Dzisiejsza trasa poprowadziła mnie w nowe rejony. Przejeżdżałem już przez tą miejscowość. Jej okolicę już poznawałem na kilku trasach. Okolica Kluczewa pod Połczynem i nie daleko Czaplinka. Jest to rejon przy Drawskim Parku Krajobrazowym. Piękne strony tak swoją drogą. A jak piękne tak i ciężkie do przejechania. Dzisiaj sprzyjała jedynie pogoda pod względem temp. Bo było ciepło. Mniej sprzyjała pod względem pozostałych czynników. Mocno wiało. A te wzniesienia tutaj + wiatr. I obciążony rower... Dawało się to we znaki. Ciągnąłem z sobą 2 butle wody po 1.5L - poszło ostatecznie sporo tej wody. A ostatecznie z zaplanowanych 50 km zrobiłem 49 km. I zgadzam się ze zdaniem mojej Aurelii: "pierdolę, nie jadę dalej". Nie mam dosłownie siły i weny do tego aby jechać dalej. Trafił się ciężki teren. Robactwo wszelkiej maści żyć nie daje. Wiatr swoje robi. No i obciążenie. Prócz wspomnianych dwóch butli wody, miałem pozostały tradycyjny asortyment - targam jednego ulocka (mniejszego). Większego biorę okazjonalnie - choć tak po prawdzie chyba od 2023 r. już go nie używałem - czyli przez cały 2024 r. i aktualną część 2025 r. Nie woziłem go. Na stałe wożę krótki u-lock, który też swoje waży. Same sakwy też swoje ważą. Do tego spory powerbank 60 000 mAh - ROMOSS. I wziąłem z sobą aparat oraz drona. Akurat dron jest najlżejszy. Najcięższa to jest moja cyfrówka - Sony DSC HX350. Jednak mam do niej sentyment. Nie zawsze mnie się chce jednak ją wyciągać. I kończy się tak, że tylko ją wożę. Choć dziś zrobiłem nią kilka zdjęć to i tak myślę, że mogłem się dzisiaj obyć bez aparatu. To zawsze ok. 1 kg mniej. A to dużo. Dron jest lżejszy - tylko mniej poradny. Walizka miejsce zajmuje. I trudno sensownie ją zapakować w sakwy - tak aby nie tracić miejsca i mieć jednak dostęp zarówno do aparatu czy do drona w zależności od tego z czego będę chciał skorzystać. Akurat dzisiaj nie skorzystałem z drona. I tak trasa przeciągała mi się w czasie. No właśnie. Jeszcze jeden czynnik - dojazd. Nie każdy bierze to pod uwagę. Ja tak. Dojazd na wycieczkę, też jest męczący. Wydaje się, że to tylko jazda samochodem. Nic takiego. A jednak - to też jest męczące. A dzisiaj mamy męczącą pogodę - z upałem dochodzącym do 30℃. Grzeje. Wieje. Wzniesienia, które są w tych pięknych stronach... Dodatkowo wykańczają. Jednak naprawdę warto! Na pewno tu wrócę - mam plan na kolejne dwie trasy. Jednak to co najważniejsze to dzisiaj zrobiłem: lepiej poznałem Kluczewo i jego najbliższą okolicę. Choć pewne drogi nadal są dla mnie tajemnicą. Z czasem jednak odkryję wszystkie z dróg. A przynajmniej się postaram odkryć. Cały wyjazd choć wykańczający, przesuwający się w czasie... To warty trudu w jaki w niego włożyłem. Skończę ten akapit najważniejszymi słowami jakie prawdopodobnie padną w tym dzisiejszym wpisie. Choć dziś było ciężko to nie zwalniam tempa i się nie poddaję! Mam w planie zrobić jutro trasę 50-tkę - moją klasyczną, z tras cyklicznych. Na koniec dzisiejszych zmagań zapytałem Aurelię czy jedziemy na 50-tkę i czy na pewno damy radę. Odpowiedziała, że oczywiście. Nie można nie podjąć wyzwania... Ze strachu czy z innego powodu. Tak się nie godzi. Mam nadzieję, że się z tymi słowami zgadzacie. W sumie na dzień dzisiejszy sam jestem ciekaw jak to będzie z tą jutrzejszą 50-tką. To jednak będzie jutro - dzisiaj zrobiłem dokładnie 49 km, co zajęło mi prawie 4h jazdowe. Ciężki teren, pogoda. I drogi różne. Nie tylko asfalty. Jutro będzie pod wieloma względami łatwiej - bo czekają mnie znane drogi, gdzie nie ma wzniesień... Jest spokojniej. Podejmę wyzwanie. Tak jak podjąłem dzisiejsze. Nie miałem wcale łatwo. Nie mam lekkich przełożeń. A do tego mocne obciążenie - przez wożenie różnych, wydawałoby się zbędnych rzeczy - no nie ułatwia zadania... Tym bardziej cieszy każdy sukces!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1613
