Dzisiejsza trasa rozpoczyna się późnym po południem po dość ciężkim dniu. Dokładnie ruszam gdzieś w okolicy godziny 18:30 dopiero. Jak dla mnie to późno no ale taki dziś miałem ciężki dzień. Ogólnie cały dzisiejszy dzień jest jakiś taki dziwny. Męczący.. Już od wczesnych godzin porannych się słabiej czułem. Miałem rano wizytę u dentysty. Nim zdążyła się ta długa wizyta (prawie 2h) zacząć to już od rana wydzwaniała pewna wariatka ze szkoły. Ja nie mam zamiaru z nią rozmawiać. Dzielić się prywatnym numerem telefonu (bo niby z jakiej okazji?). Nie mam obowiązku posiadać i odbierać prywatnego telefonu. Jeśli z kimś rozmawiam to znaczy, że chcę z tą osobą rozmawiać. A akurat z tą wariatką co chamsko wróciła pod koniec roku szkolnego - nie, nie chcę. Ta wariatka to AW (nie mylić z AWu) bo to całkiem dwie różne osoby. Nie będę się może rozwodził o historii tej jebniętej baby (AW) bo to nie ma wpływu na historię dzisiejszego dnia.. Po prostu wypadła z obiegu pod koniec roku szkolnego 2024/25. Nie było jej cały poprzedni rok szkolny I pod koniec tego - dokładnie od 13.04 wraca. A wraz z powrotem znowu zaczyna się zła sytuacja w szkole dziać. I tak jest zła.. Ciągle jest napięta sytuacja. Ciągle są spory.. Odlicza się dni do "egzekucji" - czyli niczego innego jak tego pierdolonego jubileuszu. No i jeszcze ta kurwa wariatka wraca. Z rana zdenerwowany czekam na wizytę u dentysty. To jeszcze ona. Niech wypierdala. Potem miałem migrenę, źle się czułem. Poszedłem ze szkoły już po godzinie 13. A wróciłem po 10. Przedłużyło się. W sumie kręciłem się po szkole. Nie wiele zrobiłem - w zakresie monografii szkoły - gdzie po raz kolejny poprawiam tabelę absolwentów z którą jest najwięcej problemów. I jest najbardziej niestabilna w tym całym systemie.. Nie byłem wstanie jednak dzisiaj za wiele zrobić. Już się rano obudziłem to się źle czułem. Ta wariatka wydzwaniała. Po południu wydzwaniała. Gdy już właśnie byłem na rowerze.. Nie są to łatwe dni. Z dnia na dzień ciągle wieje i wieje. I nie chce przestać. Już miałem nadzieję, że będzie lepiej ale nie jest. Położyło mnie to, że się po prostu słabiej czułem. Potrzebowałem odpocząć. Pojechałem w końcu na rower. To moją chwilę relaksu psuła ta wariatka.. Na trasie widziałem leżącego w krzakach, najebanego całkowicie Marka z Makowisk... On podobnie jak mój wujek z Makowisk (Andrzej) wiecznie najebany. W pierwszej chwili co prawda przejechałem. Pojechałem. Ale jak wróciłem do domu to tylko odstawiłem kamerkę, i od razu pojechałem jeszcze raz na Makowiska aby zobaczyć czy dalej tam jest. I może trzeba będzie jakoś mu pomóc wrócić do domu. Nie miał już daleko - jakieś 0,5 km do mieszkania. No tak jakoś nie mogłem zostawić tej pijaczyny w takich okolicznościach. No ale już na szczęście go nie było. No albo sam się doczłapał albo ktoś mu pomógł wrócić do domu.. A to nie koniec przebojów. Dzisiaj cały region żył informacją o tragicznym zdarzeniu: Dwie nastolatki potrącone przez pociąg pod Goleniowem - 22.04.2026 r. - TVN24.pl. Wszystkie lokalne media i jak widać większe stacje również podłapały temat. Taki smutny dzień. Dobijający z każdej strony. Wciąż myślę o osobach które w ostatnich miesiącach odeszły ze wsi Makowice.. Między innymi mój wujek, czy Pani Jadwiga.. To nie byli starzy ludzie. No a dzieje się coraz gorzej. I czasy coraz smutniejsze. Do tego rzeczywistość bywa dobijająca. A gdyby było tego mało to jeszcze był incydent z policją i karetką na bombach. Przy Dino na ul. Słonecznej w Płotach. To akurat działo się po moim rowerze - jak już wracałem z Makowisk. Pojechałem tam tylko po to aby zobaczyć czy ten pijak nadal tam leży.. Wracam i kolejny incydent. Kolejna dobijająca sytuacja w tym i tak dobijającym życiu.. Bez wątpienia. Dziś nie był dobry dzień - to jakaś kumulacja tych wszystkich złych wydarzeń..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1782
