolowane, zniszczone, zabrudzone. Nie mniej wyposażenie domu bogate. Nie dawno opuszczone. Nie było by najgorzej gdyby nie jakieś ćpuny czy pijaki co nieco roznieśli to miejsce. A do tego jeszcze zalana piwnica. Wejść się nie dało bo niby jak. Szkoda. Może innym razem odwiedzę piwnicę tego domostwa. O ile będzie jeszcze stało. Póki co wejście jest i to łatwe. Główne drzwi wejściowe są otwarte. Więc wbija się bez problemu. Porozglądałem się tam, porobiłem zdjęcia. I ostatnie kilometry trasy spędziłem jadąc pod silny wiatr. Wiatr nie był jedynym przeciwnikiem z jakim przyszło mi się dzisiaj mierzyć. Dochodziła jeszcze cholernie duża ilość aut. Wielu z nich za nic ma przepisy ruchu drogowego i zdrowy rozsądek. Tak zapierdala, że naprawdę... Naprawdę to jest CUD BOŻY, że na tej drodze codziennie nie ma śmiertelnych wypadków. Byłem mocnym przeciwnikiem remontu drogi DW109. I nadal jestem. Takie inwestycje bez budowy niezależnej drogi rowerowej nie powinny mieć w ogóle miejsca! A to co się dzieje na tych drogach, na których najczęściej i najwięcej jeżdżę (DW109, DW109, DW152)... To jest większa groza niż Opowieści z Krypty...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa05wrzesnia2021zdj1.jpgtrasa05wrzesnia2021zdj2.jpgtrasa05wrzesnia2021zdj3.jpg


Mapa przebiegu trasy :)