Trasa z dnia dzisiejszego jest taką potrzebną dla mnie odskocznią od mojej codzienności wypełnionej smutkiem, żalem, nie zrozumieniem. Pełno takich wątpliwości i smutniejszych myśli. Potrzebowałem się przejechać. Pobyć gdzieś sam. Dość często wracam do tych leśnych stron.. Od Skrzydłowa, przez Powalice. Pewnie jeszcze długo będę tu wracał bo na razie nie mam ani lepszego pomysłu na siebie, ani pogoda nie bywa taka sprzyjająca. Dzisiaj akurat bez deszczu. Tylko, że wszędzie mokro jest. Wczoraj padało, w weekend padało. No może poza niedzielą (05.10) - wtedy nie było tak źle. Nie mniej wszędzie ogromne kałuże, sporo błota. W tym sporo smutku, żalu. I myśli o przeszłości. A w tej przeszłości to tylko ta jedna, która pokazała mi, że życie może być piękniejsze. I dawała to czego tak naprawdę nigdy w życiu nie miałem. Cholernej bliskości. Nie miałem ale zawsze potrzebowałem. Dziś potrzebowałem w sumie się przejechać. Korzystam z pogody. Choć na słońce nie ma co liczyć. Nie zawsze musi być! Jest nadal w miarę ciepło. Do końca trasy dałem radę jechać w krótkich, letnich rękawiczkach. Co ciekawe już takich rozwalonych :) Stare rękawiczki, które odłożyłem do szafy na 2 lata, ze względu na to, że się właśnie tak zmechaciły. Jeździłem w takich ładniejszych.. ENDURO.. Pamiętam je :-) Kupowałem je na wiosnę w 2023 r. w sklepie Szczecińskim, w tym samym w którym brałem suport na wymianę z kolegą WG. I widzicie? O tym mówię. Mam głowę pełną wspomnień z dawnych lat. I teraz jest mi tak ciężko. Najgorsza jest ta bezsilność, której doświadczam każdego dnia. Może ta bezsilność i generowane przez nią zwątpienie.. Pcha mnie do osiągania kolejnych celi? A w zasadzie jednego nadrzędnego celu - spędzania jak najwięcej czasu z Aurelią. A także takie lokalne cele. W tym roku to będzie walka o te 5000 km/rok. Trochę mi brakuje. I jeszcze trochę po lasach się ubrudzę!.. No i jestem na dzisiejszym wyjeździe. Mimo szczerych chęci to za szybko ze szkoły nie wyszedłem. Tak bliżej godz. 15. Nim wróciłem, obiad. Nim przyjechałem to już prawie 16 jest. Dopiero dziś zdałem sobie sprawę, że jest już późny październik. Szybko robi się ciemno. Nieco mnie ta noc zaskoczyła. Dobrze, że mam zapasową lampkę na USB. A nie dobrze, że nie podładowana. Jednak do ostatniej chwili trzymałem ją i jeszcze dojechałem. Choć widziałem jak % jej naładowania mocno malał. Pewnie nie doładowana i dlatego. Raczej nie przez temp. Ta nie jest najgorsza i temp. nie spadła <10℃. Jednak wieczór i tak był nieprzyjemny mimo, że ciepły - okolica +12℃. I bez wiatru! Wciągu dnia wiało. Na wieczór się uspokoiło. Zrobiłem dziś celowo ciekawy przejazd... Przez Mołstowo na Powalice. Jest to przebieg trasy o który to miałem pretensje do siebie, że tak mało z tych stron pamiętam: Spierdoliny Powalickiego lasu. A dziś celowo się tak wybrałem! Aby sprawdzić czy zrobię tą nie łatwą trasą chociaż te 30 km. I co prawda tą liczbę przekraczam.. ALE.. Może to się wiązać z nietrzymaniem się sztywno samej trasy. Raz, że licznik nie działa od 0.00 km a już miałem jakieś 0.30 km zrobione no może mniej - wynika to z momentu kiedy resetuje licznik po ostatniej trasie. Wjazd/wyjazd z piwnicy. I leci. A także małe odstępstwo od drogi, już w trakcie moich zmagań. Nie są to jakieś duże różnice ale ostatecznie oznaczają, że trasa sama w sobie 30 km nie ma. Przekracza 29 km. Nie przekracza jednak 30 km. A to, że się te 30 udało nabić to jest dobrze.. Trzeba mimo smutku i żalu w życiu zachować jakieś pozory ambicji..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1678
Trasa nr [łączna]: 1755
Trasa nr [na blogu]: 1669
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 143
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1741 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1655 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 28666.6 km
Stan Licznika Końcowy: 28696.84 km
