Dzisiejsza trasa w końcu ponownie zabrała mnie w Powalickie drogi! Na tradycyjną już trasę na której biję kilometry. I w końcu zdecydowałem się objąć tą trasę osobnym tagiem - jako trasa cykliczna powalicka_trasa. Do tagu oczywiście wliczają się moje poprzednie wyjazdy w tych rejonach - w tą konkretną trasę, którą kilka razy robiłem. Swoją drogą to już prawie grudzień. Ostatni dzień listopada. Zrobiłem dla nabicia kilometrów co mogłem. Więcej już nie uczynię.. Wszystko teraz zależy od tego jak potoczy się grudzień. Jaka będzie pogoda. Jak będą mijać kolejne dni. Nie jest źle. Brakuje mi tylko 207 km (bez dzisiejszej trasy). Czyli musiałbym zrobić taką leśną trasę jak dziś jeszcze: 9 razy. Pewnie jeszcze parę wyjazdów do lasu mnie i tak czeka. No bez dzisiejszej jeszcze 9 razy taką trasę. To z dzisiejszą jeszcze: 8. To i tak dużo bo na realizację mam jedynie miesiąc. Najgorszy miesiąc w roku. Nie dość, że dni najkrótsze. A więc sensowne jeżdżenie jedynie w weekendy. A z tym bywa różnie. To jeszcze ten okres świąteczny daje się we znaki. I doprowadza do depresji.. Byle minął grudzień. I jakoś będzie. Kolejny rok. Znów czekać na wiosnę. A skoro już wpisałem tą trasę na listę cyklicznych tras.. To może będę co jakiś czas tu jeździł. W sumie to fajny wyjazd.. Dzisiaj trochę ciężko. Jest chłodniej niż się spodziewałem. Tak szaro. I mglisto. A przez to dość wilgotno. A do tego jest weekend. To już normalne, że w weekend się gorzej czuję.. Nie pierwszy tydzień jak tak jest..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1711
Trasa nr [łączna]: 1788
Trasa nr [na blogu]: 1702
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 18
W tym roku: 176
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1774 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1688 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 29479.2 km
Stan Licznika Końcowy: 29502.46 km
Stan Licznika Końcowy2*: 29308.88 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7936 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 7959 km
Maksymalna prędkość: 24.9 km/h
Przejechałem: 23.26 km
Przejechałem [msc]: 378.03 km
Przebieg roweru [rok]: 4817.02 km
Przebieg roweru [suma]: 66250.48 km
Przejechalem w 2025: 4817.02 km
Podroż dookoła świata (2025) 12.0425 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 165.6262 [%] km
Czas jazdy: 01:37:29 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4222:49:06 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3999:22:58 h
Czas Jazdy Suma (2025): 307:20:40 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 24:45:15 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:22:31 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:44:47 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:15 h
Średnia: 14.39 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego poprowadziła mnie początkowo nie fajną leśną drogą w stronę Powalic. Mokro. Wilgotno. Dużo błota. Ciężko się jedzie w takich warunkach. Jadę tak wolno. Bez sił. Bez wiary. Jeszcze dzisiaj się z rana źle czułem. Przerwałem te "złe czucie". No ale tak ma wyglądać moje życie? Mam co tydzień a może i częściej zagłuszać trud życia tabletkami?.. No chyba nie tędy droga. Bo to już powoli idzie za daleko. Wiele nerwowych sytuacji w tygodniu. I tak się kończy moje wejście w weekend. Żadnego odpoczynku. Tylko stres. Smutek bo znowu samotność. Rutyna tygodnia jest przynajmniej znana. Zaś weekend. Wielka nie znana, wchodząca jedynie w