Dzisiejsza trasa ostatecznie zamyka majowe zmagania na rowerze! Oficjalnie mogę napisać: maj 2025 r. zakończony! Zwycięstwo! :) Mamy to - 500 km zrobiłem. Cieszę się z głupich 500 km. I to w maju! A przecież pamiętam czasy, piękne to były czasy swoją drogą - gdy po tyle robiłem w styczniu! Nie mniej nie mogę porównywać siebie z dziś do siebie z tamtych lat. Inny układ.. planet.. :) No po prostu inne czasy, inny ja. I inne możliwości. Na razie moje możliwości są małe ale co najważniejsze: idę do przodu! Z każdym miesiącem i każdą trasą odbijam się od dna. Radzę sobie lepiej i coś co było dla mnie powszechne teraz jest nowym wyzwaniem. A pokonanie tego wyzwania: osiągnięciem. Kolejny miesiąc z rzędu robię po te 500 km. Nabijam już pierwsze znaczące odległości w tym roku - zbliżam się do 2k km przejechanych w 2025 r. Po nich do przejechania w minimalistycznym podejściu: 3000 km. Wciąż dużo. Jednak do osiągnięcia. Zbliża się czerwiec - może w końcu pogoda się uspokoi. Choć w to wątpię. Dziś wszystkie służby w tym IMGW zapowiadają ryzyko burz na 01.06. Nawet 2 stop. ostrzeżenia! Jednak pojedyncze dni nie powinny przekreślać całego miesiąca. Pojedyncze godziny w końcu całego dnia też nie przekreślają. Także.. Może łatwiej nie będzie ale może chociaż stabilniej? Najważniejsze, że udało się zrealizować cel na maj. Zrealizowałem go ogromnym poświęceniem. Jeżdżąc od poniedziałku do soboty codziennie. Najdłuższe moje wyjazdy miały odpowiednio: 50, 35 i prawie 26 km. Dzisiejszy wyjazd z powodów technicznych jest jednak trochę pokomplikowany! :) Raz, że powody techniczne. A dwa, że trochę się zakręciłem w tym wszystkim i nie porobiłem na koniec trasy zdjęć z liczników. Nie mam tych zdjęć. No bo oczywiście nie piszę wpisu tego samego dnia - ale dość szybko bo już 01.06. I co się stało?... No przed jazdą 1.06 zresetowałem licznik. Także czas i kilometry odzyskuję z notatki w SMS oraz z GPS. Notatka jest uzupełnieniem dla wartości z GPS. Gdyż zaliczyłem na początku trasy mały błąd kamerki. Po dokładnie 2,35 km i 8min 29s. jazdy wyskoczył błąd error no media. I się rozłączyło wszystko w cholerę. Wygląda jednak na to, że nie jest to tradycyjny problem z baterią. To tak jakby gniazdo na kartę pamięci się wyrobiło i gdzieś karta nie łączyła. I się rozłączyło w trakcie jazdy. Filmik naprawię. Fragment filmu. Nie ma problemu. No ale fragment GPS-u i zawarte w nim dane (lokalizacja, prędkość GPS) bezpowrotnie jest utracona. Także - jestem pewny, że ok. 26 km miałem a może nie doszło? No może być dzisiaj mały błąd tak rzędu 100-200 m. Nie sądzę jednak, że byłby tak duży, że przekraczałby 250 m. Nie mniej nie jest ważne, czy to jest 25,75 czy 25,80 km czy te 26 km. Najważniejsze jest to, że ogólny cel osiągnąłem. A niezmiennie na przyszłość - muszę być ostrożniejszy w tym co robię -.- Jakoś się zakręciłem w tym wszystkim, że nie pomyślałem o zdjęciach licznika i po prostu sobie pojechałem. Może w sumie dobrze, że pomyślałem o Aurelii... Za którymś razem może zostawię ją na parkingu leśnym, gdzie startuję na trasę i pojadę bez niej.. A wtedy nie wiadomo czy będzie mi tak wierna i będzie na mnie czekać..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1599
Trasa nr [łączna]: 1676
Trasa nr [na blogu]: 1590
W tym tygodniu: 6
W tym miesiacu: 18
W tym roku: 64
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1662 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1576 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 26266 km
Stan Licznika Końcowy: 26292.4 km
Stan Licznika Końcowy2*: 26098.82 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 4682 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 4708 km
Maksymalna prędkość: 32.8 km/h
Przejechałem: 26.4 km
Przejechałem [msc]: 506.98 km
Przebieg roweru [rok]: 1558.78 km
Przebieg roweru [suma]: 62992.24 km
Przejechalem w 2025: 1558.78 km
Podroż dookoła świata (2025) 3.8969 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 157.4806 [%] km
Czas jazdy: 01:44:19 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4016:43:12 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3793:17:04 h
Czas Jazdy Suma (2025): 101:14:46 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 30:48:13 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:42:41 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:34:55 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:22:20 h
