Dzisiejsza trasa skłania mnie do pewnych refleksji i tego, że to czas najwyższy napisać o kilku ważnych punktach, jakie są wyznacznikiem poprzednich tras. Nie chodzi o ten zasrany koronawirus, którym żyje cały świat.. A toczące się zmiany klimatyczne i obecną sytuację pogodową, w jakiej znalazłem się nie tylko przez miniony rowerowy weekend (poranne i to spore przymrozki), które ochładzają temperaturę wciągu dnia (a niezaprzeczalnie) rano.. To także panujące ogromne, wysokie ciśnienie, które utrzymuje się wiele dni, i w skrajnych dniach potrafi dochodzić albo przekraczać 1040 hPa. Pogodę w ostatnich dniach i dość wyzywającym tygodniu, gdzie wbrew sobie wczoraj: ZS: Wymuszona trasa pracy przyjechałem... Jest ciężko, codziennie mam lekkie bądź gorsze migreny, szum / pisk w uszach, związany z nadciśnieniem a panujące wysokie ciśnienie całkowicie mi nie sprzyja. A mimo wszystko, mimo zmęczenia.. I tkwienia w tym niezbyt przyjaznym policyjnym środowisku nie rezygnuję z rowerowych planów, i wciąż jeżdżę. Nie poddaję się, czego dowodem jest dzisiejsza trasa do Sklepu Dino, która może zakrawać na początek takiej propagandy. Czuję się jakbym działał w podziemiu. W końcu szykowane i ogłaszane są pewne obostrzenia na wzór tych np. we Francji, że będzie całkowity zakaz wychodzenia z domu, i nie ma mowy o jeżdżeniu rowerem.. Tylko na dobrą sprawę, kto mnie powstrzyma? ;) No dobra jeśli chodzi o tą pogodę, to zapraszam do poczytania. Z tych newsów brałem w ostatnich wpisach mapki pogodowe :) -> Poranne i wieczorne przymrozki a także: Ekstremalnie wysokie ciśnienie. Dni mijają a wraz z nimi kolejne trasy.. A problemy pogodowe wciąż są. Z każdym dniem, każdym porankiem mam piękną słoneczną aurę ale także mroźne przywitanie.. Wczoraj -5℃, dzisiaj tylko -3℃. Chłód chłodem ale widmo zamykania miast, wydaje się groźniejsze ;) Nie chcę w końcu utknąć w tym pierdolonym Szczecinie, bo gdybym miał tu na tygodnie utknąć to nie wiem, którego dnia szukałbym opuszczonego mostu... w wiadomym celu...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2020 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 577
Trasa nr [łączna]: 659
Trasa nr [na blogu]: 573
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 18
W tym roku: 53
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 650 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 564 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 4082.57 km
Stan Licznika Końcowy: 4112.83 km
Stan Licznika Końcowy2*: 4107.98 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 268 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 298 km
Maksymalna prędkość: 32.9 km/h
Przejechałem: 30.26 km
Przejechałem [msc]: 573.07 km
Przebieg roweru [rok]: 1688.77 km
Przebieg roweru [suma]: 24254.5 km
Przejechalem w 2020: 1688.77 km
Podroż dookoła świata (2020) 4.2219 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 60.6362 [%] km
Czas jazdy: 01:56:33 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1308:34:25 h
Czas Jazdy Suma (2020): 110:11:05 h
Czas Jazdy Suma (marzec): 36:14:52 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1532:00:33 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:00:50 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:04:44 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:16:04 h