Trasa nr [łączna]: 1858
Trasa nr [na blogu]: 1772
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 53
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1843 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1757 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 30920.6 km
Stan Licznika Końcowy: 30939.64 km
Stan Licznika Końcowy2*: 30742.02 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9282 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 9301 km
Maksymalna prędkość: 27.4 km/h
Przejechałem: 19.04 km
Przejechałem [msc]: 335.08 km
Przebieg roweru [rok]: 1080.59 km
Przebieg roweru [suma]: 67707.55 km
Przejechalem w 2026: 1080.59 km
Podroż dookoła świata (2026) 2.7015 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 169.2689 [%] km
Czas jazdy: 01:13:17 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4320:31:20 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4097:05:12 h
Czas Jazdy Suma (2026): 72:43:34 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 21:41:04 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:58:17 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:22:20 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:57 h
Średnia: 15.65 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego odbywa się właśnie we wspomnianych w pierwszym akapicie okolicznościach. Od wczesnych godzin porannych jak nie mogłem spać już po godzinie 5 rano się źle czułem. Brał mnie ból głowy. Jednak z rana udało mi się go stłumić nurofenem. Potem nic nie pomagało - włącznie z tabletkami na migrenę Cinie 50 - które swoją drogą już mi się kończą. Została mi dosłownie ostatnia tabletka. A problem jest taki, że są one na receptę i są dość drogie. Gdy ostatni raz je brałem były już po 60 zł za opakowanie. A gdy pierwszy raz je brałem w 2025 r. były po 50 zł za opakowanie - i tak drogo - bo to tylko za 6 tabletek.. Jednak większy problem jest w tym, że to na receptę i trzeba się prosić lekarza.. Poranna wizyta u dentysty mnie dobiła. Kończyłem robić zęba kanałowo. Trochę to kosztowało. Wizyta prawie 2h trwała.. I było po prostu ciężko. A w szkole? A w szkole nadal trwa ten cyrk związany z organizacją jubileuszu szkoły - do którego zostało coraz mniej czasu. Ja te wydarzenie w ogóle nazywam czekaniem na egzekucję! I tak czekając na tą egzekucję rysuje się animacja wisielca... :) Pozostało jeszcze 49 dni.. Nim się zacznie... Jest jeszcze czas. Dyrekcja robi problemy. Niektóre zadania - faktycznie powodują problemy i się przedłużają - jak np. praca nad monografią. Gdyby nie problem z sekcją absolwentów to pewnie już dawno miałbym to zrobione i wydrukowane w oczekiwanej ilości. Zresztą - to jest zbędna pierdoła, pełna błędów drukarskich, edytorskich, merytorycznych. A także językowych... Patrząc od początku tego dokumentu. A to jest prawdopodobnie jej trzecia edycja - bo jest jeszcze wersja na 50-cio lecie, na 70-cio i właśnie teraz na 80-cio lecie