Średnia: 15.23 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego prowadziła mnie znów lasami. I tym razem w gorszych warunkach niż ostatnio: Północnymi przygodami. Pomimo mojej subiektywnej oceny, że opady deszczu były krótsze i mniejsze niż miało to miejsce w środę (28.05). A jednak ślady są większe. Także jest więcej błota, gdzie nie gdzie mokre szutrowe drogi. A tam zapadają się ciężkie koła Aurelii - koło. Tylne, i ciężko się jedzie. Tracę dodatkowo na to siły. To jeszcze dzisiaj miałem wspominane małe problemy techniczne - z kamerką. Wyskoczył błąd: error: media coś tam. Czy same "media" nie pamiętam. Nie mniej to od karty microSD problem. Wyjąłem ją, wsadziłem na nowo. Prewencyjnie jednak zmieniłem baterię. I w drogę! Zmieniłem baterię bo była wsadzona bardzo stary zamiennik NEWELL, którą pogrubiałem taśmą malarską. Tak kiedyś robiłem z tymi bateriami aby były grubsze i pewniej wchodziły w gniazdo przewidziane na baterie. No i na tej taśmie jest zaznaczone, że do wyrzucenia. Przekreślone i napisane, że na razie nie do wyrzucenia... No ale lepiej było mi zmienić. A jak chodzi o kartę i te sprawy... No tak... Kolejny problem. Ograniczona przestrzeń - miejsce na nagrywanie. Nie oczyściłem kart. Nic nie robiłem w ostatnich dniach. Tylko szkoła, rower, trochę dom. Pograć na telefonie w gierkę. W szkole poudawać, że pracuję. I tak dzień po dniu. Nie zadbałem o podstawowe rzeczy. Nie sprawdzałem nagrań nic. A powinienem. Kamerka znowu przekrzywiona. A kilka dni temu była poprawiana eh. Chyba już mi statyw na kamerkę nie trzyma i się luzuje. Tu się wszystko już psuje. Wszystko stare, zjeżdżone i zużyte. No nie mniej miejsce. Nie pomyślałem nawet sprawdzić ile mam miejsca na nagrywanie - miałem 2h 09 min. I nie miałem żadnej zapasowej karty. Kiedyś woziłem zapasową kartę. No ale to kilka lat temu - mogę powiedzieć ładnie: "sezonów" temu. Teraz nie mam karty zapasowej - miałem taką 64 gb. Zawsze to +8 gb jeśli była oczyszczona. A z tym też bywało różnie. No i cóż 2h 09min. Włączyłem ambicję. I pędzę. Wiem co chcę zrobić. Nie wiem ile to zajmie - zakładałem, że mniej niż ostatnio (prawie 2,5h jazdowe) bo jadę krócej. A o ile to jeszcze nie wiedziałem. Wymyśliłem sobie trasę w której znów pojadę na Iglice z tych Lasów Północy. Tylko, że w Iglicach odbiję na Orzeszkowo. Malownicza swoją drogą droga.. Pięknie wyglądająca jesienią. Realizowałem swój plan - pędząc ile daję radę. Już z rana było ciepło. Okolica +18℃. Tylko kolejny dzień i kolejne zmagania z silnym wiatrem. Nie mniej w stronę Iglic miałem korzystniejszy wiatr w plecy. A potem już jakoś musiałem sobie dać radę. I tak na spokojnie jechałem. W lasach ciężko. Grząsko. Więcej błota. I rozjeżdżone drogi. Jakby gnoje jeździli po te drzewo zaraz po tych deszczach. A więc najmniej odpowiedni czas! Gdyż.. ta ziemia, co prawda utwardzona szutrem ale dalej podatna na uformowanie pod ciężkimi pojazdami. W takim czasie jak zaraz po deszczach czy w ich trakcie nie powinno się prowadzić prac w lesie! Tylko zniszczą drogi. I potem nie będzie przejazdu. A momentami już czuć takie turkotanie. Więcej błota, i po prostu trudniej. Nie mniej nie na tyle trudno abym miał jakiś większy problem przejechać. Jakoś sobie poradziłem. Minąłem Iglice, pod którymi zaczepił mnie młody chłopak na rowerze. Chwilę z nim pogadałem. I pognałem dalej. Zgodnie z planem na Orzeszkowo! Piękna droga. Tyle, że te kamienie na szutrze takie grube. Momentami było ciężko jechać. A unikać ich odbijania na boki - nie da rady. I tak wyjechałem na niejednoznacznym skrzyżowaniu na drodze Wicimice - Stara Dobrzyca. Na wprost mnie Orzeszkowo. Na prawo: Stara Dobrzyca. A na lewo - zgodnie z oznakowaniem na znaku: Stolążek. I to wprowadza w błąd. Jak ktoś nie zna tych stron to będzie ciężko się połapać gdzie skręcić. Powinno być oznakowanie na Wicimice. I ew. druga miejscowość: Stolążek. Skręciłem rzecz jasna na ten Stolążek. Zwieść się nie dałem! I pognałem dalej w stronę Wicimic. Odbijałem podobnie jak ostatnio na PŻ 7. I podobnie jak ostatnio.. Pokonywałem tam ostatnie trudy dzisiejszej trasy.. Co ciekawe mimo tych opadów deszczu i tego jak jest ciepło nie ma owadów za wiele. Nie atakują komary! Spryskałem się dziś Muggą, ale nie atakowały. Mogłem z powodzeniem nie stosować żadnych środków ochronnych! No i kolejna niebezpieczna dla mojej zajeżdżonej przedniej opony w Aurelii, której przebieg wkrótce dobije do 47k km.. Kolejna ryzykowna trasa zaliczona. A jest ryzyko. Szczególnie po tych ścinkach. I w ogóle na leśnych drogach można spotkać różny ryzykowny syf.. Nie mniej: udało się. Tym samym skończył się kolejny miesiąc. Kolejne zmagania za mną a jeszcze więcej przede mną..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)