smutek. I tak bez sił, bez wiary i nadziei przemykałem przez kolejne dobrze znane obszary leśne. Spodziewałem się, że jedynie PŻ16 będzie trudnym momentem do pokonania a dalej będzie lepiej. A niestety. Cały odcinek leśny od początku do końca był dość trudny do przejazdu. Wszędzie mokro. I ciężko się jechało. Dopiero na asfaltowych drogach było lepiej. A więc na Rymań wróciłem dość sprawnie. Jedynie ta szara pogoda.. Mglisto tak. I dość wilgotno. No nie było przyjemnie ani na początku wyjazdu ani w trakcie.. Dojechałem jednak w tym mroku. Z jedynym pocieszeniem, że mogłem wyjechać szybciej! I w sumie wyjechałbym jeszcze szybciej gdybym się lepiej czuł. Pomimo kilku deklaracji w poprzednich wpisach z tej serii: Lasy Powalic "ostatni raz za dnia 2" czy Lasy Powalic "ostatni raz za dnia". Nie wybrałem się na nocną albo przynajmniej po południową przejażdżkę tą trasą. A wybieram się! A wybieram. W końcu ruszę! Mam czas w sumie do najkrótszego dnia w roku, który wypadnie 21.12.2025 r. A więc już za 21 dni. Mam więc dość mocno ograniczony czas aby w końcu ruszyć w tą z pewnością ciekawą ale też nie łatwą trasę.. Dzisiaj mimo wszystko i mimo trudności wybrałem się na tą przejażdżkę. I nie żałuję. Jestem o krok bliższy od celu 5000 km/rok. Celu, który w tym roku jest trudno osiągnąć. Jednak próbuję. Walczę. I już dużo nie brakuje. Nie mniej wszystko co pozostało do zrobienia będę musiał zrobić w grudniu.. Nie mam wyjścia. Niezależnie od tego jaki będzie to miesiąc to trzeba się będzie starać dalej i walczyć do ostatniego dnia.. - a cele są jasne - za 21 dni najkrótszy dzień w roku a za 31 dni w ogóle koniec mijającego 2025 r... I kiedy to minęło? Można z dygresją powiedzieć, że między wpisem: Powrót & Pierwsza trasa 25' a Trasa Makowice-Słudwia:
- "Jesienne przedwiośnie".. Tylko jak to się stało, że ten czas tak szybko minął? Kolejny rok? No dobra minęło pełne 11 msc. A wpisuję to już w ramy takie, że minął rok. Tylko prawda jest taka, że grudzień ledwo się zacznie a już się skończy.. Za mną 175 tras. Dzisiejsza to 176 trasa nie łatwego i pełnego wyzwań 2025 r. Nie łatwego ale również w niczym nie ułatwiającego. Nic się nie zmienia. Nie zaczynam nowego okresu w życiu. Nie zaczynam budowy nowych stałych relacji.. Z których mogłoby coś być. Trwam w miejscu. W zapomnieniu. W tej samej chwili w której zatrzymałem się z końcem lata 2024 r. Mija czas a ja wciąż pamiętam. Wciąż mnie to smuci. Wciąż mi brakuje tej relacji.. Tej jednej osoby.. :( Życie się nie zatrzymuje ale nie gonię już go. Zatrzymałem się gdzieś w tej codzienności. I nie mogę pojąć jak to możliwe, że jest już 30.11. Jak pojąc, że kolejny nie łatwy rok dobiega końca. W końcu poza 2019 r. A to już dawno było.. Nie miałem większych problemów z osiągnięciem celu: 5000 km/rok. A teraz? A teraz właśnie mam... Nie jest to łatwy rok. A jedynym pocieszeniem są takie małe chwile jak dzisiejsza trasa. Mimo, że pogoda jest jaka jest.. To jednak jest klimat. I najważniejsze, że podejmuję wyzwanie. Nie poddaję się.. To się chyba liczy. Tylko ile razy jeszcze dam radę przechodzić przez te same emocje. Te same trudne momenty w życiu. Te same zdołowanie każdej jesieni. I te same, smutne a także wypełnione samotnością chwile.. Obym już długo nie musiał trwać w takim stanie.. Oby wraz z nowym rokiem (2026) było tylko lepiej. Takie oczekiwania stawiałem co do 2025 r. No ale nie wyszło. No ale może od 2026 r. będzie lepiej?..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)