Trasa z dnia dzisiejszego jest udaną i bardzo fajną wycieczką - i skromną! W nowych regionach, które dopiero odkrywam. Co najważniejsze: to nadal województwo zachodniopomorskie - choć do granicy z Pomorskim już nie daleko. Jednak trzymam się moich planów: odkrywania i poznawania województwa zachodniopomorskiego. A aby było to możliwe... To trzeba właśnie sporo jeździć. Dzisiejszy wyjazd odbywa się w piękną pogodę. Wbrew prognozom - deszcze i burze jeszcze nie nadeszły - przynajmniej nie w moje strony. W zachodnią część województwa nie mniej deszcze uderzyły po południu ale nie przeniosły się w głąb województwa. A z tego względu trochę miałem mieszane uczucia czy jechać. Mam wciąż problem z autem - szczególnie te opony zjechane. Wolałbym uniknąć jazdy w deszczu. W sumie już od końca czerwca unikam jeżdżenia po deszczu. Jadę jak już muszę a jeśli jadę to znacznie wolniej. Stan opon nie jest dobry - i po każdej kolejnej jeździe raczej lepszy nie będzie. No na szczęście deszczu nie było. Pogoda piękna - maksymalnie 29℃ na wschodzie województwa zachodniopomorskiego i okolica 31℃ w moich rodzinnych stronach. Straszna duchota. Mało wiatru. Trasa odbyła się w większości w słońcu choć miało być szaro. Jak zaczynałem moje wojaże (w Bobolicach) to było już +26℃. W trakcie trasy temp. wzrosła do +29℃ i na tyle została do końca dnia. Późno w nocy też było ciepło - ponad 20℃. A ja zrobiłem bardzo fajną trasę na której odkrywałem nowe strony. Nie spodziewałem się jednak, że są to strome rejony! Niby zrobiłem 50 km (no dobra 53 km..).. ale jestem tak wykończony.. Nie mam w ogóle sił na jazdę. Męczą mnie nawet lekkie wzniesienia i nie jestem sobie nawet wstanie z tym poradzić. Nie wierzę, że aż tak poleciała mi forma. Żeby aż tak?! W zeszłym roku kalendarzowym (2024 r.) - przynajmniej do sierpnia 2024 r. nie miałem takich problemów. I normalnie jeździłem nawet na dłuższe trasy. A w tym roku masakra, ciągle chory, chory. A potem taki słaby. Staram się i próbuję ale to nie wiele zmienia bo wciąż jestem słaby. Wykończyła mnie dzisiejsza trasa od Bobolic do Polanowa (po wiochach) i powrót do Bobolic po drodze DW205. Nie wiem czy to jest wina samej mojej formy, nastawienia, psychiki, czy coś przy Aurelii się dzieje, że tak jest? A jeśli coś się dzieje to jeszcze nie wiem tak naprawdę co powoduje problem. Podejrzenia pewne mam ale na ile prawdziwe? Jeśli coś się psuje, to musi się zepsuć bardziej aby się uwidoczniło. A więc po prostu nie mam wyjścia jak nie trzymać się najczęściej powtarzanej rady technicznej: jeździć i obserwować.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1632
Trasa nr [łączna]: 1709
Trasa nr [na blogu]: 1623
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 13
W tym roku: 97
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1695 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1609 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 27226.8 km
Stan Licznika Końcowy: 27280.18 km
Stan Licznika Końcowy2*: 27086.6 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5635 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5688 km
Maksymalna prędkość: 34.6 km/h
Przejechałem: 53.38 km
Przejechałem [msc]: 380.56 km
Przebieg roweru [rok]: 2546.71 km
Przebieg roweru [suma]: 63980.17 km
Przejechalem w 2025: 2546.71 km
Podroż dookoła świata (2025) 6.3668 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 159.9504 [%] km
Czas jazdy: 03:01:46 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4076:06:31 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3852:40:23 h
Czas Jazdy Suma (2025): 160:38:05 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 21:32:39 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:39:26 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:39:22 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:39 h
Średnia: 17.7 km/h
