Dzisiejsza trasa jest prawdziwie wiosenna! Jednak weekend nie jest fajny. Ciągnie się tak od piątkowego południa, gdy już zdążyłem ze szkoły wrócić. To jakoś mi tak smutniej. I to pomimo tego, że piątkowe po południe nie spędziłem w samotności to ostatecznie jakoś mnie to nie cieszyło. Aby się odstresować to sobotę spędziłem w Stargardzie na urbeksie. Fajna przygoda. I mile spędzony czas. Jednak nie rozwiało to wątpliwości.. ani nie przyćmiło kolejnych przykrych wydarzeń jakie niosą kolejne dni. Tak mnie już męczy ta szkoła. Ta sytuacja w niej, która nie jest wcale fajna. A jest potęgowana przez nieodpowiednie osoby, które tutaj wciąż się znajdują. I choć jest szansa, że niektóre z nich odejdą to nigdy nie ma się pewności, że nowi co zostaną przyjęci będą godni zaufania. Czy będą to kompetentne i dobre osoby. Przykładów jest aż nadto. Na wiele nieprawidłowości i chamskich sytuacji, jakimi jest nacechowany ten rok szkolny. Jest to wyjątkowo ciężki rok podczas którego stawiam moje pierwsze kroki jako nauczyciel. Jest też zbyt dużo osobistych problemów. I po prostu już tego nie ogarniam. Nie radzę sobie z tym wszystkim. Straciłem bardzo ważne wsparcie w moim życiu jakim była towarzyszka wielu bo w sumie ponad 70 podróży rowerowych: JS. Towarzyszyła mi przez 2.5 roku mojego życia. I odchodząc zabrała znacznie więcej, niż fajne wspomnienia. Zabrała poczucie bezpieczeństwa, przynależności, wsparcia. W ciągu kilku miesięcy dowiedziałem się ostatecznie komu mogę ufać. A komu nie. I dostrzegam jak jest zła sytuacja w tej szkole... A jest zła... A, że nie tylko u mnie jest źle... To potem się tak ciągnie... I wali z różnych stron. Mimo smutków - skorzystałem z dzisiejszej pięknej niedzielnej pogody. I zrobiłem jedną z trudniejszych cyklicznych tras: Trio Trudu, które zazwyczaj robię po raz do dwóch w roku. W 2024 r. moja pierwsza próba Trio Trudu wypadała w czerwcu: Trio Trudu & Szkoła. A w tym roku w kwietniu. Nie łatwa trasa na której wybrałem sobie nie dość, że trudniejszy wariant, gdzie wydaje mi się, że jest więcej wzniesień to jeszcze miałem więcej momentów pod wiatr. A dziś piździło i to bardzo... Było bardzo ciepło bo w najcieplejszym momencie dnia było nawet +22℃. To ciepło! Sporo rowerów na drogach. A przy tym wiatr - ten nieustannie wiał z siłą ok. 40 km/h. Wartość 40 km/h miała odnosić się do podmuchów wiatru.. Tyle, że te podmuchy mną stop były... Jadąc z wiatrem to fajnie. Tyle, że te odcinki pod wiatr... Wykańczały odbierając wszelkie siły i nadzieje na szczęśliwy dojazd, który nie mniej nastąpił...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1571
Trasa nr [łączna]: 1648
Trasa nr [na blogu]: 1562
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 36
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1634 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1548 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 25424.4 km
Stan Licznika Końcowy: 25475.27 km
Stan Licznika Końcowy2*: 25303.27 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3839 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 3890 km
Maksymalna prędkość: 38.4 km/h
Przejechałem: 50.87 km
Przejechałem [msc]: 198.29 km
Przebieg roweru [rok]: 741.64 km
Przebieg roweru [suma]: 62175.1 km
Przejechalem w 2025: 741.64 km
Podroż dookoła świata (2025) 1.8541 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 155.4378 [%] km
Czas jazdy: 02:58:11 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3965:17:48 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3741:51:40 h
Czas Jazdy Suma (2025): 49:49:22 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 12:44:31 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:35:34 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:23:02 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:22:55 h
