29.10.2023
Jazda nr: 1319

Tagi: wiejskie_przygody |

Trasa z dzisiejszego dnia udowadnia nie po raz pierwszy, że w moim przypadku uzależnienie od roweru jest dość silne. I to mimo wszystkiego dookoła co się dzieje. A dziać się sporo może. Dzisiaj jest kolejna niedziela z rzędu jak się słabiej czuję (migrena). Ta zmienna, chwiejna pogoda nie wiele pomaga. A mimo to, czując się na chwilę lepiej jadę. Nawet ten kawałek, nawet te 10 km... Tak sobie pomyślałem, że pojadę na Sowno, i wrócę bokiem przy dawnym Tartaku w Sownie - gdzie było błoto, gdzie było mokro. I miejscami jechało się nieco gorzej. Trasa się powiodła choć wyjazd, i zaduszanie złego samopoczucia dużą ilością tabletek nie był jedynym elementem dzisiejszego dnia. Te zjawisko się powtarza i tak będzie. Bo tak zawsze było, ileś tygodni z rzędu powtarza się nieustannie ten sam dzień. Obecnie to jest niedziela. Tak oczywiście nie musi być! I z czasem się to zmieni. Przyjdzie czas podczas którego przez wieje dni może nawet tygodni w ogóle nie będę miał migren. Może nadejdzie czas w którym będę bardziej produktywny. Po prostu będę miał lepsze dni. A gdy takie mam to jestem wstanie wiele osiągnąć! I tak się właśnie zastanawiałem jak to jest w kontekście pracy. Przecież każdego dnia nie jestem wydajny. Często są takie okresy, że się gorzej czuję, słabiej i produktywność spada. Cierpią na tym również prywatne projekty czy rower. W końcu nie zawsze jestem wstanie codziennie jeździć i to sporo. Przychodzi taki czas, że kilka dni nie jeżdżę a jeśli gdzieś pójdę to co najwyżej na chwilę. I tak się zastanawiam czy pracodawca ma prawo oczekiwać wydajności każdego dnia? To przecież fizycznie nie jest możliwe. Skoro jednego dnia idzie mi świetnie to może kolejnego też tak będzie. Jednak w końcu przyjdzie czas który rozłoży się na dzień, dwa może tydzień, że nie będzie mi nic szło. Taki był właśnie kończący się tydzień w szkole. Poprzedni był świetny, produktywny. Było wiele wycieczek, dzieciarni w szkole nie było. Jakoś to szło. Ostatnie dni były jednak gorsze. Na koniec pojawia się ta pierdolona drukarka 3D. A ta już wiele razy mnie wkurwiała... Na koniec tygodnia ostatni raz sprawiła problemy. Jak w nią jebnąłem to aż jej wyświetlacz popękał. Więc w ostatnich dniach prawie nic w szkole nie robiłem. Nie czułem się na sile. Nie mogę jednak zagwarantować, że w kolejnych dniach będzie lepiej. W końcu przyjdzie ten czas, że jest lepiej. A zazwyczaj chce się tych rezultatów tu, teraz i natychmiast. A tak się nie da. Jeśli chodzi o mnie to się nie da :( Trudno tutaj oceniać rezultaty z dnia na dzień bo to może być słabe. Jednak porównując w dłuższej perspektywie czasowej (np. w ujęciu rocznym) to może nie jest tak źle? Za przykład niech posłuży to jak idzie mi jeżdżenie z Aurelią - na przykładzie października 2023 r. nie mam nawet 300 km przejechanych. A na przykładzie całego roku? Wynik ponad 6k km nie jest przecież zły - do końca roku pewnie 7k przekroczę. Więc to całkiem całkiem wynik. A jednak gdyby ktoś oceniał mnie w skali pojedynczych dni wypadłbym słabo. Tak czasem mam, że się martwię na zapas. No ale często mi nic nie idzie czy idzie mi słabo. A jeszcze idzie ten czas - jesieni... Więcej smutków, zmartwień. Niepewne czasy i pogarszające się życie... Gdyby doszło do problemów i np. straciłbym zatrudnienie w szkole... To nie wiem czy bym się odnalazł. Nie mogłem się odnaleźć w pierwszej pracy na Policji: Szczeciński miejski wojaż: "Trasa po pracy". Tamten czas... Do dziś ma na mnie negatywny wpływ. A od tego pierwszego dnia do dziś minęło przecież tyle tras - dokładnie 928. Odkąd już nie pracuję do dzisiaj minęło: Trasa "50-tka": mimo wszystko! -> 734 trasy. I dalej ma to na mnie wpływ. Dalej gdzieś się w głowie te wydarzenia plączą. Mimo, że minęło już tyle tras, a co za tym idzie tyle tysięcy kilometrów. Na Policji to już w ogóle był cyrk. No bo były dni, że dobrze mi szło. Więc wiadomo - chciałem na zapas podziać a to nie było mile widziane. Przecież nie wiem czy na kolejny dzień czy za tydzień będę również dyspozycyjny i skuteczny jak teraz. I nie wiem czy można tego zawsze wymagać. To wydaje się nieuczciwe, podejście dyskryminujące. Przecież nie każdy jest na tyle zdrowy i silny aby zawsze być w formie jak jest takie oczekiwanie. Dzisiaj zamiast czerpać radość z jeżdżenia i nie najgorszej pogody (z rana było deszczowo i nie przyjemnie), to zamęczałem się takimi myślami i innymi smutkami. Te ciągną się od początku weekendu - od wydarzeń z drukarką 3D w szkole, od porannych godzin 27 października. I tak z dnia na dzień zamiast lepiej to może być tylko gorzej...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1326

