Dzisiejsza trasa przynajmniej z założenia miała być ambitniejszą formą ostatniej ambitnej trasy na Iglice: Ambitne Iglice!. Ambitniejsza w tym sensie, że jechałem normalnie przez Łabuń Wielki a nie skrótem przez Łabuń Mały. Dziś wybrałem ten łatwiejszy dla mnie wariant trasy - czyli przez Iglice - przez które skierowałem się na Starą Dobrzycę - a potem Wicimice i powrót wraz z zachodem słońca.. W piękny dzisiejszy dzień.. To był piękny dzień na bycie ambitnym! W sumie nie miałem dzisiaj planów w ogóle jechać. A tu proszę.. Skusiła mnie pogoda. Nie często się taka zdarza. I wizja jutrzejszego wolnego dnia! W końcu jutro 14 października! Dzień Edukacji Narodowej. Wolne. Jakaś zaleta z bycia nauczycielem! Dzisiaj i tak było krócej w szkole. I pusta szkoła. Gdyby nie dodatkowe atrakcje jakie dzisiaj były ze względu na awarię kanalizy i zalanie piwnicy szkoły.. To pewnie nie siedziałbym tak długo w szkole. Poszedł znacznie szybciej. I znacznie szybciej wybrał się na dzisiejszą trasę. A więc prawdopodobnie wróciłbym jeszcze przed zachodem słońca. I jeszcze nim zaczęło się robić chłodno. A już naprawdę było chłodno. Przebierałem się pod Wicimicami - zmieniałem letnie, krótkie rękawiczki na dłuższe / jesienne. Pierwszy raz mam jesienne rękawiczki ;) Świąteczny prezent od MM :-) I się w sumie sprawdziły. Z rozmiarem też trafił. Na moje zimowe byłoby za ciepło. Letnie są znowu za cienkie i po prostu jest już zimno. W sumie nie ma co się dziwić. Temp. spadła do +10℃. Jeszcze w tej okolicy +12/+13℃ to jeszcze daję radę w tych letnich. Poniżej to już niestety nie. No a znowu nie ma zimy, minusowych czy bliskich 0℃ aby jeździć w tych grubszych. Nie mniej zmiana rękawiczek to była pierwsza zmiana.. Kolejna to naciągnięcie cieplejszej czapki. Jechałem w cieńszej długiej. A na koniec zaciągnąłem jeszcze kurtkę wiatrową na siebie. Normalnie wziąłbym moją czarną, grubą bluzę ale jej nie mam przy sobie. Powyciągałem ubrania do prania i suszenia po ostatnich leśnych trasach: Zwątpieniami, Nocami i Lasami. A już byłem pewny, że mam bluzę.. Dobrze, że chociaż mam tą cienką kurtkę. Zapobiegawczo wziąłem również cieplejszą kurtkę. Ładniejsza pogoda jaka dzisiaj jest.. Niestety wiąże się z tym, że szybko robi się chłodno. No i tak było. Okolica 10℃. Może ciut niżej. Już chłodno. Jeszcze zdążyło się tak na dobre ściemnić nim wróciłem. Co prawda padnięty ale szczęśliwy. Zrobiłem 50 km trasę w jesiennych warunkach. Nie łatwą - łatwiejszym wariantem ale i tak nie łatwą. Na trasie sporo się działo. Ciekawe czy będę pamiętał aby o wszystkim wspomnieć.. :-) W tym akapicie wspomnę tylko, że wróciłem nieco zawiedziony.. Bo.. zrobiłem 51,29 km. Liczyłem, że trasa będzie miała ok. 53 km. Ostatni razem gdy fragmentem robiłem Ambitne Iglice z kolegą MM - wyszło mi 52,18 km. Różnice są.. Brak dojazdu a tym samym powrotu z pałacu w Iglicach. Brak przejazdu po całym Resku, jechałem na skróty przez Resko przy DPSie i cmentarzu i od razu wyjeżdżam na Łabuń Wielki. Z MM było właśnie przez całe Resko ale też powrót przez Łabuń Mały. Najwidoczniej jednak różnica między Łabuń Mały a przez Łabuń Duży nie jest tak znacząca - obstawiałem, że będzie to różnica 3-4 km ale chyba jest znacznie mniej.. Inaczej różnica między trasą z dnia dzisiejszego a tymi Iglicami z MM byłaby większa. I to na korzyść dzisiejszej trasy. A tak ledwo co ponad 50 km.. Ano tak. I ew. różnica to jeszcze przejazd przez moje rodzinne Płoty - no tu różnica z 0,5 km wchodzi. Jeśli wracam z Reska