Dzisiejsza trasa prawdopodobnie ostatni raz w tym roku - bo prawdopodobnie nie będzie już kiedy - zabiera mnie na Powalickie drogi, wśród dotychczasowo zachowanych drzew. Jeszcze. Bo jeszcze nie zdążyli ich wyciąć. Do tej ciszy natury, którą przerywa irytujący dźwięk piły. To wciąż się dzieje. Nawet dziś. W ten przed świąteczny czas. Nieustannie niszczona jest natura.. Miałem taki plan.. Aby wybrać się na Powalicką trasę jeszcze przed najkrótszym dniem w roku. A ten wypadał 21.12. Nawet chciałem w wczesne po południe samego 21.12 jechać. Jednak tego dnia nie dałem rady. Już w weekend tj. 20.12 brała mnie migrena? Już sam nie wiem czy to migrena czy inny specyficzny silny ból głowy. Prawda jest taka, że tabletki typowo na migrenę z substancją sumatryptanu faktycznie działają. Tak udało mi się jakoś funkcjonować w sobotę (20.12) a było ciężko. I oczekiwanie było jakieś.. Mieliśmy szkolną imprezę. Ognisko. W Rybokartach. No i miałem być kierowcą, zawieść co niektórych. Odwieść co niektórych. I jak co sobotę co u mnie częste.. To doszło do tego, że się gorzej czułem. Nie mniej wziąłem podwójną dawkę tabletek i jakoś przeszło. Jednak niespodziewanie problem powrócił w niedzielę. I już nie zdążyłem się ogarnąć aby jechać. A chciałem skorzystać z pogody. Jest jeszcze po parę stopni na plusie. Nie jest więc tak źle! A już od okolicy świąt - ma być typowo zimowa temperatura.. Z całodobowym mrozem. To nie wiem czy chciałoby mi się w takich warunkach jechać.. Zresztą.. Ta konkretna trasa stała się dla mnie dość ważna. Parę razy w roku ją robiłem i najczęściej właśnie za dnia. No raz tylko po nocy wracałem: Nocne Lasy Powalic. Chciałem tu wrócić jeszcze w okresie krótkich dni. No niestety nie było mi dane. Wczoraj się mocno posypałem - wziąłem co prawda tabelki ale już późno je wziąłem. Gdy tylko zaczęły działać to mnie takie spanie wzięło, że momentalnie odpadłem. Zbudziłem się tuż po godzinie 15. Jeszcze można było jechać ale jeszcze mnie się tak w głowie kręciło, że sobie w niedzielę odpuściłem jeżdżenie. Zaś dziś? A dziś nie miałem wyjścia! Korzystam z faktu, że mam krótsze szkolne dni - z okazji świąt. I mogę spokojnie za dnia pojechać. I tak sobie spokojnie za dnia jadę. I tak sobie spokojnie robię dzisiejszą trasę. Gdzie wcale nie jest przecież zimno! Jest stabilne +3℃. Wróciłem spokojnie ze szkoły. Zjadłem obiad. Ubrałem się i jadę. W tym czasie przyjechali znajomi rodziców z Reska. I spotkałem się z dość ciekawym tokiem rozumowania. To podważa trochę niewiarygodną tezę, że starsi ludzie są mądrzejsi bo są doświadczeni i takie tam.. Bzdura. Otóż: miałem nie iść na rower bo jest zimno? Oo. To raz. A dwa, że jak pójdę to się przeziębię. Odparłem atak słowami, że równie dobrze powinno się zakazać pracy pracownikom pracującym na dworze. Oni też się przeziębią i też jest im zimno. I tu pojawia się koronny argument wobec tej sytuacji, że przecież ci ludzie robią to za pieniądze. A ja jadę dla przyjemności. No tak. Bo jak robisz aktywność na dworze za pieniądze to możesz.. I nie jest to szkodliwe. A jak dla przyjemności jak ja to szkodzi. Oczywiście nie przejmuję się takimi atakami. Ciągle muszę się z czymś takim mierzyć.. A przypominam jedynie, że nie jest mi łatwo wyjść z domu. Iść. Pojechać. I coś zrobić. Nie, nie jest mi łatwo. A jak są trudniejsze warunki - a takie z powodzeniem mamy - to tym bardziej. Nie jest łatwo. A więc zamiast jakiegoś