Trasa nr [łączna]: 1690
Trasa nr [na blogu]: 1604
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 78
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1676 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1590 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 26647.5 km
Stan Licznika Końcowy: 26696.69 km
Stan Licznika Końcowy2*: 26503.11 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5055 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5104 km
Maksymalna prędkość: 31.8 km/h
Przejechałem: 49.19 km
Przejechałem [msc]: 404.36 km
Przebieg roweru [rok]: 1963.14 km
Przebieg roweru [suma]: 63396.6 km
Przejechalem w 2025: 1963.14 km
Podroż dookoła świata (2025) 4.9079 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 158.4915 [%] km
Czas jazdy: 03:59:07 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4042:10:02 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3818:43:54 h
Czas Jazdy Suma (2025): 126:41:36 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 25:26:50 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:49:04 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:37:27 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:22:03 h
Średnia: 12.35 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest moją pierwszą w długi czerwcowy weekend. Dopiero dziś jadę - w sobotę - jadę na pierwszą rowerową trasę w ten czerwcowy weekend. Wolne jest od czwartku 19.06. I wstępnie to właśnie w czwartek (19.06) miałem jechać na tą dzisiejszą trasę ale położyła mnie migrena. Większość dnia się źle czułem. W kontrowersyjny piątek (20.06) - zrobiłem sobie wolne. Nie wiem tylko czy był to zasłużony urlop czy nie. I w sumie zdanie innych na ten temat mnie nie obchodzi. Nie był zasłużony? To nie był. Trudno. I tak na niego poszedłem. Też mogę być zmęczony, zirytowany. A sytuacja w szkole jest przynajmniej daleka od dobrej. A ja się postanowiłem nie poświęcać dla dobra leniwych i aroganckich nauczycieli, którzy będą korzystali z tego wolnego. To oni idą na 8 - mio tygodniowe wolne... To mają inni pracownicy, którzy takich luksusów nie mają - się dla nich poświęcać? Bo im się należy? Nie chcę uogólniać bo w pojedynczych przypadkach poznałem naprawdę fajne osoby związane z tym środowiskiem. To są jednak nie liczne wyjątki. Cała reszta ślepo podąża za tym, że im się należy... Więc mi się też należy. I sam siebie szanuję. Porządkując nieco te kontrowersyjne tematy - to w czwartek i tak pogoda była fatalna. Mocno wiało i to od rana. Zimno przez wiatr. W piątek (20.06) miałem wycieczkę na Kartuzy i Łapalice - samochodem. I tak był to ciężki dzień. To trudno byłoby mieszać rower w tą historię. A więc dopiero dziś w wolną sobotę mogłem wybrać się na trasę. Zaplanowana okolica Kluczewa do objazdu - w tym Prosino, Prosinko. I z planów miałem pojechać przez Bolegorzyn na Nowy Toporzyk albo / i / Stary Toporzyk - gdzie już bywałem. A przynajmniej w okolicy: Czaplinek:
"to co nie było i się nie wydarzyło". Postanowiłem jednak nie jechać w te regiony. Bez sensu jechać w jedną wiochę, wracać. I jechać w drugą. I wracać. Mogę zrobić sobie jedną trasę na której zaliczę Nowy Toporzyk, Stary Toporzyk. I przy okazji inne drogi na powrocie. I tak zrobię - zrobię to na jednej niezależnej trasie. A dziś skupiłem się na samej okolicy Kluczewa. Zaczynając trasę od jazdy na Prosino, potem Prosinko. Piękne rejony. Górzyste. Wiele pastwisk. Pięknych dróg. Urzekły mnie te rejony. Chętnie tu wrócę! Aby pobyć w tych pięknych stronach. Gdzie jak gdzie ale tu aż się prosiło o drona... No cóż... Następnym razem! :) Dziś tylko objazd, na którym zaliczyłem Rezerwat Onkologiczny Jeziora Prosino. W sumie nic tam ciekawego