Dzisiejsza trasa w dzisiejsze po południe poprowadziła mnie w Lasy Północy. W których zostałem na nieco dłużej. Taki miałem w sumie plan pozostać tutaj. Skorzystać z pogody - ładnego i słonecznego po południa. Nabić tyle km ile dam radę - dałem radę zrobić 35 km trasę co uważam za ładny wynik! Fajnie się jechało tylko zmęczenie na koniec dawało się we znaki. W końcu to już mój czwarty dzień jak jeżdżę codziennie jak zaczynałem niewinnie od poniedziałkowego po południa: Po południowa Narnia. I tak pokonałem drogę przez trasę 50-tkę we wtorek, i cykliczną: MAKOWICE_SŁUDWIA po deszczowym dniu, w dusznej fajnej pogodzie! Aż po dzisiejszą pełną słońca wyprawę! Słonecznie, ciepło ale jak to bywa - wietrznie. Ten wiatr daje się we znaki nie jednego dnia. Więc takie skrycie się w lesie jest w sumie dobrym pomysłem! O ile te miejsca można nadal nazywać lasami. Skala zniszczeń w ostatnich latach poraża. A w ogóle - dzisiaj taką jeżdżącą po lasach ciężarówką się spotkałem - wywaloną po brzegi drewnem. Mamy koniec maja a ciężarówki wciąż wywożą (rzekomo!) zarżnięte w zimę drzewa? Podobno - ale wiadomo, prawo jest płynne jak gotówka, która za nim stoi. Nie wolno wycinać drzew w okresie gdy mają liście. Jest okres godowy ptaków i zwierząt. Jednak kto by się tym przejmował prawda? To z jaką musimy mieć do czynienia skalą wycinek (zimowych), że wciąż jest drewno gotowe do wywożenia?! Wciąż - mamy koniec maja! Nieustannie widuję ciężarówki załadowane drewnem. Jeśli jadę rowerem to wrzucam zdjęcia. Czasem wspominam. Tyle, że prócz roweru często jeżdżę samochodem. I na nic więcej jak na swoje wspomnienia w tym momencie się nie mogę powołać. A przecież nie mam powodu pisać nie prawdy! Po kilka takich ciężarówek tygodniowo spotykam. Pytanie ile nie widuję, bo przecież nie jestem na drogach przez cały dzień..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1597
Trasa nr [łączna]: 1674
Trasa nr [na blogu]: 1588
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 62
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1660 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1574 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 26212.4 km
Stan Licznika Końcowy: 26247.46 km
Stan Licznika Końcowy2*: 26053.88 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 4628 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 4663 km
Maksymalna prędkość: 32.6 km/h
Przejechałem: 35.06 km
Przejechałem [msc]: 462.07 km
Przebieg roweru [rok]: 1513.87 km
Przebieg roweru [suma]: 62947.33 km
Przejechalem w 2025: 1513.87 km
Podroż dookoła świata (2025) 3.7847 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 157.3683 [%] km
Czas jazdy: 02:26:05 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4013:52:32 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3790:26:24 h
Czas Jazdy Suma (2025): 98:24:06 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 27:57:33 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:44:51 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:35:14 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:22:25 h