wsparcia.. Jakiegokolwiek! Choćby słowa otuchy, że dobrze robię, że się nie poddaję, że jeżdżę. Ruch jest ważny. Na świeżym powietrzu. Dla zdrowia. To spotykam się jedynie z krytyką. A to w dłuższej perspektywie bardzo źle na mnie wpływa. I tak wpływa całe życie. Czuję się gorszy, słabszy bo nie osiągam takich wyników jak inni znajomi rowerzyści. No nie będę mówił o MK bo on to w ogóle jest jakiś ewenement ale choćby WG, KW. Nie zbliżam się do tych możliwości - ani czasowych, ani odległościowych. Jestem o wiele słabszy. Nawet jadę z poczuciem winy, że jadę. Czy na pewno postępuję właściwie?! Dla mnie byłoby łatwiej nie jechać. Życie w którym ciąży na mnie to, że muszę jeździć jest ciężkie. A jak jeszcze spotykam się z krytyką. Żadnego wsparcia, zrozumienia. A jedynie nieustająca krytyka. To nie jest chwila, że ktoś coś powiedział czy zrobił no i ok. Mija kilka minut i jest ok. Nie czuję już tego. Tak nie jest. Te emocje, te słowa, czy czyny siedzą we mnie czasem wiele godzin. A czasem i po kilka dni. I to nieustannie wpływa na mnie.. Na moją wydajność, radość z życia. A tej nie mam żadnej. Nawet jeśli coś zrobię, coś mi się uda. To to mnie nie cieszy. A to nie wszystko - bo są chwile jak wczoraj, że coraz częstsze silne bóle głowy uniemożliwiają mi spełnienie miło czasu. Uniemożliwiają bycia wydajnym. A to tylko pogłębia odczucia słabości.. I tego jak bardzo nie pasuję do tego świata. Mimo wszystko fajnie było pojechać. W weekend nie skorzystałem i nie jeździłem mimo pogody. No tak się złożyło, że były inne sprawy. W niedzielę chciałem jechać. Nie dałem rady. A więc dziś nadrabiam.. Tyle, że jest to czas spędzony na zadręczaniu się. Jazda w poczuciu winy, że jadę. A może w poczuciu winy, że wciąż żyję.. Nie ma tu za wiele miejsca na przyjemności..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1723
Trasa nr [łączna]: 1800
Trasa nr [na blogu]: 1714
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 12
W tym roku: 188
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1786 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1700 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 29712.1 km
Stan Licznika Końcowy: 29735.45 km
Stan Licznika Końcowy2*: 29541.87 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8188 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 8212 km
Maksymalna prędkość: 27.8 km/h
Przejechałem: 23.35 km
Przejechałem [msc]: 252.39 km
Przebieg roweru [rok]: 5069.41 km
Przebieg roweru [suma]: 66502.87 km
Przejechalem w 2025: 5069.41 km
Podroż dookoła świata (2025) 12.6735 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 166.2572 [%] km
Czas jazdy: 01:31:10 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4238:56:02 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4015:29:54 h
Czas Jazdy Suma (2025): 323:27:36 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 16:06:56 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:20:35 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:43:14 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:50 h
