Trasa z dnia dzisiejszego okazała się ostatecznie mniej wykńczająca niż wczorajsze nie całe 50 km: Poznając Kluczewo. Teren łatwiejszy. Mniej wiało. Jednak warunki nie są do końca idealne. Jest dość ciepło. Jak wyjeżdżałem była okolica +26℃ może ciut mniej? Jak wracałem po trasie była okolica +28℃. A w dzisiejsze po południe było +32℃. Jednak tak.. Wiatr wiał słabiej. Teren łatwiejszy. No i mniejsze obciążenie - podobnie jak wczoraj - wziąłem dziś dwie butelki 1.5L wody. Nie brałem jednak ani aparatu ani drona. A więc łatwiej. Lżej się jechało. Na drogach spory ruch aut, innych rowerów. Mimo wszystko fajnie mijał czas, na tej mojej klasycznej 50-tce. Fajnie było się przejechać.. Zrobić kolejne km. Mogę w sumie uznać, że dziś miałem szczęście w awarii... Bo gdyby ta awaria przytrafiła się w mniej sprzyjających okolicznościach... To mogłoby być gorzej. A tak skończyło się na otarciu nogi - oj tam małe otarcie, siniak. Nic takiego. Mogło być gorzej. I w tym roku już bywało gorzej, jak dwukrotnie zrobiłem sobie większe kuku: Szkoła & Zdobyte Szczytniki. A drugiej sytuacji nie mam opisanej bo nie była na rowerze. Byłem na wyjeździe w Wicimicach. Normalne zwiedzanie kolejnego otwartego tam obiektu - biurowego. Dom / kadry? Coś takiego - do zarządzania PGRem na terenie Wicimic. I tam sobie rozwaliłem palca u ręki w dniu 08.06. Pierwszą - nie łatwą - trasą po tym zdarzeniu była trasa: Makowice: Spontaniczna trasa. Jeszcze z krwawiącym i bolącym palcem jechałem. Eh.. Jedne rany wojenne nie zdążą się zabliźnić to już sobie kolejne ku-ku robię :) No dzisiaj akurat otarcie przednim kołem roweru. Jesteście ciekawi jak to możliwe? Odpadł mi przedni błotnik... Najechałem na niego przednim kołem bo nie byłem wstanie nic zrobić. Tak spadł, że nie byłem wstanie nic zrobić. A nie zatrzymam się w miejscu! Aby jednak nie najechać na niego całym ciężarem - moja waga + rower z sakwami na tylnym kole... To mocno skręciłem w lewo. Tak mocno, że obróciła mi się kierownica a ja ledwo utrzymałem równowagę. Nie mniej - prawą nogą i tak przejechałem po przednim kole... No cóż. A jeśli te zdarzenie miałoby miejsce w momentach w których jeździłem ze sporych wzniesień? Tam dodatkowo dochodzi prędkość. No i wtedy bym raczej się nie uratował przed wywrotką... I znowu poturbowany... Jakoś życie mi nie sprzyja... Mimo jednak tej sytuacji - cała trasa się udała. Mało tego. Zrobiłem ją nawet w fajnym czasie! Jest jeszcze jednak pewny problem... No ale o tym w drugim w bardziej szczegółowym akapicie..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1614
Trasa nr [łączna]: 1691
Trasa nr [na blogu]: 1605
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 15
W tym roku: 79
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1677 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1591 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 26696.7 km
Stan Licznika Końcowy: 26747.08 km
Stan Licznika Końcowy2*: 26553.5 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5104 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5155 km
Maksymalna prędkość: 33.4 km/h
Przejechałem: 50.38 km
Przejechałem [msc]: 454.74 km
Przebieg roweru [rok]: 2013.52 km
Przebieg roweru [suma]: 63446.98 km
Przejechalem w 2025: 2013.52 km
Podroż dookoła świata (2025) 5.0338 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 158.6175 [%] km
Czas jazdy: 02:43:31 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4044:53:33 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3821:27:25 h
Czas Jazdy Suma (2025): 129:25:07 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 28:10:21 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:52:41 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:38:18 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:22:04 h
Średnia: 18.54 km/h
Dzisiejsza trasa 50-tka nie była łatwa. Wykorzystuję jednak pogodę. Jadę. Nie poddaję się. Wczoraj Aurelia powiedziała mi, że damy radę! A ja jej wierzę. Więc jak dziś doszedłem do siebie, po wczorajszym dniu. I w ogóle całym nie łatwym czerwcowym weekendzie... To ruszyłem. Jeszcze przed godziną 10. Nie było jeszcze tak gorąco. Nie było sporego wiatru. Fajnie się jechało. Tylko dużo aut. Nic dziwnego. Dzisiaj powroty z długiego weekendu, z którego myślę, że słabo skorzystałem. To z majówki w tym roku już lepiej skorzystałem. No ale odpadł mi czwartek bo miałem cały dzień migrenę. Wczoraj mnie już głowa pobolewała ale przeszło. A dziś? Od rana się tak nie pewnie czułem ale pojechałem. Dopiero po południu mnie dorwało gorsze samopoczucie. Na trasie dawałem radę. Choć największą walką nie była walka z przeznaczeniem a z robactwem. Tego gówna jest wszędzie pełno.. Nie ważne gdzie stanąłem. Czy w słońcu. Czy w cieniu. Czy przy polach. Czy przy lesie. Mijała chwila i się zjawiały i atakowały. Nie było szans odpocząć. Tylko jechać i jechać. Te warunki są dla mnie jasne. Pierdolenie, że mamy suszę jest właśnie jedynie pierdoleniem. To nie prawda. Wszędzie jest mokro. W lasach. Przy polach. Musiałoby naprawdę z parę dni nie padać aby to wszystko wyschło. Tak się jednak nie dzieje. W natarciu idzie zmiana pogody. I znowu będzie padać. I wszystko się zepsuje. To wyjaśnia dlaczego te robactwo jest takie kąśliwe. Same muchy tylko wkurwiają. Pojawiają się te końskie, od razu atakują... I to cała masa ich jest. Jak już się zlecą to nie kończy się na jednej. Obsiadają w ilości co najmniej kilku... No i cóż. Dzisiejsza trasa minęła pod względem mojego ulubionego wariantu przez Unibórz na Grabin - Sikorki i Glicko. I właśnie w kierunku Grabina - już po ponad 20 km - jeszcze przed połową trasy. Miałem te zdarzenie - odpadł błotnik. Nim jednak całkowicie odpadł to tak się podnosił i uderzał w koło. A ja zamiast od razu stanąć, zobaczyć o co chodzi. To miałem nadzieję, że tak dojadę. Nie dojechałem. To nie pierwsza dziwna awaria w ostatnich dniach, jedną już zaliczyłem z awarią siodełka: Boczny drogami & awaria siodełka. A dziś awaria błotnika. A co będzie dalej?! No cóż. Dobrze, że mam sakwy. Spakowałem ten błotnik. I pojechałem dalej. Dalej już miałem walkę jedynie z owadami. Słabły jednak moje możliwości przez co robiłem częste postoje. Nie mam jednak do siebie o to pretensji. Najważniejszy jest główny cel: czyli zaliczenie trasy. A przecież 50-tka co do zasady to taka łatwa nie jest. No łatwiejsza niż te góry w okolicy Połczyna.. Jednak czy łatwa? Jest męcząca. Jest to jednak satysfakcjonujące zmęczenie, które towarzyszyło mi również i dziś...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)