Trasa z dnia dzisiejszego to dalsza walka z samym z sobą. Z niechęcią do życia. Życiowym zmęczeniem, dołem. Trzyma mnie to tak od wtorku, gdy pogorszyła się pogoda. I choć już wczoraj lekko puściło: Trasa Makowice-Słudwia z 24.07 - to nie jest idealnie. Chodzę jak takie zombie. Bez sił. Bez żadnego zaangażowania w cokolwiek. Gdybym miał jeszcze w te dni marnować swoje kilka dni urlopu to w ogóle.. Chodzę do tej szkoły i tak nic tam nie robię. Nie dość, że za bardzo nie mam co robić i tak jest naprawdę.. To.. I tak nie mam na nic weny. Każdego dnia czuję się tak bardzo zmęczony... Wypijam po kilka kaw dziennie, popijam to energetykami i nic. Nawet do 22 nie jestem wstanie dotrwać bo łapie mnie takie zmęczenie. Każdego dnia walczę z dołowaniem. Dzisiaj wcale nie jest lepiej - ale małym pocieszeniem jest pogoda. Dość ładna.. Okolica +24℃, nie wielki wiatr. Trochę pod ten wiatr jechałem i nie przeszkadzało pod niego jechać a więc nie jest mocny.. Dziwne anomalie w działaniu Aurelii trochę przeszkadzają. Skaczę z pomysłu na pomysł. Podejrzewam, że winę może ponosić mocno zużyta aczkolwiek wciąż trzymająca się przednia opona (Schwable Mundial z 2018 r.). Swoje przeżyła - naprawdę. A jednak wciąż nie ma dość. I ciągnie do tych 50 000 km swojego przebiegu co samo w sobie jest absurdem! Te wydarzenie będzie miało miejsce dokładnie 1 000 km po 65 000 km z Aurelią. Nie jest to równe 1 000 km bo dokładnie 1 088 km ale daje pewne odczucie, że to już nie daleko. Te 65k km z Aurelią to już nie długo. Później niż dobicie do absurdów opon w samochodzie, które się powoli poddają.. Mają przebieg na dzień dzisiejszy prawie 99 000 km. A więc jeszcze 1 000 km. Możliwe, że to okolica 2 tyg. Może szybciej. Wszystko zależy od tego jak ułoży się życie i moje kolejne wyjazdy. Kluczowe dla opon w samochodzie są moje jazdy z lipca 2025 r. A tych trochę jest.. Miesiąc się jeszcze nie kończy. Pogoda moje siły i zaangażowanie - no różnie bywa. Nie jest to ani linia rosnąca ani stała. To takie zmienne bardzo. Dziś mam wrażenie, że trochę wracają siły a więc znowu z płaskiego szurania po dnie będę nieco pikował w górę. I może jakąś angażującą trasę z Aurelią zrobię/ Póki co zaprzeczam swojej zasadzie.. Żeby rzadziej a sensowniej jeździć. Mam jednak na to usprawiedliwienie.. Warunki ani pogodowe ani życiowe nie sprzyjają takim planom..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1634
Trasa nr [łączna]: 1711
Trasa nr [na blogu]: 1625
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 15
W tym roku: 99
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1697 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1611 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 27299.3 km
Stan Licznika Końcowy: 27323.33 km
Stan Licznika Końcowy2*: 27129.75 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5707 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5731 km
Maksymalna prędkość: 29.8 km/h
Przejechałem: 24.03 km
Przejechałem [msc]: 423.67 km
Przebieg roweru [rok]: 2589.82 km
Przebieg roweru [suma]: 64023.28 km
Przejechalem w 2025: 2589.82 km
Podroż dookoła świata (2025) 6.4746 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 160.0582 [%] km
Czas jazdy: 01:17:08 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4078:25:23 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3854:59:15 h
Czas Jazdy Suma (2025): 162:56:57 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 23:51:31 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:35:26 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:38:45 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:33 h