nie ma. A samego jeziora nie widać. Wszystko tak zarośnięte. Udałem się więc dalej... Wróciłem do Kluczewa i na jego końcu odbiłem w pewna drogę w prawo. Jechałem i jechałem po szutrowej drodze. Obok mnie pola, natura. Potem kawałek lasu, gdzie droga rozwidlała się na lewo i prawo. Odbiłem na lewo. I stanąłem dopiero przy pewnych zabudowaniach. Całość wyglądała tak jakby droga prowadziła do tej posiadłości. Mapa wskazuje jednak na co innego. No i w sumie oznaczenia szlaku rowerowego także... Jednak z jakiegoś niezrozumiałego powodu postanowiłem nie jechać dalej. Byłem przy osadzie: Brzezinka. Może się obawiałem spotkania z psami, które mogłyby tu luzem latać. Cofnąłem się na Kluczewo i pojechałem do Bolegorzyna a z niego do Nowego Worowa. Tu postanowiłem odpuścić sobie jazdę na Stare Worowo czy w kierunku Połczyna. Zamiast tego pojechałem pewną piękną, malowniczą drogą szutrową, wzdłuż pojedynczo rozłożonych gospodarstw. Dojechałem tą drogą do Warniłęg. Znana miejscowość. Zamiast jednak od razu z niej wracać, postanowiłem zajechać do Mięcidół. Tylko 2 km od Warniłęg. Powinienem z Mięcidół widzieć wyspę Bielawa. Nie dojechałem jednak do punktu, skąd mogłem ją widzieć. Po prostu obok drogi była posiadłość. Sam przejazd nie taki oczywisty i sobie odpuściłem. Już teraz byłem wykończony tą drogą. Zmęczony. I czułem się trochę słabiej. Pewnie przez ten upał. Wycofałem się z powrotem do Warniłęg. I zacząłem wracać a Nowe Worowo. Z niego na Bolegorzyn. A po drodze zaliczyłem jeszcze jedną wieś. Tylko dlatego, że jej nazwa bardzo mi się spodobała: Kania Górka :D Co za wieś - dosłownie 1 domek na wjeździe - oznaczony wjazd do wsi. A drugi wjazd jest do posesji nr 2. Więc Kania Górka to wieś, na której są aż 2 posiadłości. I nawet nie są obok siebie! Tyle, że z drugiej drogi - da się jechać dalej. Z posesji nr 1 - gdzie wjechałem - droga kończy się wraz z posesją. No cóż. Upał nie odpuszczał. Zmęczenie rosło. A ja trwałem dalej. Nie poddając się i walcząc dalej. Już padałem zmęczony ale jakoś wróciłem do Bolegorzyna. Posiliłem się zakupionym wczoraj w KFC Qurritto Grande - połową paczki. Pierwszą część zjadłem jadąc w pierwszą stronę na Nowe Worowo. Teraz kończyłem paczkę. Nie kończyłem jednak z moimi planami. Kontynuowałem je - dojeżdżając do Kluczewa pojechałem jeszcze na kolonię Bolegorzyna. Nie dojechałem jednak za daleko. Cała droga to męka - z kamieni ułożona. Źle się jechało. Ja już padnięty. Sporo robactwa się mną interesowało... No i podobny scenariusz. Minąłem po ok. 1 km tej drogi pierwsze zabudowania. I się cofnąłem. I w sumie dobrze - bo z tej drogi mógłbym wrócić na Bolegorzyn lub pojechać jeszcze dalej w stronę Nowe Worowo. A wracać tam nie chciałem. Nie dziś. To oznaczałoby, że znów musiałbym się męczyć z podjazdami, które zrobiłem. Czy to jednak oznacza, że mając zrobione na tę chwilę ponad 40 km... Po prostu wróciłem do auta? Prawie. Do Kluczewa wróciłem ale nim pojechałem pod Kościół, gdzie parkowałem auto, wbiłem jeszcze na ul. Górnę. Nie spodziewałem się tego co mnie tam czeka. Bo ulica się nie kończyła w przeciwieństwie do wsi. Zabudowania dalej występowały. A ja ostatecznie wyjechałem z Kluczewa. I jechałem tak jakby równolegle do drogi DW163 - kierując się w Krainę 5 Jezior... Ostatecznie wyjechałem na DW163. Tylko dlatego, że nie chciałem wracać tą samą drogą, pokonując te same trudności. Wróciłem na DW163. Na remontowane fragmenty drogi. A z niej do Kluczewa. Moja podróż zakończyła się na 49 km. I nie miałem nawet takiej myśli - aby dobijać do równych 50 km. Nie! Nie będę dobijał. Nie dziś.. Gdyby moja podróż trwała dalej to owszem.. Jakoś bym pewnie jechał. Jednak świadomość, że już nie muszę jechać dalej: zwyciężyła.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)