Stan Licznika Końcowy2*: 28503.26 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7124 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 7154 km
Maksymalna prędkość: 19.6 km/h
Przejechałem: 30.24 km
Przejechałem [msc]: 111.06 km
Przebieg roweru [rok]: 4011.47 km
Przebieg roweru [suma]: 65444.93 km
Przejechalem w 2025: 4011.47 km
Podroż dookoła świata (2025) 10.0287 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 163.6123 [%] km
Czas jazdy: 02:44:54 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4170:24:58 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3946:58:50 h
Czas Jazdy Suma (2025): 254:56:32 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 08:30:56 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:42:11 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:46:58 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:08 h
Średnia: 11.06 km/h
Dzisiejsza trasa odbywa się już w późne po południe. A mnie w sumie dziwi dlaczego mnie zmrok łapie! Przecież nie tak dawno a to już jednak dawno.. Zrobiłem taką trasę. A nawet dłuższą! I wyrobiłem się za dnia: Spierdoliny Powalickiego lasu. Ten czas za szybko mija. To już 22 września. A dziś mamy 7 października. Niedługo święta. Smutny czas. I kolejny rok za nami.. Kiedy to wszystko minęło?.. Naprawdę. Czuję się zagubiony w codzienności a to tylko podsyca moje wątpliwości. Życie mnie tak bardzo dobija, że myślę jak fajnie by było nie żyć. A od tego obecny tydzień zaczynam z taką właśnie depresją czy smutkiem. Mam kompletnie wywalone na to co robią te bachory w szkole. A od poniedziałku wszystko dookoła rozpierdalają. W tym tą przestrzeń przy gabinecie psychologa - gdzie mam nadal siedzieć. W sensie gabinecie psychologa. A nie tej przestrzeni obok. Nie czuję się tu jednak komfortowo. Jestem wrzucony tutaj na siłę i kto wie czy nie po złości dla Pani Psycholog. No właśnie. Moje całe życie kręci się wokół tej cholernej szkoły i tego co się w niej dzieje. Narastają zwątpienia. Taka trasa jak dzisiaj - trochę pomaga! Jednak te myśli i tak wrócą. Dzisiejszy wyjazd nie jest łatwy. Po raz kolejny w tym roku mierzę się z tą trudną do pokonania brukową drogą - prawie 2 km. W jedną stronę. I jeszcze trzeba wrócić. W samym lesie wszędzie mokro, kałuż sporo. I błota. Dzisiaj już uwaliłem Aurelię do końca. No ostatnia trasa: Zrujnowanymi drogami z MM - nie pomogła. Tylko dzisiaj było jeszcze gorzej.. Pokonałem jednak wszystkie przeciwności. Dojechałem już bez obaw, że nie wiem gdzie jadę do Międzyrzecza a z niego na Powalice. Teraz powoli nadchodził zmrok. Pomimo tego, że było sporo chmur - to jeszcze chwilę po godz. 19 nie było tak ciemno. Tylko i to się zmieni. Niestety znowu jesień. Znowu ten trudny czas. I drugi rok z rzędu jak jest mi aż tak ciężko. Wkraczam jednak w ten mrok z nadzieją.. Bo widzę w wspomnieniach nie tylko to co mnie rani, ale także to co może budować lepszą przyszłość! To taka nadzieja, że skoro w dawnych latach, te kilkanaście, kilkaset, a może kiedyś: kilka tyś tras temu dawałem radę!.. To i teraz dam! Aż sobie przypominam o trudnościach i wielkim zaangażowaniu jakie miałem w 2022 r. Gdy robiłem projekt Wstępując w Noc: Nocny wkurw. Trasa Nocny Wkurw jest tu elementarnym przykładem.. Nie sprzyjające warunki.. Deszcz, wiatr.. I ta przenikliwa noc. A mimo wszystko jadę! Walczę z sobą by osiągnąć ostatecznie swój cel. I tak sobie zdaję sprawę, że powinienem się trzymać z przeszłości tego co będzie budować moją mocniejszą przyszłość! Przecież nie każde wspomnienie jest złe.. Chociaż.. Paradoksalnie właśnie te miłe wspomnienia są tymi, które najbardziej ranią. Mimo mniejszego przygotowania niż zwykle dałem radę przemknąć wśród ciemnej nocy.. Dzisiejsze doświadczenie można potraktować jako adaptację do nieuchronnie zmieniających się warunków.. W końcu takich nocnych tras (i to zwłaszcza po lasach) nie uniknę.. Więc dobrze będzie się przyzwyczajać do takich wyjazdów..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)