Dzisiejsza trasa to udana pomimo takiej jesiennej lipcowej pogody wycieczka - w której połączyłem trasę do szkoły a po niej również do mojej Narnii, w której byłem wczoraj: Lipcowa Jesień. Przyjechałem tu w sumie ze względu na nic innego jak na sesję zdjęciową starych drzew, przynajmniej z rok są wyrżnięte - może i dłużej. Nie zabrane. A tymczasem te śmiecie... materialiści jebani, którzy są na tyle pazerni, że zabrali się za wycinkę kolejnych drzew. A te ścięte, nie ruszone pewnie zostaną i będą dalej gnić. Bo jaki inny los ma ich czekać.. Prawda?.. Nie była to łatwa trasa. Z rana trochę chłodniej ale za to mniej wiało. A po południu już mocniej wieje. Nie mniej i tak jadę na krótką koszulkę. W końcu lato... A nie jest łatwo. Jestem już trochę zjechany, sił brakuje. A mimo to jadę dalej. Najgorzej, że wybrałem sobie dłużącą trasę po samych dziurach - zamiast jechać przez Grębocin.. I najwyżej przebić się zarośniętą drogą do Narnii to postanowiłem jechać przez Waniorowo. A nie był to szczęśliwy wybór. Ta zniszczona, pełna dziur droga.. Dawała się we znaki. Te płyty, zniszczone prowadzone do Narnii były kolejnym utrudnieniem. I sama droga w Narnii. Niegdyś fajna do przejechania obecnie zniszczona przez maszyny do rąbania drzew i tiry, które te drzewa wywoziły... Co chwila kałuże, pełno błota. Ślisko. Jedynym pocieszeniem z dzisiejszego dnia jest to, że zaliczyłem parę kilometrów na rowerze. Zrobiłem fajne zdjęcia w Narnii. Pomysł miałem dobry. I udało się zrobić fajne zdjęcia. No ale trzeba było jeszcze wrócić z Narnii.. W końcu się udało ale poślizg miałem, po którym prawie się wywaliłem. Skończyło się to na wyzywaniu tych skurwysynów leśników. To przecież ich wina.. To oni tu wjeżdżają i wszystko niszczą. Niszczą tą przepiękną i wyjątkową przestrzeń jaką stanowi czy stanowiła Narnia.. I ta już nigdy nie będzie taka sama.. Wciąż niszczona..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1637
Trasa nr [łączna]: 1714
Trasa nr [na blogu]: 1628
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 18
W tym roku: 102
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1700 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1614 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 27378.2 km
Stan Licznika Końcowy: 27404.84 km
Stan Licznika Końcowy2*: 27211.26 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5786 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5813 km
Maksymalna prędkość: 27 km/h
Przejechałem: 26.64 km
Przejechałem [msc]: 505.27 km
Przebieg roweru [rok]: 2671.42 km
Przebieg roweru [suma]: 64104.88 km
Przejechalem w 2025: 2671.42 km
Podroż dookoła świata (2025) 6.6786 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 160.2622 [%] km
Czas jazdy: 01:47:32 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4083:31:48 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3860:05:40 h
Czas Jazdy Suma (2025): 168:03:22 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 28:57:56 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:36:33 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:38:51 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:29 h
Średnia: 14.94 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jak już wspominałem łączyła w sobie dwa ciekawe wyzwania - pierwsze to w ogóle przyjazd do szkoły. Nie zawsze się udaje. Nie zawsze chce mi się tak z rana jechać. A w te lato to już w ogóle. Bo wciąż tak zimno - szczególnie z rana. Jednak słoneczna pogoda, mało wiatru zachęcało.. W odróżnieniu od wczorajszego dnia.. Pogoda zachęcała więc się skusiłem. A po drodze tradycyjnie duży ruch wszelkiego typu aut.. na DW109.. Nie ma mowy o spokojnym poranku. Można to przyrównać do areny walki o przetrwanie. No i trochę szła mi ta jazda opornie. Dość wolno się poruszałem. Miałem nadzieję, że szybciej sobie poradzę i szybciej dojadę ale nie. Dłużyła mi się droga ale w końcu dojechałem! Po szkole nie rezygnowałem z planów choć robiło się ciężko już od Baszewic gdy jechałem mijając trwające żniwa na polach. Droga z Baszewic na Waniorowo była ciężką przeprawą. I jeszcze Aurelia mi tak słabo idzie. A może to dlatego, że miałem pod wiatr? Sam nie wiem. Było jednak ciężko, te dziury nie pomagały. Z nadzieją tylko patrzyłem kiedy minę te wioski z zapomnianymi przez wszystkich zrujnowanymi drogami. I znalazłem się w końcu na drodze prowadzącej do kolonii Sowna. Przede mną było jeszcze wyzwanie - nie zwątpić, i nie zjechać zbyt szybko w stronę Sowna.. A wjechać do Narnii. Choć już mnie się ta myśl nie podobała. I była po prostu ciężka. Zdawałem sobie sprawę, że nie będzie to przyjemny przejazd. Przecież od wczoraj nie wiele się zmieniło. I faktycznie. Trudno było się przebić w dwie strony. No ale dla tych pięknych zdjęć, które zrobiłem to chyba było warto?.. Wymęczony wróciłem przez kolonię Sowna do Sowna i miałem ostatni fragment drogi przed sobą, wzdłuż mojej ulubionej drogi DW108.. Ten fragment już jakoś minął a wraz z nim minęła kolejna wspaniała przygoda. Przecież każda moja trasa to jakaś przygoda prawda?...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)