Dzisiejsza trasa już od rana stanowiła nie lada wyzwanie. Największe najczęściej wyzwanie to psychologiczne... Jak głowa pada to ze wszystkim jest trudno się ogarnąć. To niby nic takiego. Krótka trasa do szkoły. Choć miałem świadomość, że na tym się nie skończy. I będę musiał dorobić kilometrów aby dobić do zakładanego limitu min. 500 km w miesiącu. A nie jest łatwo. W tym miesiącu szczególnie nie jest łatwo - bo jeszcze z chorobami walczę, z osłabieniem. A wbrew pochopnej opinii jaką bym pewnie bez namysłu wydawał - to cieplejsza pogoda wcale nie pomaga. Przynajmniej taka dużo cieplejsza. Bo dziś np. z rana było 18℃ jak jechałem do szkoły (jeszcze przed 7 wyjechałem) czy chwilę po - ale raczej jeszcze przed 7 się wyrobiłem. To w sumie dzięki temu, że dziś wstałem o 5. No a to z kolei dzięki temu, że wczoraj jeszcze za dnia pospałem. Taki męczący dzień miałem. A w zasadzie już wczesnym po południem mnie spanie dopadało. Możliwe, że pogoda - i chwilowa zmiana.. Wiał mocniej wiatr. Wciąż było dość upalnie - okolica 30℃ no może mniej ale trochę popadało. Jednak jakiś spektakularnych zjawisk pogodowych nie było. Także dzisiaj temp. wzrosła jedynie do 25℃. I w sumie mogłoby tyle być przez całe lato. Bo jak jest 35℃ to jest jednak inaczej :D Już się nic nie chce. Jest może za ciepło. Jak jeszcze byłem młodszy - te 10 - 11 lat temu to trochę inaczej podchodziłem do tematu jeżdżenia przy +30℃. Dziś - w pewnym wieku (mam 33 lata na ten rok), no jest mi ciężej. Wiek jak widać nie ten, forma nie ta. A do tego ciągle chory. Wciąż utrzymuje się ból w kolanie, który mija w ciągu dnia, i wraca z kolejnym dniem (albo i w nocy) - jeśli nie mogę spać. A dziś chwilami nie mogłem spać. Więc się kręcąc czułem dyskomfort od prawej nogi a dokładnie prawego kolana. I tak od zeszłego czwartku (25.06). Czyli ten stan rzeczy utrzymuje się już 5 dni. Gorzej, bo dłużej utrzymuje się kaszel. Odpluwanie wydzieliny. Choroba położyła mnie dwukrotnie. Teraz trwa jej drugi - o wiele dłuższy atak. W tym miesiącu były właśnie chwile cięższe, że w ogóle nie szedłem na rower. Nie byłem po prostu wstanie. Jestem tak padnięty. Miesiąc w szkole też był ciężki. A to wszytko przez ten cholerny jubileusz 80-cio lecia. Ta cała farsa z nim związana. Te wydarzenie ledwo zdążyło się wydarzyć to nastąpiło kolejne... A jak... Zakończenie kolejnego roku szkolnego (2025/26), które w tym roku podobnie jak w każdym ale mam wrażenie, że w tym roku szczególnie mnie wykańczało. Może dlatego, że zarówno fizycznie jak i psychicznie nie wyrabiałem pod wpływem konfliktów jakie są w miejscu pracy, wzajemnej niechęci pewnych osób do mnie i mojej osoby do nich. Aspekt fizyczny: ważny. Duże zmiany w pogodzie - one również swoje robią. Te skoki od dość zimno (<20℃) do bardzo ciepło (>30℃). To też swoje robi. Brak stabilizacji i człowiek nie może się do niczego przyzwyczaić. I mimo fajniejszych momentów i dłuższych tras.. Miesiąc nie jest optymistyczny! Musiałem dosłownie zawalczyć o to aby przekroczyć 500 km/msc. To jest po prostu.. No porażka. Jakby na to nie patrzeć to moja kolejna porażka, że wszystko idzie mi tak słabo.. Koniec końców kończy się akceptowalnie ale zawsze dążyłem do stanu w którym to: mogę się przejechać ale nie, że muszę. Jak dzisiaj. Dzisiaj nie miałem wyboru i musiałem walnąć co najmniej 42 km aby przeszło te 500 km... Ostatecznie udało mi się zrobić trasę na 45 km. No ale było ciężko. Rano wstać. Z świadomością, że trzeba jechać. A dzisiaj jeszcze ciąży jedna świadomość - wraz z początkiem lipca na nowo zmienia się pogoda. Na razie nie będzie upalnie ciepło. Możliwe, że wręcz przeciwnie: będzie zimno i deszczowo. I w sumie by mnie to nie dziwiło, bo w ostatnich latach lipce zwykle takie są - dość deszczowe. Choć mają jedną zaletę względem sierpnia - dni kończą się po godzinie 21 a nie po godzinie 20.. A im bliżej września tym będzie gorzej. I znowu będzie mnie atakować jesienna depresja o której wspominam co roku. I za pewne jeszcze przez kolejne: "co roku" będę o niej wspominał. Póki co.. To jednak początek wakacji. To mój drugi dzień w szkole. Dzisiaj poświęciłem się głównie pracy nad blogiem i nadrabianiem zaległych wpisów począwszy od: WPIS=1806 skończywszy na WPIS=1809. W sumie 4 wpisy. Może nie jest to żadna tragedia ale trzeba było przysiąść i ogarnąć. A z spraw również na PLUS - jeszcze dzisiaj tj. 30.06 robię dzisiejszy ostatni wpis tego miesiąca. I chociaż z blogiem będę na czysto. Mam nadzieję, że 1-2.07 - maksymalnie - zamknę wszystkie sprawy związane z czerwcem. Będę na bieżąco. I nie będę musiał do tego wracać. Będę mógł skupić się na codzienności a ta zapewne nie potrwa zbyt długo.. W końcu wakacje szybko minął. I kolejny rok pełny wyzwań przed nami. A trzeba pamiętać o kolejnych jubileuszach. Najbliższy już w 2036. Wydaje się daleko? Wciąż pamiętam 2016 r. Jak zaczynałem prace nad blogiem. A to już 10 lat jak go prowadzę. To także 6 lat jak pracuję w szkole. To także 7 lat jak skończyłem edukację na MGR INŻ. Czy coś jest długie czy dalekie wydaje się dość nieistotne. W końcu każdy termin nadejdzie. W tym rok 2030. Którego z paru powodów trochę się obawiam.. Bo to czas nagłego i dalszego rozwoju technologii. A także już obecnie - coraz wszechstronnie pojawiającej się sztucznej inteligencji - od której wraz z końcem 2025 r. (połową kolejnej dekady) - nie ma już odwrotu... Od września AI wchodzi także do szkół podstawowych i średnich... Będzie wesoło...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1820
Trasa nr [łączna]: 1896
Trasa nr [na blogu]: 1810
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 15
W tym roku: 91
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1881 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1795 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 32191.5 km
Stan Licznika Końcowy: 32236.88 km
Stan Licznika Końcowy2*: 32037.53 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 10554 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 10599 km
Maksymalna prędkość: 32.5 km/h
Przejechałem: 45.38 km
Przejechałem [msc]: 503.52 km
Przebieg roweru [rok]: 2377.66 km
Przebieg roweru [suma]: 69004.62 km
Przejechalem w 2026: 2377.66 km
Podroż dookoła świata (2026) 5.9441 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 172.5116 [%] km
Czas jazdy: 02:31:58 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4400:57:01 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4177:30:53 h
Czas Jazdy Suma (2026): 153:09:15 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 31:04:42 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:04:19 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:40:59 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:43 h
Średnia: 18.03 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego zaczyna się z trudnym porankiem. Wstałem co prawda po 5. Nie mogłem spać. Powoli szykowałem się na wyjazd do szkoły. Ze sobą miałem do zabrania parę rzeczy - wziąłem dodatkową wodę. Bo to różnie bywa. Choć dziś nie jest tak ciepło. Jak choćby w niedzielę: Odwrócona upalna Powalicka Trasa. Wtedy na tej 20+ km trasie poszła mi cała butelka 1.5L wody. W tym tempie poszłoby mi jej więcej niż poszło na trasie z soboty, gdzie przecież też było ciepło: Upalną trasą. No ale dobra. Ciężki poranek. Ciężko mi było się zebrać w sobie aby pojechać. No ale się udało. W końcu. I pojechałem. Mijając zżółkłe kasztanowce wzdłuż drogi DW109. Ten obraz przypomina mi o nieuniknionym wrześniu.. Tak, wiem to 2-gi dzień wakacji. A jeśli ktoś liczy również weekend to 4-rty. A jak piątek to i 5-ty