  • Trasa nr [łączna]: 1405
  • Trasa nr [na blogu]: 1319
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 12
  • W tym roku: 159

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1393 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1307 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 18415.7 km
  • Stan Licznika Końcowy: 18426.03 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 18306.63 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 30893 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 30903 km

  • Maksymalna prędkość: 25.1 km/h

  • Przejechałem: 10.33 km
  • Przejechałem [msc]: 272.25 km
  • Przebieg roweru [rok]: 6071.59 km
  • Przebieg roweru [suma]: 55125.84 km

  • Przejechalem w 2023: 6071.59 km
  • Podroż dookoła świata (2023) 15.179 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 137.8146 [%] km

  • Czas jazdy: 00:44:55 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3291:54:37 h
  • Czas Jazdy Suma (2023): 407:12:49 h
  • Czas Jazdy Suma (październik): 18:40:57 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3515:20:45 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:33:25 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:33:40 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:57 h

  • Średnia: 14.09 km/h
Dzisiejsza trasa nie skupia się tylko na moim uzależnieniu od rowerowania ale również na tej życiowej sytuacji. Może ta obecnie powtarzająca się w niedziele migrena ma z tym jakiś związek? Tak myślę o tym życiu, o tym ile tracę będąc tak często nie dyspozycyjny. Co chwilę chory i chory... Kilka razy w roku jakieś choróbska mnie dopadają i wyłączają w sumie z aktywności na czas liczony w tygodniach. A w tym czasie mógłbym przecież jeździć i działać! A tym czasem nie mogę. Często zazdroszczę innym tego, że mają lepiej i mają zdrowie a co za tym idzie możliwości z których nie korzystają. Fajnie tak być wydajnym w pracy, móc realizować się po niej. Mieć tą pewność, że wrócę po tej 15-stej i będę wstanie się nad czymś skupić i podziałać. A u mnie tak nie jest. Prawdziwy problem zaczyna się wtedy gdy nawet nie jestem wstanie iść na rower. Dzisiaj w sumie rozważałem to aby jechać czy nie jechać. Jechać chciałem! Nawet planowałem trasę 50-tkę! Pogoda miała być ładna i chciałem z rana maksymalnie około godz. 9 wyskoczyć. A się nie udało. A gdyby tego było mało to jeszcze dzisiaj ta cholerna zmiana czasu. Z dnia na dzień zmrok zaskoczy szybciej i będzie tylko gorzej z każdym kolejnym dniem nieustannie dobijającym do końca tego kalendarzowego roku. Gdyby było mało problemów w życiu to jeszcze pogoda i coraz krótsze dni... To wszystko tak dobija... Skupiając się jednak na samej trasie, nie patrzyłem na to, że co dopiero wstałem z tego amoku, odurzony tabletkami, z pękającą głową. Byłem na chwilę z matką w Karczewiu, załatwiając pewną sprawę. A po niej, od razu na rower. Im szybciej wyjdę tym lepiej - to nie zdąży mi się pogorszyć a już będę jechał! :) I ruszyłem wzdłuż mojej ulubionej drogi DW108, wjechałem drugim wjazdem do Sowna, minąłem całą wioskę. I pojechałem polną, częściowo błotnistą drogą w stronę dawnego Tartaku w Sownie (w sumie kolonii Sowna). Trasa chwilę zajęła, dobrudziłem na niej Aurelię. Już po wczorajszych jazdach: Spierdolenie leśne była cała ujebana w błocie. Trochę przyschło. Dzisiaj dobrudziłem. I po trasie zajechałem jeszcze na myjnię przy stacji Moya. Po dokładniejszym umyciu Aurelii mogłem już wrócić do domu, zjeść obiad. I wybyć z domu jak często czynię. Po tym całym dniu, tych wszystkich stresach i tabletkach tylko się jeszcze gorzej czułem. No ale nie żałuję żadnej aktywności którą dzisiaj miałem - włącznie z tą rowerową. W końcu na niej powinienem się skupiać w tym wpisie - lecz moje myśli krążą i po innych tematach. W tym tych typowo zawodowych - jak z tą wydajnością w pracy - jej absurdem i wyzyskiem ludzi. Zmuszając ich do tego aby byli równo wydajni każdego dnia co jest fizycznie nie możliwe. Nawet maszyna nie zawsze jest równo wydajna na co wpływ mają różne czynniki zewnętrzne... A co dopiero człowiek - tak nie doskonały twór i tak inny względem sobie podobnych (innych ludzi)...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)



Mapa przebiegu trasy :)