przez ul. Łobeską na ul. Wojska Polskiego. To jest dalej niż jak jadę przez miasto przez ul. Jedności Narodowej, i wyjeżdżam na ul. Wojska Polskiego i z niego ul. Łobeską (DW152) jadę na Resko. A tak właśnie dziś czyniłem. Tą różnicę dość idealnie widać na moich cyklicznych dość częstych trasach MAKOWICE_SŁUDWIA. W zależności od wariantu trasy, różnica jest duża. I tak było z dzisiejszą trasą. Mimo wszystko i tak ambitną! A do tego dość ciekawą. No i trochę km.. Wbiłem. Wbiłem! Mimo wszystko, i wszystkich trudności chciałbym dobić do 500 km w październiku. Będzie mi łatwiej w listopadzie i w grudniu - gdy nie będę musiał aż tak cisnąć o kilometry.. A w tych miesiącach z pewnością będzie mi trudniej..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1681
Trasa nr [łączna]: 1758
Trasa nr [na blogu]: 1672
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 146
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1744 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1658 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 28738.9 km
Stan Licznika Końcowy: 28790.19 km
Stan Licznika Końcowy2*: 28596.61 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7196 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 7247 km
Maksymalna prędkość: 31.3 km/h
Przejechałem: 51.29 km
Przejechałem [msc]: 204.39 km
Przebieg roweru [rok]: 4104.8 km
Przebieg roweru [suma]: 65538.26 km
Przejechalem w 2025: 4104.8 km
Podroż dookoła świata (2025) 10.262 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 163.8457 [%] km
Czas jazdy: 03:17:01 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4177:20:17 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3953:54:09 h
Czas Jazdy Suma (2025): 261:51:51 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 15:26:15 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:55:47 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:47:37 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:08 h
Średnia: 15.62 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego rozpoczęła się wczesnym po południem gdy było jeszcze w miarę ciepło. Co nie którzy w ogóle wiosnę poczuli i na krótki rękaw ganiali! No co niektórzy trochę przeginają no ale co zrobić. Ich przeginanie to ich sprawa. No ja nie ryzykowałem. Na start jechałem w długich i cieplejszych rowerowych spodniach, podwójne skarpety - na wierzch wełniane, ciepłe. I już jeżdżę w jesienno-zimowych butach. Mam takie fajne, żółte :-) W 2016 r. matka mi je kupiła. A mnie jakoś na wspominanie za często bierze.. Chyba się starzeję. No nie mniej fajne, żółte buciki. Choć już trochę zjechane. W końcu 9 lat je użytkuję! Co prawda sezonowo.. No ale i tak.. Wiadomo, że się wszystko zużywa i niszczy. Na start cieplej ubrany. A po drodze i tak się przebierałem. Bo stopniowo robiło się coraz chłodniej. A ja mam słabą tolerancję na zimno. Mam większą na ciepło. I wolę jak jest ciepło. Naprawdę ciepło. Czy wręcz gorąco. Niż miałoby być chłodniej. No dobra. Korzystam z luźniejszego w szkole dnia. Jutro wolne. To mogę sobie pozwolić! Ruszam więc. I pierwsze niespodziewane niespodzianki mam przy dawnej restauracji Słoneczko w Płotach gdzie już w tym roku zaczęli remont drogi, kończą remont budynku. Prace przy drodze i parkingach trwały dość intensywnie w okresie wakacji. A nagle we wrześniu temat ucichł. Dziś powrócił. Tzn. nie wiem czy dokładnie od dziś, od wczoraj czy dokładnie od kiedy. Nie mniej dziś tu przejeżdżałem i koparka pracowała, pracownicy