powstaje. Miałem to w sumie dzisiaj skończyć. Dać do sprawdzenia polonistce. Przewodniczącej zespołu. No ale nie dałem rady - bo się źle czułem. Zdychałem większość dnia. A gdy pod wieczór poczułem się lepiej.. To musiałem się przejechać. Przewietrzyć umysł. To pojechałem na samotną wyprawę. Krótka trasa Makowice - Słudwia - dziś wariantem przez Słudwia - aby mniej z wiatrem walczyć - który utrzymuje się nawet po południowa porą. Jest ciepło. I nawet bardzo ciepło bo się utrzymuje nawet po południu takie 12-13℃ ale ten wiatr.. Jadę nie mniej lekko ubrany - tylko długie spodnie mam, koszulkę polarową i lekką szarą bluzę - która swoją drogą już długo nie wytrzyma. Walczę z kończącymi się pedałami. Nie wspominałem o tym ale coraz częściej zdarza się taki incydent, że noga mi się ześlizguje z pedała. Wcześniej (czyli w 2025 r.) tłumaczyłem sobie to po prostu zużytymi butami, gdzie już nie miałem podeszwy. Bo do tego stopnia miałem zjechane buty. No ale to nie to.. Po prostu ta warstwa pedała na której trzyma się nogę, jest już tak zjechana, tak gładka, że się ześlizguje noga.. Same pedały jeszcze dają radę. Pytanie ile ja dam radę. Pomijając incydent z AW - bo ledwo minąłem Słudwia i już pizda dzwoniła.. To trasa mijała spokojnie. Do Makowic - do lotniska. Miałem się tu po południem wybrać z moją wierną cyfrówką Sony DSC HX350.. Na lotnisku chodzą sobie sarenki. Ogólnie są również zające. Choć ich dziś nie widziałem. Przystanąłem natomiast przy domkach oficerskich. Gdzie wśród zniszczonej trawy na której miesiącami trzymano zarżnięte tutejsze drzewa - wyrósł żółciutki żonkil. Zrobiłem mu kilka zdjęć.. I zdjęć z Aurelią na tle żonkila i wciąż stojących domków oficerskich. Gdyby nie ten żonkil to pewnie bym tu nie stawał. Mój średnio przyjemny powrót do domu (bo miałem pod wiatr) - zagłuszył kolejny incydent. Dziwna sytuacja. Byłem już na końcu wsi Makowiska - zaraz się kończy tablica terenu zabudowanego. I słyszę dziwne odgłosy. Jakby coś "beczało?" - jak zwierzę. Pomyślałem, że z pobliskiego gospodarstwa uciekła jakaś koza. A to nie była koza. Tylko piany Mareczek - najebany do tego stopnia, że leżał zarzygany, zasrany na trawie i coś tam mamrotał. Jego mamroty przewijały się z przekleństwami. Początkowo go tak zostawiłem. I pojechałem. No ale tknęło mnie po drodze.. Po trasie - przesiadłem się w samochód. Jeszcze musiałem zaliczyć kolejną przykrą (bo kosztowną) wizytę na cepeenie - i podjechałem zobaczyć czy dalej tam leży. Pijak bo pijak ale nie wypada zostawić go bez pomocy. To jedna z tych osób z mojego otoczenia rodzinnego, którą chyba nigdy nie widziałem trzeźwą albo tego nie pamiętam. Wujka Gienka z Makowic również takiego nie widywałem. A co ciekawe ten wujek z Makowic śnił mi się wczoraj. I jego dom też. I nie zgadniecie co.. Był najebany i pił dalej. Więc śniły mi się ciągnące się dalej wiejskie libacje alkoholowe.. Nic nowego - takie obrazy skrywają się w mrokach mych wspomnień. A to bardzo zniechęca mnie do takich ludzi. Ten Marek to właśnie taki przykład. A dziś to naprawdę przeholował bo jest w takim stanie.. Te wszystkie wydarzenia z dziś może same w sobie by tak mocno na mnie nie wpłynęły. No ale w kumulacji? Jedno - drugie - trzecie wydarzenie.. To już tak.. To wszystko sprawia, że jest dziś bardzo zły dzień. A jeszcze ten wczorajszy sen, który bywa tak dobijający..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)