Średnia: 14.41 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego służyła chyba temu abym był bardziej dobity po tym ciężkim rowerowym tygodniu. W szkole nie wiele robię - jeszcze względny spokój. Szał dopiero się zacznie jak koniec roku szkolnego będzie bliższy. To też wpłynie na mnie i moje chęci do jeżdżenia. Póki co jednak mam i siły! I chęci. I mogę walczyć o każdy kilometr. Nie poddaję się z planem 500 km/msc. W kwietniu się udało: Zabłąkana trasa. I jak na ironię również lasami północy trasa.. To może i w maju się uda? Nie brakuje już wiele. Po dzisiejszej trasie tylko: 38 km. Opłacało się zrobić ostatecznie te 35 km. Spodziewałem się nieco trudniejszych warunków - wiadomo wczoraj mocno padało. Tylko w lesie nie widać za bardzo tych opadów deszczu. Miejscami trochę mokro i błota. Szczególnie tam gdzie gnoje głupie jeździli i dokonywali wyżynania drzew. Tam jest największy problem z przejazdem. Gdzie wyżynali czy teraz przyjeżdżali pozbierać wyrżnięte drzewo. Tu są problemy. A na pozostałych odcinkach leśnych dróg: nie ma tych problemów. I co ciekawe za wiele robactwa też nie ma. Tyle co na początku Dąbia - a dokładnie Nadleśnictwa Dąbie. Jest tutaj taki punkt postoju. Śmietnik. I zawsze sporo robactwa. Im jednak głębiej w las tym spokojniej. Nie miałem w sumie konkretnych planów gdy ruszyłem. Na trasie ułożyłem sobie idealny plan! A może tak pojechać na Łabuń Wielki -> Iglice -> Stara Dobrzyca i wrócić w stronę Wicimic i drogi PŻ 7? Planowałem także powrót przez Wicimice ale plan upadł. Na Iglice wydawał się to dobry plan. Dobrze mi się jechało - do Łabunia i dalej też. Unikałem silniejszych podmuchów wiatru. I spokojnie dojechałem do Starej Dobrzycy drogą, którą już dawno nie jeździłem - drogą z Iglic na Dobrzycę. W samej Dobrzycy oczywiście standardowo zaliczyłem jezioro. I zacząłem myśleć czy nie jechać na wodospad wzdłuż rzeki Mołstowej. Nawet zacząłem jechać w tym kierunku. Ostatecznie zrezygnowałem. Trochę ciężko mi się jedzie. A dokładać sobie kilometrów w nie łatwym terenie. Przy kończącym się dniu.. Zrezygnowałem. Innym razem się tam udam. Może przy okazji jakiś tras typowo w rejonie Starej Dobrzycy. W końcu tu wciąż jest wiele dróg, które czekają na odkrycie! W moim genialnym planie największą nagrodę miałem właśnie teraz na powrocie z Starej Dobrzycy w stronę Wicimic. Lepiej się tu wraca niż jedzie. Bo jak się wraca to jest tak z górki.. I korzystałem z tych udogodnień mijając kolejne leśne albo dawniej leśne obszary.. I tak do zjazdu na PŻ 7. Ostatnia prosta. Powiedzmy. Niespodzianki są. Przy polanie takiej gdzie są rowy i sporo wody. Problemem jest nie tylko wylęgarnia robactwa. A to, że jest tu grząsko. I błotniście. Nie lubię tego małego fragmentu drogi. Jeszcze przed deszczami dawał się we znaki. Teraz jest jeszcze gorzej. Nie jednak na tyle aby nie pokonać tego fragmentu i pokonać ostatnie kilometry trasy - wjeżdżając znów na leśny parking przy leśniczówce "Dąbie" nie daleko wsi Dąbie. Całość trasy zamykam w 35 km trudnych zmagań - w znaczącej większości pokonywanej szutrowymi drogami. A co dopiero miałem myśli o odpowiedzialności albo jej braku... Po południowa Narnia. W kontekście wyjazdów do lasu na tej zajeżdżonej przedniej oponie u Aurelii, która wiernie towarzyszy mi na trasach od października 2018 r. Czyli już naprawdę sporo czasu. To także spory dystans i wiele przygód za nami! No i tak znowu się wpierdzieliłem w las. Tym razem na dłużej! Tylko fragmentami miałem asfaltowe drogi. Tak to głównie szutry.. A tam sporo zagrożeń.. Wycinki drzew, po wycinkach wióry i wszelaki inny syf, który można znaleźć na takich leśnych drogach.. Ani Aurelia, ani jej komponenty nie mają ze mną łatwo! No cóż.. Najważniejsze jest jednak to, że do tych 500 km/msc dzieli mnie tak nie wiele! Wiele skazuje na to, że i tym razem dam radę. Jednak to nie koniec wzmagań. Trzeba będzie się dalej starać w kolejnych miesiącach..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)