pracowali. I kończyli tą inwestycję. A już się obawiałem, że stanie ona na kolejne lata. A to nie koniec inwestycji! Kolejna trwała przy ul. Łobeskiej w Płotach. A dokładnie już na wyjeździe z Płotów (DW152). Tutaj znowu włączyli wahadłowe sterowanie ruchem poprzez sygnalizację świetlną. I trwały jakieś prace przy tej drodze - najwidoczniej jakieś końcowe. Bo jako tako ta droga jest już chyba zrobiona. Jeszcze nie ma pomalowanych pasów. Po cichu mam nadzieję, że pomalują do końca kończącego się 2025 r... W dalszej części trasy nie wiele się działo. Przynajmniej do Iglic. Spokojny ruch aut. Wyraźniejsze jesienne kolory. Pięknie wyglądające kolorowe drzewa w słońcu.. A takie słoneczne dni tej jesieni są rzadkością.. Pierwsze dzisiejsze incydenty miałem na drodze Iglice - Stara Dobrzyca. Po drodze gdy już minąłem Iglice, natrafiłem na znajomego ;) Ale jego od raz nie poznałem. On mnie w sumie też. Hm.. Ciekawa sprawa. Pan Mirek niejaki ;) Z Iglic. Nie poznaliśmy się. A do tego mijaliśmy niepoprawnie przepisowo.. No dobra. Jechałem lewą stroną leśnej drogi a on prawą. No normalnie bym zjechał ale jakoś po tym cholernym błocie.. Tylko czułem jak mi się koło ślizga i sobie odpuściłem. Normalnie zapamiętałem to tak, że ta droga jest utwardzona. I może kiedyś była. Bo teraz jest coraz bardziej rozjebana. I to przez nic innego jak przez tych skurwysynów co jeżdżą tu po drzewa. Wszystko jest wycinane, niszczone. A całe drogi zrujnowane. Te ciągle deszczowe dni nie pomagają. Wszystko jest mokre. Jest ślisko i nie przyjemnie. Gdy minęliśmy się z Mirkiem to coś tam powiedział ale chyba nie zrozumiałem co. No coś w stylu, że gdzie jadę, jak jadę? No dopiero po głosie go poznałem. A identyfikacji dokonała jego córka :P Bo nie byłem pewny. W sumie jak jechałem to nie skupiłem się na nim a aby się nie wyjebać. A mnie chyba też nie poznał. W czapce, zaroście. Te trudniejsze momenty jeszcze niestety nie mijały. A trwały dalej. Co prawda wyjechałem pod Dobrzycą ale droga na Wicimice nie była lepsza. Dalej tak mokro, nieprzyjemnie. Ciężko się jechało. Jedyny plus to taki, że jechało się z górki! Lepiej mi wracać z Dobrzycy na Wicimice niż z Wicimic jechać na Dobrzycę. Choć i tak ta droga się dłuży. Nie bez powodu nazywam ją psychodeliczną. Po drodze zrobiłem sobie dłuższy postój. Na kanapeczkę. Na Redbulla. Pod Wicimicami zaciągnąłem jesienne rękawiczki. A za Wicimicami - zmieniłem czapkę. I zaciągnąłem kurtkę, wiatrówkę. Nie przepuszcza powietrza. W tych warunkach, w tych dzisiejszych dawała większy komfort. Przede mną były ostatnie kilometry. Droga przez Moskwę, mijałem także swoją prawą stroną Modlimowo. I przede mną najgorszy odcinek tej trasy - czyli odcinek za Modlimowem do skrzyżowania Smolęcin - Gostyń. To taka otwarta przestrzeń, gdzie biegnie trasa S6. Nie lubię tego odcinka drogi DW112. Kiedyś gdy była jeszcze droga DK6 to ten odcinek drogi przebiegał przy lesie. Było znacznie przyjemniej. I nie był taki uciążliwy. Na szczęście nie jest długi. Mijałem go z końcówką dzisiejszego zachodu słońca, które podziwiałem pod Modlimowem. Nieco zmęczony i zziębnięty wróciłem.. Niestety jednak po trasie mój stan psychiczny się pogorszył. :( Wiele myśli nie dawało mi spokoju. Wiele spraw, które tak ochoczo się sypią jest mi udręką. I jeszcze czuję tą samotność.. A to już jest naprawdę dobijające.. Mam nadzieję, że ten stan minie. A jedyne co pozostanie to radość z dzisiejszej trasy.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)