Średnia: 18.72 km/h
Dzisiejsza trasa była kolejną, spokojną trasą na Brodniki. Kilkukrotnie w tym roku rowerowym robię tą trasę. Obecnie znowu jestem w takim dołku, i z pogodą i z życiem. Nic mi nie idzie, czas mija a nawet nie wiadomo kiedy, gdzie.. Wraz z mijającym czasem widać rosnące statystyki z różnych aktywności czyli własnie: ilości przejechanych tras na rowerze, czasu poświęconego na te trasy, i samych pokonanych km, km i czasu poświęconego na podróże piesze i ostatecznie km poświęconych na podróże autem (tutaj dodatkowo nie badam i nie zapisuję czasu) tych podróży. Można się co najwyżej posiłkować średnią wartością.. Za bardzo nie mam co z sobą dziś zrobić. Najchętniej to bym właśnie nic nie robił ale to też nie rozwiązanie. A więc po powrocie ze szkoły w której swoją drogą też nic nie robiłem.. Na szybkiego zjadłem posiłek i pojechałem aby skorzystać z możliwości takiej, że w ogóle pojadę. Nie, że się położę i nic nie zrobię. A trochę osłabiają mnie aktualne prognozy pogody - na dzisiaj w ogóle pokazują deszcze i burze. Pewnie do niczego nie dojdzie ale straszyć - to straszą... I od weekendu do końca miesiąca w dalszym ciągu: same deszcze... Nic się na dobre nie zmienia. Cały czas pozostaje ta nadzieja, że będzie lepiej ale nie chce być lepiej. No i cóż. Jadę. A co mam wyjście? Jadę. Tylko czuję i czasem słyszę jak stuka mi coś przy kierownicy - najpewniej to zużywające się elementy sterów.. A może to co innego? A może to coś w przednim kole (w piasto-prądnicy?). Wątpliwości są. Może to widelec. A, że to nowy i mało śmigany nic nie znaczy. I tak wracają problemy przy tylnym kole. A do tego ta gehenna jaką jest podróż przez DW109. Mam lekko pod wiatr czy to taki boczny. Nie przeszkadza mi dzisiaj akurat ten wiatr. Gorszy jest nieustanny spory ruch aut. Czuć gorące powietrze. Rośnie ciśnienie - chyba? A przynajmniej te moje własne to rośnie. Bo zaczynam od początku trasy odczuwać mocniejszy ból głowy. Szybko zmieniające się sytuacje na drodze (obrazy) są męczące. I dźwięki nieznośne. Szczególnie ten cholerny szum pędzących nieustannie aut. I tak ciągnie się ta sytuacja znaczny czas, podczas którego staram się szybciej jechać aby szybciej ten czas minął. By w końcu zjechać na Brodniki i chwilę w spokoju pojechać. To się w końcu dzieje. A tam - prace polowe. Żniwa w pełni. Choć żniwa zawsze kojarzyły mi się z końcówką sierpnia i nieuchronnie z końcem lata. Choć to jeszcze daleka perspektywa z dzisiejszego dnia - jest dopiero 25.lipca... To już czuję ten nadchodzący smutek. Ten smutny czas, który przede mną... I właśnie te żniwa. Wiele zbóż już skoszonych. Na niebie raz słońce a od Brodnik coraz częściej zachmurzenie. Ostatecznie z tego zachmurzenia leciutko pokropiło, gdy już robiłem ostatnią prostą. Gdy przebiłem się po tych dziurach przez Brodniki na Trzygłów i z Trzygłowa na Baszewice i jeszcze większe dziury jakie czekały mnie w drodze na Grębocin. I w końcu ostatnia prosta. Pędzę.. Dosięgają mnie jednak pojedyncze krople deszczu, które niespodziewanie ustają. Jedynie co nie ustaje to ogromny ruch aut.. Pędzą bez opamiętania w każdą możliwą stronę. Wkrótce zostawiam ten obrazek za sobą. I tak nie jestem wstanie się na tym skupiać przez coraz mocniejszy ból głowy - przy skroni, z prawej strony. Jak to dobrze znane odczucie.. Może moje przygnębienie życiem i spore zmęczenie jakie trwało w ostatnich dniach znajdzie swoje uzasadnienie a bardziej ujście w weekendowej migrenie?... Nie byłoby to w końcu zaskoczenie. Takie sytuacje już się zdarzały..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)