Średnia: 15.4 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego realizuje ważniejsze trasy - i nową cykliczną - Powalickie trasy. Z jakiegoś powodu lubię tu przyjeżdżać. Z niejasnego dla mnie powodu jednak muszę wiecznie upierać się krytyce, że jadę w te konkretne miejsce, i tymi konkretnymi drogami. Udowadniam teraz sam nie wiem - sobie? Czy czytelnikom wszystkie tezy, które przedstawiłem w pierwszym akapicie wpisu. Słowa krytyki jeszcze z września 2025 r. wciąż we mnie żyją. Zwykłe czepianie się niczym nie podparte. No cóż.. Skupiając się jednak na samej trasie. Weekend miałem jaki miałem. Dziś nie jest już tak ciepło jak w weekend no ale przejechać się trzeba. Trochę wieje. To fakt. Jednak aż tak mi to nie przeszkadza. Po prostu ubrałem się cieplej. Może nawet ciut za ciepło.. Bo ciepła koszulka termo, na nią grubsza bluza i cieplejsza kurtka to nie jest dobry pomysł. Jest przyjemnie od razu ale szybciej się zgrzeję.. Nie mniej pojechałem komfortowo. Dzisiaj już musiałem. Bo co? Bo miałem kolejny dzień nie jeździć. Pojechałem tak szybko jak to możliwe.. I mimo niesprzyjających okoliczności chciałem fajnie i miło spędzić czas. Ruszyłem standardowo z pod parkingu leśnego w Skrzydłowie. I wybrałem najtrudniejszym momentem trasy - przejazd wzdłuż PŻ15 potem przez PŻ16. Znacznie lepiej jest na PŻ14.. Tam jest lepiej.. I wystarczy tam dojechać. Wtedy pozostaje wyjechać z lasu i udać się na Rymań. Po drodze mijam standardowo Kamień Rymański. Dawno tam nie byłem. Aż kusi mnie znów wrócić w te strony.. Nim jednak dojadę tak daleko.. To są te cholerne święta. A nie ma żadnej świętości w nich. Ani żadnej świętości w obecnych czasach. Mijałem kolejne zbrodnie, jakie toczyły się właśnie dziś. Może tego tak dobrze na nagraniu nie będzie widać ale praktycznie wzdłuż całej drogi PŻ16 po lewej, czy po prawej stronie po przeciny jest las. Coraz bardziej się za niego biorą. I wszystko przy tej okazji niszczą. Na początku PŻ15 również nie jest dobrze. Jeszcze nie zdążyła się skończyć brukowa droga i już są wycinki. Dziś tam skurwysyny siedzieli w lesie. Widziałem ich jak jechałem i jak wracałem. Poniszczyli bardzo dużych tych drzew. Mieli załadowaną całą przyczepę podłączoną do traktora.. Tego zamordowanego drewna. No i w miejscu tzw. OSTOI ZWIERZĄT. Z kategorycznym zakazem wstępu. Porozjeżdżana droga. I w głębi słychać piły. No tak. Niech mi ktoś wytłumaczy. W lesie nie można zachować się głośno, krzyczeć itd. Wjeżdżać samochodami itd. No ale ci leśnicy te kurwy jedne mogą bo co? Bo mają papier? Mają zgodę?! A to zwierzęta wiedzą, że mają zgodę i to zwierząt nie straszy. I w żaden sposób nie robi tym zwierzętom krzywdy?.. Na szczęście zdążyłem dość szybko opuścić ten las. Bo bym się dalej niepotrzebnie wkurwiał. Wyjechałem już na Rymań. A dalej z Rymania na Skrzydłowo. Tu już spokojnie.. O wiele spokojniej.. Aż do powrotu do Skrzydłowa, do leśnego parkingu gdzie zostawiam auto nim wyruszam w dalszą drogę. Mam wrażenie, że gdzieś od września jak tu przyjeżdżam nie jest opróżniany tutejszy śmietnik. Dookoła poroznoszone śmieci, wielki syf. A z kosza aż się przelewa. Tyle czasu i gmina czy ktoś odpowiedzialny za to - nie dokonał wywozu śmieci?! A ciekawe czy będą sprzątać okolicę przy okazji. Bo ta sytuacja która jest wynika z opieszałości służb. Braku zadbania o porządek. Jest kosz. Jest to popularne miejsce - podobnie jak jezioro Popiel. Zresztą to droga, która prowadzi do jeziora. Tutaj powinna być dokonywana częstsza wywózka śmieci. A nie pozostawienie sytuacji w której jest przeładowany kosz. On taki był już na moich ostatnich trasach tutaj.. A między każdą trasą mija jednak parę dni.. I sytuacja nie ulega poprawie.. Nie poważne to wszystko.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)