Dzisiejsza trasa podobnie jak ta z przed tygodnia (taka sama) - ratuje mnie w pełnych zwątpienia chwilach. Znowu gorsze momenty: Trasa Makowice-Słudwia z 08.10. W tej cholernej szkole. I w moim życiu. Gdzie tak bez koloru mijają kolejne jesienne dni. Wypełniam czas rowerem - głównie po leśnych drogach. Choć dla odmiany zdarzają się i takie trasy - jak taka trasa Makowice_Słudwia. Dzisiaj akurat takim wariantem przez Makowice na Słudwia. Dzisiaj w odróżnieniu od ostatnich dni dopisuje pogoda. Przebija się słonko - choć chyba nie zostanie do końca i tak krótkiego dnia.. Póki co jest jednak wiele momentów wypełnionych słońcem, podbijającym jesienne barwy. Jest niby tak pięknie a dla mnie jest tak smutno. Ta pora roku zawsze była dla mnie smutniejsza gdyż kojarzyła się z tak wieloma zmianami w życiu.. I tak wiele zmian w tej pierdolonej szkole ciągle trwa. O ile w zeszłym tygodniu się trochę spory terytorialne wyciszyły o tyle dzisiaj powróciły na nowo. Czuję, że jestem powoli usuwany z gabinetu Pani Psycholog. Na razie na zasadzie układu takiego, że w godzinach w których pracuje Pani Psycholog - miałbym zajmować przestrzeń kantorka sali 6. I to pomimo wielokrotnego postawienia sprawy jasno u Dyktatora, że nie chcę tam być. Wolę pomieszczenie 24, którego nie chce mi udostępnić. Gdy go o to dzisiaj pytałem czy nie mogę w pomieszczeniu 24 (kantorek dla sali 9) to powiedział, że nie bo lekcje. A kurwa w sali 6 nie ma lekcji? W sali 6 czuję się taki wykluczony od społeczności. I to dla mnie gorszy powrót do czegoś co bardzo źle wspominam. A wiąże się to z moimi początkami w tej szkole - gdzie jeszcze dało się przeżyć. Miałem pół etatu... Z czasem zacząłem więcej czasu spędzać w sekretariacie. Po prostu w innych miejscach aniżeli w tym ponurym miejscu.. I jakoś pierwszy rok minął. Przez rok czasu moim azylem był sekretariat, a przez kolejne 2,5 roku obecna Komnata Tajemnic. A od prawie roku czasu - dzielę przestrzeń z Panią Psycholog. W gabinecie nr 16. To z oczywistych względów jest złe, nieefektywne i dla każdego... Męczące. No i kurwa wymyślił. Mam wrócić do kantorka sali 6. Za szybko się skurwysyn z tym pospieszył. Bo ja sobie trochę odpuściłem złośliwości. I jakoś funkcjonowałem jeszcze w zeszłym tygodniu wierząc w to, że pójdziemy na kompromis. I pozwoli mi siedzieć w nie używanym pomieszczeniu - gdzie z rezydentkami sali 9 się dogadałem! I nie mają z tym problemu. Jedyny problem to ma dyktator. I zniechęca mnie do jakiejkolwiek pracy. To tylko pogłębia problemy. Konflikty w tej placówce. I smutek z którym mierzę się każdego dnia. Od poniedziałkowego po południa nie mogę sobie z życiem poradzić.. Odnaleźć się w tej dobijającej rzeczywistości: Ambitne Iglice 2!. A dzisiaj jeszcze takie wieści. I jeszcze dobija mnie to co powiedział dyktator. To pierdolony manipulant jest. Powiedział, że straszę dzieci. I one się boją przychodzić do Pani Psycholog. Związku z tym - rozumiem, że w chwilach gdy Pani Psycholog w ogóle będzie w pracy będę miał kategoryczny zakaz przychodzenia do jej gabinetu. Dzielenia z nią przestrzeni. Czyli ten skurwysyn - dyktator placówki - próbuje odizolować mnie od ludzi. Najpierw śmieć kazał wnieść dodatkowe biurko w tą i tak małą przestrzeń. A teraz pogrywa w taki sposób. Wszystko obraca przeciw mnie. I z każdym dniem czuję się coraz bardziej jak gówno. Coraz bardziej nie odnajduję się w rzeczywistości. Każdy dzień a szczególnie po południa i wieczory to jest dla mnie ogromny smutek :( Dzisiejszy dzień a w zasadzie po południe pewnie nie będzie wyjątkiem.. I dzisiejsza trasa nie będzie wielkim pocieszeniem. Nie, z powodu okoliczności w jakich przychodzi mi tą trasę pokonywać..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1683
Trasa nr [łączna]: 1760
Trasa nr [na blogu]: 1674
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 148
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1746 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1660 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 28813.6 km
Stan Licznika Końcowy: 28832.36 km
Stan Licznika Końcowy2*: 28638.78 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7271 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 7290 km
Maksymalna prędkość: 34.4 km/h
Przejechałem: 18.76 km
Przejechałem [msc]: 246.55 km
Przebieg roweru [rok]: 4146.96 km
Przebieg roweru [suma]: 65580.42 km