Dzisiejsza trasa odbywa się w nowych rejonach. Jedynie zaliczyłem już Bobolice: Trasa Bobolice-Biały Bór. Co ciekawe dziś zostawiłem samochód na tym samym parkingu co w dniu 02.11.2024 r.! Czyli na ul. Reymonta w Bobolicach. Dzisiaj jednak polowałem na inne strony dokładnie na Polanów. Wiele razy widziałem tą miejscowość jeżdżąc na Kaszuby - w rejon Kościerzyny, Kartuz. Nigdy jednak tam nie zajeżdżałem. Trudno jednak powiedzieć, że dziś zajechałem. Owszem byłem. Jednak tylko przejazdem. Nie skupiałem się na samej okolicy. Skupiałem się aby w ogóle zrobić trasę. Myślę jednak, że wrócę w te rejony - przyjadę tutaj na dwa dni. Bo tak przyjechać i wracać tego samego dnia to bez sensu. Przeniosłem sobie oficjalnie urlop w dniu dzisiejszym właśnie od dzisiaj do 01.08. Wezmę urlop od 04.08 do 18.08. Mam nadzieję, że pogoda już będzie lepsza - bynajmniej stabilna. Bo 2 tyg urlopu (10 dni roboczych) ciągiem i tak muszę wziąć i tak bo dostałem Wczasy pod Gruszą... Więc.. Pozostaje jedynie nadzieja. A wtedy tak zaplanować urlop aby faktycznie z niego skorzystać. Zwiedzić i poznać nowe rejony! No ale dobra - wstępnie dzisiaj poznałem takie nowe rejony. Przejechałem się po Bobolicach szukając drogi wyjazdowej na Gozd. Od razu nie trafiłem i zrobiłem sobie rundę po osiedlu domków jednorodzinnych w Bobolicach. Gdzie tradycyjnie: wakacje = remonty dróg. Nawet pojechałem po takim remontowanym odcinku. Wyjechałem jednak na właściwą drogę. Początek trasy a ja już spocony. Dopiero 26℃. Jednak nie grzało słońce. Było więcej chmur. Tak miało zostać ale słońce się ostatecznie przebiło i już zostało, ogrzewając wszystko co się da. A tym samym nieco utrudniając dzisiejszą trasę. Nie mniej wycieczka po nowych rejonach, nowych miejscowościach rozpoczęta. Zaczynałem właśnie od drogi przez Pomorzany na Gozd potem na Cybulino. I wyjechałem na drogę, która rzekomo miała być wojewódzka ale wg. mapy OpenStreetMap taką nie jest. Droga w kierunku Koszalina - wchodzi faktycznie w wojewódzką DW165... Taka wąska cała w kamieniach... Kolejne nieudolne remonty dróg, poprzez sypanie na nią kamieni. Dużo odcinków przy lasach. To akurat fajnie. Nie wiał wiatr, było chłodniej. Jechałem kawałek tą drogą gdy minąłem Cybulino i skręcałem na Cetuń a zaraz za nim Rosocha i cel podróży: Polanów. Osiągnięty po prawie 27 km. Może dobrze, że jechałem tutaj od razu - uniknąłem jazdy pod wiele wzniesień... Gdybym jechał od Polanowa to wjeżdżałbym na ogromną górę - która ma nawet swoją nazwę: Święta Góra Polanowska - wikipedia.pl. Uniknąłem tej wątpliwej przyjemności. Wyjechałem dosłownie na końcu wsi. I z racji późnej pory i wymęczenia dotychczasową drogą zacząłem wracać do Bobolic wzdłuż drogi DW205. Dość ruchliwa, miejscami nieco wzniosła. A to tylko potęgowało trudności. Tak jednak nie może być, że nawet małe wzniesienia powodują u mnie takie trudności. We wcześniejszych rowerowych latach tak nie miałem... A teraz jest mi tak ciężko, że większe postoje na trasie robię dosłownie co ~5 km. Co jest nieco przesadą. Problem potęguje również wyczuwalny problem - prawdopodobnie ze sterami na kierownicy Aurelii. Na nierównościach czy mocniejszym trzymaniu kierownicy słychać takie charakterystyczne stukanie, zgrzyty. No i przebieg - ponad 30k km na obecnych sterach swoje robi: Serwis Nowogard. No prawie 5 lat jeżdżenia - no można powiedzieć: 4.5 roku na pewno swoje robi. A trasy różne i najczęściej nie łatwe. A do tego najróżniejszy teren i warunki pogodowe swoje robią. Dzisiaj swoje robił teren.. Droga do Polanowa była męcząca. A z Polanowa na Bobolice - masakra. Niby 26 km - ale co chwila robiłem postoje. Było tak ciężko.. Upał dzisiaj jednak nie pomagał. Było ciężko jechać.. A trzeba było jakoś jechać.. Z każdym kilometrem coraz bliżej. Do tego to jeszcze ruchliwa droga. I nie było łatwo.. W końcu dojechałem. W samych Bobolicach bez trudu odnalazłem ulicę gdzie zaparkowałem auto. I mogłem wkrótce wracać.. Nie sprawdziła się fałszywa pogoda.. Te straszenie deszczem i burzą. Być może atrakcje przyjdą nocą albo przesuną się na dzień jutrzejszy.. Najważniejsze jest jednak to, że ogólnie przejechałem. A w jakim stanie wróciłem i ile trudu włożyłem w tą wycieczkę nie jest już istotne... Teraz mogę planować kolejne wyjazdy. Zdając sobie coraz mocniej sprawę z tego, że wcale nie będzie łatwiej na kolejnych wyjazdach. To jednak nie jest wiążący czynnik. Najważniejsze jest to, że czuję się choć chwilę spełniony i szczęśliwy.. Po wyjeździe. A więc z chęcią pojadę na kolejny. Wspomnienia, piękne zdjęcia z wyjazdu przecież nie mówią o trudach jakie włożyłem w ten przejazd. Więc pomijam ten czynnik. Najważniejsze jest to, że pojechałem, dałem radę. A nawet jakbym miał nie dać rady. To nadal najważniejsze jest w ogóle podjęcie wyzwania..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)