dzień wakacji. Do pierwszego dzwonka w szkole pozostało: 62 dni. A ja już o tym myślę. Jeszcze nie byłem na urlopie a już myślę o tym co to będzie jak wrócą wszyscy. I ci źli nauczyciele. I jeszcze gorsza młodzież. Jak na wakacje jest dość mały ruch aut. Spokojnie jadę. Choć już od rana się dziwnie czuję. Co chwila mam zatkany nos. Często odpluwam gęstą zieloną wydzielinę. Najwidoczniej stan zapalny zatok trwa nadal. Może czas najwyższy coś z tym zrobić. Choć głupi lekarz z POZ pewnie nadal będzie próbował leczyć mnie objawowo. A tak już sam się leczyłem. I nie przyniosło to żadnego efektu, mimo mijających dni. A prócz zatokowych objawów.. Wciąż kolano daje o sobie znać. I dziś coś nowego! Tak od szyi. Takie dziwne uczucie. Jak obwiewał mnie wiatr. Czy w innych momentach czułem takie nieprzyjemne uczucie, przez całą szyję. I bark. Towarzyszyło mi również w drodze powrotnej. Ale to się na szczęście wyjaśniło po powrocie do domu. Po prostu w weekend się trochę spaliłem słońcem. I teraz mi odchodzi stara skóra na karku i w okolicy. To już jestem spokojniejszy jak wiem w czym rzecz. I dojeżdżam do szkoły. I właśnie spędzam w niej czas na odosobnieniu. Skupiając się na swoich sprawach. W pozostałych dniach tygodnia skupię się na szkole. Teraz musiałem ogarnąć te sprawy z blogiem przede wszystkim bo to nie dawało mi już spokoju. Każdy kolejny dzień zwłoki. Kolejna trasa. Nie opisana. I widmo ile kilometrów mi brakuje do miesięcznego limitu. A dni coraz mniej. A kilometry tak chętnie nie kurczyły się jak dni do końca miesiąca. A jeszcze wiozłem laptopa Katarzyny do szkoły. Miałem jej przerzucić jej dysk na większy ale nie udało się. Coś mi się dysk SATA w systemie rozłącza. I nie idzie dokonać kopiowania. Same problemy techniczne. A życie nauczyło mnie tego aby na siłę nie próbować ich rozwiązywać. Wczoraj i tak miałem ciężki dzień. W sumie dzisiejszy też nie lepszy. Sporo czasu poświęciłem na bloga. W szkole opisy. W domu mapki, mapki pogody i zdjęcia. W szkole w sumie opisy i statystyka. Z zaległych wpisów + zrobiłem dzisiejszy - już na bieżąco! Tak jak przystało. Ze szkoły zwinąłem się ok. 13. No w sumie przed. Wracałem przez Kołomąć na Jasiel i Ościęcin. Dłużyła się ta droga. Jechało się ciężko. Częsty kaszel z odkrztuszaniem. Nie mijający katar. I raz po raz dawające o sobie znać kolano.. I tak się ciągnęła ta farsa przez kilometry przy dzisiejszej maks temp. w okolicy 25℃. Choć niektóre źródła podają, że było tylko 24℃. Nie było tak źle. Tylko ten większy wiatr z północy.. Na pewno naciągnie zmianę pogody na najbliższe dni.. Wkrótce minąłem te wszystkie wioski. Wyjechałem w Uniborzu. Stąd spokojny powrót do domu. Choć czułem się padnięty. Taki osłabiony momentami. Jakby choroba która mnie zżera dawała o sobie bardziej znać. I tak powoli mimo wszystko wracam. Na finiszu zaliczam jeszcze rundę po rodzinnych Płotach. Jadę ul. kolejową do centrum miasta - jadąc do Biedronki pod paczkomat InPost (formalnie przy ul. wodnej). W paczkomacie czeka na mnie nowa ładowarka newell. Stare się popsuły. I mimo, że ojciec je naprawił to jakoś nie wzbudzają zaufania. Będę musiał odznaczyć nowe aby nie pomylić. I po testować.. Wracając z dzisiejszej trasy zaliczyłem jeszcze rundę na ul. Nowogardzką i wracałem bokiem przy torowisku znów na ul. Kolejową którą wróciłem do drogi DW108. I ostatecznie do domu. Dzisiaj przekroczyłem 45 km dystansu. A tym samym 500 km w miesiącu. Do tego dystans całkowity Aurelii - coraz bliższy 70 tyś! :) Już wskoczył mi do 69 tyś. Dobrze, że nie do cholernego 67... 67 tyś jak coś ale to nie ma znaczenia.. Ważne było, że 6-7. Taka głupia moda z 2026 r.: O co chodzi w 6-7. A jak widać z filmu nawet z 2025 r. Ale w 2026 r. wciąż była to popularna moda..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)