Średnia: 15.65 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego to w pięknej słonecznej pogodzie odbyta tradycyjna, często powtarzająca się wyprawa do sklepu Dino, i to mimo wprowadzonych bądź wprowadzanych zakazów i obostrzeń dotyczących przemieszczania się. Zakaz wychodzenia z domu.. Zakaz wychodzenia z domu - nowe obostrzenia w 3 RP Ludowej. Teraz tylko czekać na zamykanie miast, i moje nielegalne rowerowe wyprawy.. Do tej pory wszystko było w porządku, wszystko było legalne. Ale już takie przestało być. Może się okazać, że z dnia na dzień będzie zakaz poruszania się rowerem, a więc nie będę mógł będąc w Szczecinie, spokojnie pojechać sobie do Przecławia na zakupy.. A ja się tak zniewolić nie dam. Nie wierzę w żadnego wirusa, to propaganda jest.. Nawet jeśli jest, to nie jest to powód do takiej paniki i robienia takich cyrków jakie odgrywają się w ostatnich dniach! Choć są tutaj i pozytywne elementy jak te śmieszne "dyżury" czy jak to KWP nazwało "praca zdalna", co pozwoliło mi na 3 dni urwać się z tej szarej rzeczywistości. Teraz żałuję tego, że się nie zabrałem i nie pojechałem w pizdu od razu do domu. Wzywaliby to by wzywali.. Pojechałbym samochodem i w godzinę bym był, przecież nie muszę się wstawić wciągu 5 min.. Nie sądzę też, że miałoby dochodzić do kontrolowania tego gdzie się znajduję, choć kierownik dość dobitnie podkreślał, że mam być w Szczecinie.. XDD Wiem, że robi to złośliwie, znając mój stosunek do tego miasta i widząc, że co rusz mnie tutaj nie ma i stąd wyjeżdżam. Trudno mi się dziwić. W końcu czuję się tutaj nieszczęśliwy to czemu mam na siłę tutaj (w Szczecinie) siedzieć? No dobrze, sama dzisiejsza trasa, spokojna, powoli do celu! Na Szczecińskich Gumieńcach widziałem się z rodziną ;) Szwagier, kuzynka i ich dwójka pociech, co sobie mimo wprowadzonego zakazu spotkań itd.. spacerowali.. :) No spoko.. Ale zaproszenie na kawę na razie sobie daruję.. Będzie jeszcze na to czas.. A tak szczerze, to nie chce mi się po południu jechać. Dobija mnie myśl, że rano trzeba znowu stawać i do tej jebanej policji jechać. Poranne dojazdy do policji to obecnie moje najmniejsze zmartwienie. Miałem mieć już samochód (w zeszłym tygodniu) odebrany.. Miałem mieć kilka dni wolnego i miałem zająć się Aurelią.. A się nią nie zająłem. I nie wiem czy w obliczu obecnej sytuacji będę miał czym jeździć. Już na niedzielnej jeździe (Trasa "50-tka"- nieprzerwana przerwą), tak mniej więcej po połowie trasy (26-27 km) usłyszałem i kilka razy słyszałem na niektórych przełożeniach, takie "szuranie", "szur-szur", łańcucha o blat korby.. Nie podoba mi się to, więc jeszcze w niedzielę smarowałem łańcuch. A dzisiaj dojeżdżając do Dina, będąc już w Przecławiu ten dźwięk znów usłyszałem. Prawdopodobnie łańcuch gdzieś haczy, może jest już tak zdegradowany, że nie daje rady pracować, albo zęby na korbie lub kasecie (niektóre koronki) są tak zniszczone.. To trochę niepokojące a może oznaczać jedno: napęd się kończy. Trudno się mu dziwić, w końcu kilka-kilkanaście tras temu osiągnął on już magiczny pułap 10k km. Teraz może być tylko gorzej a mnie nie pozostaje nic innego jak w końcu zamówić nowe części. Zastanawiam się jednak wciąż co zrobić z kołami. Czy dalej wymieniać obręcze w kołach, czy po prostu zainwestować w nowe koła - co koniecznie tańsze nie będzie, ale może skuteczniejsze i szybsze. Bo wtedy naprawa zajęłaby mi jeden no maks 2 dni.. No bo ile to czasu wymienić napęd i go wyregulować? Na dobrą sprawę jakieś 2-3h. A nie wiadomo jak teraz będą działały serwisy rowerowe.. A sam sobie tego nie zrobię :( I tak wszystko się wali, bo wszystkie decyzje w tym urlopowe uzależniłem od daty 20.03, gdy miałem odbierać samochód i potrzebowałbym ze 3 dni wolnych. Na jego przyprowadzenie, rejestrację itd.. A czas mija.. A samochodu nie ma. I nie wiadomo czy w tym miesiącu będzie, czy do świąt Wielkanocnych będzie i czy w ogóle będzie.. Jeśli chodzi o moją dalszą trasę to już po zakupach nieco ciężko, bo znowu nabrałem napojów (łącznie 7 butelek oranżady po 1,25 L).. i trochę słodkości.. Ale dawało radę. Te szuranie czasami się ujawniało.. A czasami nie.. Ważne, że dni są już dość długie, po południa ciepłe.. A mnie tęskno za rodzinnymi stronami, gdzie chcę wrócić wkrótce.. Jeszcze kilka tygodni.. TO może być też kluczowy czas, odnośnie tego jak rozwinie się epidemia i co z niej wyniknie.. A prawdopodobnie nie wyniknie z niej nic dobrego..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)