Średnia: 17.15 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego stanowiła poważne wyzwanie. I cieszę się, że je podjąłem. Uważam nawet, że wyrobiłem się w całkiem ładnym czasie! Nie całych 3h jazdowych jak na tę trasę i na te warunki oraz moje możliwości psychiczno-fizyczne to nie jest źle..! Wręcz przeciwnie. Ładny czas. Na wyzwanie jechałem po godzinie 10. Nim ruszyłem to napompowałem powietrza do kół z tyłu i z przodu. Więcej zabawy było z przodu, gdzie mam wentyl rowerowy. Jak mnie on wkurza... Z samochodowym to normalnie i nie ma problemu. A z tym wentylem. Nie mniej - powietrze dobite. I można jechać. Miałem nadzieję zajechać na myjnię. Opłukać z syfu Aurelię ale się nie udało. Ciągle stanowiska są zajęte... Jest i tak lepiej bo od nie dawna są już trzy stanowiska... A nie dwa... A i tak są ciągle zajęte. Miałem nadzieję w drodze powrotnej zajechać - tylko, że byłem tak zjechany, że nie zajechałem. Chwilowo miałem nawet taką myśl, że może zrobię dziś drugą trasę - pojadę autem na Truskolas a z niego na Sikory i wrócę boczną drogą przez pola na Szczytniki. To dobry czas na te wyzwanie. Nie ma jeszcze robactwa, kolejne dni są bez deszczu. To może tam wyschło? A nawet jeśli nie to wezmę gumowce. Będę mądrzejszy niż na trasie: Nowymi przygodami: Glicko 2!. Taki mam zamiar. Jedynie na myjnię nie jechałem. A czy drugą trasę robiłem? Dowiecie się czytelnicy z kolejnych wpisów. I moja próba... Ciężka... A wraz z nią głowa pełna myśli, żali. I samooskarżania się o wszystko co najgorsze na tym świecie i w moim w gruncie rzeczy smutnym życiu :( Tą fasadę przerwał dojazd do Gryfic i korzystniejszy wiatr. Teraz od Gryfic do samego Reska było tak przejebane. Bo nie dość, że sporo wzniesień... To pod wiatr... I tak ciężko się jechało, że w głowie nie było miejsca na żadne głupoty, żale i oskarżanie się. Było ciężko ale trzeba było sobie poradzić. Powoli, powoli... I jakoś dojechałem do Reska. Zaś z Reska znów korzystniej. Z wiatrem w plecy. W drodze z Reska na Płoty rozmyślałem ponownie o przeszłości... I o tym ile samotnych dróg jest za mną. A ile jeszcze? I jaki procent całości stanowią trasy na których miałem towarzyszy... A jaki (ile km) bez towarzyszy. Takie wyliczenia już robiłem i zawsze mogę zrobić... :-) I może bym dla dzisiejszego zrobił ale moje wyliczenia przerwał niespodziewany incydent. Poczułem taki duży opór. Szybko okazało się, co jest grane. Ktoś się "doczepił". A to nikt inny jak nie jaki BB. Jechałem z nim dosłownie kilka tras. A te kilka to aż: 3. Ostatnia: Dargosław: Pałac von Neste 2. Towarzysz o inicjałach BB, jest wrzucony w grupę: NIEAKTYWNI TOWARZYSZE. I nie zamierzam z nim jeździć. Oczywiście snuje namowy... Na spacerowe tępo 20km/h+. Tylko nie, nie jestem zainteresowany. Wolę póki co zresztą jeździć sam póki trochę forma mi nie wróci. I do dzisiejszego wpisu oczywiście go nie dodam. Pojawił się nie wiadomo skąd już pod koniec trasy - dosłownie 3 km do Płotów miałem. I mam go dopisywać? I co jeszcze. Doczepił się to już z nim wróciłem. W korzystnych warunkach to można było szybciej jechać. W końcu miało się wiatr w plecy... I tak postanowił niespodziewanie mnie odprowadzić... A już zrezygnowałem z ambicji. A ambicja podpowiadała mi, że może jeszcze Narnię zaliczę? Zawsze będzie to trasa 60 km a nie tylko skromne 50... I może jak będę wracał to zajadę na myjnię? W tym momencie jak wracałem z trasy wciąż mam nadzieję, że trochę odpocznę i jeszcze dzisiaj rowerem pojadę. I może po południe w ogóle spędzę np. nad jeziorem Popiel? Nadal potrzebuję zrobić coś dla siebie. I trochę się zrelaksować... Odstresować... I wyciszyć złe emocje, które nieustannie mnie prześladują...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)