Przejechalem w 2025: 4146.96 km
Podroż dookoła świata (2025) 10.3674 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 163.9511 [%] km
Czas jazdy: 01:08:22 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4180:12:51 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3956:46:43 h
Czas Jazdy Suma (2025): 264:44:25 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 18:18:49 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:49:53 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:47:20 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:04 h
Średnia: 16.55 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego odbywa się w piękną jesienną pogodę. Jest dość ciepło! W ostatnich dniach przyzwyczaiłem się, że jest o wiele chłodniej. Gdy wyjeżdżałem a nie wyjeżdżałem prędko bo dopiero po godzinie 16.. Było 15℃. A jak wracałem to temp. spadła do 12℃ (a było już po godz. 17). Nie mniej dalej przyjemnie. Wiatru praktycznie nie czuję. Coraz więcej jesiennych kolorów. A mnie znowu smutne myśli zżerają, że znów nie wziąłem z sobą aparatu.. Tak rzadko go w ostatnim czasie z sobą zabieram. Nawet jak nie na rower to na inne trasy. Tylko, że na takich fajnych wypadach nie bywam :( Odkąd.. No wiadomo co się stało.. Nie chcę do tego wracać ale to ciągle wraca. Mijający czas na wiele się zdaje. Moja dobijająca codzienność w szkole też nie pomaga. Do tego dochodzą smutne i samotne po południa. To są te momenty, te chwile w których najbardziej potrzebuję wsparcia. A go po prostu nie mam. Nie mam realnej możliwości spędzenia tego czasu z kimś.. Wystarczą mi nawet substytuty. Porozmawiać przez telefon czy popisać na komunikatorze. Nie jest to, to samo co realna interakcja z inną osobą.. Jednak musi być wystarczające. Nieco więcej o dzisiejszej sytuacji napisałem w pierwszym akapicie. Nie chcę do tego wracać bo będę się tylko wkurwiał. I smucił zarazem. No to wkurwiał, smucił. I smucił, wkurwiał. I tak to ma wyglądać!? Przecież ta chora sytuacja jaka jest w tej szkole, bezpośrednio wpływa na mnie. I wpływa jedynie na zaognianie się konfliktów w tej placówce czy tworzenia się nowych konfliktów. No i jak ma być dobrze jak będzie tylko źle? :( No nie może być dobrze... I tak przechodząc do samej trasy - to znowu Makowice_Słudwia. To znowu środa, w której się nie odnajduję przed nadchodzącym weekendem. Zaraz znów nastąpi weekend. A po nim kolejny tydzień i kolejny. I tak będzie się te smutne życie toczyło. W którym parę zmian następuje. Widać nie wielki ale widać.. Postęp przy dalszej budowie parkingu przy dawnym Słoneczku w Płotach. W Makowicach - wywieźli trochę zarżniętych drzew - na lotnisku. Nie wszystkie.. Nadal.. Trochę jednak wywieźli i pozostawili tutaj wielki syf. W Dobiesławiu postępuje remont dawnej obory. Dobrze, że to remont. Nie jej rozbieranie. I tak powoli mija kolejny dzień. Pewnie nim zdążę ogarnąć się z rzeczywistością stanę przed potrzebą pisania kolejnego wpisu, w kolejną środę. Czas tak szybko mija. A nic realnie nie zmienia się na lepsze. Jest tylko gorzej. Z rok na rok coraz smutniej. Coraz mniej chce się żyć w takim świecie, w którym każdy pozamykany jest na innych. No tak łatwiej prawda?! Zamknąć się w bańce, swojej rodziny, swoich przyjaciół i spraw. I tak każdy postępuje. A dla mnie ciągle będzie ten sam problem. Nie będę wstanie się pod żadną grupkę, pod żadną inną bańkę podczepić bo nie ma rekrutacji. Więc pewnie czeka mnie samotność.. :( A tego kto będzie czytał te wspomnienia - czeka niemiły obowiązek przeczytania w jakim jestem stanie. Kończąc wpis - jeszcze ponarzekam. Na nowo czuję te stuki, puki prawdopodobnie od amortyzatora przód. Słaby ten amortyzator mi się trafił RST NEON T. Słaby bardzo.. Oryginalny wytrzymał prawie 50k km - nawet mniej niż obecnie wytrzymała przednia opona Schwalbe Mundial, którą męczę już 7 lat! Tak to już 7 lat.. Makowice z 11.10.2018 r.. Od 11.10.2018 r. do dziś.. Czyli dokładnie 2561 dni.. Pełnych różnych wydarzeń - ale - częściej tych słych. I dobijających. Jak tych z dzisiejszego dnia. Miałem pojechać na serwis amortyzatora ale kurde nie ma kiedy. A najlepsze jest to, że jak jeżdżę po lasach to nie czuje, że coś jest nie tak. Najbardziej czuję właśnie na płaskich drogach! I wtedy mnie to irytuje. Tylko niestety nie zawsze wspominam o tym o czym na danej trasie myślałem..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)